var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafał Rusek / Press Focus

Koncert Forsella i magiczne zdolności Bartoszka. Cholera, chyba nie doceniliśmy kielczan... Wisła Płock - Korona 1:4

Autor: Mariusz Bielski
2020-05-31 15:33:57

Powoli zaczynamy wierzyć, że Maciej Bartoszek nie ukończył pospolitej szkoły trenerskiej, lecz Hogwart. Okej, co prawda jego Korona rozegrała i wygrała dopiero dwa mecze, ale dla niej to i tak osiągnięcie. Nie zmienia to faktu, iż szkoleniowiec odmienił drużynę jak za dotknięciem magicznej różdżki. Dzisiaj kielczanie naprawdę nas zaczarowali.

A najbardziej Forsell. Swego czasu pisaliśmy, że jeszcze żadnej kropki nad „i” postawić mu się nie udało, ale znając jego kreatywność i zmysł strzelecki zapewne jeszcze walnie przyczyni się do zaciętej walki swej drużyny o utrzymanie. Na konkretny nie czekaliśmy długo, bowiem w starciu z Wisłą Płock Fin przyczynił się aż do 3 z 4 goli Korony. Szacun!

W ogóle w tym kontekście warto docenić wszechstronność Petteriego. Przy pierwszym trafieniu dla  drużyny gości idealnie dośrodkował z rożnego na głowę Kovacevicia, którego nie upilnowali Michalski oraz Szwoch. Przy bramce na 2:1, nieco fartownej, to on przeprowadził praktycznie 80% akcji – gdyby nie jego drybling i podanie wszerz pola karnego, nie byłoby groźnej sytuacji. Nieczysta interwencja Angela Garcii pozwoliła chwilę później na zdobycie gola przez Marcina Cebulę. Pierwszego w tym sezonie.

No i w końcu trzecie trafienie – tu po prostu Forsell dobiegł do bezpańskiej piłki i huknął na tyle mocno oraz celnie, że Dahne nie miał nic do powiedzenia przy tym strzale. Inna sprawa, że nie popisał się parę sekund wcześniej, kiedy wypluł przed siebie strzał z dystansu, choć powinien był parować do boku. Powszechnie wiadomo jednak, że Niemiec, jak na bramkarza przystało, lepiej gra nogami niż rękami…

Chociaż to i tak nic w porównaniu z głupotą, jaką przy akcji na 3:1 odwalił Uryga. Co on miał w głowie przy tym zagraniu?

 

 

W końcówce zaś gospodarzy dobił jeszcze Kiełb, po asyście Radina. Przez cały mecz żywej legendzie Korony w sumie szło jak po grudzie, niewiele udanych zagrań odnotowaliśmy, ale w tej sytuacji miał taką autostradę, że grzechem byłoby nie zdobyć bramki w tej sytuacji. Chociaż oddajmy należyte honory Rzeźniczakowi, który bardzo pomógł Kiełbowi rykoszetem.

A miało być tak pięknie… Przez pierwsze 20 minut meczu to przecież Wisła Płock zdawała się być ekipą dużo lepiej przygotowaną do tego starcia z większą liczbą argumentów po swojej stronie. W tym czasie Złocisto-krwiści to byli raczej Ciepło-kluszyści. Niby podchodzili pod pole karne Nafciarzy, niby próbowali prostopadłych podań, ale na tyle nieśmiało, że nie sprawiali zagrożenia. 

Ba, dużo większe siali pod własną bramką. Honorowe trafienie dla Nafciarzy to było jakieś kuriozum. Merebaszwili posłał bowiem dość nieprzyjemne, aczkolwiek nadal stosunkowo łatwe dośrodkowanie. Prosto w Kovacevicia, ale ten zamiast wyrżnąć piłkę byle dalej, byle gdzie, po prostu się… Odsunął. Gardawski kryjący Kocyłę momentalnie zgłupiał, nikt o zdrowych zmysłach nie spodziewałby się takiego zachowania po jakimkolwiek obrońcy. A jednak stało się – młodzieżowiec z Płocka nie omieszkał skorzystać z tego prezentu.

Tak pięknie się to zaczęło… Wisła powinna była pójść za ciosem, lecz zamiast tego z każdą minutą wyglądała gorzej. Szczególnie zawiedliśmy się na Furmanie. Komentatorzy tak rzadko wymieniali go z nazwiska, że praktycznie zapomnieliśmy, iż wciąż biega po boisku. Nawet stałe fragmenty mu dzisiaj nie wychodziły, wszak praktycznie wszystkie trafiały wprost na przeciwników. Fatalny występ rozgrywającego, który pokazał chyba, jak bardzo ta drużyna jest uzależniona od dyspozycji Dominika. 

Po stronie Korony zaś oglądaliśmy dziś czystą jakość. Nie sposób nie zapytać, z czego wynikła ta metamorfoza? – Myślę, że zmieniła się w nas mentalność. Bardziej wierzymy w to, że potrafimy – mówił Marcin Cebula już po ostatnim gwizdku, jednoznacznie odwołując się do psychologicznych talentów Bartoszka.

Rzeczywiście, koroniarze wyglądali dzisiaj na idealnie świadomych powierzonych im zadań, dokładnie wiedzieli co mają robić, jak i dlaczego akurat w ten sposób. W efekcie stwarzali sobie sporo sytuacji podbramkowych, a w pewnym okresie drugiej połowy istnie bombardowali bramkę Dahne. Mało brakowało przecież, a mielibyśmy jeszcze piąte trafienie dla kielczan, wszak po jednej z bomb w poprzeczkę trafił Matej Pućko.

Wygląda na to, że chyba za wcześnie skreśliliśmy Koronę. Mając na uwadze przegraną Wisły Kraków z Piastem (0:4) i zgarnięcie trzech oczek przez podopiecznych Bartoszka, na dole tabeli robi się naprawdę ciekawie. Dotychczas Biała Gwiazda miała 5 punktów przewagi, teraz stopniała ona zaledwie do dwóch. W najbliższej kolejce kielczanie podejmą u siebie Piasta, zaś Wisła przyjmie w gościnę Legię. Całkiem niezła okazja na kolejną niespodziankę!

Wisła Płock 1:4 Korona Kielce (1:2)

1:0 Kocyła 15’ (asysta Merebaszwili)

1:1 Kovacević 30’ (asysta Forsell)

2:1 Cebula 34’

3:1 Forsell 67’

4:1 Kiełb 87’ (asysta Radin)

Wisła Płock: Dahne (3) – Michalski (2), Rzeźniczak (3), Uryga (2), Garcia (3) – Ambrosiewicz (3) (61’ Adamczyk 4), Furman (2) – Kocyła (5) (71’ Sahiti), Szwoch (2), Merebaszwili (5) – Sheridan (2) (83’ Angielski)

Korona Kielce: Kozioł (6) – Spychała (5), Tzimopoulos (5), Kovacević (5), Gardawski (4) (67’ Szymusik 4) – Gnjatić (5), Żubrowski (6) – Pućko (5), Cebula (6) (77’ Djuranović), Forsell (8) (69’ Radin 6) – Kiełb (6)

Sędzia: Krzysztof Jakubik

Nota: 6

Żółte kartki: Ambrosiewicz – Cebula, Spychała

Piłkarz meczu: Petteri Forsell


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się