var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Fabrizio Carabelli / SIPA / PressFocus

Kasa, misiu, kasa. Ibra wciąż nie przedłużył kontaktu z Milanem

Autor: Tomasz Pietrzyk
2020-08-25 16:03:32

Podczas gdy połowa Mediolanu żyje informacjami o przyszłości Antonio Conte w Interze, w drugiej części miasta kibice Milanu wyczekują na ogłoszenie przedłużenia kontraktu ze Zlatanem Ibrahimoviciem. Wspólny mianownik obu historii jest podobny – gigantyczna forsa.

Conte w Interze inkasuje ok. 12 mln euro rocznie, a po drugiej stronie barykady Zlatan – ponad trzy razy mniej. Gdy Szwed powracał do ekipy Rossonerich w styczniu tego roku, władzom klubu udało się go namówić na pensję w wysokości 3,5 mln euro. Ale i tę kwotę należy podzielić na pół, bo Ibra parafował jedynie półroczny kontrakt, który i tak aneksował o dodatkowe dwa miesiące w związku z pandemią koronawirusa. Dziś sytuacja jest klarowna – jeśli Milan chce zatrzymać swoją gwiazdę na dłużej, musi przygotować się na gigantyczną podwyżkę. Problem w tym, że strony nie mogą dogadać się, jak bardzo okazała ma być premia.

Bez planu B

Jeszcze kilka dni temu krajobraz negocjacji był przejrzysty. Przed tygodniem Fabrizio Romano obwieścił nawet na swoim Twitterze, że Ibra lada moment podpisze nową umowę z klubem na kolejny sezon, gwarantującą mu stałą pensję na poziomie 5 mln euro, która z bonusami mogłaby osiągnąć pułap 6 mln. To oznaczałoby, że napastnik otrzymałby astronomiczną, 70-procentową podwyżkę wynagrodzenia. Tymczasem uciekł tydzień, a porozumienia wciąż nie potwierdzono podpisami na dokumentach. Jak dziś donoszą włoskie media, dla Ibrahimovicia i jego agenta, Mino Raioli, w tym momencie warunkiem wyjściowym jest podwojenie pensji do kwoty 7 mln euro.

I to wprawiło w niemałe problemy włodarzy Milanu. Pewnie, mogliby powiedzieć pas i poszukać alternatywy. Wystarczy rzucić okiem na listy płac w Serie A, by przekonać się, że np. taki Arkadiusz Milik wypychany w stronę transferu przez władze Napoli pobiera rocznie „tylko” 2,5 mln. I ma umowę ważną raptem do 2021 roku. Albo Andrea Belotti z Torino, który kasuje jeszcze mniej – 1,7 mln. A przecież nikt nie mówi, że kandydata trzeba szukać w Italii. Sęk w tym, że dyrektor sportowy Frederic Massara i Stefano Pioli podobno do tej pory… nie zapisywali w zeszycie potencjalnych następców dla Szweda. Jeśli wierzyć "Corriere della Sera", pracownicy Rossonerich byli przekonani o sukcesie przedsięwzięcia pt. Ibra2021 i dopiero po niedzieli wzięli się do roboty.

"La Gazzetta dello Sport" przekonywała w ten weekend, że Milan wyznaczył Ibrahimoviciowi i Raioli deadline – albo do poniedziałku zaakceptują warunki przedstawiane przez 18-krotnego mistrza Włoch, albo ci przystąpią do negocjacji także z innymi snajperami. Przy czym nie oznacza to definitywnego zerwania rozmów. Po czerwono-czarnej stronie Mediolanu zdają sobie sprawę, że niemal 39-letni zawodnik to niesamowity magnes marketingowy, ale – co przede wszystkim – gwarant wysokiej jakości sportowej. Wystarczy tylko przypomnieć ostanie pół roku, w którym wracający z LA Galaxy zawodnik strzelił 11 goli i zanotował 5 asyst w 20 spotkaniach, co znacznie przybliżyło Milanu do kwalifikacji Ligi Europy.

Podwyżka przed „emeryturą”

Sytuacja przypomina trochę grę w pokera z wglądem w karty przeciwnika. Raiola z Ibrą wycofali się z dżentelmeńskiego porozumienia i podnieśli żądania, Milan zaś przedstawia swoje racje. A te od kilku lat na San Siro nie zmieniają się – rządzący klubem nie chcą już więcej tworzyć kominów płacowych, bo w minionych sezonach najdrożej opłacani zawodnicy niekoniecznie się sprawdzali. Przykłady? W sezonie 2017/18 Leonardo Bonucciemu przelano 7,5 mln euro, a rok później wypożyczonemu Gonzalo Higuainowi mieli płacić 9,5 mln, ale Argentyńczyk wytrzymał tylko pół sezonu w zespole. Dziś najhojniej wynagradzanym piłkarzem jest 21-letni Gianluigi Donnarumma, na którego konto stale wpływa 6 mln euro i podobno na takim poziomie szefowie Milanu ustalili próg pensji maksymalnej. W porównaniu do włoskiego golkipera, reszta składu musi zadowolić się „kieszonkowymi” – w zakończonej kampanii na podium listy płac Rossonerich wskoczyli jeszcze kapitan Alessio Romagnoli i Lucas Biglia z poborami 3,5 mln euro na głowę.

Tymczasem Ibrahimović – zdaje się – wspierany przez Raiolę doskonale odczytał sytuację. W przyszłym roku Szwed kończy 40 lat i ma szansę na ostatni w karierze kontrakt życia. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że walczy o podwyżkę przed emeryturą, na którą najpewniej niedługo się uda. Specjalnie nawet nie musi wysilać się w trackie pertraktacji. Milan w tej chwili nie ma żadnej alternatywy na rynku transferowym, a już wczoraj rozpoczął przedsezonowe przygotowania. Na dodatek serwis "Calciomercato" donosi, że budżet transferowy klubu na to okienko jest bardzo skromny i opiewa na ok. 30 mln euro. W tej sytuacji Massara musi rozstrzygnąć co jest korzystniejsze z perspektywy ekonomicznej – podwyżka ponad przyjęte widełki dla Szweda, czy ryzyko kupna napastnika o wątpliwej regularności za niewielką cenę?

Historia podobnych transakcji nastomiast nie stoi po stronie ekipy z San Siro. Od 2015 roku na napastników wydali 129 mln euro. Carlos Bacca, Andre Silva, Krzysztof Piątek i Rafael Leão (w klubie wiążą z nim duże nadzieje!), bo o nich mowa, odwdzięczyli się zespołowi 66 bramkami. Matematyka jest więc brutalna dla Milanu – w ostatnich pięciu latach za jednego gola wspomnianego kwartetu snajperów zapłacili ok. 1,95 mln euro. Ostatnią udaną inwestycją (oprócz Ibrahimovicia) wydaje się wypożyczenie na dwa lata z Eintrachtu Frankfurt Ante Rebicia. W zakończonym sezonie dwunastokrotnie trafiał do bramki przeciwnika, ale nikt nie może dać Piolemu gwarancji, że Chorwat utrzyma wysoką dyspozycję.

I w ten sposób wszystko układa się w jedną, spójną całość. Ibrahimovicia nie trzeba kupować, nikt nie musi się martwić o jego regularność, a na dodatek pociągnie zespół do przodu w kryzysowych chwilach. A jeśli nawet doszłoby do spektakularnego rozstania, to i tak prasa pewnie stanęłaby po stronie Szweda, który chce „tylko” milion więcej niż oferuje klub. A zatem, prędzej czy później, Rossonerri ugną się pod żądaniami swojej gwiazdy i złamią wewnętrzny, finansowy kodeks moralny, ryzykując inne negatywne skutki na rynku. Bo pokażą, że są w stanie wypłacać znacznie wyższe pensje niż Roma, Napoli czy Lazio, które sportowo już od kilku lat odjeżdżają Milanowi.

„Kasa, misiu, kasa” – to pewnie pod nosem szepczą sobie teraz Ibra z Raiolą.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się