var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafal Oleksiewicz / PressFocus

Progres można zrobić w każdym momencie kariery – mamy dowody! 10 największych pozytywnych metamorfoz minionego sezonu

Autor: Mariusz Bielski
2020-08-01 21:05:17

Jeśli ktoś twierdzi, że coraz lepszym piłkarzem można stawać się tylko za młodu, myli się boleśnie. Pokazał to ostatni sezon Ekstraklasy, w którym duży progres robili zarówno młodzi, jak i ci, których należy uznać już za weteranów. Panowie, gratulujemy!

Kolejność przypadkowa!

MARTIN POSPISIL

Pospisila doceniamy za ustabilizowanie formy i większy niż wcześniej wpływ na grę Jagi. Drugi aspekt co prawda nie znajduje odzwierciedlenia w liczbach, ale fakty są takie, że w ostatnim sezonie Czech grał więcej niż wcześniej i po prostu więcej znaczył. Indywidualnie na pewno poszedł do przodu, a to, że zespół nie potrafił tego wykorzystać, to zupełnie inna historia. Jeśli zwolnionego Iwajło Petewa zastąpi trener, który będzie miał jeszcze lepszy pomysł na Posipisila, to efekty powinny przyjść same. Bo Czech naprawdę ma duże umiejętności, jak na Ekstraklasę, co pokazał choćby w rundzie wiosennej. Wystarczy tylko włożyć go w odpowiednie tryby. 

KAMIL JÓŹWIAK

Był taki moment, w którym teoria, że wychowanek Lecha zatrzymał się w rozwoju, nabrała wyraźnych rumieńców. Co prawda jeźdźcem bez głowy nie dało się go nazwać, ale efektywność pozostawiała wiele do życzenia. Ot, Kamil zaczął wyglądać trochę jak Mateusz Wdowiak. Niby zdolny, niby błyskotliwy, a jednak nie aż taki genialny, jak się o nim wcześniej pisało.

W tych rozgrywkach jednak pozamykał usta wszystkich tych, co w niego zwątpili. Mimo iż w klasyfikacji kanadyjskiej ma zaledwie 12 oczek, ale do tego możemy jeszcze doliczyć aż 6 asyst drugiego stopnia czy 63 kluczowe podania w całym sezonie. Jak na kogoś, kto nie wykonuje większości stałych fragmentów – czasem jednak się zdarza – jest to bardzo dobry wynik. No ale są też takie aspekty futbolu, które nie sposób zmierzyć. Wielokrotnie bywało bowiem tak, że Kamil prezentował się świetnie nawet jeśli nie przyczyniał się bezpośrednio do zdobywanych bramek. Potrafił jednak zupełnie odmienić drużynę, gdy jej nie szło, a on wchodził z ławki. Bierze na siebie odpowiedzialność podczas konstruowania akcji, nie panikuje, gra odważnie… Widać, że znacznie dojrzał.

Nie dziwota, że pali się do wyjazdu z Ekstraklasy i tego nie ukrywa.

MATUS PUTNOCKY

W poprzednim sezonie wydawało się, iż obserwowaliśmy zmierzch niegdyś świetnego bramkarza – w skali ekstraklasowej oczywiście. Mimo że Jasmin Burić również boleśnie sprzeciętniał, Matus nie potrafił wygryźć go spomiędzy słupków. Kiedy jednak już dostawał szansę, w niczym nie przypominał tego pewnego siebie chłopa, którego Kolejorz wyciągnął z tonącego Ruchu Chorzów.

Błąd, jaki popełnił do spółki z Janickim, dzięki czemu Piast przypieczętował zdobycie mistrzostwa,  to w sumie idealnie wisienka na zeszłorocznym torcie.

No ale w Śląsku Putnocky znacznie odżył. Do tego stopnia, że w naszym rankingu not z całego sezonu zajął 4. miejsce wśród najlepszych bramkarzy Ekstraklasy ze średnią ocen 5,24. Lepsi? Plach, Kozioł i Kuciak, czyli wstydu zdecydowanie nie ma. Wielokrotnie ratował zespół przed utratą goli w wydawałoby się beznadziejnych sytuacjach. Udowodnił, że mimo wieku wciąż ma znakomity refleks. Daniel Kajzer, który miał wzmocnić rywalizację w bramce wrocławian przez cały sezon nawet nie powąchał murawy w meczach Ekstraklasy.

DOMAGOJ ANTOLIĆ
- Domagoj, na jakiej grasz pozycji?
- Na alibi

Przez długi czas środkowy pomocnik mógłby odpowiadać dokładnie w ten sposób. Długo ukrywał swoje atuty przed światem, przez co uważano go za spory niewypał. W obronie popełniał błędy, podawał głównie do najbliższego kolegi, mnóstwo razy faulował w głupi sposób, ponieważ przegrywał pojedynki…

Kto by pomyślał, że tkwi w nim potencjał na bycie jednym z najlepszych rozgrywających Ekstraklasy? Sam Domagoj twierdzi, iż jego przemiana to zasługa Aleksandara Vukovicia oraz przyjętego przez niego stylu gry. Gdy warszawianie wreszcie skupili się na ofensywie, a on został uwolniony z taktycznych dybów, nagle okazało się, że to jeden z najbardziej kompletnych środkowych pomocników ligi. Świetnie współpracuje z Martinsem i asekuruje ofensywnego pomocnika, bije stałe fragmenty, samemu też robi wypadu pod pole karne, gdzie nie robi tylko za statystę. Zwróćcie też uwagę na jego „zrywy” z piłką, dzięki którym łamie linie przeciwników i robi dużą przewagę pozycyjną dla kolegów.

Kozak straszny się zrobił z Antolicia. A to oczywiście oznacza również oferty z zagranicznych klubów...

WOJCIECH GOLLA

Pierwszy sezon po powrocie do Ekstraklasy miał przeciętny, w drugim nieoczekiwanie zmienił się w topowego defensora ligi. Runda jesienna była w wykonaniu Golli co najmniej dobra. Może i zdarzały mu się słabsze mecze, ale w porównaniu do wcześniejszych rozgrywek i tak było zdecydowanie lepiej. Zwyżkę formy zauważył też trener Lavicka. Od 1. do 20. kolejki Golla nie wystąpił tylko raz przez pauzę za żółte kartki. W pozostałych meczach grał od dechy do dechy, a defensywa Śląska należała do najszczelniejszych w lidze. 

Problemy, i to poważne, pojawiły się dopiero w przerwie między rundami. Golla w sparingu z FK Ufa zerwał więzadła i wypadł do końca sezonu. Jak odbiło się to na defensywie Śląska? Wrocławianie, choć bez Golli rozegrali mniej meczów niż z Gollą, to stracili więcej bramek. Na szczęście dla dolnośląskiego klubu obrońca wrócił już do treningów i na nowy sezon powinien być w pełni gotowy. 

RAFAŁ JANICKI

Obrońca Wisły Kraków znalazł się w naszym zestawieniu dzięki bardzo dobrej rundzie wiosennej, w której uratował twarz. Metamorfozę Janickiego uważamy zresztą za jedną z najciekawszych - wystarczyła zmiana trenera, by z niedorajdy zmienił się w pewnego siebie i skutecznego lidera wiślackiej defensywy. 

Artur Skowronek w sobie tylko znany sposób zdołał tak nastroić Janickiego, że przykrył większość z jego niedostatków i uwydatnił chyba wszystkie zalety. Równie dobrze, co na wiosnę, stoper Białej Gwiazdy grał lata temu, jeszcze w barwach Lechii Gdańsk. Później z każdym sezonem było coraz gorzej. Janicki osiągnął mistrzowski poziom w pozorowaniu gry, zamiast w bronieniu własnej bramki. Nie został - jak przez chwilę się zapowiadało - ostoją defensywny, tylko siewcą katastrofy. I kiedy wydawało się, że nic już z niego nie będzie, wpadł w ręce Skowronka, który na przekór wszystkim wyrzeźbił solidnego ligowca

SERGIU HANCA

Na początku przygody Rumuna z Ekstraklasą wydawało nam się, że będzie to kolejny nieudany transfer Michała Probierza. No bo czy Hanca wiosną poprzedniego sezonu różnił się czymś od takiego Mateusza Wdowiaka? Raczej nie, i bynajmniej nie jest to komplement. 

Nowy sezon przyniósł jednak nową, zdecydowanie lepszą wersję Hanki. Skrzydłowy Pasów od początku trzymał wysoką formę i przez całe rozgrywki zaliczał się do grona najlepszych ligowców. Kiedy Cracovii nie szło, to właśnie Rumun był tym zawodnikiem, który najczęściej brał na siebie ciężar gry i próbował coś zmienić. Czasem oczywiście nie wychodziło, ale znacznie częściej jego gole i asysty zapewniały Cracovii punkty albo - jak w meczu z Bytovią - awans do kolejnej rundy Pucharu Polski. W dodatku Hanca dał się poznać nie tylko jako dobry piłkarz, ale też jako niesamowicie kolorowa, zaangażowana w życie klubu i pozytywna postać. Takich obcokrajowców chcemy w lidze jak najwięcej. 

JAROSŁAW NIEZGODA

Swego czasu uważano, że może zrobić większą karierę niż Krzysztof Piątek. Cóż, gdybologia, nigdy już nie dojdziemy czy taka teza była słuszna, czy przesadzona. Różnicę pomiędzy oboma snajperami zrobiło zdrowie. Pio Pio ma końskie, urazy nie są mu groźne. Jarek – wręcz przeciwnie. Na dłuuugie tygodnie z gry wykluczyła go chociażby kontuzja pleców, a potem jeszcze groźniejsza rzecz – problemy z sercem. Ba, przecież nawet przed zimowym transferem do Portland Timbers były legionista musiał przejść ablację. Drugą już w swoim życiu.

Wcześniej jednak zdołał absolutnie zaorać naszą ligę, notując 14 trafień i 2 asyst w 18 meczach. W tym: dublet z ŁKS-em i Wisłą Płock czy hattrick z Rakowem. Gość po prostu wygrywał Legii mecze, a przecież zaczynał sezon jako 4. napastnik w hierarchii Vukovicia. Niezgoda to zatem praktycznie największe „zmartwychwstanie” ostatnich lat. Szkoda, że tak szybko zmył się do MLS, lecz biorąc pod uwagę jego dawne kłopoty zdrowotne, też byśmy wsiedli do tego pociągu.

UROS KORUN

W sezonie mistrzowskim zepchnięty na głęboki margines przez Czerwińskiego oraz Sedlara. Powiedzmy sobie jednak otwarcie – Fornalik miał święte prawo, by niemal nieprzerwanie stawiać na tę dwójkę, ponieważ rozgrywali genialny sezon. Korun natomiast był raczej biernym uczestnikiem historycznego sezonu Piasta – rozegrał zaledwie 9 meczów w Ekstraklasie.

Cierpliwość jednak się opłaciła. Raz, że mistrzem Polski i tak może się tytułować. Dwa, Aleksandar odszedł z gliwickiego zespołu zeszłego lata, a Czerwiński wyleciał na parę miesięcy już na początku rozgrywek 2019/20. Uros powrócił zatem do wyjściowej jedenastki i nie oddał swego miejsca ani na chwilę, notując aż 35 z 37 możliwych występów. Zmieniali się jego partnerzy (Huk, Malarczyk, w końcu wrócił Czerwiński), a Korun trwał, wielokrotnie będąc ostoją drużyny. Trener Fornalik zapewne musi bardzo żałować, że Piastowi nie udało się przedłużyć kontraktu z Urosem. Jemu z kolei też nie można się dziwić – 33 wiosny na karku to już ten moment, kiedy trzeba spróbować załapać się na jakiś wielki kontrakt. A oferty z Azji miał. Dodajcie dwa do dwóch.

ALAN CZERWIŃSKI

Zerwanie więzadeł to zawsze taki moment, w którym człowiek się zastanawia – czy on jeszcze wróci do dawnej dyspozycji? Czy to nie zniszczy mu kariery? Mało to mieliśmy przykładów piłkarzy, którzy po tego typu urazach już się nie podnosili, albo, co gorsza, odnosili kolejne podobne?

Na szczęście zawodnika Zagłębia Lubin, a już teraz Lecha, żadna większa tragedia nie dotknęła. Owszem, w poprzednim sezonie rozegrał zaledwie 16 meczów, z czego w wyjściowym składzie tylko 2 razy licząc mecze po urazie. Trudno więc oceniać go w ogóle pod kątem efektywności. Po prostu musiał powoli dojść do odpowiedniej dyspozycji. Kiedy jednak na spokojnie przeszedł przez okres przygotowawczy, doszedł do formy, w jakiej nie był nigdy. Momentami mieliśmy wrażenie, że w akcji oglądamy Daniego Alvesa, a nie Alana – tak kozacko radził sobie w ofensywie. Nie dziwota, iż w końcu uzbierał aż 9 asyst w 35 meczach, bo jak na bocznego obrońcę jest rewelacyjnym wynikiem. Ba, przecież on takich liczb nie robił nawet w czasach, kiedy występował jako skrzydłowy, a tu mówimy jednak o bocznym defensorze!

Oj, będzie wielką pociechą dla Lecha!


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się