var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Paweł Andrachiewicz / PressFocus

Solidny ligowiec – od piłkarza do prezesa

Autor: Maciej Kanczak
2020-05-30 20:00:25

W naszym zestawieniu do tej pory prezentowaliśmy wyłącznie polskich piłkarzy. A przecież i wśród obcokrajowców nie brakuje zawodników, którzy z pewnością zasługują na miano „solidnego ligowca”. Takich jak chociażby Veljko Nikitović.

Nie dość, że solidny, to jeszcze wierny. W Górniku Łęczna spędził w sumie 11 lat, z przerwą na roczny pobyt w rumuńskim FC Vaslui. Jak to się stało, że Serb tak zakochał się w tym niespełna 20-tysięcznym mieście w województwie lubelskim?

W Łęcznej, o czym nie każdy już pamięta, po raz pierwszy pojawił się w 2001 roku. Niedoświadczony 19-latek szybko doznał jednak kontuzji i tyle mieli z niego wówczas pożytku. Trzy lata później ponownie stawił się przy Alei Jana Pawła II 13. W klubie zastał już zupełnie inną rzeczywistość. W sezonie 2000/2001 Górnik nieudolnie próbował dostać się do Ekstraklasy, ostatecznie na koniec rozgrywek zajmując szóstą lokatę, ze stratą ponad 20 punktów do zespołów, które zapewniły sobie promocję. Zimą 2004 łęcznianie mieli już za sobą pierwszą rundę w historii występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przebojem wdarli się do Ekstraklasy, na półmetku zajmując 4. miejsce w tabeli! Na kanwie niesamowitej popularności zielono-czarnych., nowy hymn Górnika napisał i zaśpiewał sam Krzysztof Cugowski.

Górnik Łęczna, Górnik Łęczna!
Lubelszczyzna jest ci wdzięczna!
Górnik Łęczna, Górnik Łęczna!
Brać kibiców jest ci wdzięczna

Tak brzmiał refren tego przeboju. Po latach śmiało można napisać, że Lubelszczyzna wdzięczna była także Nikitoviciowi, który z Górnikiem związał się od 2004 roku na dobre i na złe.

Jedynie w debiutanckim sezonie miał problem z przekonaniem do siebie sztabu szkoleniowego, kiedy rozegrał tylko połowę spotkań. Od sezonu 2004/2005 wszystko w Łęcznej zaczęło się już kręcić wokół Serba. Co prawda w Górniku błyszczeli wówczas przede wszystkim przebojowy skrzydłowy, Sebastian Szałachowski, a także doświadczony napastnik Andrzej Kubica, to jednak cały zespół w ryzach trzymał w środku pola wychowanek FK Mladost Lucani. Przygoda z Ekstraklasą zielono-czarnych dobiegła końca w 2007 roku. Sportowo łęcznianie zajęli wówczas 13. miejsce, ale na jaw wyszły liczne korupcyjne grzechy z przeszłości, które sprawiły, że Górnik spadł od razu do III ligi!

- Gramy u siebie z Groclinem Grodzisk Wielkopolski, który wyeliminował z pucharów słynny Manchester City. My bijemy się o utrzymanie, oni walczą o mistrzostwo. Jest ostatnia minuta i remis 1:1. Wbiegam w pole karne i z pierwszej piłki z ostrego kąta strzelam w stronę bramki. Piłka ląduje w okienku. Taki strzał może się zdarzyć raz na 20, 30 uderzeń. Po prostu fart. Po jakimś czasie biorę gazetę i czytam, że tamten mecz był ustawiony. Niby jak, się pytam? Przecież to był strzał życia – mówił po latach rozżalony w rozmowie z „Gazetą Wyborczą Lublin”. Sam przyznawał, że z korupcją nie miał nic wspólnego.

Wegetacja na III-ligowym poziomie mu jednak nie groziła. Chciały go Legia Warszawa i Arka Gdynia, ale Nikitović zdecydował się na przenosiny do FC Vaslui. W lidze rumuńskiej rozegrał tylko jedno spotkanie w sezonie 2007/2008. A gdy śmiał się upomnieć o zaległe pensje, w ogóle przestał być brany pod uwagę przy ustalaniu składu. Wrócił więc tam, gdzie było mu najlepiej, a więc do Łęcznej. Górnik właśnie wygrzebał się z III ligi i ponownie grał na zapleczu Ekstraklasy. Cel był jasny – jak najszybszy powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. I ostatecznie udało się go osiągnąć, ale wszystko trochę przedłużyło się w czasie. Górnik w Ekstraklasie zameldował się dopiero w rozgrywkach 2014/2015.

W pierwszej od siedmiu lat kampanii, Nikitović grał jeszcze w miarę regularnie (25 spotkań na 37 możliwych). W kolejnym sezonie, ze względu na chroniczne problemy ze zdrowiem, był w stanie rozegrać zaledwie 11 meczów. Serce chciało jeszcze grać, ale organizm zbuntował się na dobre. - Moje chore kolano, w którym brakuje więzadła, coraz bardziej mi dokuczało, ciągle puchło. Miałem już dość ratowania się volterenem, nie chciałem dłużej niszczyć sobie zdrowia – tłumaczył w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”. „Gazeta Wyborcza Lublin” tak skomentowała jego decyzję: To musiało się stać.

Nie rozstał się jednak ani z Łęczną, ani z Górnikiem, w klubie od 2016 roku pełniąc szereg funkcji, na czele z rolą prezesa.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się