var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

To czas dla Śląska na wyjście z przeciętniactwa

Autor: Bartosz Adamski
2020-06-12 13:30:58

Śląsk Wrocław do pierwszej ósemki doczłapał. Ale nie styl był najważniejszy. Liczyło się tylko, by po pięciu latach wrócić do grupy mistrzowskiej. A skoro to się udało, trzeba dobrze spożytkować ten czas, by takie wydarzenie nie było jednorazowym wyskokiem.

Śląsk w tym sezonie to paradoksalnie Śląsk minimalistyczny. Przykład pierwszy z brzegu: mecz z Arką Gdynia w poprzedniej kolejce. Mają na widelcu zespół, który przez 80 minut nie gra kompletnie nic. Zamiast docisnąć i zamknąć mecz, broni wyniku, licząc na dowiezienie 1:0. Efekt? Fatalna druga połowa i 1:2 po karnym w ostatniej minucie. Zasłużenie? Zasłużenie, proszę Pana.

Był to symptomatyczny mecz dla trenera Vitezslava Lavicki. Czeski szkoleniowiec przyzwyczaił nas, że jak jego zespół wygrywa, to najczęściej jedną bramką. Spośród dwunastu zwycięstw w bieżących rozgrywkach, zaledwie trzy były w większym wymiarze. 

Abstrahując od tego kunktatorstwa, mam generalnie bardzo duży szacunek do Lavicki, bo wyciska z drużyny to, co nie udało się Rumakowi, Szukiełowiczowi, Urbanowi czy Pawłowskiemu za drugim podejściem. Z ręką na sercu można powiedzieć, że to pierwszy poważny trener we Wrocławiu od czasów Oresta Lenczyka. Warsztatowo pewnie nawet lepszy jest Czech, ale styl gry jest bardzo podobny. Śląskowi nie zależy na posiadaniu piłki, choć w meczu z Wisłą Płock było ono zaskakująco wysokie. Śląskowi zależy na szybkim przechodzeniu z obrony do ataku, na kontratakach, na wrzutkach. Czyli na najprostszym sposobie gry. To jest recepta, dzięki której Śląsk dostał się do pierwszej ósemki. Na ligę to wystarcza, ale czy udałoby się przebrnąć choć jedną fazę w eliminacjach do Ligi Europy? Mam poważne wątpliwości.

WKS pod wodzą Lavicki zagrał wiele udanych spotkań. Udanych, czyli takich, po których triumfował. Za minione półtora roku lepsi w lidze są tylko Piast, Legia i Cracovia. Ale w ilu przypadkach możemy powiedzieć, że wrocławian oglądało się naprawdę z przyjemnością? Sądzę, że takie spotkania jesteśmy w stanie policzyć na palcach jednej dłoni.

Do czego piję: Śląsk w tym sezonie grał przede wszystkim na wynik nawet, gdy mógł dobić przeciwnika, czym często irytował, ale chwała za to trenerowi i zespołowi, że udało im się osiągnąć cel. A celem tym było przełamanie tej fatalnej passy czterech kolejnych sezonów w grupie spadkowej. Podobało mi się to, że w klubie wreszcie nie mówiono szumnie o grze o mistrzostwo Polski. Śląsk to zespół z wielkiego miasta, któremu nie przystoi walka o utrzymanie - pełna zgoda. Ale obecnie wrocławski zespół to trochę casus Górnika Zabrze. Wielkie ambicje, a dość skromne możliwości. Mówiąc wprost: ligowy średniak.

Dlatego awans WKS-u do grupy mistrzowskiej trzeba traktować jako sukces, nie obowiązek. Może nie jest to powód do fety na wrocławskim rynku, ale też w końcu można odetchnąć z ulgą. Ranga Śląska po czterech z rzędu sezonach w grupie spadkowej zmniejszyła się do tego stopnia, że był bardziej traktowany jako kandydat do spadku, a nikt na poważnie nie brał go pod uwagę w kontekście europejskich pucharów. 

Dlatego jeśli przy Oporowskiej nie chcą, by był to jednorazowy wyskok, powinni przewartościować priorytety. Gdyby udało się awansować do eliminacji do Ligi Europy - super. Ale nie za wszelką cenę. Konkretnie nie za cenę grania zawodnikami, których za miesiąc we Wrocławiu już nie będzie. To idealny czas na przegląd kadry, na postawienie na młodych zawodników. To doskonały moment, by wreszcie faktycznie odmłodzić kadrę, a nie tylko ciągle mówić o chęci jej odmłodzenia. WKS drugi sezon z rzędu ma najstarszą ekipę w lidze. Gdyby nie przepis o obowiązkowym młodzieżowcu, średnia wieku byłaby zapewne niewiele niższa aniżeli w poprzednim sezonie. 

Na dobrą sprawę nie wiemy, mimo dwóch sezonów gry na Stadionie Wrocław, co potrafi taki Damian Gąska. W przeliczeniu na minuty zagrał 17 pełnych spotkań. Zanotował w tym czasie siedem asyst. Czy to słaby wynik? Dla porównania grający na jednej z jego pozycji Filip Marković w jedenastu występach zdobył czterokrotnie więcej punktów do klasyfikacji fair play niż do kanadyjskiej. A przypomnę, że w tej pierwszej oczka liczą się in minus.

Jest szansa przekonać się, co w zasadzie potrafią młodzieżowcy z obecnej kadry. Sprawdzić czy Sebastian Bergier, o którego jeszcze niedawno pytały włoskie SPAL (był tam nawet na testach) oraz Sampdoria, faktycznie ma predyspozycje do wyjazdu na Zachód. Zobaczyć, czy Piotr Samiec-Talar, który regularnie strzelał w trzecioligowych rezerwach, jest w stanie czynić to też na boiskach Ekstraklasy. Może w końcu ujrzeć na murawie Przemysława Bargiela lub Mateusza Maćkowiaka, którzy wrócili do Polski z zagranicznych renomowanych akademii. Może inne talenty z rezerw - Grzegorz Kotowicz, Bartosz Boruń czy Marcin Szpakowski - nas zachwycą i Śląsk będzie miał w końcu swojego prawdziwego juniora, a nie będzie musiał szukać go w innych klubach.

Mówiąc krótko - uważam, że można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Siłą Śląska jest zespół. Nie ma w nim indywidualności, bez której gra by się posypała. A już na pewno nie są nimi Marković, Żivulić, Raicević czy nawet Chrapek i Pich, którzy zaraz opuszczą Wrocław. Dlatego liczę, że teraz, po uzyskaniu wyniku, na jakim wszystkim zależało, zostaną oni zastąpieni bardziej perspektywicznymi dla WKS-u zawodnikami, bo odbyłoby się to bez zmniejszenia poziomu. I do zmian powinno dojść już od najbliższego starcia z ŁKS-em.

Jeśli uda się wrocławianom zakwalifikować do europejskich pucharów, będzie cudownie. Ale jeśli nie, to nikt szczególnie nie będzie nad tym płakał. Umówmy się: nawet mimo obecnego trzecia miejsca, wrocławski zespół nie jest faworytem do podium. Wielu wciąż traktuje ten klub jako pozytywny wybryk, rewelację sezonu, ale nie bierze w stu procentach poważnie w kontekście gry w Europie. Bo Śląsk kojarzy się z przeciętniactwem, nawet dla mieszkańców Wrocławia. I z tego przeciętniactwa trzeba wyjść, a dalsze stawianie na gości, których za chwilę już nie będzie, do tego nie przybliża.

To czas dla Łabojki, Gąski, Łyszczarza i im podobnych. Niech udowodnią, że zasługują na miejsce w składzie, bo lepszej okazji na to już nie będzie. Lepiej spojrzeć teraz w szerszej perspektywie i zbudować wreszcie coś trwalszego, a nie co sezon rzeźbić zupełnie nowy zespół. Zwłaszcza że w razie awansu do europejskich pucharów właściwie nie będzie na to czasu.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się