var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Krytyka Przesmyckiego miodem na uszy. Oby Bartoszek wyznaczył nowy trend

Autor: Maciej Golec
2020-09-02 15:30:57

Ze świecą szukać w polskiej piłce ludzi, którzy nie bawią się w poprawności, populistyczne hasełka i dyplomację niczym wysocy rangą politycy. Jednym z wyjątków, oczywiście poza „markowym” już Michałem Probierzem i kilkoma innymi postaciami, jest Maciej Bartoszek, otwarcie punktujący sędziów. Bynajmniej nie bezpodstawnie, bo po incydencie, którego puścić płazem z perspektywy Korony i polskiej piłki nie wypada.

Choć też nie oszukujmy się, błąd arbitra w ostatnim meczu Korony z Chrobrym nie był żadnym przełomowym wydarzeniem. Mimo że absurdalny, to nie jedyny w ostatnim czasie, który bulwersuje opinię publiczną. Po prostu uderzył bezpośrednio w kielczan, a zatem także w Macieja Bartoszka, więc w ramach rewanżu z drugiej strony poszła zgryźliwa kontra. Żeby wiedzieć, na czym stoimy, zalecamy zapoznać się z poniższym filmikiem. Doliczony czas gry, Korona wykonuje rzut rożny przy wyniku 1:1, piłka wpada do bramki i…

 

 

Odgwizdana ręka. Mimo że żaden z piłkarzy Korony piłki nawet nie dotknął. Fakt, ręka była wyciągnięta ku górze, ale wyraźnie widać, że futbolówka ją minęła, a gol był samobójczy. I nikt, ani sędzia główny Damian Sylwestrzak, ani liniowy (ustawiony idealnie naprzeciw całej sytuacji) decyzji nie zmienił. Korona mecz zremisowała, a jako że gościem programu „Weszłopolscy” na Kanale Sportowym był trener Maciej Bartoszek, to tematu tego nie mogło zabraknąć. 

- Wiele w piłce już widziałem. Były karne przeciwko mojej drużynie, gdy faul był na osiemnastym metrze. Wiecie, nie każdy o tym mówi, pewnych kontrowersji się nie pokazuje. Był taki okres w futbolu, gdy działy się złe rzeczy. Później cały czas powtarzano, że sędziom trzeba dać spokój, że się uczą. Ale przez te lata można byłoby wykształcić dwa pokolenia sędziów. A tu się nic nie zmienia. Wręcz przeciwnie – powiedział szkoleniowiec Korony.

Na ten fragment zwróciliśmy szczególną uwagę. Grillowanie sędziów to nie jest już temat tabu. Pamiętamy słynną konferencję Michała Probierza po meczu z Legią, kiedy pozostało mu tylko walnąć whisky. Wówczas trener Jagiellonii nie gryzł się w język i do tej pory tego nie robi. Częste narzekania były też ze strony Ricardo Sa Pinto, po meczu Lechii z Legią, gdy Jędrzejczyk wybił piłkę ręką z linii bramkowej ostrych słów nie szczędził Kuciak (za co dostał karę od Komisji Ligi), a były właściciel Arki Dominik Midak do oceny pracy sędziów wykorzystał Twittera. Pal licho sposób i słuszność skarg, ale moglibyśmy tak jeszcze śmiało wyliczać głosy niezadowolenia. Natomiast rzadko zdarza się, że pstryczka w nos dostaje Zbigniew Przesmycki oraz sposób szkolenia przez niego całej klasy sędziowskiej. Raczej mamy do czynienia z incydentalnym zwracaniem uwagi na konkretną sytuację, systemowo zaś jest cisza. A trener Bartoszek mówi dalej tak: 

- Na bazie tej otoczki nietykalności panowie sędziowie zrobili się zbyt pewni siebie. Ta buta, arogancja i bezczelność sędziów przechodzą wszelkie granice. Te rozmowy po meczach nic nie dają. Wskazywanie konkretnych błędów też nie. Później spotykasz się z nimi, wspominasz o sytuacjach, oni nic nie pamiętają. Rozmawiałem z panem Przesmyckim dwa razy i nadal widzę te same błędy. W końcu człowiek nie wytrzymuje. Mam tego dość. Ja się odezwałem, ale mówię to, co wszyscy wiedzą. Wy, piłkarze, trenerzy. Cały czas jest cisza. Może dlatego, że „aaaa, spokojnie, oni się uczą”. Ile się mają uczyć? I to uczyć na krzywdzie innych ludzi.

Wątpliwości ma Bartoszek, mamy je i my. Bo jak przejść niewzruszonym obok sędziego Mycia, który po pół roku od poprowadzenia ostatniego spotkania III ligi dostał mecz Ekstraklasy, a rok później zaczął sędziować w niej regularnie? Skoro system awansów dla niektórych jest tak prosty, łatwy i przyjemny, to dlaczego w drugą stronę panuje dziwaczna nietykalność, o której mówi Bartoszek? Zaczęliśmy trzeci sezon w Ekstraklasie z sędzią Myciem, którego zapamiętamy tylko z dwóch rzeczy: atletycznej postury i braku umiejętności. A jego status jaki był, tak się nie zmienia. Trafnie napisał jakiś czas temu na Twitterze Michał Trela z Newonce Sport: „Jeśli istnieje w Polsce jakiś system oceniania arbitrów, Wojciech Myć nie ma prawa nie wypaść z ekstraklasy. Jeśli nie wypadnie, to znaczy, że system oceniania arbitrów nie istnieje”.

 

 

Nie żeby nas to dziwiło, w żadnym wypadku! Daniel Stefański po wspomnianym wyżej meczu Lechii z Legią spokojnie kontynuował pracę na poziomie Ekstraklasy, czy to jako sędzia główny, czy to na wozie VAR. Kara? Od ponad roku nie poprowadził meczu ani Lechii, ani Legii. Czyli w sumie nagroda, bo presja mniejsza, a zakres obowiązków bez zmian. 

Nikt i tak nie pobije w tym zakresie Mariusz Złotka, ikony pomyłek, najstarszego, bo już 50-letniego sędziego. W pierwszych czterech meczach ubiegłego sezonu popełnił aż 8 (!!!) kluczowych błędów, które wpłynęły na wynik meczów, w tym aż 5 z nich to niesłusznie niepodyktowane karne. Czarę goryczy przelał mecz Rakowa z Lechem, kiedy ci drudzy zostali ostentacyjnie przekręceni, a Zbigniew Przesmycki przyznał później na antenie Weszło FM, że Złotek przez miesiąc będzie odpoczywał.

Karę dostał, po czym w tym samym sezonie sędziował jeszcze 15 meczów Ekstraklasy. Wyobrażacie sobie taką sytuację u siebie w pracy? Czy gdybym przez dwa dni napisał 8 tekstów zawierających fejkowe informacje, masę błędów interpunkcyjnych i gramatycznych, których nie da się czytać bez translatora, dostałbym chwilę wolnego na otrzeźwienie i przypomnienie sobie zasad języka polskiego? Podejrzewam, że jedyne co bym dostał, to słownik i wypowiedzenie wysłane priorytetem na mój koszt, ale może się mylimy i szkodliwi pracownicy wszędzie są traktowani z przymrużeniem oka. 

Dobra, ale skoro punktem odniesienia są słowa trenera Bartoszka, to wróćmy jeszcze na chwilę do I ligi. Żeby nikt nie pomyślał, że mamy pianę na ustach przez tę jedną jedyną sytuację – poniżej prezentujemy zdarzenie paranormalne z końca czerwca tego roku. Żaden meteoryt, żadne UFO, po prostu sędzia Piotr Urban, który po podaniu zawodnika Odry Opole doszukał się spalonego przy bramce Arkadiusza Piecha – piłkarza, uwaga, Zagłębia Sosnowiec. Co jeszcze bardziej absurdalne, arbiter stał kilka metrów dalej, w linii prostej od podającego. Nikt nie zasłaniał, śnieżycy w środku lata nie było, światło dość intensywne, a decyzja, jakiej nie spodziewalibyśmy się nawet w A-Klasie. Do końca sezonu pan Urban już nie pracował, ale Zbigniew Przesmycki nie miał oporów, by niecałe dwa tygodnie temu oddelegować go do meczu Pucharu Polski. Jeśli za taką wpadkę nie powinno być zakazu wykonywania zawodu, to nie wiemy za co powinien być.

 

 

Szanujemy ludzi, którzy nie kalkulują, tylko mówią to, co naprawdę myślą, zwłaszcza gdy chodzi nie tylko o dobro własnych czterech liter, a całej piłkarskiej społeczności. Maciej Bartoszek wrzucił kamyczek do ogródka pana Przesmyckiego i mamy nadzieję, że to nie ostatnia tego typu akcja ze strony aktywnego pracownika branży. Może nacisk osób pokrzywdzonych otrzyma większy rozgłos niż pisanie i mówienie o tym przez dziennikarzy. Czy w to wierzymy – nie, ale nadziei, w odróżnieniu od przyjemności z oglądania meczów, zabrać nam nie mogą. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się