var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

U kadry Brzęczka powtarzalny jest tylko brak powtarzalności

Autor: Bartosz Adamski
2020-09-09 17:30:31

Jeśli dwumecz z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną miał nam dać odpowiedź na pytanie, czy Jerzy Brzęczek jest w dalszym ciągu odpowiednią osobą na stanowisku selekcjonera, to jego posada teraz powinna być co najmniej bardzo zagrożona. Tymczasem Zbigniew Boniek zdaje się ciągle bagatelizować problem, z jakim z reguły zmaga się nasza reprezentacja na wielkich turniejach: braku pomysłu na grę.

Nie będę ukrywał: przez ostatnie dwa lata próbowałem sobie wmawiać, że Brzęczek wcale nie jest taki zły. Długo przemawiał do mnie argument wynikowy - może nie gramy ładnie, ale przynajmniej punktujemy. Fakty były jasne: skończyliśmy fazę grupową eliminacji do mistrzostw Europy na pierwszym miejscu, z przewagą sześciu punktów nad drugą Austrią. Z dziesięciu meczów wygraliśmy osiem.

Oprócz faktów ważny jest jednak także postęp. W tym względzie całkowicie otrzeźwiło mnie spotkanie z Holandią – w dodatku nie tą najmocniejszą, z dość eksperymentalną linią obrony, z selekcjonerem, którego nie zatrudniłby żaden klub Eredivisie. Ten mecz najlepiej unaocznił, że nasza kadra przez dwa lata nie poczyniła najmniejszego progresu.

Wygrywanie meczów ze słabszymi rywalami jest obowiązkiem. Stylowo jednak widzieliśmy bardziej przepychanie ich na swoją korzyść niż pewne zwycięstwa. Ten brak ofensywnych nawyków szczególnie widoczny jest w spotkaniach z tymi, do których chcemy równać. W Amsterdamie murowaliśmy bramkę przez 90 minut, nawet wtedy, gdy już przegrywaliśmy. Dobrze się przesuwaliśmy, ale w bok, a nie do przodu. Zawsze sądziłem, że w graniu w piłkę chodzi o grę w piłkę. Okazuje się jednak, że według koncepcji Brzęczka trzeba przeszkadzać, a potem jechać z kontratakiem.

Ze szkoleniowego punktu widzenia sposób gry w tym meczu nie dał nam nic. Ani punktów, ani podwalin pod zbudowanie czegoś trwałego. My po dwóch latach dalej nie wiemy, jak i w co chce grać Jerzy Brzęczek. Jest selekcjonerem piłkarskiej seniorskiej reprezentacji Polski, a nie reprezentacji murarzy czy motorniczych. Poza stawianiem autobusu przed bramką nie tylko nie widać pomysłu na tę reprezentację, ale nawet choćby jakiegoś jego zalążka.

Nasza kadra pod wodzą Brzęczka zagrała może w sumie dwa dobre mecze na osiemnaście. A i tak musielibyśmy sztukować, bo w pełni zadowolonym można było być tylko ze starcia z Izraelem. Na pozostały „jeden mecz” składają się połówki z Włochami i Portugalią na ich stadionach. A nawet gdy roznieśliśmy Izraelczyków u siebie 4:0, to po trzech miesiącach dostaliśmy w czerep w Ljubljanie z 64. drużyną świata.

Nie widać żadnej powtarzalności, ani razu nie zagraliśmy dwóch dobrych spotkań z rzędu. Takich, po których można byłoby powiedzieć, że prawem serii zmierzamy w dobrym kierunku. To są po prostu dwa lata marnowania potencjału, zdecydowanie największego w XXI wieku. Za zawodników regularnie grających w Bayernie Monachium, Juventusie, Napoli, a nawet West Hamie, Southampton, Leeds United czy West Bromwich Albion dałby się pokroić każdy selekcjoner, jakiego mieliśmy do tej pory. Awans na turniej, na który kwalifikuje się pół Europy, to nie jest żaden wyczyn.

Sam pisałem, że Brzęczka powinniśmy oceniać dopiero z wyniku na mistrzostwach Europy, bo w końcówce eliminacji dreptaliśmy w kierunku przynajmniej przyzwoitej dyspozycji. Mecz z Niderlandami walnął nas jednak obuchem w łeb. Jeśli ten mecz miał sprawdzić nasze przygotowanie pod kątem mocniejszych rywali, to egzamin oblaliśmy na jedynkę. Byliśmy osłabieni brakiem Roberta Lewandowskiego, ale to nie tłumaczy faktu, że oddaliśmy tylko jeden celny strzał. Ba, nawet o więcej szczególnie się nie staraliśmy, czekając nieustannie na własnej połowie. Tutaj naprawdę trzeba bić na alarm, bo powody do niepokoju są ogromne. Nic nie zwiastuje, byśmy doczekali się zmiany na lepsze.

Widać to też po nastrojach kibiców. Ostatnia ankieta przed meczem z Bośnią pokazała, że wiara w naszą kadrę jest taka sama, jak za Smudy czy Fornalika. Czyli niemal zerowa. To wręcz niepojęte, żeby do tego dopuścić, dysponując najlepszym polskim piłkarzem w historii i kilkoma zawodnikami, którzy coś w światowej piłce znaczą.

Powiedzmy sobie wprost: bardzo poważnie grozi nam zmarnowanie najlepszego pokolenia naszych graczy w XXI wieku, naprawdę niezłego w skali europejskiej. Ich stać na dużo lepszą grę niż ta papka, którą obecnie widzimy na boisku. Mamy Roberta Lewandowskiego w wybitnej formie, zawodników grających w klubach z Ligi Mistrzów, a na przyszłoroczne Euro pojedziemy zapewne z nadzieją na uniknięcie kompromitacji. Chyba niczego więcej nie będziemy w stanie oczekiwać.

Serial „Niekochani” wypuszczony kilka miesięcy temu przez kanał Łączy Nas Piłka, który miał ocieplić wizerunek selekcjonera, wyświadczył mu niedźwiedzią przysługę. Pokazał, że trener ma problem z odpowiednim wysławianiem się i dobieraniem właściwych wyrażeń. Wydaje się, że nie rozumieją go do końca zawodnicy, nie mają przekonania co chce im przekazać. I tak też później wygląda na boisku reprezentacja: bez ładu i składu.

Może to prozaiczne, ale nie widziałem wypowiedzi czy jakiegoś gestu ze strony któregokolwiek zawodnika, który świadczyłby, że Jerzy Brzęczek cieszy się ich poparciem. W mediach co rusz pojawiają się głosy o zwolnieniu selekcjonera, a w jego obronie staje tylko prezes PZPN, którego autorytarną decyzją było powierzenie tej posady byłemu szkoleniowcowi Wisły Płock i będzie trzymał się tego wyboru do upadłego. Dla Sport.pl mówił m.in., że nie słyszał mądrej i fajnej (?) krytyki na temat kadry. Odbijając piłeczkę: ja nie słyszałem żadnej mądrej i fajnej obrony Brzęczka. Zresztą sądzę, że gdyby wybory na prezesa PZPN odbywały się w tym roku, to pewnie na drugi dzień po nich Brzęczek zostałby zwolniony. A tak Boniek będzie uparcie tkwił przy swoim i na Euro pojedziemy z obecnym selekcjonerem.

Chyba przestaliśmy się łudzić, że przy obecnym trenerze jesteśmy w stanie cokolwiek zwojować na tych mistrzostwach Europy. Oczywiście, być może uda się osiągnąć przynajmniej wyjście z grupy, ale wydaje mi się, że więcej będzie w tym improwizacji zawodników niż myśli trenerskiej Brzęczka. Po raz pierwszy od dawna nie będziemy pompować balonika, a spuszczać z niego powietrze możliwie najbardziej jak się da.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się