var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafal Rusek / PressFocus

Bagaż odpowiedzialności na plecach Pietrzaka. Lewa obrona Lechii utrzyma świeżość?

Autor: Maciej Golec
2020-06-28 12:00:37

Po wygranym meczu z Piastem Gliwice Filip Mladenović pożegnał się z gdańskimi kibicami. Nie krył wzruszenia. Spędził nad morzem prawie 2,5 roku i jak wiele razy powtarzał – żyło mu się tam wspaniale. W Białymstoku może ostatni raz założyć biało-zieloną koszulkę, dlatego zasadne wydaje się być pytanie – czy istnieje życie po życiu? A raczej – po Mladenoviciu.

W wyjazdowym meczu Ekstraklasy debiutował właśnie w stolicy Podlasia. Pierwszy raz zresztą na pozycji lewego obrońcy. Po bolesnej porażce 1:4 Lechia była na 12. miejscu w tabeli z przewagą tylko jednego punktu nad strefą spadkową, a sam Filip nie jawił się jako boiskowy erudyta, a raczej krzykacz, buntownik i zadziora, za czym umiejętności piłkarskie niespecjalnie szły. Ale wtedy o każdym – co do jednego – można było tak powiedzieć. 

Nie mamy jednak wątpliwości, że koniec końców Filip Mladenović zapisze się na kartach Lechii jako najlepszy albo jeden z najlepszych lewych obrońców XXI wieku. Też za sprawą pewnej posuchy, której gdańszczanie często nie potrafili odpowiednio zwalczyć, ale przede wszystkim za charakter, który często komplikował sytuacje trenerowi, ale koniec końców był odbierany pozytywnie. Za ofensywne podboje, dzięki którym skrzydła Lechii były postrzegane jako najlepsze w lidze oraz za ogromny wkład w ubiegłosezonowy sukces oraz te 16 asyst i 3 bramki. 

To wszystko razem kładzione na plecy Rafała Pietrzaka stanowi niesamowity ciężar, który 28-latek będzie musiał spróbować udźwignąć. Kibice w Gdańsku już de facto przyzwyczaili się do tego, że lewa strona chodzi jak w zegarku. Że współpraca Mladenovicia z kimkolwiek sprawiała, że wiatr wiał – nie ważne czy to Haraslin, Udovicić, Peszko, czy teraz Conrado – skrzydła Lechii siały – i chyba dalej sieją – mniejszy bądź większy postrach. W gestii Rafała Pietrzaka będzie utrzymanie tego stanu.

Czy jest w stanie podołać? Pierwsze siedem spotkań pokazało, że jest on bardziej powściągliwy w angażowanie się w ofensywę i rozegranie niż Mladenović. Wciąż czeka na pierwszą asystę i bramkę. Ale gdyby to o czymś świadczyło, Serb pewnie już dawno grałby w jakiejś słowackiej czy czeskiej lidze sprzedany za gorsze przy pierwszej najbliższej okazji. Przypominamy bowiem – Mladenović na pierwszą liczbę przy nazwisku nie będącą minutą, w której otrzymał kartkę, czekał 26 (!!) meczów. Dopiero po 1677 minutach spędzonych na boisku zaliczył pierwszą asystę, a potem wszyscy wiemy, co się stało. Dlatego z oceną należy się wstrzymać co najmniej do następnego sezonu. 

Okej, Pietrzaka i Mladenovicia różni kilka rzeczy. Po pierwsze: szybkość. Polak typem sprintera nigdy nie był, więc naturalne, że jego sposób grania nie polega na bieganiu od pola karnego do pola karnego przez cały mecz, tylko raczej przerzucaniu tej odpowiedzialności na skrzydłowych. I w tym przypadku – jeśli będzie mieć po swojej stronie Conrado, braki po Mladenoviciu można trochę nadrobić. Choć nie ukrywajmy – najprostsze zadanie to nie będzie, zaś skrzydła Lechii do tej pory opierały się właśnie na mobilności i szybkości. 

 

 

Jeśli idzie o podobieństwa, to – o ironio – lepsza gra w ofensywie niż w defensywie. Poza tym na pewno stałe fragmenty gry. W czasach gry dla Wisły Kraków Pietrzak zdobył dwie bramki (czyli połowę dorobku) po bezpośrednich rzutach wolnych. Można go więc chyba doliczyć do zasłużonego środowiska, które „potrafi uderzyć” z dystansu. Co również ciekawe, Mladenović w 86 meczach w Lechii zdobył 3 gole i zaliczył 16 asyst, Pietrzak natomiast w 86 spotkaniach GKS-u Katowice w… 86 meczach zdobył… 3 gole i zaliczył… 15 asyst. Przypadek?

Tak sądzimy. Niektórzy powiedzą, że dawno, nieprawda i na dodatek w I lidze. I w sumie mają rację, bo lata 2013-2015 to już raczej daleka piłkarska prehistoria, dlatego to tylko w ramach ciekawostki. Niemniej 5 asyst i 4 bramki w barwach Białej Gwiazdy to, jak na lewego obrońcę, wcale nie taki zły wynik. Zwłaszcza, że nie zamierzamy go na razie stawiać w jednym szeregu z Mladenoviciem właśnie. A epizod w Belgii? Wbrew pozorom zbierał bardzo pozytywne opinie.

ZAREJESTRUJ SIĘ JUŻ TERAZ Z KODEM 2X45INFO I OBSTAWIAJ MECZE LECHII

Ale nie skreślamy chłopaka na starcie, tak jak i z odchodzącym piłkarzem Lechii tego nie zrobiliśmy. Wszyscy w Gdańsku powinni się cieszyć, że na lewej obronie będzie faktycznie grać lewy obrońca. A przecież w odwodzie jest jeszcze wspomniany wcześniej Conrado, który do Lechii przychodził w zamyśle na lewą obronę. Niewiele klubów ma na tej pozycji taki komfort, więc warto to docenić zanim zacznie się narzekać.

Ale tak, strata Mladenovicia to strata dla całej Lechii. I zastąpienie go jeden do jednego będzie trudniejsze niż może się wydawać. Tym bardziej, że jedyna korzyść pieniężna dla Adama Mandziary to koniec kontraktu, a nie sprzedaż z zyskiem. A okazać się może, że Serb za chwilę stanie po przeciwnej stronie boiska. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się