var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafal Rusek / PressFocus

Nawet pandemia pewnych rzeczy nie zmienia – przykładem Karlo Muhar i Paweł Gil

Autor: Maciej Golec
2020-05-27 23:00:07

Choć od piłki zdążyliśmy odpocząć ponadprogramowo, to pewne obrazki z nią związane są niewymazywalne z pamięci kibica i obserwatora. Nie potrzeba było wiele, żeby je przywołać ponownie – wystarczyła obecność na boisku jednocześnie Karlo Muhara i Pawła Gila, którzy nie dopuścili do tego, byśmy przypadkiem zmienili o którymś z nich zdanie. Nie przeszkodziło to – stety bądź niestety – awansować do półfinału Pucharu Polski, gdzie z pewnością poprzeczka zawiśnie o wiele wyżej.

Ćwierćfinały Pucharu Polski w sezonie 2019/20 przejdą do historii najdłużej rozgrywanych – między pierwszym meczem Cracovii w Tychach, a spotkaniem Lecha ze Stalą Mielec minęło 78 dni. W międzyczasie wiało piłkarską nudą, więc tym bardziej nie mogliśmy się doczekać tego powrotu na polskie boiska. Już pal licho, że nie ma kibiców, nie bądźmy zachłanni. Nie wszystko na raz, na razie pocieszmy się piłką zanim ta zdąży nas zdzielić w twarz.

My się cieszymy, jasne, ale po początku, jaki zafundował nam Lech możemy wnioskować, że nie jesteśmy jedyni. Nie widzieliśmy żadnych oznak potrzeb „aklimatyzacji” i przyzwyczajenia się do meczowej rzeczywistości. Przez pierwsze 10 minut to był Kolejorz w najlepszym wydaniu, gra z pierwszej piłki, sprawna współpraca Tiby z Ramirezem w środku pola, odbiór po stracie i przede wszystkim – duża aktywność na skrzydłach. Dzięki niej Kostewycz popisał się przytomną asystą, a Ramirez golem już w 5. minucie meczu.

Problem w tym, że nie wszyscy chcą w Lechu współpracować. Co z tego, że Jóźwiak biega po boisku jak nakręcony, poznaniacy panują nad meczem, a Stal Mielec jedyne co może zrobić to kilka pojedynczych zrywów, skoro na koniec – tym razem pierwszej połowy – wbiega on – Karlo Muhar. To znaczy uściślijmy – wbiegł w pole karne, ruszył się, ale Dariusza Żurawia pewnie to nie pocieszy, skoro Lech dostał bramkę do szatni tylko przez fakt, że zamiast ruszyć się w odpowiednie miejsce – czyli przed Bartosza Nowaka, wyskoczyć w powietrze po futbolówkę – Chorwat z zawziętością wpatrywał się w szybującą piłkę. Mówił, że zrzucił 4 kilogramy w czasie pandemii, dzięki czemu jest zwrotniejszy – cóż, nie chcemy mu wróżyć źle, ale jedyny zwrot, na jaki się zanosi w ciągu kolejnych tygodni to ten na ławkę rezerwowych. Jakub Moder już zaciera ręce. 

Gracze z Mielca mogli co prawda wcześniej wyrównać, ale Michał Żyro chyba za dużo czasu spędził w Kielcach, by wypędzić z siebie demony nieskuteczności. Bo to, co zrobił kilka metrów przed bramką Van der Harta, gdy na głowie miał piłkę, a wokół siebie żadnego obrońcy Lecha, woła o pomstę do nieba. Na szczęście dla mielczan mogli oni liczyć nie tylko na siebie, choć połączenie obu kwestii z pewnością urealniłoby ewentualną kwestię awansu.

Chyba jednak coś w tym jest, że Lechowi dość regularnie włącza się element autodestrukcyjny. I zazwyczaj jest on jednoosobowy. Kolejorz bezdyskusyjnie dominował nad Stalą, raz za razem ośmieszał lewą stronę obrony z Jakubem Bartoszem na czele, który zostawiał rywalom tak szerokie korytarze, że aż grzech było z tego nie skorzystać. Ba, zrobił to nawet Timur Żamaledtinow, strzelił bramkę! Piłkarz-mem, z którego nieporównywalnie częściej kibice się śmieją niż biją mu nieironiczne brawo, ale Muhar postanowił dodać tej rywalizacji trochę pikanterii. Co więcej, przyłożyć do tego rękę powinien jeszcze sędzia Gil, bo Chorwat ewidentnie powinien w drugiej połowie zobaczyć drugą żółtą kartkę, ale jak widać pewne rzeczy – nawet po tak długiej przerwie – pozostają niezmienne.

 

 

Czy kogokolwiek powinno dziwić, że Stal w drugiej połowie zaczęła grać choć odrobinę odważniej? Nie, bo w zasadzie nie mieli nic do stracenia. Inna sprawa, że robili to nieporadnie, a zagrożenie sprawiali tylko sporadycznie, zazwyczaj kończyło się na indywidualnych wojażach. Częściej kreowali tylko wolne przestrzenie Jóźwiakowi, Jakubowi Kamińskiemu, czy Puchaczowi na skrzydłach, z czego ci nie omieszkali korzystać.

Kwestią czasu było zatem podwyższenie wyniku. Kamil Jóźwiak potwierdził w tym spotkaniu, że koronawirusowa przerwa nie wybiła go z rytmu. Mamy wrażenie, że czuje się nawet luźniej niż wcześniej, czego potwierdzeniem jest piękny gol na 1:3. Oczywiście wiemy, że poziom przeciwnika odbiega od tego, z czym mierzy się na co dzień, ale i tak – asysta piętką, gol „rogalem” po indywidualnej akcji i liczne udane rajdy skrzydłami – takiego Jóźwiaka Dariusz Żuraw będzie potrzebował w lidze oraz w półfinale Pucharu Polski, w którym rywal będzie już zdecydowanie bardziej wymagający. 

 

1/4 finału Pucharu Polski

Stal Mielec 1:3 Lech Poznań (1:2)

0:1 – 5’ Ramirez (asysta Kostewycz)

0:2 – 34’ Żamaletdinow (asysta Jóźwiak)

1:2 – 45+1’ Nowak

1:3 – 82’ Jóźwiak 

Stal: Wrąbel – Getinger, Bodzioch, Mateusz Żyro, Bartosz – Urbańczyk (79’ Paluchowski), Domański (75’ Tomasiewicz) – Prokić (65’ Dadok), Nowak, Mak – Michał Żyro.

Lech: Van der Hart – Kostewycz, Crnomarković, Satka, Butko – Jóźwiak, Toba, Muhar (76’ Skrzypczak), Kamiński (58’ Puchacz) – Ramirez (65’ Moder) – Żamaletdinow.

Sędzia: Paweł Gil (Lublin).

Żółte kartki: Bodzioch, Mak – Muhar, Puchacz. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się