var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Porzucek / PressFocus

Jesień nadchodzi, kasztany spadają

Autor: Mariusz Bielski
2020-09-01 18:45:37

W dzisiejszym Przeglądzie Sportowym czytamy wypowiedź Dariusza Sztylki, dyrektora sportowego Śląska. – Żivulić oczywiście trenuje z pierwszą drużyną, lecz musi brać pod uwagę, że trudno będzie mu grać w Ekstraklasie – powiedział. Co znaczy mniej więcej tyle, iż facet może się pakować, albo zmarnuje rok. I mimo że nieładnie jest cieszyć się z czyjegoś nieszczęścia, to za Diego i jemu podobnymi tęsknić nie będziemy. Wręcz przeciwnie, to dobrze, iż z klubów szybko odsiano tych, co w poprzednim sezonie zupełnie się nie sprawdzili.

Żivulić to oczywiście jedynie najświeższy przykład wśród całej tej grupy, ale taki, który idealnie pokazywał jakich graczy nie chcielibyśmy oglądać w naszej lidze. Uparcie wystawiany przez szkoleniowca, co oczywiście nie jest jego winą. Natomiast fakt, że w każdym kolejnym spotkaniu popełniał błędy polegające non stop na tym samym, już tak. Chorwat był zwrotny niczym Batory w porcie, powolny, do tego zdawał się mieć kłopoty z koncentracją, a rywale wykorzystywali jego wady brutalnie. Generalnie nie potrafimy przypomnieć sobie ani jednego meczu tego gościa, po którym moglibyśmy pomyśleć lub napisać – no okej, może jednak będzie stanowił wartość dodaną jeśli utrzyma tę formę! Wyszło zupełnie odwrotnie.

O ile jesteśmy zwolennikami dawania drugich szans, bo każdemu przecież może przytrafić się gorszy okres, o tyle to raczej w sytuacjach, kiedy dany delikwent zdradza jakiś potencjał. Czyli właśnie zagra dobry mecz raz na 4 przypadki, albo na przestrzeni roku jego dyspozycja będzie wahała się między genialną a beznadziejną. Wtedy jeszcze da się stwierdzić: „dobrze, miał wiele dołków, lecz warto nad nim popracować”. Jeżeli jednak przez pół roku, a nawet cały sezon, dany piłkarz zawodzi, no to sorry, polskie kluby to nie żaden Caritas. Przynajmniej w teorii.

Cieszymy się więc, że nie ma już z nami takich grajków jak:

Fabian Serrarens (średnia ocen 3,11) – Napastnik, którego główną zaletą miała być gra tyłem do bramki. Niestety największą wadą Holendra była… Gra przodem do bramki. Facet przez bodaj 7 kolejek nie potrafił nawet celnego strzału, a przypominamy, to jest środkowy napastnik!

Ivan Fiolić (3,91) – Ponoć nie był kotem w worku, wszak Probierz znał i obserwował go od dawna. CV miał niezłe, a szkoleniowiec mówił, iż to jest transfer od razu do pierwszego składu. Cóż, Ivan rzeczywiście parę konkretnych szans dostał, lecz był tak bezbarwny, że aż przezroczysty. 

David Kopacz (3,53) – Wychowanek Borussii Dortmund za słaby na Ekstraklasę? Brzmi dziwnie, ale jest możliwe. Nie ma co ukrywać, jego największym atutem był PESEL, tych piłkarskich trudno szukać. W drugiej części sezonu Marcin Brosz niemal całkowicie z niego zrezygnował, choć początkowo próbował go na kilku różnych pozycjach. Wszędzie grał tak samo słabo. Z Kopaczem poszło o tyle łatwiej, że był jedynie wypożyczony do Zabrza.

Ongjen Mudrinski (3,80) – W Goricy radzi sobie dobrze, lecz w Jagiellonii był fatalny. Zupełnie nieprzydatny, kiedy już przebywał na boisku. Chodziło nawet plotki, że woli sobie poimprezować, zamiast starać się na treningach, chociaż oficjalnie nigdy nie zostało to potwierdzone. Co nie zmienia faktu, iż prezentował się zaiste fatalnie.

Uros Djuranović (3,69) – Gdyby zdobył bramki chociaż w połowie setek, które zmarnował, Korona może nawet by się utrzymała? „Kiedy przyjdą zwycięstwa, przyjdą też gole” - stwierdził w jednym z wywiadów. Jak ktoś z logiką ma kłopot aż na tak dużą skalę, to z myśleniem na boisku nie mogło być lepiej.

Michalis Manias (2,22) – Największy kasztan pod kątem średniej ocen za zaliczone występy. Nie zaliczyć żadnego dobrego meczu – ech, nawet się nie dziwimy. Ale u Greka trudno sobie przypomnieć choćby jedno błyskotliwe zagrane. Ponoć miał problemy z pewnością siebie, co wiele by tłumaczyło, tyle że przecież nikt go w Szczecinie nie prześladował…

Bryan Nouvier (3,25) – Marek Papszun w pewnej chwili po prostu dał sobie z nim spokój i odstawił od składu. Francuz prezentował się bowiem tak, jakby kompletnie nie kumał o co chodzi w taktyce Rakowa, jakie są jego zadania i co powinien w danych sytuacjach robić. W sumie podobny przypadek co Babenko i Luković.

Filip Marković (3,44) – Zagrał jeden dobry mecz, ten z ŁKS-em. Poza tym bieda. Nie potrafimy sobie wytłumaczyć jak najpierw przekonał do siebie Vitezslava Lavickę podczas tygodniowych testów, a potem wywalczył pierwszy skład po zimowej przerwie. 

Suad Sahiti (3,42) – Jakim cudem ktoś mógł wpaść na pomysł, że typ, który przez ostatnie dwa lata zaliczył 1 gola 2 asysty, będzie doskonałym wzmocnieniem dla Wisły Płock? No nie był, co za niespodzianka!

Ci goście nawet nie rokowali, nie ma co się oszukiwać. Są jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej, którą odpalono. Naturalnie najwięcej szrotu opuściło spadkowiczów. Ponadto z Arki odeszli Bergqvist, Mihajlović, Samanes czy nawet Vejinović (sorry, było go stać na dużo więcej!). Z Koroną, oprócz Djuranovicia, pożegnali się także Arweładze, Gnjatić, Lioi, Zalazar, Radin czy Theobalds.

Tylko ŁKS się wyłamał z tego trendu, co jednak da się oceniać dwojako. Większość składu ma tam dłuższe kontrakty, a prezes otwarcie mówi, iż oczekuje, że ci zawodnicy wezmą na klatę odpowiedzialność i po roku zrehabilitują się ponownym awansem na najwyższy poziom rozgrywkowy. Z drugiej strony czym taki Guima, Vidmajer i Dominguez mieliby przekonać do siebie kibiców, a przede wszystkim sztab szkoleniowy Wojciecha Stawowego, tego zaprawdę nie da się pojąć.

Większość Ekstraklasowiczów jednak się nie patyczkowała. Jagiellonia pozbyła się także Iliewa, Savkovicia czy Horina. Legia odpaliła Obradovicia, Raków pozbył się Babenki, Śląsk nie walczył o Raicevicia, a Wisła Kraków odpuściła Tuptę. Z kolei w kadrze Zagłębia nie znajdziemy już Tajtiego czy Suljicia. Tylko Sirk się jakoś trzyma, choć nikt w Lubinie nie wiąże z nim żadnych nadziei.

Ktoś zapyta – co z tego, że wyżej wymienionych pogoniono w trzy diabły całkiem szybko, skoro wcześniej i tak się na nich nabrano? Oczywiście będziecie mieli rację, to przecież żywe dowody na to w jak kiepskim stanie jest skauting w większości polskich klubów. Ewentualnie jak naiwni są ich sternicy. Niemniej jednak trochę na zasadzie „z braku laku dobry kit” doceniamy, iż przynajmniej po części gdzieniegdzie przyznano się do błędów, szybko odpalając poszczególnych kasztanów. Wielki czas, skoro idzie jesień, a przed nami niemal cała runda.

Martwi tylko to, że paru następnych już mamy na oku, choć minęły dopiero dwie kolejki i z publicznymi wyrokami jeszcze się wstrzymamy.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się