var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: NORBERT BARCZYK / AGENCJABMF.PL

Solidny ligowiec: Zagrał na nosie samemu Frankowskiemu

Autor: Maciej Kanczak
2020-06-30 15:30:45

W muzyce o takich, jak on, mówią "one-hit wonder", czyli artysta jednego przeboju. W futbolu możemy określić go mianem "piłkarz jednego sezonu". Bo też przez pięć lat gry w Ekstraklasie, wyróżnił się w tym jednym, konkretnym sezonie.

Mowa oczywiście o pomocniku Górnika Zabrze, Adamie Kompale, który w sezonie 1999/2000 zagrał na nosie tak znanym nad Wisłą napastnikom jak Krzysztof Bizacki, Sylwester Czereszewski czy Tomasz Frankowski. A przecież zabrzanie wcale wówczas nie należeli do ligowej czołówki. Ba, na koniec rozgrywek zajęli ostatnie, bezpieczne miejsce, mając ledwie cztery "oczka" przewagi nad pierwszym ze spadkowiczów, a więc ŁKS Łódź. Wkład Kompały w tamto utrzymanie był nie do przecenienia, wszak zdobył wówczas prawie połowę bramek dla 14-krotnych mistrzów Polski.

Snajperska korona była tym zaskakująca, że sezon 1999/2000 był dopiero drugim Kompały w najwyższej klasie rozgrywkowej. W debiutanckiej kampanii zaledwie raz wpisał się na listę strzelców, by w kolejnej  zaskoczyć wszystkich, na czele... z samym sobą. - Wiary w siebie nie brakowało mi nigdy. Sądziłem natomiast, że więcej bramek zdobywać będą moi konkurenci - mówił po zakończeniu sezonu w rozmowie z tygodnikiem "Piłka Nożna". Jesień 1999 finiszował z 11 golami. Na początku wiosny strzelał z kolei od święta. Trafił na inaugurację rundy rewanżowej z Amiką, by na kolejną bramkę czekać kolejnych pięć kolejek. Potem znów trzy spotkania pauzy i przez moment wydawało się, że faktycznie po koronę może sięgnąć ktoś z tria Bizacki-Czereszewski-Frankowski. Rozstrzelał się dopiero w końcówce, w czterech meczach aż siedem razy wpisywał się na listę strzelców. Był to kulminacyjny moment sezonu, wszak zabrzanie wygrali wtedy tylko dwa z dwunastu rozegranych spotkań. Znakomity finisz sprawił, że najlepszym snajperem ligi polskiej został właśnie Kompała.

- Adam nie ma sobie nic z gwiazdora, jest bardzo skromnym chłopakiem. Jeszcze chyba nie doszło do niego, że przeszedł do historii - chwalił go klubowy kolega, Michał Probierz. Skąd ta skromność? Może z tego, że Kompała stosunkowo późno zadebiutował w Ekstraklasie. Co prawda w pierwszym zespole Górnika pojawił się już na początku lat 90-tych, to jednak ze względu na brak szans na regularne występy, przeniósł się do II-ligowego Ruchu Radzionków. Do Zabrza wrócił po pięciu latach, by w końcu stać się graczem podstawowego składu. O ile pierwszy sezon, jak już wspomnieliśmy, przeszedł bez echa, o tyle w drugim jego gwiazda świeciła pełnym blaskiem. Już w trakcie jego trwania, "Piłka Nożna" uhonorowała go tytułem "odkrycia roku". 

Tytuł króla strzelców nie miał jednak wpływu na dalszą karierę ofensywnego pomocnika. W reprezentacji Polski nigdy nie zadebiutował, bo w lepszym klubie niż Górnik też nigdy nie zagrał. W Ekstraklasie spędził jeszcze trzy sezony. Jak strzelał? To jest ciekawa sprawa, bo w wywiadzie z "PN" zapytany o snajperskie cele na kolejne lata, wypowiadał się następująco: - Myślę, że jeśli zdobędę połowę tego co w tym sezonie, to będzie...normalnie. I było. Jego dorobek z kolejnych trzech kampanii to odpowiednio: 2000/2001 - 6, 2001/2002 - 7, 2002/2003 - 7. 

Zadziwia fakt, że mimo równej formy, to były jego ekstraklasowe ostatki. Co prawda od opuszczenia Górnika w 2003 roku, jeszcze przez siedem lat grał w piłkę, ale jedynie na jej zapleczu (Szczakowianka Jaworzno, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Jagiellonia Białystok, Piast Gliwice, Ruch Radzionków). 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się