var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pixathlon / SIPA / PressFocus

Głośny powrót stał się faktem – Waldemar Sobota po sześciu latach ponownie w Śląsku!

Autor: Bartosz Adamski
2020-07-31 11:40:17

Nie jest to może tak spektakularny transfer jak powrót Jakuba Błaszczykowskiego do Wisły Kraków sprzed półtora roku, ale z pewnością przejście Waldemara Soboty do Śląska Wrocław będziemy rozpatrywać poważnie w kategoriach hitu tego okienka. Przy Oporowskiej podchody pod 33-letniego skrzydłowego robili od co najmniej kilkunastu miesięcy, ale dopiero teraz po rozwiązaniu kontraktu z FC Sankt Pauli stało się to w pełni realne. No i dokonało się – Sobota znów zagra na Stadionie Wrocław!

Do Wrocławia wraca ulubieniec kibiców. 

Piłkarz, który był jednym z najważniejszych członków ekipy, będącej w latach 2011-2013 absolutną ligową czołówką. Piłkarz, który kojarzy się z największą przygodą Śląska w europejskich pucharach w XXI wieku, gdy dwukrotnie dochodził do fazy play-off eliminacji do Ligi Europy. Piłkarz, który zrobił taką furorę w dwumeczu z Club Brugge, że działacze belgijskiego klubu zapragnęli go mieć natychmiast u siebie. Piłkarz, który przed odejściem Przemysława Płachety był autorem najbardziej dochodowego transferu w historii WKS-u.

Do Wrocławia wraca Waldemar Sobota.

I to w jakim stylu! Trzeba przyznać, że naprawdę ładnie przywitał się z wrocławskimi kibicami.

 

 

Swoją robotę wykonał także marketing Śląska. Najpierw przygotował zgrabną zapowiedź transferu z wykorzystaniem scen z "Killerów 2-óch", a potem namówił Mateusza Borka do roli narratora. W obu przypadkach wyszło bardzo ładnie.

Filigranowy skrzydłowy nie jest wychowankiem wrocławskiego klubu, spędził przy Oporowskiej niewiele ponad trzy lata, ale zaskarbił sobie taką sympatię fanów, że teraz chyba każdy zapatrywał się na jego powrót hurraoptymistycznie. Orędownikiem jego sprowadzenia z powrotem do stolicy Dolnego Śląska był też dyrektor sportowy Dariusz Sztylka – jeszcze niedawno kolega 33-latka z jednego zespołu. To on namawiał od dłuższego czasu Sobotę do przejścia na Stadion Wrocław i w końcu dopiął swego.

We Wrocławiu na powrót Waldka czekano sześć lat. W tym czasie wiele się w klubie pozmieniało – w zasadzie wszystko, co najlepsze, skończyło się wraz z jego odejściem. Wprawdzie raz bez urodzonego w Ozimku zawodnika udało się wrocławianom zagrać w europejskich pucharach, ale później aż na pięć lat utknęli w grupie spadkowej. W tym sezonie udało się tę passę przełamać, a Sobota ma pomóc, by nie był to odchył do normy, a stały trend. - Towarzyszą mi wielkie emocje i nie mogę doczekać się, kiedy ponownie wybiegnę na boisko w koszulce Śląska. Mam duży sentyment do tego klubu i przez ostatnie siedem lat starałem się śledzić wszystkie doniesienia na temat WKS-u. Chcę jednak podkreślić, że jestem tu dlatego, bo znów chciałbym osiągać z tą drużyną sukcesy – powiedział sam zawodnik dla oficjalnej strony klubowej.

Czy słusznie Śląsk pokłada w nim aż takie nadzieje? Mamy przecież do czynienia z zawodnikiem, który liczy sobie już 33 lata i teoretycznie najlepszą formę za sobą. Teraz jest jednak znacznie bardziej wszechstronny niż podczas ostatniego okresu gry we Wrocławiu – może występować nie tylko na skrzydle, ale i w środku pola. Właśnie na "dziesiątce" ustawiany był ostatnio najczęściej w FC Sankt Pauli. To daje trenerowi Vitezslavowi Laviczce spory komfort, bo niedoskonałości w WKS-ie widać na obu tych pozycjach.

W dodatku jeśli spojrzymy na statystyki Soboty, dostrzeżemy, że paradoksalnie miniony sezon był jednym z jego najlepszych w karierze. Ogółem zaś w 2. Bundeslidze w 141 meczach strzelił 13 goli i zanotował 14 asyst. Nie są to na pewno jakieś znakomite liczby, ale one często nie oddawały tego, ile Sobota faktycznie dawał zespołowi. - Może nigdy nie był gwiazdą drugiej Bundesligi, ale spokojnie można go określić jako solidnego wyrobnika. Jak na zawodnika ofensywnego zdecydowanie najbardziej brakowało mu konkretów, bo udział przy bramkach średnio co blisko 400 minut w barwach St. Pauli to, delikatnie pisząc, wynik bardzo przeciętny. W Hamburgu pozostawił po sobie jednak na pewno dobre wrażenie i kto wie, czy gdyby nie był młodszy, to nie pozostałby w klubie w roli wartościowego zmiennika – mówi nasz redakcyjny spec od niemieckiej piłki, Maciej Zaremba.

W rzeczy samej Sobota niekoniecznie chciał odchodzić z FC Sankt Pauli. Jego menedżer, Martin Balcer, na łamach "Hamburger Morgenpost" przekonywał, że gdyby nie koronawirus, najprawdopodobniej "Waldi" pozostałby w klubie. - Wszystko byłoby załatwione już dawno temu. I to przy zupełnie rozsądnych warunkach kontraktowych.

Podobno w grze o 18-krotnego reprezentanta Polski były jeszcze kluby z 2. Bundesligi, Anglii oraz Holandii. Przynajmniej tak jeszcze kilka dni temu twierdził jego agent. Ostatecznie jednak Sobota zdecydował się na powrót do Ekstraklasy, podpisując 2-letni kontrakt z opcją przedłużenia o kolejny rok.

Umówmy się: gdyby Sobota chciał odcinać kupony, wybrałby sobie miejsce do grania bez większej presji. A skala oczekiwań we Wrocławiu będzie spora. Dostał najpewniej jeden z najwyższych kontraktów w zespole (o ile nie najwyższy), ma być jego motorem napędowym i utrzymać na dłużej Śląsk w czołówce. Na pewno jego występy będą dokładnie brane pod lupę i rozkładane na czynniki pierwsze. Skoro na to przystał, musi być zatem przekonany, że mimo swojego wieku jest w stanie w Ekstraklasie grać pierwsze skrzypce. A przynajmniej w znacznym stopniu nawiązywać do dyspozycji, jaką prezentował podczas poprzedniego pobytu nad Odrą.

To bez wątpienia głośny powrót i możemy już uznać, że ten transfer będzie na pewno jednym z najciekawszych ruchów w tym oknie, pewnie zmieści się nawet w TOP3. Czego więc życzymy Sobocie, Śląskowi i jego kibicom? Przede wszystkim przeżycia znów takich chwil, jak przed blisko siedmioma laty.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się