var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pixathlon / SIPA / PressFocus

FC Augsburg nowy klubem „Gikiego”. Awans sportowy, ale cele te same

Autor: Maciej Zaremba
2020-07-02 18:30:37

Po długim zamieszaniu wokół kontraktu Rafała Gikiewicza z Unionem Berlin sprawa wreszcie się wyjaśniła. Polski bramkarz, zgodnie z zapowiedziami wielu dziennikarzy, zdecydował się pozostać w Niemczech i podpisał kontrakt z pierwszoligowym FC Augsburg. Dla wielu polskich kibiców jest to miejsce nieco anonimowe i nikogo nie powinno to dziwić. Zespół z Bawarii to nawet na warunki niemieckie marka, która nadal musi mocno pracować na swoją reputację.

Do 2011 roku FC Augsburg na dobrą sprawę nigdy poważnie nie zaistniał na mapie piłkarskich Niemiec. Wówczas ekipa prowadzona przez dobrze znanego fanom Bundesligi Josa Luhukaya awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej i pierwszy raz pokazała się szerszej publiczności. FC Augsburg był typowany do roli jedno czy dwusezonowego kopciuszka ligi, który nie będzie miał szans na dłuższe przeżycie w elicie. Ekipa z Bawarii zaskoczyła i zaskakuje jednak wszystkich, bo jeszcze ani razu w swojej historii nie spadła i już na dobre stałą się częścią bundesligowej rodziny. Dzisiaj może nie tyle co trudno wyobrazić sobie Bundesligi bez Augsburga, ale już jednak na trwałe wbił się nam do świadomości jako klub, który w tej lidze występuje i nie jest żadną sensacją.

Nieustanna walka o byt

Dziewięć sezonów z rzędu w najwyższej klasie rozgrywkowej pozwoli Augsburgowi ustabilizować swoją sytuację finansową i sportową na tyle, aby nie być co roku typowanym jako jeden z dwóch czy trzech głównych kandydatów do spadku. Oczywiście jeśli spojrzymy na budżet, choćby płacowy, to Augsburg jest zawsze na jednym z ostatnich miejsc w niemieckiej hierarchii pierwszoligowej, ale potrafi jednak nimi na tyle umiejętnie gospodarować, że unika spadku, którego w ostatnich latach doznali znacznie bogatsi jak VfB Stuttgart, Hamburger SV, Hannover 96 czy Werder, który musi walczyć o życie w barażach.  Nie oznacza to jednak, że Augsburg jest pewniakiem w środku stawki w lidze i nie martwi się już o utrzymanie.

Jest wręcz przeciwnie, bo Augsburg przez swoje dziewięć sezonów w Bundeslidze tylko dwukrotnie zajął wyższe miejsce niż dwunaste. Raz udało się nawet sensacyjnie awansować do Ligi Europy, gdy w sezonie 2014/2015 FCA wywalczył sensacyjnie piąte miejsce. Wówczas klub prowadził Markus Weinzierl, któremu prognozowano wielką karierę. Jak skończył jednak niemiecki trener, który miał odbudować Schalke 04, wszyscy wiemy. 

Jednosezonowy wybryk w postaci piątego miejsca poprzedzony był ósmą lokatą, również za Weinzierla. Można więc powiedzieć, że to właśnie za kadencji Niemca Augsburg wyglądał w Bundeslidze najpewniej i najlepiej. Inne sezony to jednak walka o byt i nieustanne może nie drżenie, ale na pewno obawa, że ten sen o Bundeslidze w Augsburgu wreszcie się skończy. Rok temu i w tym, tuż zakończonym sezonie Augsburg zajął dwukrotnie piętnaste miejsca, czyli ostatnie, które znajduje się poza strefą spadkową. Dwunaste czy trzynaste pozycje z marną liczbą oczek nie wyglądają jednak przecież wcale lepiej, ale nadal pozwalają utrzymać się w elicie. Jeśli jednak Augsburg nie chce igrać z ogniem, a tak wyglądają ich ostatnie lata w Bundeslidze, to musi po prostu wreszcie poprawić swoją grę i przede wszystkim ją ustabilizować.

 

 

Trzy znaczące transfery

Skupiając się już konkretnie na Rafale Gikiewiczu i jego wyborze trzeba przyznać, że nie dokonał spektakularnego transferu, ale na pewno przeszedł do drużyny, która po pierwsze jak już opisaliśmy jest stałym bywalcem na niemieckich salonach, a po drugie jest po prostu znacznie silniejsza kadrowo od Unionu. Temu klubowi ciężko przypisać jakiekolwiek estetyczne atuty pod względem jakości gry czy umiejętności poszczególnych zawodników. W Augsburgu próżno szukać gwiazd europejskiej piłki, ale można znaleźć na pewno nazwiska, które zapracowały już na swoją markę w Bundeslidze.

Wśród nich na pewno będzie Rafał Gikiewicz, z którym do klubu również na zasadzie wolnych transferów przyszli Daniel Caligiuri i Tobias Strobl, czyli piłkarze mający już naprawdę ogromny bagaż doświadczeń na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech. Zwłaszcza transfer Caligiuriego może robić wrażenie, bo owszem był on ostatnio w fatalnej formie, jak i całe Schalke 04, ale jeszcze sezon czy dwa temu był absolutnie wiodącą postacią klubu z Gelsenkirchen i był nawet łączony z powołaniem do reprezentacji Włoch. Jeśli skrzydłowy odbuduje formę, to powinien być ogromnym wzmocnieniem FCA.

Zawirowania w bramce

Podobnie może być z Gikiewiczem, który przychodzi do Augsburga w roli strażaka. Od odejścia Marvina Hitza do BVB w 2018 roku w bramce FCA jest totalny chaos i masa nietrafionych wyborów.  Od początku sezonu 2018/2019 w barwach Augsburga w roli bramkarza zagrało łącznie aż pięciu różnych golkiperów: Andreas Luthe, 27 występów, Tomas Koubek 25 występów Gregor Kobel 18 występów, Fabian Giefer 4 występy i wreszcie Benjamin Leneis z jednym występem.

Rozwiązaniem tych problemów miał być wspomniany Tomas Koubek, który rok temu trafił do Augsburga za 7,5 miliona euro, co czyniło go jednym z najdroższych piłkarzy w historii klubu. Sprowadzony z Rennes bramkarz cieszył się bardzo dobrą opinią we Francji i miał zapewnić spokój w bramce Augsburga na lata. Czech rozegrał jednak katastrofalny sezon, z ogromną liczbą popełnionych błędów i śmiało można go uznać za najgorszego bramkarza ligi. Najlepiej świadczy o tym fakt, że stracił miejsce w składzie na rzecz wiecznie rezerwowego 33 letniego Andreasa Luthego.

Wydaje się więc, że Gikiewicz przychodzi do klubu w roli pewniaka, ale ze świadomością rywalizacji z bramkarzem, który kosztował Augsburg, jak na ich możliwości, ogromne pieniądze i które powinny być jeszcze jakoś spożytkowane.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się