var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Norbert Barczyk / PressFocus

Solidny ligowiec – sprinter, który późno został piłkarzem

Autor: Maciej Kanczak
2020-05-23 20:00:27

Pomijając półroczny epizod w Śląsku Wrocław, całe piłkarskie życie Igor Gołaszewski związany był z Polonią Warszawa. Na dobre i na złe. Takich piłkarzy w przyrodzie już praktycznie nie ma.

Pierwotnie wcale nie zamierzał być piłkarzem. Od dziecka oddany był przede wszystkim lekkiej atletyce, z uwzględnieniem sprintów. Oczywiście historia jest pełna takich przypadków, gdzie dany zawodnik przez lata uprawiał szereg różnych sportów, aż w końcu musiał się zdecydować na jeden konkretny. Casus Gołaszewskiego jest jednak o tyle wyjątkowy, że ten na futbol postawił dopiero w wieku… 23 lat! A mimo to zdołał z Polonią Warszawa zdobyć wszystkie możliwe trofea krajowe i kilkakrotnie wystąpić w europejskich pucharach. Tylko reprezentacja Polski nigdy nie była mu dana, ale biorąc pod uwagę jak późno zdecydował się zostać piłkarzem i tak należy jego dokonania skomentować krótko – not bad.

Na Konwiktorską zawitał po fuzji Polonii z KS Piaseczno w sezonie 1995/1996. Pomijając pół roku spędzone na wypożyczeniu w Śląsku Wrocław (10 meczów wiosną 1997), „Czarnym Koszulom” był wierny przez dekadę. I w zasadzie ten okres w historii pierwszych powojennych mistrzów Polski można właśnie tak określić – było czarno-biały, bez żadnych odcieni szarości. Najpierw ewolucja z beniaminka w drużynę z czołówki Ekstraklasy, a później powolny rozpad – organizacyjny i sportowy, zakończony degradacją w sezonie 2005/2006. Gołaszewski miał więc możliwość biegać po boisku, zarówno z takimi graczami jak Tomasz Kiełbowicz, Emmanuel Olisadebe i Tomasz Wieszczycki oraz Massimiliano Iezzi i Rodrigo (z całym szacunkiem do tych graczy).

Wirtuozem nigdy nie był, ale lata spędzone na bieżni sprawiły, że biegał po murawie przez 90 minut jak szalony. Do tego dochodziły zawziętość i determinacja. Dla młodych zawodników był żywym dowodem na to, że nigdy nie jest za późno, aby wejść do bram zawodowego futbolu. Pozycję w Polonii budował powoli. Ważnym zawodnikiem stał się dopiero w mistrzowskim sezonie 1999/2000, kiedy na stałe wywalczył miejsce w podstawowym składzie i w tej pamiętnej kampanii aż siedmiokrotnie trafiał do siatki rywali. Więcej bramek od Gołaszewskiego wówczas zdobył tylko Emmanuel Olisadebe (12). 

Najbardziej pamiętne boje Gołaszewskiego w barwach Polonii? Bez wątpienia rywalizacja w eliminacjach Ligi Mistrzów z Dinamo Bukareszt (w obu meczach z mistrzem Rumunii zdobył po bramce) i Panathinaikosem Ateny. Dziś, gdy wspominamy boje polskich klubów o Champions League, zazwyczaj żałujemy przegranych Wisły Kraków z PAO i APOEL-em Nikozja. Rzadko mówi się jednak o drużynie Dariusza Wdowczyka, która także napsuła naprawdę dużo krwi „Koniczynkom” i także była blisko awansu. 

Po zdobyciu mistrzostwa Polski w 2000 roku zaczął się już zjazd Polonii. W sezonach 2000/2001 i 2001/2002, „Czarne Koszule” należały jeszcze do ekstraklasowej czołówki (dwa razy sezon kończyły tuż za podium, w 2001 roku zdobyły również Puchar Polski). W późniejszych latach zajmowały już jednak kolejno: 8, 11 i 10. miejsce, by w sezonie 2005/2006 spaść z najwyższej klasy rozgrywkowej. 

Klub był coraz biedniejszy, jeden po drugim odchodzili czołowi piłkarze. Statek tonął, ale kapitan wciąż nie schodził z pokładu. Wystąpił w 28 meczach, zdobył dwie 2 bramki. Gdyby reszta kolegów prezentowała się tak jak on, może udałoby się wówczas Polonię uratować. Gdy wydawało się, że w rozgrywkach 2006/2007 Gołaszewski poruszy niebo ziemię, aby jego ukochany klub wrócił do elity, ten niespodziewanie zdecydował się zawiesić buty na kołku. Zgoda, liczył sobie wówczas aż 38 lat, ale wciąż był w znakomitej dyspozycji fizycznej i z pewnością mógł jeszcze pograć rok czy dwa. 

Dlaczego tak się nie stało? - Wówczas w Polonii były dość specyficzne władze klubu, które wraz z trenerem, zadecydowały, że będą odmładzać drużynę i nie przedłużono ze mną kontraktu. Jak się później okazało w niedalekiej przyszłości ściągnięto kilku piłkarzy w podobnym wieku co ja i to nie stało na przeszkodzie – wyjaśniał po latach w rozmowie z WP Sportowe Fakty.

Po dwóch latach Polonia wróciła do Ekstraklasy, ale tylko dlatego, że Zbigniew Drzymała do Warszawy przeniósł Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski. Sportowo bowiem „Czarne Koszule” sezon 2007/2008 zakończyły w II lidze dopiero na 7. miejscu. W składzie już bez Gołaszewskiego, ale były lider stołecznej drużyny idealnie odnajdywał się w roli działacza. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się