var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Piotr Matusewicz / PressFocus

10 powodów, dla których powinieneś oglądać I ligę

Autor: Filip Gierszewski
2020-06-02 13:05:08

Jak powiada słynne porzekadło Kamila Grosickiego – „nadszedł dzień dzisiejszy”. Bo właśnie dziś, w to gorące wtorkowe popołudnie, po raz trzeci w sezonie 2019/20 witamy I ligę. I jeśli nie za bardzo ona was świerzbi, dziś spróbujemy was do niej przekonać.

Stawiamy sobie pytanie za 100 punktów – dlaczego zainteresować się zapleczem Ekstraklasy, skoro nawet ona prezentuje sobą tak tragiczny poziom, że chciałoby się popełnić harakiri łyżką? Łapcie więc szybkie 10 unikalnych argumentów, które uchylą wam rąbka tajemnicy, dlaczego I liga jest jedyna w swoim rodzaju?

1. Bo poziom jest tak wyrównany, że piętnasta drużyna nie musi się martwić tylko o utrzymanie, ale wciąż może jeszcze celować w awans. 

I bynajmniej nie bajdurzymy tu po matematycznemu, bo w ostatnich latach kilkukrotnie zdarzało się, że awans zgarniano z odległej pozycji startowej. Najbardziej spektakularny przypadek to rzecz jasna Górnik Zabrze, który w 2017 roku na sześć kolejek przed końcem do drugiego miejsca tracił dziesięć punktów. Nigdy nie wiesz, czy tym razem Stomil Olsztyn się jeszcze nie obudzi i nie doskoczy do barażowych miejsc.

2. Bo zdarzają się tu kolejki, w których średnia bramek przekracza liczbę czterech na mecz.

Tak było w ostatniej, przed-pandemicznej serii spotkań – padały takie wyniki jak 5:2, 3:5, 5:1… Wszystko to w jeden weekend. Powiedzcie, czego więcej chciałby kibic? Tutaj po prostu nigdy nie wiesz, czy twoja drużyna przy stanie 3:2 nie zejdzie w pięć minut do 3:5.

3. Bo zbierają tu szlify młodzi i obiecujący piłkarze, którzy lada moment błyszczą w Ekstraklasie. 

Dobra, wiemy, Janek Sobociński niespecjalnie radzi sobie z ofensywnymi piłkarzami w najwyższej klasie rozgrywkowej, chociaż rok wcześniej spisywał się fantastycznie w I lidze. Jednak w miarę dobre recenzje zgarniają obecnie Przemysław Płacheta, Karol Fila czy Radosław Majecki, a przykładowo Patryk Klimala i Damian Kądzior, czyli piłkarze, którzy mniej lub bardziej ostatnio zmienili ligę na zachodnią – oni wszyscy musieli się otrzaskać na pierwszoligowych murawach, aby potem brylować o poziom wyżej. Oglądając I ligę nigdy nie wiesz, czy nie jesteś świadkiem początków gry przyszłego reprezentanta Polski.

4. Bo jeśli łapie cię piłkarska nostalgia, możesz zajrzeć na mecz np. Zagłębia Sosnowiec, którego barwy reprezentują nieco wygasłe gwiazdy ekstraklasy minionych lat. 

Dla Zagłębia grają Patryk Małecki czy Szymon Pawłowski, do Podbeskidzia przybył niedawno Kamil Biliński, a w Warcie środkiem pola rządzą Łukasz Trałka i Mateusz Kupczak. I żeby nie było, że wszystkie te gwiazdy odzyskują blask – wcale nie musi być tak łatwo, bo przecież Jacek Kiełb odbił się od Bruk-Bet Termaliki jak od dmuchanej bandy. Nigdy nie wiesz, czy boisko zalśni od poziomu umiejętności i/lub doświadczenia grających tu weteranów.

5. Bo grają tu piłkarze, którzy potrafią wziąć na plecy pięciu obrońców, dwóch stewardów, panią z obsługi strefy VIP i wejść z nimi wszystkimi oraz z piłką do bramki. 

Nigdy nie wiesz, czy nie poznasz zaraz nowego Messiego.

 

 

 

6. Bo gole bramkarzy decydują o spadkach drużyn. 

Przed państwem Andrzej Witan, którego gol w ostatnim meczu poprzedniego sezonu pociągnął ze sobą GKS Katowice do II ligi, a zbudował legendę cudotwórcy z Suwałk, Mirosława Smyły. Tutaj nigdy nie wiesz, czy w samej końcówce nie upokorzy cię bramkarz drużyny przeciwnej.

 

 

7. Bo liczy się każdy kolejny mecz. 

W I lidze nikt nie powie ci, że bezwarunkowo celuje w awans, bo skończy jak Chojniczanka Przemysława Cecherza. Na zapleczu Ekstraklasy „liczą się trzy punkty co weekend, wtedy można myśleć o czymś więcej”. Nigdy nie wiesz, czy zaraz nie awansujesz.

8. Bo swoje do powiedzenia zawsze ma Komisja Licencyjna. 

Tylko w I lidze tak często zdarzają się bonusowe kary wyznaczane przez KL. Chyba nie trzeba dodawać, jak bardzo urozmaica to rozgrywkę. A że włodarze klubów wkładają tyle starań ile mogą, żeby Komisja dalej takimi smaczkami ich raczyła, my, obserwatorzy, możemy się tylko cieszyć. Nigdy nie wiesz, czy jakiś klub nie dostanie obuchem od członka KL.

9. Bo panuje tu jedyny w swoim rodzaju kibicowski klimat. 

Szczególnie dbają o to sympatycy GKS-u Jastrzębie, którzy przed rokiem nawiązali wyjątkowo bliską relację z piłkarzami i działaczami opolskiej Odry (tekst TUTAJ). Zresztą, GKS Jastrzębie samo w sobie jest dla tej ligi wartością dodaną. Przecież to jego były wiceprezes dorwał „na mieście” fińskiego hokeistę GKS-u Katowice (tekst TUTAJ), sprzedał mu bułę i kazał oddać mu założone przezeń GieKS-owe barwy. Przecież to jego piłkarz trzepnął na boisku swojego kolegę z drużyny, za co został wysłany przez sędziego do szatni. Nigdy nie wiesz co następnego odwalą jastrzębianie.

 

10. Bo I liga to styl życia. 

Nic dodać, nic ująć. To po prostu szalony sposób bycia, który wciąga z bardzo osobliwych powodów, ale wciąga bezgranicznie, po same uszy. A jeśli chcecie poczuć to na własnej skórze, odpalajcie dziś wieczorem Polsat Sport. Chwilę po 18:00 grają GKS Bełchatów z Sandecją (półroczne zaległości w wypłatach kontra zmiany właścicielskie), a o 20:40 Miedź Legnica ze Stalą Mielec (zwyczajnie szósta drużyna z trzecią, niezwyczajnie – drużyna z pozwoleniem na awans do ekstraklasy kontra ekipa z nożem Komisji Licencyjnej przy plecach).


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się