var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

ŁKS poleciał, ale poziom emocji na dole jeszcze nie spadnie

Autor: Bartosz Adamski
2020-06-24 15:30:49

Na pięć kolejek przed końcem znamy już formalnie jednego spadkowicza, a Korona i Arka, mimo ekstremalnej sytuacji, jeszcze nadziei nie porzucają. Będzie to walka z rodzaju "uniknąć przeznaczenia", ale widzę co najmniej jeden zespół, który tę bitwę może im ułatwić. Choć o stały poziom napięcia dbają obie Wisły, to większy problem zaczyna się robić w Płocku.

Przyznam, jak Donald Tusk, szczerze: od kilku lat z większym zaciekawieniem oglądam mecze grupy spadkowej niż mistrzowskiej. Być może wpływ na to miał posiadacz stałej dzikiej karty w tej grupie, czyli Śląsk Wrocław, do którego z racji pochodzenia i zamieszkania jest mi najbliżej, ale raczej większą rolę przypisuję tu po prostu emocjom. Te na dole zawsze są spore.

Nie elektryzowała mnie szczególnie w ostatnim czasie walka o tytuł. Piast Gliwice mistrzem? Okej, brawo, niech będzie, ale w europejskich pucharach i tak nic nie osiągnął. Mogliśmy sobie mydlić oczy i twierdzić, że są jakieś przesłanki ku temu, że któryś z poprzednich lat będzie przełomowy i wreszcie wejdziemy z powrotem przynajmniej do fazy grupowej Ligi Europy. Nie, takich przesłanek nie było.

Ale teraz jakieś są. Bo efektownie i efektywnie gra Legia Warszawa. Bo Lech Poznań prezentuje naprawdę ciekawą piłkę, co ważne opartą na wychowankach, i rodzi się tam ciekawy projekt. Ewentualnie jeszcze bo Piast jest solidny i może wyciągnie wnioski z zupełnie nieudanego zeszłorocznego podejścia.

Mimo wszystko jednak szukając wrażeń przychylniej spoglądam w kierunku tej dolnej ósemki. Chyba po prostu z racji lat spędzonych przy Ekstraklasie bardziej emocjonuje mnie ligowa młócka i bitwa o przetrwanie niż oglądanie eliminacji do eliminacji pucharów.

Jakoś tak mam, że wolę sobie obejrzeć ŁKS niż Pogoń, Koronę niż Cracovię czy Wisłę Płock niż... Nie, dobra, aż takim masochistą nie jestem. "Nafciarzy" oglądać się nie da. Dziwi mnie to o tyle, że skład mają naprawdę niezły, raczej na miejsca 8-10 aniżeli 12-16. Nazwiska to co najmniej solidni ligowcy. Kamiński, Rzeźniczak, Furman, Wolski, Sheridan, Merebaszwili, nawet Tomasik, Marcjanik, Szwoch, Kuświk – przecież każdy z nich w jakiś mniej lub bardziej znaczący sposób w lidze się pokazał. A teraz prezentują zupełną bryndzę.

Wisła lubi eksperymentować z trenerami, problem jednak w tym, że z reguły im to nie wychodzi. Prezes Jacek Kruszewski opowiada w wywiadach, że wypromowali Jerzego Brzęczka do reprezentacji Polski, i tutaj faktycznie czapki z głów. Problem jednak w tym, że później totalnymi niewypałami okazali się Dariusz Dźwigała i Kibu Vicuna, a teraz oko męczy i nie punktuje zespół prowadzony przez Radosława Sobolewskiego.

I to właśnie płocczan teraz traktuję jako bardzo poważnego kandydata do spadku, jeśli zespoły pod nimi nagle złapałyby formę. Na pewno poważniejszego niż Wisłę Kraków. Coś drgnęło w końcu w Arce Gdynia, ale raczej nie w stylu gry, a w skuteczności. Strata sześciu punktów do ekipy z Płocka na przestrzeni pięciu spotkań naprawdę jest do odrobienia, zwłaszcza biorąc pod uwagę regularność, z jaką wygrywają podopieczni Sobolewskiego. Dość powiedzieć, że od momentu, gdy byli liderem – czyli od 13. kolejki – wygrali tylko dwa razy. Równie beznadziejny jest tylko ŁKS Łódź, który już z ligi poleciał. A teraz przed „Nafciarzami” właśnie starcie z ełkaesiakami i wcale mnie nie zdziwi, jeśli znowu nie wygrają.

 

źródło: 90minut.pl

I nawet mimo że zamiana Kazimierza Moskala na Wojciecha Stawowego to, jak mawia Zbigniew Stonoga, "jakieś kurwa nieporozumienie". ŁKS faktycznie przeszedł przemianę pod wodzą "najlepszego najgorszego trenera ligowego": z zespołu słabego stał się beznadziejny. W sześciu meczach Stawowy zdobył jeden punkt, aż pięć razy przegrywając. Stosunek bramek 2:13. Średnia punktowa 0,17. Tyle w temacie.

Szanuję, że władze łódzkiego klubu mają swój pomysł na zespół polegający na grze w piłkę, a nie kopaniu jej w nieokreślonym bliżej kierunku, ale nie kupuję wdrażania go za wszelką cenę. Do takiego grania mieli przystosowanego tylko jednego zawodnika – Daniego Ramireza. Po wyjęciu go przez Lecha, doskonale widać, jaki poziom prezentują pozostali ełkaesiacy. To, co wychodziło w I lidze, nie mogło się udać w Ekstraklasie. Nie, mając do dyspozycji Bogusza, Juraszka, Grzesika, Srnicia, Pirulo czy Corrala, których można posądzić o wszystko, ale nie o posiadanie umiejętności piłkarskich.

Zaraz zdegradowana najpewniej zostanie także Korona, ale akurat Maciejowi Bartoszkowi niczego zarzucić nie można. Może czuć się jak w tym Maluchu z nalepką "Nie trąb, robim co możem". Potencjał ludzki ma bardzo zbliżony do tego, co posiada ŁKS. To po prostu druga najsłabsza drużyna w lidze i uratowanie tego zespołu przed spadkiem byłoby majstersztykiem, ale umówmy się: już w marcu, gdy Bartoszek obejmował posadę, wiadomo było, że graniczyć będzie z cudem.

Jeśli Wisła Kraków spadnie, w BETCLIC zarobicie na tym wydarzeniu aż 7.50! Zarejestrujcie się z kodem 2X45INFO i zagraj!

Kukicie, Djuranovicie, Tzimopoulosy, Gnjaticie, Cecaricie, Radiny, Zalazary – no nie masz prawa utrzymać się z takimi gośćmi. Całkiem niedawno na 2x45 braliśmy pod lupę ludzi odpowiedzialnych w ekstraklasowych klubach za transfery. Wyszło nam, że w Kielcach spośród pięćdziesięciu nowych zawodników za "niemieckich czasów", ponad połowa ruchów była nieudana. Nie chcę nikomu potrzymać piwa, ale o drugiego tak fatalnego prezesa, jakim jest Krzysztof Zając będzie trudno. Powiedzmy sobie wprost: zepsuł praktycznie wszystko, co tylko dał radę. Z tej Korony, którą Bartoszek trzy lata temu zostawił na piątym miejscu, zostały zgliszcza. Z sezonu na sezon było coraz gorzej, aż w końcu kielczanie są jedną nogą w I lidze.

Generalnie trudno powiedzieć, aby taki układ strefy spadkowej i jej okolic był jakimkolwiek zaskoczeniem. Arka, Korona i ŁKS to po prostu najsłabsze kadrowo zespoły w całej stawce. Dwa pierwsze kluby już od dłuższego czasu typowane były do relegacji, teraz uratować może ich tylko zmysł szkoleniowców. Łodzianie popełnili natomiast błąd Zagłębia Sosnowiec z poprzedniego sezonu i uznali, że nie potrzeba im wielkich wzmocnień. Wisła Kraków zaś dopiero powoli wychodzi finansowo na prostą, a w Płocku mylą się raz za razem przy doborze składu i trenera. 

Ktokolwiek z tej piątki spadnie, wyraźnie odstawał od reszty stawki. A że w przyszłym sezonie I liga będzie naprawdę mocna, choćby z Widzem Łódź czy GKS-em Katowice, które mają wielkie ambicje, rychłego powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej tegosezonowym spadkowiczom nie wieszczę.a


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się