var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Lukasz Sobala / Press Focus

Grzegorz Piechna królem Ekstraklasy. Fragment książki „Koroniarze”

Autor: Mateusz Michałek
2020-08-15 11:00:14

Trwa przedsprzedaż książki „Koroniarze”. Jednym z jej bohaterów jest Grzegorz Piechna, król strzelców Ekstraklasy z sezonu 2005/06.

Piechna trafił do Korony w 2004 roku, gdy drużynę prowadził jeszcze Dariusz Wdowczyk. Napastnik pomógł wejść drużynie do Ekstraklasy, zdobywając 17 bramek na drugim szczeblu rozgrywek. Na najwyższym poziomie zanotował 21 trafień, sięgając po tytuł króla strzelców. W międzyczasie strzelił też gola w reprezentacyjnym debiucie z Estonią.

Fragment książki:

„Kiełbasa” (wcześniej „Kiełbas”, wzięło się to od pracy w charakterze zaopatrzeniowca w masarni za czasów gry w Modrzewiance Modrzew) z niesamowitą skutecznością potrafił wyczuć, gdzie spadnie piłka, oraz to, co lada chwila może wydarzyć się na boisku. Idealnie się ustawiał i wierzył, że co by się nie działo, zaraz trafi do siatki. „Spokojnie” – mówił tylko, gdy zespół prezentował się słabiej, mając w głowie jeden cel – skarcić rywala bez względu na formę dnia. Korona prezentowała się w tamtym czasie bardzo korzystnie, ale to oczywiste, że miała braki. I gdy w niektórych spotkaniach nie szło, dupę całej drużynie oraz trenerowi ratował właśnie „Kiełbasa”.

– Nie pamiętam już, z kim graliśmy, ale spotkanie dobiegało końca. Nie wiedziałem, co zrobić z piłką, więc po prostu zagrałem ją w pole karne. Padł gol. Strzelił oczywiście Grzesiek. Takie sytuacje się powtarzały – wspomina Maciej Pastuszka.

Piechny bała się cała liga, ale umówmy się, że do futbolowych artystów nie należał i w trakcie treningów dało się to szybko dostrzec. Bazując tylko na analizie zajęć, wielu szkoleniowcom nie przyszłoby do głowy, by ściągnąć go do ekstraklasowego klubu, a pewnie mocno zastanawialiby się nad tym również trenerzy pracujący na drugim szczeblu. Niektórych rzeczy po prostu nie potrafił. „No to sobie pograłem” – kwitował, gdy szkoleniowiec zarządzał gierkę jeden na jednego. Koledzy uwielbiali rywalizować z nim na treningach.

– Mniej więcej 90 procent starć jeden na jeden z Grześkiem kończyło się wygraną. Patrząc na to, co później robił w trakcie spotkań… Ewenement. Gdy dostawał piłkę, zawsze wiedział, co z nią zrobić. Widząc go na treningu, byłem zaskoczony, że później szło mu aż tak dobrze – mówi Pastuszka.

– Miał wyjątkowe umiejętności strzeleckie – timing i wyczucie sytuacji, a także wykończenie. Nie zawsze czyste, lecz skuteczne. Gdy oglądasz treningi i ktoś piłkarsko jest nisko w hierarchii, ale później wychodzi na murawę i wygrywa ci mecze, zaczynasz się zastanawiać, o co chodzi. Piechna w trakcie zajęć mógł się nie podobać. Później spotkanie kończyło się jednak zwycięstwem 2:0, a na liście strzelców widniało tylko jego nazwisko – przyznaje Robert Kolendowicz.

– Gdy robiliśmy awans z trzeciej do drugiej ligi, mieliśmy w ataku m.in. Piotrka Bajerę i Rafała Wójcika. Po tym sezonie przyszedł do nas Grzesiek. Transferów przeprowadzono zresztą więcej. Pamiętam obóz w Dębicy, w czasie którego mierzyliśmy się z Jagiellonią. Do przerwy przegrywaliśmy 0:1. W ataku byli właśnie nowi i śmialiśmy się, co to trener ściągnął za gości. Gdy przyszła liga, Piechna momentalnie zaczął jednak trafiać do siatki – mówi Marek Gołąbek.

„Kiełbasa” miał przejścia z profesorem Chmurą. Często wnosił na wagę kilka kilogramów za dużo. Profesor próbował go w tym względzie prostować, ale Piechna i tak robił, co chciał. Tak jak inni starali się wyciągać ze współpracy z Chmurą coś dla siebie, tak on robił to po swojemu. Kiełbasa w drodze na mecz czy schabowy z ziemniaczkami i kapustą na obiad? A dlaczego nie? Napastnik nie zamierzał zmieniać swoich przyzwyczajeń. 

Przed meczami Piechna pijał kawę. Żadne małe espresso, tylko robił ją sobie w wielkim kuflu. W pewnym momencie profesor Chmura mu jej zakazał, sugerując, by przerzucił się na sok marchwiowy. Ten nic sobie jednak z tego nie robił i dalej przychodził z pokaźnym dzbanem wypełnionym czarną.

Chmura zalecał Piechnie trochę inne przygotowania do spotkań. Kończyło się na tym, że dzień przed meczem przyczepiony do lampy „Kiełbasa” robił starty z gumą. Kilka prób i… sobie siadał, a reszta ćwiczyła dalej. Generalnie – nie zawsze ciężko pracował, a już w trakcie spotkań zdarzało mu się nie wypełniać założeń taktycznych. Piechna miał jednak za zadanie strzelać gole i się z niego wywiązywał.

O książce:

Korona Kielce przez długi czas rywalizowała na niższych szczeblach rozgrywkowych, kolejne awanse do drugiej ligi przeplatały się z powrotami do trzeciej. W klubie często brakowało pieniędzy. Marian Puchalski, Jan Majdzik, Jan Czarnecki, Andrzej Jung, Henryk Kiszkis, Sławomir Wojtasiński, Tomasz Tokarczyk, Marek Parzyszek czy Paweł Kozak to lokalni bohaterowie dawnych lat i legendy klubu. Zespoły trenerów Gozdura, Hermanowicza, Palika i Gąsiora są wspominane przez kielczan do dzisiaj.

Wraz z przyjściem do klubu Kolportera i wywalczonym za kadencji trenera Wieczorka awansem do Ekstraklasy zaczęli pojawiać się w nim zawodnicy z zewnątrz, znani dzisiaj szerszej publiczności. Paweł Golański, Hermes, Hernani, Edi Andradina, Nikola Mijailović, Aleksandar Vuković to postacie, które trwale wpisały się w historię całej Ekstraklasy. Korona może nigdy nie święciła wielkich triumfów na najwyższym szczeblu, ale często potrafiła się czymś wyróżnić. Tak było za czasów ekipy Wieczorka i Grzegorza Piechny, ale i kilka lat później, gdy pojawiła się „banda świrów”.

Na powstanie „Koroniarzy” złożyły się rozmowy z ponad 60 osobami. Książka jest wydawana samodzielnie przez Mateusza Michałka z portalu Transfery.info.

Stron: 380 plus wkładka ze zdjęciami

Okładka: miękka ze skrzydełkami

Cena: 44,99 zł plus wysyłka

Książkę można zamówić na www.koroniarze.com 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się