var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Adam Starszynski / PressFocus

To był najlepszy zarząd w historii Wisły! Zasłużyłem na lepsze traktowanie – Jacek Kruszewski dla 2x45

Autor: rozmawiał Mariusz Bielski
2020-08-06 10:30:58

Niby mówiło się o tym już jakiś czas temu, ale wiadomość o odejściu Jacka Kruszewskiego z Wisły Płock i tak wywołała spore poruszenie. Czemu w ogóle do tego doszło? Dlaczego czuje się urażony? Jakie są jego relacje z Tomaszem Marcem? Co uznaje za największy sukces, a co za największą porażkę w roli prezesa? Jak w tej pracy pomogło mu pochodzenie ze środowiska kibicowskiego? Czy Wisła Płock ma swoje DNA? Czemu opinie o Marku Jóźwiaku są nieprzemyślane? Dlaczego jego zarząd był najlepszym w historii klubu? Jak idą prace nad książką o Wiśle?

Odpowiedzi znajdziecie poniżej. Zapraszamy do lektury!

***

Może to banalne pytanie, ale co pan teraz czuje, kilka dni po rozstaniu z Wisłą Płock?

Skrajne rzeczy. Z jednej strony, ogromną dumę z powodu tego co dało się przez te ponad 3000 dni w Wiśle Płock osiągnąć. Doskonale pamiętam w jakim momencie klub przejmowałem, gdzie byliśmy, co znaczyliśmy w polskiej piłce. Druga liga i tak naprawdę fatalny wizerunek klubu, puste trybuny oraz brak sponsorów. To był klub, któremu wróżono zniknięcie z piłkarskiej mapy Polski. Natomiast przez 8 lat mojej prezesury udało się zrobić wielki postęp cywilizacyjny, osiągnęliśmy największe sukcesy w historii tego klubu. Tak naprawdę z niczego zrobiliśmy tę Ekstraklasę, krok po kroku. Dzisiaj mamy 5. sezon z rzędu w najwyższej lidze i to jest dla mnie ogromny powód do dumy oraz satysfakcja.

Z drugiej strony odczuwam ogromny żal, że nie dano mi dalej pracować. Akurat znaleźliśmy się momencie, kiedy klub ma szansę na spory rozwój. Na przykład gdy powstanie stadion będzie można żądać większych pieniędzy od sponsorów, liczyć na większą frekwencję, sprowadzać lepszych piłkarzy. Do tego przed nami sezon przejściowy, tylko jeden zespół spadnie, można by było coś fajnego na dłuższą perspektywę zbudować. A mi właśnie teraz podziękowano... Jest to dla mnie bardzo przykre i nie do końca rozumiem tę decyzję.

Jak argumentowano zmianę na stanowisku prezesa Wisły Płock?

Oficjalnie właściciel jej nie wytłumaczył. Ani prezydent, ani rada nadzorcza nie przedstawili żadnego uzasadnienia. Zostałem tylko poinformowany, że moja umowa nie będzie przedłużona i tyle.

Spotkaliście się chociaż?

Tak. Prezydent się ze mną spotkał i przekazał mi podziękowania za wiele lat wspaniałej pracy dla Płocka i Wisły. W drugim zdaniu wspomniał, że podjął decyzję o niekontynuowaniu współpracy. Oczywiście, pojawiają się w mediach wypowiedzi prezydenta, w których wyraża niezadowolenie z wyników, i stanu sponsorów. Nie chcę tego szerzej komentować. Przecież przed nami żaden cel typu górna ósemka czy kwalifikacja do pucharów nie był stawiany.

Pan się poczuł urażony sposobem zakomunikowania tej decyzji?

W pewien sposób mnie to obraża. Nie tego się spodziewałem po tylu latach. Uważam, że zasłużyłem na inne traktowanie. Właściciel ma prawo podejmować decyzje i zmieniać władzę, ja się z oficjalnie komunikowanymi zarzutami mam prawo nie zgadzać i się nie zgadzam.

To że wyniki mogłyby być lepsze… Jeden sezon nam bardzo dobrze wyszedł, za Jerzego Brzęczka, wtedy wszystko zagrało, począwszy od trenera, przez piłkarzy, którzy grali znakomicie wykręciliśmy piąte miejsce. Ja już wtedy mówiłem, ze to jest wynik ponad stan, że nie jesteśmy klubem który będzie co roku grał o tak wysokie cele. Nasz cel to trwanie w Ekstraklasie, utrzymanie się w elicie i nawet w tym trudnym sezonie, gdy trzy zespoły spadały, nam się udało pozostać na najwyższym szczeblu. Uważam, że osiągaliśmy dobre wyniki na miarę naszych możliwości i budżetu.

Drugi zarzut który się formułuje, to że było za mało sponsorów, że można było pozyskać więcej pieniędzy dla klubu. Temu też trudno mi przytaknąć, ponieważ obecny budżet sponsorski jest najwyższy w historii. Żaden zarząd nie sprowadził takich pieniędzy do klubu. Pomijam oczywiście czasy, kiedy PKN Orlen był właścicielem i pompował ogromnie pieniądze. Poza tym okresem nigdy nie było lepiej niż teraz. Przecież czasem nie było nawet sponsora na przedzie koszulki!

Poza tym utrzymujemy się w Esie 5. sezon z kolei, mieliśmy historyczną passę 6 wygranych z rzędu. Przez chwilę byliśmy nawet liderami w tabeli. Zaraz będzie nowy stadion. Nie będę się bawił w fałszywą skromność. Mieliśmy najlepszy zarząd w historii. Dlatego jest to przykro w takim momencie zostawiać. Zwłaszcza że prezesem został mój najbliższy współpracownik.

Jak teraz wyglądają pana relacje z Tomaszem Marcem, byłym wiceprezesem, który de facto pana zastąpił? W takich historiach często mówi się o braku lojalności.

Tomek po prostu przyjął propozycję właściciela. To jest okazja, która się może raz w życiu zdarzyć, więc rozumiem go. Nasze relacje są dobre, podaliśmy sobie ręce, ja powiedziałem Tomkowi, że jestem do jego dyspozycji i jeśli tylko będę mógł, to będę pomagał swoją wiedzą. Mam nadzieję, że on zechce kontynuować tę pracę, którą wykonywaliśmy razem. Oczywiście mieliśmy podzielone zadania, ale ostatecznie to była wspólna praca i teraz trzymam kciuki za jego zarząd. Zwłaszcza słysząc, co mówi prezydent –  że chce gry w ósemce, o europejskie puchary, a to ogromne wyzwanie. 

A jak na pana odejście zareagowali pracownicy klubu oraz piłkarze?

W piątek pożegnałem się z pracownikami. Wzruszający moment. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Widać było, że pracownicy przeżywają tą całą sytuację Z piłkarzami nie zdążyłem nawet porozmawiać. Tego dnia trwały głównie spotkania, rozmowy, walne zgromadzenie, zebrała się rada nadzorcza… Spotkałem się tylko ze sztabem szkoleniowym oraz medycznym, aby im podziękować. Widziałem, że byli wstrząśnięci, delikatnie mówiąc.

W jednym z wywiadów z pana ust padło takie zdanie: „Z Tomkiem Marcem zajmujemy się sprawami, o których wstyd mówić, że zajmują się tym prezesi.” Może pan zdradzić o jakie rzeczy chodziło?

Klub opiera się na kilkunastu osobach, nie ma rozbudowanych struktur, jest bardzo skromny. Myślę o dziale marketingu, księgowości, zaopatrzenia, pracownikach magazynu, obsłudze boisk. To jest wąska grupa pracowników, a roboty mieliśmy mnóstwo. W większych klubach wszystkimi tymi rzeczami zajmowali się ludzie specjalnie zatrudnieni do danej rzeczy. W Wiśle to my często musieliśmy tę „dodatkową” pracę wykonywać. Chodzi o różne rzeczy, począwszy od kwestii magazynowych, sprzętowych, przez sprawy marketingowe, pisanie kontraktów... 

Odkąd rozpocząłem prezesurę prawie nie wychodziłem z klubu. To niekiedy było po kilkanaście godzin pracy dziennie, ale przynajmniej widziałem zadowalające efekty, to najważniejsze. Na przykład Marek Jóźwiak po przyjściu do nas był nieco zdziwiony, że prezesi zajmują się pewnymi rzeczami. Jednakże dzięki mnogości obowiązków czuję się dzisiaj zdecydowanie mądrzejszy i bardziej doświadczony.

Wielokrotnie podkreślał pan miłość do Wisły Płock i to praktycznie od najmłodszych lat. Zastanawiam się, czy to pomagało w pełnieniu roli prezesa, czy przeszkadzało, bo na przykład angażował się pan za bardzo?

Taki jestem, że kiedy się czymś zajmuję, robię to w 110%. Gdzie indziej też tyle z siebie dam. Jestem jednak płocczaninem, urodziłem się i wychowałem się w tym mieście, od dziecka byłem z tym klubem związany w różnej formule, aż do objęcia funkcji prezesa. Uważam, że dodawało mi to energii, wiary, nawet w trudnych momentach, których było sporo w czasie mojej kadencji. 

Natomiast wiedza wyniesiona z trybun – czyli dla wielu działaczy piłkarskich rzeczy niezrozumiałe – pozwoliła mi z innej perspektywy spojrzeć na funkcjonowanie Wisły. Wydaje mi się, że między innymi dzięki temu udało nam się doprowadzić do tego, by klub cały czas pozostawał apolityczny, kibicowaliśmy wszyscy, nie było podziałów na tle światopoglądowym, wszyscy się cieszyli po sukcesach, martwili po porażkach.

Zaufanie kibiców wobec pana też chyba było większe dzięki temu, iż wywodzi się pan z tego środowiska.

Większość kibiców mi ufała, ale żeby też nie było tak słodko, zdarzały się również gorsze chwile. Fani zadawali trudne pytania, przychodzili i żądali wyjaśnień, a ja ich udzielałem na ile mogłem. Nigdy jednak nie było tak, że kibice decydowali o funkcjonowaniu Wisły. Powiedziałem im na samym początku, że za klub odpowiada zarząd, prezes. Wsparcie na trybunach jak najbardziej, jest ważne, ale wszystko musi mieć swoje granice.

Mówiliśmy już o największych sukcesach za pana kadencji, a co uznałby pan za swoją największą porażkę?

Przede wszystkim więcej można było zrobić w kwestii akademii i poszczególnych grup młodzieżowych. Myśmy tę akademię stworzyli praktycznie od zera. Natomiast naszą pracę zawsze determinowało osiąganie jak najwyższych celów w futbolu seniorskim i przy skromnych środkach finansowych głównie inwestowaliśmy w pierwszą drużynę, aby utrzymywać się w Ekstraklasie. Cały czas doglądaliśmy szkółkę, lecz nigdy nie doszliśmy w niej do satysfakcjonującego poziomu.

Mam na myśli choćby kwestię znalezienia sponsora strategicznego tylko dla akademii. Swego czasu w tym temacie rozpoczęliśmy rozmowy z PKN Orlen, rozmowy były w zaawansowanym stadium, wspólnie ze stowarzyszeniem przedstawiliśmy nasze plany, ale cóż... Nie ma co ukrywać, że brakuje nam wychowanków, którzy w niedalekiej przyszłości mogliby wzmocnić pierwszą drużynę. Niestety nie udało nam się tego zrealizować.

Druga rzecz to powrót do starego herbu. Również rozmawialiśmy o tym z Orlenem, który ma prawa do niego jako znaku towarowego. Przez wiele lat nie było chęci i zgody, aby Nafciarze znów z niego korzystali. Gdy odchodziłem, byliśmy blisko porozumienia w tej kwestii, więc być może niebawem Wisła wróci do starego herbu.

Sobie z kolei mogę zarzucić, że bywałem zbyt naiwny wobec ludzi. Miałem przekonanie, iż każdego, kto pracował dla Wisły Płock, cechowała duża uczciwość i lojalność, a nie zawsze tak było. Przez lata uczyłem się relacji z ludźmi i czasem powinienem reagować bardziej stanowczo.

Wolę jednak skupiać się na pozytywach, do których można też dodać wiele rekordowych jak na nasz klub transferów, na przykład Arka Recy, czy Damiana Szymańskiego. Jerzy Brzęczek po pracy u nas trafił do reprezentacji. Do tego PKN Orlen wrócił do sponsorowania nas, co we wcześniejszych latach było jakąś abstrakcją, po tym jak koncern zupełnie wycofał się z futbolu. Wizerunkowo też jesteśmy dziś w zupełnie innym miejscu.

Nie zawsze więc było idealnie, lecz ja swoja kadencję mimo wszystko oceniam na plus. Odchodzę z podniesioną głową.

Wspomniał pan o Marku Jóźwiaku, który musiał się przestawić na inny sposób funkcjonowania w klubie. W ostatnim czasie pojawiła się spora krytyka wobec niego. Jak pan ocenia jego pracę?

Nie wszystkie opinie o nim są przemyślane. Marek faktycznie musiał się uczyć nowego stylu pracy, ponieważ wcześniej działał w znacznie większych, prywatnych klubach. Musiał się zaaklimatyzować. Poprzednie letnie okno transferowe było przygotowane jeszcze przez inne osoby, na przykład Łukasza Masłowskiego czy mnie. Natomiast okno zimowe to już jego autorski projekt. Uważam, że było dobre. Nie licząc Rafała Wolskiego, który pechowo doznał poważnej kontuzji, transfery (Gjertsen, Sheridan, Kamiński, Kocyła) uznaję za udane. Wolskiego też widziałem w treningu zanim doznał urazu i jestem pewny, że z nim zespół wiosną prezentowałby się zdecydowanie lepiej. Niestety COVID spowodował kolejne problemy logistyczne na rynku transferowym. Myślę jednak, że kolejne transfery, które przygotował dyrektor Jóźwiak, zapowiadają się obiecująco. 

Marek jest bardzo pracowity i zaangażowany w każdą robotę, której się podejmuje. Interesuje się nie tylko pierwszym zespołem, lecz także rezerwami, młodzieżą czy funkcjonowaniem akademii. Biorąc to wszystko pod uwagę nie miałem najmniejszych wątpliwości, aby przedłużyć z nim współpracę o kolejny rok. 

A że ludzie krytykują? Cóż, tak samo było z Łukaszem Masłowskim. Na początku mówiono na przykład, iż nietrafionym transferem jest Alan Uryga, czy nawet Damian Szymański. Taka branża. Zaufajmy i dajmy czas Markowi. Też trzeba brać poprawkę na fakt, że on ma ograniczone możliwości budżetowe oraz organizacyjne. Wie pan jak niektórych odstrasza nasz stadion? Piłkarze potrafią wyszukać w internecie, patrzą gdzie przyjdzie im grać... Czasem trudno kogoś ściągnąć nawet przez tego typu aspekty.

 

 

Skoro jednak jednym z zarzutów dotyczących mojej kadencji jest przedłużenie umowy z Jóźwiakiem czy trenerem Sobolewskim, to kto wie, może przy nowym rozdaniu należy spodziewać się kolejnych ruchów personalnych? Aczkolwiek byłoby to dziwne, ponieważ nie decydowałem o tych sprawach sam, lecz z innymi członkami zarządu. Ponadto wyborów dokonywaliśmy jednogłośnie...

Dariusz Dźwigała stwierdził, że Wisła Płock nie ma "piłkarskiego DNA". Co pan o tym sądzi?

Najchętniej w ogóle bym tego nie robił. Niepotrzebnie rzuca takie słowa. Ja też mógłbym wiele rzeczy wyciągnąć na jego niekorzyść. Ale to by było tylko robienie komuś krzywdy. Po co?

DNA? Ten klub ma 73 lata, osiągaliśmy różne sukcesy, zaraz będziemy rozgrywać 14. sezon w Ekstraklasie. To, że balansujemy na krawędzi i czasem walczymy o utrzymanie - taka prawda. Trudno jednak, abyśmy porównywali się do Legii czy Lecha, które pochodzą z wielkich miast i mają dużo większe budżety. Mniejsze kluby też mają prawo do istnienia i walki o swoje. Ja się nie zgadzam z tą tezą o DNA. Tożsamość klubu zostanie też znacznie podkreślona w chwili otwarcia nowego stadionu, co powinno stać się niedługo. 

A zgodzi się pan ze mną, że w ostatnich latach największą stratą dla Wisły było rozstanie z trenerem Ojrzyńskim? On wydawał mi się idealnie skrojony pod względem preferowanego stylu gry, możliwości piłkarzy, charyzmy...

Kiedy go zatrudnialiśmy, mieliśmy nadzieję, że wreszcie na dłużej zapanuje spokój w drużynie. Nie mieliśmy jednak innego wyboru, jak w trudnej sytuacji pozwolić mu zrezygnować. Wcześniej uratował dla nas ligę, wykonał zadanie, chcieliśmy współpracować dalej. Szkoda, ale niestety takie jest życie. 

Jakie są pana plany na przyszłość? Mówił pan, że być może kiedyś będzie pracował w innym klubie, ale czy są już poczynione jakieś konkrety w tej kwestii?

Póki co nie mam planów. Muszę dojść do siebie po rozstaniu z Wisłą Płock. Poświęciłem dla niej tyle lat, była dla mnie wszystkim, niewiele się liczyło poza nią. To dla mnie mega trudne, bo naprawdę angażowałem się na maksa. Przez całą moją kadencję w klubie na tygodniowym urlopie byłem chyba tylko raz.

Należy się odpoczynek!

Zawsze było coś do załatwienia w klubie... A co będzie później, to zobaczymy. Jakoś się odnajdę, czy to w piłce, czy gdzieś poza nią. Na razie się nie zastanawiam. Najpierw chcę odzyskać równowagę. Jestem jednak w kontakcie z różnymi działaczami. Nie spaliłem żadnych mostów.

Jak idą panu prace nad książką o Wiśle Płock?

Podzieliłem ją na dwie części. Pierwsza dotyczy tych czasów, kiedy jeszcze nie pracowałem zawodowo w piłce. Mam mnóstwo wspomnień, zdjęć, materiałów archiwalnych. Druga - też bardzo obszerna i chyba jeszcze ciekawsza - dotyczy już lat, kiedy byłem w Wiśle. Teraz, po odejściu, w zasadzie mógłbym już postawić ostatnią kropkę, ale jeszcze zastanawiam się nad tym materiałem, przeglądam notatki, zapiski, całe rozdziały. Być może kiedyś zdecyduję się na wydanie książki. Myślę, że byłoby spore zainteresowanie. Dla mnie prywatnie to jest bezcenny i sentymentalny, ale też wartościowy merytorycznie materiał. Ja w ogóle jestem fanem wszelakiego rodzaju archiwaliów. Od lat 90. mam ponagrywane większość meczów Nafciarzy, a przynajmniej ich najciekawsze fragmenty. Z moich zbiorów przy różnych okazjach często korzystaliśmy w akcjach marketingowych.

To może muzeum trzeba otworzyć?

Nie wiem czy widział pan mój gabinet...

Nie miałem okazji.

Kiedy dowiedziałem się o odejściu, postanowiłem zabrać wszystkie należące do mnie pamiątki, a było ich sporo. Natomiast jeśli na nowym stadionie powstanie sala historyczna, co zresztą planowaliśmy, to z ogromną przyjemnością przekaże moje zbiory klubowi!


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się