var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Monika Wantoła

Kostewycz od stycznia rezerwowym w Dynamie Kijów. W Poznaniu nikt za nim płakać nie będzie

Autor: Marcin Łopienski
2020-08-11 19:30:45

Od trzech lat Wołodymyr Kostewycz był pierwszym i właściwie jedynym lewym obrońcą Lecha Poznań. Trzeba przyznać, że konkurencję też miał mizerną, ale jak już pojawił się Tymoteusz Puchacz, to Ukrainiec poszedł w odstawkę. W związku z tym w styczniu zamieni klub na Dynamo Kijów, gdzie też raczej będzie opcją rezerwową.

Gdybyśmy podjęli się oceny Wołodymyra Kostewycza wyłącznie na podstawie jego statystyk z poprzedniego sezonu, to moglibyśmy mieć pewne wątpliwości. W końcu Ukrainiec we wszystkich rozgrywkach zanotował najwięcej ostatnich podań w swojej karierze, dodając do tego bramkę w Pucharze Polski, to już w ogóle – jak na lewego obrońcę – wygląda to co najmniej przyzwoicie. 

Problem w tym, że oprócz samych statystyk mamy obraz jego gry na przestrzeni całego sezonu i w skrócie: tu rewelacji już nie było. Ukrainiec nie znalazł się w naszym zestawieniu czołowych lewych obrońców sezonu, które robiliśmy na podstawie wystawianych not. Konkretnie wyraźnie przegrał z Dino Stiglecem, Erikiem Janzą, Filipem Mladenoviciem, Guilherme i Michałem Karbownikiem. Co więcej był znacznie słabszy od Manuela Kirkeskova, Ricardo Nunesa, a nawet Macieja Sadloka i Sasy Balicia. 

Dlatego ten obraz jego statystyk jest bardzo mylący dla pobieżnego obserwatora Ekstraklasy. Bo jeśli spojrzymy na liczby, wyjdzie nam niezły gracz, ale w rzeczywistości będzie tylko średniak. Zresztą jeśli przeanalizujemy sobie jego mecze, to wyjdzie nam sporo błędów w ofensywie, mnóstwo zepsutych podań, pustych przelotów i zagrań hamujących akcje jego partnerów. Innymi słowy u Kostewycza można było odnieść wrażenie, że gra z braku godnego konkurenta i jeszcze jest mu z tym dobrze. 

 

 

Ukrainiec w poprzednim sezonie miał właściwie jeden moment, w którym wykazywał zwyżkę formy. Mianowicie w ostatnich meczach przed lockdownem, kiedy zanotował asysty w starciach z Górnikiem Zabrze, Wisłą Kraków i Zagłębiem Lubin. Nie pomogła mu pandemia, kiedy po wznowieniu rozgrywek Dariusz Żuraw postanowił postawić na ofensywny wariant taktyczny i w jego miejsce wpuścił Tymoteusza Puchacza. Nominalny skrzydłowy nie okazał się gorszy w defensywie, za to w ataku był wielką wartością dodaną swojej drużyny. 

Tego samego nie można powiedzieć o Kostewyczu, bo Ukrainiec w minionym sezonie był jednym z bardziej krytykowanych zawodników. Uznania nie uznał również w oczach władz Lecha, bo od pionu sportowego nawet nie otrzymał propozycji przedłużenia umowy. Czy może to dziwić w przypadku, kiedy Kolejorz postanowił mocniej postawić na młodszych zawodników, a do gry pali się niezwykle utalentowany Jakub Niewiadomski? Nas to w ogóle nie zaskoczyło i jesteśmy zdania, że w Poznaniu nikt za obrońcą płakać nie będzie.

Zastanawiać może jednak miejsce, do którego podąża Kostewycz, bo według Kamila Rogólskiego, w Kijowie nie będzie on pierwszym wyborem, a jedynie opcją z ławki rezerwowych.  

 

 

Być może Ukrainiec, zdając sobie sprawę ze swojej formy w poprzednim sezonie, wolał ubezpieczyć się na przyszłość i znaleźć sobie fajny klub na następnych kilka lat. Bo też trzeba przyznać, że regularna gra w Lechu na pewno podniosła jego notowania u trenerów na Ukrainie. A że docelowo trafi na ławkę rezerwowych? Lepsza ławka w rodzimym Dynamie Kijów niż w Poznaniu. Oczywiście może być przecież tak, że coś w jego klubie wywróci się do góry nogami i to obecny defensor Lecha będzie otrzymywał szans na grę. W futbolu, a zwłaszcza w dzisiejszych czasach nie można tego wykluczyć. 

Fakty są jednak takie, że w tym momencie Kostewycz byłby dopiero rezerwowym na Ukrainie, a jego przyszły pracodawca nawet nie ma zamiaru wykupić go już teraz. Czyż to nie potwierdza tezy w jakim charakterze jest on sprowadzony do ekipy Tomasza Kędziory?


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się