var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

TURBOKOPACZ: Terror szefa i „strzały są złe, podaj do tyłu!”, czyli które kluby najbardziej zaryzykowały z trenerami

Autor: Turbokopacz
2020-08-13 17:30:41

Jeśli mielibyśmy wskazać dwóch trenerów, których będziemy najbardziej ciekawi w nowym sezonie, to sprawa byłaby prosta: Bogdan Zając i Wojciech Stawowy.

Ostatnie miesiące przyniosły kilka ciekawych ruchów na ławkach polskich klubów. Dwóm przyglądamy się jednak szczególnie uważanie.

Życie w reżimie Nawałki

Decyzja Jagiellonii Białystok o wzięciu Bogdana Zająca to świetna sprawa, bo w końcu okaże się, co z psychiką człowieka potrafią zrobić lata pracy z Adamem Nawałką. Z jednej strony na zewnątrz Nawałka mocno stawał w obronie swoich ludzi. Zdarzało się nawet, że potrafił dla nich wywalczyć lepsze kontrakty niż sami chcieli. Jednocześnie wewnątrz tej ekipy panowało coś w stylu… terroru.

Żeby to zrozumieć, trzeba było zobaczyć chociaż kilka treningów Nawałki z Górnika Zabrze (bo w kadrze było już bardziej oficjalnie). Narazić szefowi można się było najmniejszą bzdurą. A wtedy to już taki człowiek miał problem. Asystenci Nawałki bali się panicznie na przykład powiedzieć dwa słowa dziennikarzom. Wiedzieli, że szef przeczyta i że nawet najbardziej banalny tekst może mu się nie spodobać. Mieli rację, bo Nawałka robiąc korektę wywiadu potrafił zamienić słowo „trener” na „szkoleniowiec”. Nie, my też nie wiemy dlaczego.

Życie w takim reżimie po prostu musiało mieć wpływ na każdego z tych ludzi. Dlatego trudno przewidzieć, jak Zając odnajdzie się w roli szefa. To jedna z tych historii, w których nie zdziwi nas kompletnie nic. Ani miejsce Jagiellonii na podium (bo Zając wiele wyniósł z pracy z Nawałką), ani w strefie spadkowej (bo Zając po latach z Nawałka może mieć problem z przestawieniem się na szefowanie).

Ulatowski na selekcjonera

OK, przejdźmy do Stawowego, czyli naszego idola. Chłop mógłby przecież wykładać na Cosinusie przedmiot „Opowiadanie o porażkach”. Nikt nie robi tego tak pięknie. Chociaż jest coś, co w historii Stawowego bardzo nas wnerwia. Posłużmy się fragmentem wywiadu Krzysztofa Salskiego, prezesa ŁKS-u, dla lksfans.pl.

- Każdy, kto zna trenera Stawowego, specyfikę jego pracy, to ma świadomość, że potrzebuje on trochę więcej czasu. On nie jest typem trenera, który wejdzie i nie wiadomo co stworzy, jakiś efekt nowej miotły i inne słynne opowieści. On potrzebuje, żeby drużyna zrozumiała jego filozofię gry, żeby on poznał zawodników.

Salski to inteligentny gość, ale gdybyśmy mieli oceniać tylko po tej wypowiedzi, to zmienilibyśmy zdanie. Każdy ma świadomość, że Stawowy potrzebuje więcej czasu? A na jakiej podstawie? Kiedy Stawowy udowodnił, że naprawdę warto dać mu ten czas? Chyba że ciągle mówimy o jego dobrym okresie w Cracovii 86 lat temu. Doceniamy, że wtedy żarło, ale idąc tym tropem dziś kandydatem na selekcjonera byłby Rafał Ulatowski, bo kiedyś coś tam mu wyszło w GKS-ie Bełchatów.

Po tamtym udanym czasie w Cracovii Stawowemu szło albo średnio (rzadko), albo dramatycznie (zazwyczaj). Zresztą wystarczy zapytać w Miedzi Legnica czy GKS-ie Katowice, czy aby na pewno nie chcieli dać facetowi dużo czasu. Chcieli, ale jak widzieli, w którą stronę to wszystko zmierza, jak gość rozpierza szatnię, to wybrali interes klubu. O, albo Arka Gdynia. Tam zaczęło się dobrze, a potem było już tylko gorzej. I to są dowody na to, że Stawowy „potrzebuje więcej czasu”?

To dorabianie na siłę ideologii, gdy już wzięło się go na trenera i przegrał większość meczów.

Tym bardziej czekamy na to, co będzie jesienią. Zwłaszcza że przecież w ŁKS-ie mówią o szybkim powrocie do Ekstraklasy. Co jeśli w ciągu 14 kolejek zespół odda w sumie 14 strzałów i będzie w okolicy 14. miejsca? Oby nie, ale to raczej najbardziej prawdopodobna opcja. W końcu ulubiona taktyka Stawowego to „strzały są przereklamowane, podaj do tyłu”.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się