var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Lukasz Sobala / Press Focus

Z Wrocławia do Norwich, czyli podróż z Ekstraklasy do jednego z najciekawszych projektów na Wyspach

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-07-23 21:06:11

Norwich City jeszcze kilka lat temu kojarzyło się wszystkim z przeciętnym miejscem, które niewiele znaczy na piłkarskiej mapie. Ot, typowy brytyjski klub, który grał w stereotypowy dla Anglii sposób. Trzy lata temu sytuacja jednak się zmieniła i dziś mówimy o niezwykle ambitnym projekcie, który w niedalekiej przyszłości ma przynieść sukcesy. Czy Przemysław Płacheta stanie się jego integralną częścią?

Zastanawiacie się pewnie: jak zespół, który zajął ostatnie miejsce w tabeli Premier League, może mieć nadzieje na świetlaną przyszłość? Mówimy przecież o drużynie, która choć na początku próbowała nawiązać walkę z najmocniejszymi, z czasem zaczęła się prezentować coraz gorzej, aż w końcu pożegnała się z elitą bez jakichś większych starań o utrzymanie. Jak taki zespół może w ogóle marzyć o sukcesie?

 

 

Kanarkowa rewolucja

Wszystko za sprawą zmiany w kierownictwie, jaka nastąpiła trzy lata temu. Norwich po nieudanych wojażach w Premier League, w których przewaliło mnóstwo pieniędzy na głupoty, nie chciało być dalej tym stereotypowym, angielskim klubem ze średniej półki, który gra w typowy dla Championship sposób. Koniec z „kick & rush”, koniec z głupimi wydatkami na zawodników i przede wszystkim koniec z przeciętniactwem.

Dlatego właśnie przyjście Stuarta Webbera okazało się strzałem w dziesiątkę. Nowy dyrektor sportowy od razu przedstawił w klubie wizję, o jakiej nikt wcześniej na Carrow Road by nie pomyślał: teraz czas na młodzież, rozbudowę klubowych obiektów i akademii. Koniec ze ściąganiem szrotu, czas postawić odważniej na skauting i rozwój młodych zawodników.

Do zrealizowania tej wizji sprowadzono również Daniela Farkego – trenera, który wcześniej współpracował z rezerwami Borussii Dortmund. Niemiec ma więc obycie z młodzieżą, umie z nią pracować i dlatego był idealnym kandydatem do zrealizowania wizji Webbera. Kimś, kto odważnie postawi na młodych zawodników i sprawi, że ci z czasem wypłyną na szerokie wody.

Początki były trudne, Norwich przecież w swoim pierwszym sezonie zajęło dopiero czternaste miejsce w tabeli, ale udało się zrealizować pierwszy cel: na szerokie wody wypłynęli James Maddison i Josh Murphy, na których udało się zarobić konkretne pieniądze. Zyski nie zostały przeznaczone na nowych zawodników, tylko na… klubowe obiekty. Sprzedani zawodnicy opłacili nowe boiska treningowe, pozwolili rozwinąć akademię i zagwarantowali klubowi przyszłość. To jednak nie koniec inwestycji, bo w przyszłości infrastruktura ma być coraz bardziej rozwijana.

Awans i spodziewany spadek – wszystko częścią planu

Kiedy Norwich w końcu zdołało awansować do Premier League, wszyscy w klubie zdawali sobie sprawę z tego, że nie uda się w niej utrzymać. Stuart Webber podjął decyzję, żeby w stu procentach wykorzystać okres spędzony w elicie i jeszcze bardziej przygotować się na nadchodzące wyzwania. Nikt w klubie nie myślał o przeprowadzaniu wielomilionowych transferów, które nadwyrężyłyby budżet. Liczyły się tylko zyski z praw telewizyjnych i wypromowanie kolejnych zawodników.

- W ciągu ostatnich lat sprzedaliśmy wielu zawodników za konkretne pieniądze. I owszem, można zainwestować te pieniądze w zawodników, ale równie dobrze można je stracić – mówił Stuart Webber w niedawnym wywiadzie dla „canaries.co.uk”. - Nie będę za to przepraszał, że nie kupiliśmy nowych zawodników. Jeśli ludziom się to nie podoba, w porządku. Jeśli ludziom nade mną się to nie spodoba, wtedy odejdę. Inwestujemy pieniądze mądrze i jeśli kiedyś odejdę, opuszczę zupełnie inny klub niż zastałem. I jasne, gdyby chodziło tu o moje ego czy ego Farkego, moglibyśmy kupić kilku zawodników, zebrać parę lajków na Twitterze, a potem stworzyć dziurę finansową, by na końcu tak czy siak się nie utrzymać.

I nie można tutaj Webberowi nie przyznać racji. Wszyscy doskonale wiedzieli, że z transferami czy bez, utrzymanie się w Premier League będzie niezwykle trudne. Po co więc marnować pieniądze, które mogą zostać zainwestowane w coś pożytecznego, skoro można wykorzystać ten czas do maksimum i postawić na produkty własnej akademii i pozwolić im się rozwijać?

Norwich awansowało z bardzo młodym i niedoświadczonym składem, a dzięki Danielowi Farkemu udało się sprawić, że dziś wielkie kluby interesują się niektórymi piłkarzami. Weźmy chociażby Emiliano Buendię, który został kupiony z Getafe za 1,5 miliona funtów, a który dziś jest jednym z najlepszych kreatorów w lidze. Toddem Cantwellem interesuje się sam Liverpool, który szuka opcji na poszerzenie ławki rezerwowych. Ben Godfrey, Max Aarons i Jamal Lewis to bardzo młodzi obrońcy, którzy również bezproblemowo znajdą sobie nowe kluby. Za całą piątkę można zgarnąć zdecydowanie ponad 100 milionów funtów. Jest to kwota, z którą można zrobić użytek.

 

 

Zrobić użytek z pieniędzy

Dlatego właśnie włodarze Norwich dwa razy oglądają każdego funta, zanim go wydadzą na głupoty. Po awansie do Premier League najwięcej zapłacono za 19-letniego Sama McCalluma, który od razu został odesłany na wypożyczenie do Coventry. Po sprzedaży Jamala Lewisa z pewnością będzie podstawowym graczem Kanarków.

- Futbol to nieskończona gra, nie ma końca. Szczerze wierzę, że moja rola tutaj pomoże temu klubowi stać się lepszym w przyszłości, a efekty będzie widać nawet na długo po moim odejściu, kiedy moja przygoda dobiegnie tu końca – mówił Webber.

Wspomniany Emiliano Buendia przychodził za 1,5 miliona, a w Hiszpanii nikt nawet nie widział w nim materiału na gwiazdę. W Norwich zaufali jednak skautingowi i postawili na Argentyńczyka, który szybko zrobił furorę na Wyspach. Ben Godfrey również przychodził z czwartej ligi angielskiej, a dziś jest jednym z ciekawszych angielskich stoperów młodego pokolenia.

Spadek do Championship to nie jest koniec świata, zwłaszcza że dopiero teraz Norwich może zacząć budować się na poważnie. Przygoda w Premier League była tylko przystankiem i cenną lekcją dla wielu z tych młodych zawodników. Część z nich może odejdzie, a część z nich zostanie i razem z trenerem będzie walczyć o kolejny powrót do elity. Tym razem już po swojemu, na własnych warunkach.

Dlatego właśnie transfer Przemysława Płachety jest niezwykle ciekawy. Wiemy już, że Kanarki starają się nie wydawać pieniędzy na głupoty i raczej nie trwonią ich w ciemno na piłkarzy niesprawdzonych. A skoro piłkarz Śląska zdołał do siebie przekonać Stuarta Webbera, to z pewnością coś w nim jest. Wiemy już, że Cantwell i Buendia prawdopodobnie opuszczą Carrow Road, więc polski skrzydłowy z pewnością będzie miał mnóstwo okazji, żeby udowodnić swoją jakość. Może to właśnie on zostanie kolejnym Buendią wyciągniętym za grosze, a którym za kilka lat będą interesowały się dużo większe kluby.

Z takim trenerem jak Daniel Farke wszystko jest możliwe, a wiele wskazuje na to, że Niemiec zostanie w drużynie spadkowicza i będzie kontynuował swoją pracę. Jest to niezwykle istotne, że trener, który wywalczył spektakularny awans do Premier League i potem nie zdołał się w niej utrzymać ze względu na spore ograniczenia, nie zostanie zwolniony po jednym niepowodzeniu. W wielu zespołach – czy to polskich, czy angielskich – byłoby to nie do pomyślenia.

Płachecie życzymy więc powodzenia, bo trafił do bardzo ekscytującego miejsca, z którego można się wybić jeszcze wyżej. I kto wie, może za kilka lat otrzymamy ofensywnego piłkarza w Premier League, który faktycznie będzie coś znaczył w swoim zespole?


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się