var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Reprezentacja Polski pozbawiona największej gwiazdy. Ile drużyna Jerzego Brzęczka traci bez Lewandowskiego?

Autor: Marcin Łopienski
2020-09-03 18:00:42

Sześć bramek w 14 meczach, do tego cztery asysty - takie statystyki w meczach kadry Jerzego Brzęczka zdołał uzbierać Robert Lewandowski. Bez niego w składzie Polacy w trzech meczach zdołali strzelić raptem cztery gole. Ile zatem reprezentacja traci na braku swojego kapitana?

Tekst zapewne by nie powstał, gdyby nie przedziwne okoliczności przyrody w postaci pandemii koronawirusa, która wywróciła do góry nogami również świat piłki nożnej. Najmocniej odczuli to piłkarze tych drużyn, które do samego końca wałczyły o triumf w Lidze Mistrzów. Najlepszym przykładem jest właśnie Robert Lewandowski, który w drugiej połowie sierpnia zdobył najważniejsze klubowe trofeum w Europie, a pierwotnie otrzymał od Jerzego Brzęczka powołanie na wrześniowe zgrupowanie reprezentacji Polski. 

Na szczęście selekcjoner przy ogłoszeniu ostatecznej listy nie uwzględnił swojego kapitana, który aktualnie korzysta z urlopu. - Potrzebuje odpoczynku fizycznego i psychicznego po tym niesamowitym sezonie. Bez tej przerwy nie mógłby się właściwie przygotować. Ona pozwoli mu naładować akumulatory – mówił Brzęczek na pierwszej konferencji prasowej. 

Decyzja trenera nas nie dziwi, w końcu Lewy, w przeciwieństwie do szkoleniowca, wdarł się na piłkarski szczyt, a wysiłek jaki w tym celu włożył nie równa się porannemu wyjściu po chleb do piekarni. Dodatkowo konsekwencje pandemii i przerwane rozgrywki swoje dodały – w kalendarzu lig i nie tylko – innymi słowy odpoczynek Lewandowskiemu się należał i nawet jeżeli Jerzy Engel to kwestionuje, to nie ma co brać tych opinii do głowy. 

Warto jednak zastanowić się, ile kadra we wrześniu straci na nieobecności swojego najlepszego zawodnika? Z czym będzie musiał zmierzyć się Jerzy Brzęczek? 

Maszyna do strzelania goli

O liczbie zdobytych bramek przez Lewandowskiego za kadencji obecnego selekcjonera już napisaliśmy wyżej. Musimy jednak rozwinąć wątek, bo sama statystyki nie oddają do końca wkładu naszego lidera w końcowy sukces biało-czerwonych. Napastniku Bayernu w eliminacjach do mistrzostw Europy strzelił sześć goli na 18 trafień całego zespołu. Daje to łącznie 30% dorobku Polski, a po dodaniu dwóch asyst z Macedonią wyjdzie 44-procentowy udział Lewego. 

Słusznie awans Polaków na europejski czempionat nazwany został sukcesem Lewandowskiego, bo bez niego trudno byłoby o pomyślny finał drużyny Brzęczka. Zwłaszcza, że dorobek pozostałych strzelców w tych eliminacjach wyglądał tak: 

Krzysztof Piątek – 4 bramki

Kamil Glik – 1 bramka

Kamil Grosicki – 1 bramka

Damian Kądzior – 1 bramka

Przemysław Frankowski – 1 bramka

Arkadiusz Milik – 1 bramka

Grzegorz Krychowiak – 1 bramka

Sebastian Szymański – 1 bramka

Jacek Góralski – 1 bramka

 

Piątek wykręcił również ciekawy wynik, ale wysoką formę miał jedynie w pierwszej połowie 2019 roku. Oczywiście pamiętamy o jego bramce z Macedonią, fakty są jednak takie, że jesień w barwach Milanu miał tragiczną. A jeśli wyjmiemy teraz bramki i asysty Lewandowskiego, to w takich meczach jak z Łotwą, Macedonią i Słowenią byłoby z biało-czerwonymi krucho. 

Lider

Tym akcentem płynnie przejdziemy do kolejnej ważnej roli, która za czasów Waldemara Fornalika była Lewemu mocno wytykana. Chodzi oczywiście o przywództwo: na boisku i poza nim. Od kilku już lat z ust – zwłaszcza nowych – reprezentantów Polski słyszymy jak kapitan bierze pod swoje skrzydła tych nieopierzonych, jak pomaga im otrzaskać się z atmosferą najważniejszej drużyny w kraju i najlepszych polskich zawodników. Bez dwóch zdań napastnik Bayernu jest również źródłem inspiracji dla wielu, ale to dobrze, że osoby raczkujące w piłce chcą czerpać od czołowego piłkarza na świecie.

Druga sprawa, to właśnie aspekt lidera podczas meczów. Lewandowski po triumfie w Lidze Mistrzów tak opowiadał o swojej roli w kadrze - Zrobię wszystko, by pomóc kadrze, ale pamiętajmy, że na boisku jest nas jedenastu. Sam wszystkiego nie zrobię. Mogę dać coś ekstra, zrobić różnicę w sytuacji stykowej, na pograniczu remisu i wygranej. Ale to tylko dodatek.

Czy można byłoby lepiej to wytłumaczyć? Chyba nie, chociaż w eliminacjach to właśnie Lewandowski ciągnął ten wózek zwany reprezentacją Polski. Wspominane już wygrane z Łotwą, Macedonią i Słowenią – to koncert kapitana, ale zdajemy sobie sprawę, że przytoczone wyżej słowa odnoszą się raczej do meczów z największymi rywalami. Jak chociażby eliminacyjne spotkania z Austrią czy wyjazdowe ze Słowenią. Do tego pojedynki z Czechami, Włochami w Lidze Narodów. Nie wspominając już o mundialu w Rosji. 

Dzisiaj nikt nie wypomni kapitanowi, że dla niemieckiego zespołu strzela seryjnie, a w reprezentacji nie daje rady. Jeśli jednak kadra Brzęczka ma powtórzyć wynik Adama Nawałki we Francji, to Lewy musi dostać wsparcie. I chyba najbliższe spotkania z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną będą miały na celu znalezienie takowej pomocy. 

Czołowa postać ofensywy

Chociaż Lewandowski wyraźnie mówi, że nie może tak być, iż to on jest główną postacią ofensywy biało-czerwonych, to przecież właśnie takie są realia. Jeśli zespołowi nie idzie w spotkaniu, to sprawy w swoje ręce zaczyna brać napastnik Bayernu. Tak było za czasów Nawałki (chociaż wtedy 32-latek mógł liczyć na większe wsparcie kolegów), tak jest i dzisiaj. A nawet jeśli Lewy nie zaliczy asysty lub nie pokona bramkarza rywali, to swoją osobą skutecznie absorbuje uwagę defensywy, z czego mogą korzystać jego koledzy.

Potwierdzają to liczby, dowodzą tego wszystkie mecze kadry oraz słowa samego Roberta, który zdaje sobie sprawę z braków kadry. Minusem jest tylko to, że reprezentacja to nie Bayern i tutaj nie będzie można zrobić transferów w celu wzmocnienia kadry. Za kadencji Brzęczka biało-czerwoni bez Lewandowskiego zagrali dwa mecze (w starciu z Izraelem wszedł na ostatnie 27 minut, kiedy wszystko było już pozamiatane). Bilans tych spotkań to dwie bramki zdobyte i dwie stracone, czyli średnia jednego trafienia na pojedynek. 

Z Lewandowskim ta średnia to 1,8 gola na spotkanie, różnicę widać zatem jak na dłoni. Rywalizacja z Holandią oraz Bośnią będą zatem idealnym sprawdzianem dla ofensywy trenera Brzęczka i piłkarzy, którzy w przyszłości powinni zastąpić mistrza. W przypadku niepowodzenia, może się okazać, że po odejściu Lewego kadrę czekają lata chude i smutne. A przekonanie zawodnika do jak najdłuższej gry w biało-czerwonych barwach będzie głównym zadaniem następców obecnego selekcjonera. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się