var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

TURBOKOPACZ: Wojciech Stawowy, czyli wujek z Ameryki, zakochani pracownicy klubu i przepiękny stadion… Górnika Łęczna

Autor: Turbokopacz
2020-05-07 12:00:42

Lepiej dla ŁKS-u Łódź, żeby Wojciech Stawowy tym razem wyciągnął te legendarne wnioski i nie bawił się w zbędny marketing. Jeśli nie, to znów miło będzie tylko przez kilka pierwszych tygodni.

Nie będziemy się rozpisywali, czy Wojciech Stawowy w ŁKS-ie to dobra opcja, bo z tym gościem możliwe jest wszystko. Ujmiemy to tak: najbardziej prawdopodobne, że wyleci po kilku miesiącach, ale jak utrzyma ŁKS w lidze i kibice zaczną na jego cześć zapuszczać wąsa, to też się nie zdziwimy. To w końcu Polska, tu nic nie jest logiczne.

Piękne hasła na każdą okazję

Powrót Stawowego cieszy nas z innego powodu. Dawno po prostu nie słyszeliśmy tych jego wszystkich pięknych opowieści, które sprzedaje kibicom kolejnych klubów. Bo czy pracuje w Ekstraklasie, czy w I lidze, mówi to samo, czyli:

- miejsce tego klubu jest w Ekstraklasie

- zawsze kiedy tu przyjeżdżał, atmosfera na trybunach była świetna

- czuje tu klimat do piłki

- czuje tu tradycję

- czuje tu wsparcie kibiców

- jest zbudowany podejściem zarządu

- jest mężczyzną, dlatego wie, jak powinien się zachowywać mężczyzna

- jest człowiekiem honoru

- negatywne opinie zawdzięcza tym, którzy mu źle życzą

I wiele takich. Oczywiście zawsze dorzuci jeszcze kilka haseł przygotowanych specjalnie na tę konkretną okazję. Przykładowo, kiedy przejął Górnika Łęczna, okazało się, że stadion w Łęcznej jest… przepiękny i jeden z najładniejszych w Polsce. Nie żebyśmy mieli coś do tego obiektu, bo jak na potrzeby Górnika jest dobrze skrojony, no ale… Sami rozumiecie.

Bohater romantyczny

Oczywiście, że na starcie każdy trener musi posłodzić nowemu pracodawcy. Stawowy jedzie jednak bez trzymanki. Momentami robi bardziej marketing niż trenerkę. Dlatego pierwsze wrażenie z pracy z nim jest zawsze bardzo dobre. Kiedyś w GKS-ie Katowice opowiadali nam, jak to przez kilka tygodni pracownicy klubu byli w nim wręcz zakochani. Elegancki, inteligentny, dla każdego znalazł czas. W zestawieniu z poprzednim trenerem, Dariuszem Fornalakiem, gościem o dość oszczędnym sposobie bycia, wyglądał jak jakiś wujek z Ameryki.

Taka sielanka trwa zazwyczaj krótko. Stawowy opowiada o zaufaniu, lojalności, wspólnej wizji i wszyscy są zadowoleni, ale w końcu zaczyna się go rozliczać z tego, co na boisku. A tam - wiadomo - 29-letniego solidnego ligowca stara się nauczyć piłki, którą ten do tej pory widział na Play Station.

Nie zrozumcie nas źle. Super, że Stawowy chce tych polskich kopaczy rozwijać. Problem w tym, że - tak jak w przypadku tych wszystkich swoich opowieści - solidnie przegina. Są tacy, dla których to jakiś tam dowód konsekwencji i ambitnego podejścia. Wiecie, taki bohater romantyczny. Może i byśmy to kupili, ale po dwóch czy trzech niepowodzeniach, a nie tylu. Wtedy to już raczej dowód na to, że Stawowy kompletnie nie wyciąga tych legendarnych w Ekstraklasie wniosków.

Jeśli w ciągu tych 5 lat poza trenerską ławką też ich nie wyciągnął, to znów miło będzie tylko przez kilka pierwszych tygodni. Wtedy na kolejną szansę w Ekstraklasie już byśmy na jego miejscu nie liczyli.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się