var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

W przerwie: "Mistrzowie bez tytułu. Legenda Złotej Jedenastki”, czyli triumf pasji nad warsztatem

Autor: Andrzej Cała
2020-04-19 13:00:13

Dożyliśmy czasów, gdy piłka nie tylko jest obecna praktycznie 24 godziny na dobę w telewizji i internecie, ale możemy też czytać świetne pozycje o jej historii. Można pomiędzy meczami, można w drodze do pracy, można tam, gdzie królowie chadzają piechotą. Możliwości jest multum. W każdy weekend będziecie mieli okazję przeczytać nasze polecenia. Pewnie częściej będziemy chwalić niż ganić, bo na słabe książki szkoda nam czasu, więc potraktujcie to jako przewodnik po wartościowej lekturze na czas przerwy. Dziś na tapet bierzemy jedną z pierwszych pozycji, które na rynek wypuściło Wydawnictwo Arena.

Tkacz Norbert, Karaś Daniel, Zeisky David - Mistrzowie bez tytułu. Legenda Złotej Jedenastki (Wydawnictwo Arena)

Określano ich mianem piłkarskiego dream-teamu. Byli ucieleśnieniem marzeń o potędze zza żelaznej kurtyny. I jak to często w życiu bywa, wszystko szło doskonale aż do momentu, gdy w irracjonalny sposób węgierscy mistrzowie dali sobie odebrać złoty medal na szwajcarskim mundialu w 1954 r. W ciągu godziny na obliczu legendy pojawiła się potężna rysa. 

Węgry początku lat 50. to nie było przyjemne miejsce do życia. Stalinowski terror, komunizm niszczyły ludziom radość z życia, czyniąc codzienność niczym więcej ponad szaroburą egzystencję. Trzeba było przetrwać. O tym też w dużej mierze jest ta książka, którą można określić formą mieszaną - quasi reportażem, quasi zbiorem wywiadów, które zebrane w całość starają się nakreślić nam historię piłkarskich herosów. 

Puskás, Czibor, Bozsik, Zakariás, Budai, Kocsis, Lóránt, Lantos czy Buzánszky stanowili coś więcej niż drużynę futbolową. Byli dla Węgrów oknem na świat, na lepsze życie. Dawali chwile radości i wytchnienia od codziennego znoju, który kopał w dupę wszystkich, bez wyjątku.

(...) co zrobili w 1954 roku. Wówczas co tydzień przyjeżdżali po mnie czarną Wołgą i zawozili do budynku partyjnego. Wsadzali mnie do windy i Bóg jeden wie, przez ile godzin mnie tą windą wozili. Góra, dół. Góra, dół. Nie wiedziałem po pewnym czasie, czy jestem na dole, czy u góry. Nie wiedziałem, jaka jest pora dnia. Wymyślali piekielne rzeczy. Co prawda fizycznie mnie nie maltretowali, ale mogę sobie wyobrazić, jak likwidowali innych więźniów - wspomina w książce Grosics, bramkarz wybitnej madziarskiej reprezentacji.

Na ponad dwustu stronach mieszają się historie niezwykłych meczów, opowieści dotyczące siły węgierskich piłkarzy, kolejnych kroków na ich drodze ku wiecznej chwale, jak i takie właśnie reminescencje dotyczące reżimu władzy. 

Tym jednak, co przykuwa największą uwagę, są oczywiście jednak okoliczności słynnego cudu w Bernie. Finał piłkarskich Mistrzostw Świata w 1954 r. owiany jest legendą i do dziś trudno wyjaśnić, jakim sposobem Węgrzy, którzy kilka dni wcześniej rozbili Niemców 8:3, a po ośmiu minutach decydującego meczu prowadzili 2:0, ostatecznie ulegli im 2:3?! Jest wiele wątków, które mogły być decydujące, ogrom do dziś niejasnych poszlak. Za sprawą opisywanej pozycji niemało wiedzy Wam dojdzie.

Książkę czyta się jednym tchem, z uwagą, ale nie sposób wystawić jej oceny wyższej niż dobra ze względu na to, że nie wyczerpuje tematu w sposób w pełni satysfakcjonujący. Dodatkowo zawiodła redakcja, warsztat autorski. Czuć, że mamy do czynienia z pasjonatami, ludźmi oddanymi sprawie i tematowi, natomiast tego ostatecznego szlifu zabrakło. Całe szczęście summa summarum nie jest to na tyle dużym problemem, by “Mistrzów bez tytułu. Legendy Złotej Jedenastki” z czystym sumieniem nie polecić. 

Nasza ocena (1-6): 4+ 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się