var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafal Rusek / PressFocus

Stalowe nerwy Resovii na wagę awansu. Resovia 0:0 (7:6) Stal Rzeszów

Autor: Maciej Golec
2020-07-31 21:10:48

To, że po 26 latach zespół z Rzeszowa wreszcie znajdzie się na zapleczu Ekstraklasy, wiedzieliśmy od kilku dni. Tego, że dzisiejsze derby nie będą przepięknym i przeciekawym widowiskiem, się spodziewaliśmy. Ale na to, kto będzie tym szczęśliwcem, musieliśmy poczekać aż do rzutów karnych. I jako że Resovia po półfinale ma wprawę, to i tym razem okazała się lepsza. Choć docenić wypada wszystkich, bo 13 strzelonych jedenastek z rzędu codziennie się nie zdarza.

Mecz decydujący o awansie do I ligi. Derby. Jedna z drużyn z najlepszą obroną w lidze (średnio mniej niż jedna bramka stracona na mecz). Druga gra na wyjeździe bez swoich kibiców i dzięki genialnemu finiszowi przedostała się ze strefy spadkowej do barażów o zaplecze Ekstraklasy. Nie było wielu przesłanek ku twierdzeniu, że spotkanie to będzie porywające i niebywale interesujące. Zbyt często w starciach o taką stawkę zamiast meczu oglądamy szachy, więc tu spodziewaliśmy się dokładnie takiego scenariusza.

I cóż, wszystko poszło zgodnie z planem.

Tak było już na początku, kiedy Resovia nie kwapiła się do ataków, czyli grała to, do czego zdążyła przyzwyczaić – wyczekiwała na rywala. Z drugiej strony Stal, jeśli próbowała coś zdziałać, to robiła to nieporadnie. Z przodu osamotniony był Grzegorz Goncerz, którego skutecznie powstrzymywał Kubowicz, a stałe fragmenty przynosiły gościom więcej śmiechu niż pożytku. Gra najczęściej toczyła się w środku pola.

Z biegiem czasu obraz trochę uległ zmianie. Ale podkreślamy – trochę i nie na długo. Do widowiska wyrywającego nas z fotela było jeszcze daleko. Po prostu mieliśmy wrażenie, że oba zespoły zaczęły grać odrobinę mniej zachowawczo. Kilkukrotnie z dystansu zaskoczyć bramkarza Stali próbował Maksymilian Hebel i raz był nawet bliski wturlania piłki do bramki, bo interwencja Kaczorowskiego pozostawiała wiele do życzenia. Resovia uaktywniła swoje skrzydła, a Stal próbowała sporadycznie ugryźć rywala kontrami. Sęk w tym, że większość tych akcji paliła na panewce, przez co w pierwszej połowie nie było czym się emocjonować. Mały plusik po stronie gospodarzy za większą regularność ataków ofensywnych i kilka stworzonych sytuacji, ale jest on raczej wymuszony ogólną bezpłciowością tego meczu. Na prawdziwe pochwały nikt do tego momentu nie zasługiwał. 

Mijały kolejne minuty i ten plusik coraz bardziej się zarysowywał. Resovia była bardziej zorganizowana i konkretna. Na lidera, dzięki kolejnym udanym akcjom, coraz bardziej kreował się Hebel, ale mimo że piłkę częściej mieli gospodarze i przebywali z nią na połowie Stali, to coś z tego wynikło dopiero w 83. minucie, gdy fantastyczną interwencją po strzale Twardowskiego popisał się Kaczorowski.

Gołym okiem było widać, że nikt nie chciał podejmować ryzyka, a po drugiej stronie długo nawet nie było piłkarza, którzy mogliby to zrobić. Goncerza skutecznie odcinano, a skrzydła w postaci Michalika i Plewki nie wyglądały najlepiej, więc ożywienie ich w drugiej połowie było jak najbardziej logiczne. I pomocne, bo młodzieżowiec Kłos nie bał się brać na siebie odpowiedzialności, oddając przy tym pierwszy od długiego czasu celny strzał, a Jarecki zaczął wreszcie inicjować akcje lewą stroną boiska. Po jednej z nich zrobiło się gorąco, gdy piłkarze Stali mieli chyba uzasadnione pretensje o niepodyktowanie rzutu karnego. Ale cóż, dogrywki i tak nie uniknięto. 

Dogrywki, w której zmęczenie dawało się we znaki, ale chociaż dzięki temu mogliśmy zobaczyć kilka dobrych akcji. Zrobiło się sporo miejsca i takie szybkie kontry, jak ta Resovii z początku drugiej połowy, mogły być drogą do zapewnienia sobie I ligi jeszcze przed serią rzutów karnych. Ale uwaga, szok, nie były.

Ale musimy przyznać, że kilkanaście minut później przeżywaliśmy już prawdziwy szok. Niby mecz był słabiutki, sytuacji jak na lekarstwo i polotu zero, a oba zespoły karne strzelały po mistrzowsku. Na dodatek, na podgrzanie emocji, Resovia musiała na chwilę chować wystrzelone korki od szampanów z powrotem do butelek, bo po obronie Zapytowskiego na wagę awansu okazało się, że ten wyszedł z linii bramkowej i sędzia musiał jedenastkę powtórzyć. Mimo to za chwilę wątpliwości już nie było, 13 trafień z rzędu należy docenić, często nie oglądamy takich obrazków. I szkoda tylko Wiktora Kłosa, który po wejściu na boisko ożywił grę Stali, wyglądał przyzwoicie, a decydującego karnego nie trafił. Tym samym Resovia awansowała, a Rzeszów dziś szybko nie położy się spać. Tylko że część będzie świętować, a część płakać w poduszkę. 

Resovia 0:0 Stal Rzeszów (7:6 w karnych)

Resovia: Zapytowski – Geniec, Kubowicz, Zalepa, Adamski – Płatek, Domoń, Hebel (94’ Dziubiński), Radulj, Krykun – Antkowiak – Świderski (81’ Twardowski)

Stal: Kaczorowski – Sylwestrzak, Kostkowski, Szeliga, Głowacki – Michalik (50’ Jarecki), Reiman, Kotwica, Plewka (62’ Kłos) – Pląskowski (114’ Szczepanek), Goncerz (85’ Pieczara)

Sędzia: Sebastian Krasny.

Żółte kartki: Domoń, Zapytowski – Głowacki, Jarecki.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się