var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafal Oleksiewicz / PressFocus

Rywalizacja napastników i wybudzenie Linettego. Dla kogo to zgrupowanie może być najbardziej wygrane?

Autor: Marcin Łopienski
2020-09-04 15:00:51

Mecze Ligi Narodów może nie są najbardziej elitarnymi rozgrywkami w Europie, ale jednak występy reprezentacji Polski w tych spotkaniach czemuś mają służyć. Wybraliśmy zatem listę nazwisk, które w najbliższych pojedynkach z Holandią i Bośnią mają zdecydowanie najwięcej do wygrania.

KRZYSZTOF PIĄTEK I ARKADIUSZ MILIK

Wrzucamy ich do jednego wora, bo w sumie obydwaj walczą o to samo – miejsce numer dwa w ataku reprezentacji Polski. Rola Roberta Lewandowskiego jest niepodważalna, o tym co kadra traci na braku swojego kapitana pisaliśmy już TUTAJ, nie będziemy się powtarzać, zapraszamy do lektury czwartkowego tekstu. 

Najważniejsze pytanie jednak brzmi: kto za Lewego? W dalszej części piszemy o tym jak zestarzały nam się skrzydła reprezentacji, ale przecież Lewandowski też nie młodnieje. I chociaż po wygraniu Ligi Mistrzów mówił, że czuje się młodo i jeszcze osiem lat spokojnie pokopie piłkę, to nie wydaje nam się, żeby do samego końca występował również kadrze. W pewnym momencie zwyczajnie skupi się na piłce klubowej, tak jak to zrobił chociażby Zlatan Ibrahimović. 

Dzisiaj naturalnymi następcami są Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek. Problem jednak jest taki, że żaden nie potrafi utrzymać się na topowym poziomie na przestrzeni kilku sezonów. Napastnik Napoli miał problemy ze zdrowiem, snajper Herthy szukał sobie miejsca po niepowodzeniu w Milanie, ale fakty są takie, że ostatni sezon obydwaj mieli przeciętny. Bo jak ich mizerny wynik odpowiednio 14 i 10 goli porównać do 55 bramek Lewandowskiego? Żal dupę ściska, ale taki mamy klimat. 

Dlatego jeśli w meczach z Holandią i Bośnią Milik z Piątkiem nie pokażą, że w przyszłości będzie można na nich oprzeć atak reprezentacji, to już nigdy w biało-czerwonych barwach pewnego poziomu mogą nie przeskoczyć.  

KAROL LINETTY

Myśląc o Karolu Linettym i jego występach w reprezentacji zawsze z tyłu głowy mamy słynną scenkę z szatni Lecha podczas meczu z Legią w Warszawie. Tak, chodzi o żarliwą wymianę zdań z Maciejem Skorżą, kiedy ówczesny trener Kolejorza próbował wyzwolić u piłkarza boiskową złość, która zamaskowałaby jego wielką nieśmiałość. Być może Brzęczek powinien w podobny sposób postąpić właśnie z zawodnikiem Torino, albo sam Linetty mógłby przypomnieć sobie tamte sceny i w końcu zagrać na miarę swoich możliwości. 

A te są naprawdę duże. Nie bez powodu Marco Giampaolo zażyczył sobie tego zawodnika w Turynie. Dziełem przypadku nie są również statystyki Linettego, którzy w Serie A ma liczby lepsze od tych z czasów gry w Ekstraklasie: 

Sampdoria: 124 mecze, 11 goli, 12 asyst

Lech: 93 mecze, sześć goli, 12 asyst

Czas najwyższy to wszystko, czego 25-latek nauczył się we Włoszech przekuć na boisko, grając w biało-czerwonych barwach. Reprezentacja Polski cierpi na nieurodzaj kreatywnych środkowych pomocników, więc piłkarza regularnie grającego w jednej z najlepszych lig świata zmarnować po prostu nie wypada. Sam Linetty musi też pamiętać, że po plecach pomalutku depczą mu już Jakub Moder i Michał Karbownik. 

SEBASTIAN WALUKIEWICZ

Popatrzmy co słychać na środku naszej obrony. Trener Brzęczek na mecze z Holandią i Bośnią powołał Jana Bednarka, Kamila Glika, Artura Jędrzejczyka i właśnie Sebastiana Walukiewicza. Pozycja pierwszej trójki jest niepodważalna, ale trzeba też zwrócić uwagę, że tylko podstawowa para stoperów gwarantuje stabilność polskiej defensywy. Gracz Legii na pewno wyróżnia się w Ekstraklasie, ale pewnego poziomu już nie przeskoczy. Co widać chociażby w europejskich pucharach. 

Dlatego to zgrupowanie może być ważne dla defensora Cagliari. Walukiewicz to przyszłość tej reprezentacji, ale mając na uwadze to, ile do naszej obrony wnosi Kamil Glik i jak wyglądała gra biało-czerwonych na mundialu w Rosji, kiedy zawodnika Benevento zabrakło, Brzęczek musi szukać alternatywnych rozwiązań. Z tego powodu naszym zdaniem mecze z Holandią oraz Bośnią mogą być dla przyszłości 20-latka bardzo istotne. 

KAMIL JÓŹWIAK

Chcielibyśmy kiedyś napisać taki tekst, w którym jako najmocniejszą stronę kadry wymienilibyśmy urodzaj na bokach pomocy. A to przecież właśnie szybcy skrzydłowi od lat stanowili nasz wielki atut, może nie w kwestii szerokiej talii asów do wyboru, ale kluczowych ogniw taktyki kolejnych selekcjonerów. 

 

 

Problem w tym, że tak jak śpiewała Sylwia Przybysz: „Czas nie zawróci nam nagle”. Co więcej, czas ucieka i nie ogląda się nawet na takich kozaków jak Jakub Błaszczykowski czy Kamil Grosicki. Byłe lub obecne asy biało-czerwonych młodsi już nie będą i trzeba oglądać się za następcami. Ciekawie w reprezentacji zadebiutował Sebastian Szymański, po którym widać jak dużo dał mu transfer do Dynama Moskwa, a samo postawienie na zawodnika również było strzałem w dziesiątkę. 

Dlaczego zatem teraz nie spróbować Kamila Jóźwiaka? Przy nieobecności Przemysława Frankowskiego i Damiana Kądziora na skrzydłach zrobiło się naprawdę dużo miejsca, a trener Brzęczek w pierwszej kolejności powinien sprawdzić kapitana Lecha Poznań. Piątkowe media podawały informacje, że selekcjoner myśli o spróbowaniu na flance Michała Karbownika, ale pierwszym wyborem szkoleniowca powinien być Jóźwiak. A jeśli skrzydłowy z Poznania odpali, to w niedalekiej przyszłości może stać się nawet czołową twarzą drużyny.

JERZY BRZĘCZEK

Na pewno dziwnie wygląda nazwisko selekcjonera wśród piłkarzy, którzy mają najwięcej do wygrania na tym zgrupowaniu, ale znaczenia tych najbliższych meczów nie można lekceważyć. Oczywiście, Liga Narodów traktowana jest jak mniej atrakcyjna córka europejskiej federacji. W porównaniu do eliminacji na mundial czy Mistrzostwa Europy również wypada blado, ale jeśli drużynie Brzęczka udałoby się wygrać z Holandią, albo co najmniej zaprezentować tak jak na rozpoczęcie tych rozgrywek w 2018 roku z Włochami, to trener zyskałby trochę uznania – zważywszy szczególnie na okoliczności rozgrywanych spotkań. Świętego spokoju również nie można byłoby mu odmówić. 

Przypomnijmy sobie, jak polskie media odebrały remis 1:1 we wrześniu 2018 roku: - Generalnie zatem debiut Jerzego Brzęczka wypadł na plus. Większość zawodników zaprezentowała się pozytywnie, zadebiutowali Arkadiusz Reca, Damian Szymański i Rafał Pietrzak. Przeskok był dla nich spory, ale nie popełniali też rażących błędów. Italia to jednak nie jest już zespół ze światowego topu. Było to widać w wielu akcjach, mieli również problemy techniczne. Szkoda trochę tego remisu, ale w rewanżu to raczej my już będziemy faworytem – napisaliśmy w pomeczowej relacji.

Mówimy zatem o wielkim niedosycie i zmarnowanej ogromnej szansie. Później w Lidze Narodów było już tylko gorzej, ale jednak jakieś odniesienie do udanego spotkania z Włochami cały czas pozostawało. Każdy z selekcjonerów miał mecze, które były zaczynem wielkiej drużyny. Leo Beenhakker miał wygraną z Portugalią, Adam Nawałka z Niemcami. Jeśli Brzęczkowi uda się odnieść sukces z Holandią, może się ustawić na dobre kilka miesięcy. A i kilka szczekających gęb również na jakiś czas pozamyka. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się