var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Alan Stanford/Focus Images/MB Media/PressFocus

Kto wygra, kto spadnie i jak poradzą sobie Polacy? 10 pytań przed startem sezonu w Premier League

Autor: Sebastian Czarnecki
2020-09-12 11:30:33

Co prawda nie musieliśmy zbyt długo czekać na ten moment, ale zawsze miło jest na nowo powitać rozgrywki Premier League. Jako że drużyny miały dość krótki okres przygotowawczy, nowy sezon może nam przynieść wiele niewiadomych. Co więc słychać u angielskiej zespołów? Postaramy się znaleźć odpowiedzi na kilka pytań.

Czy Liverpool obroni tytuł mimo bierności na rynku transferowym?

Podobne pytanie zadać można było już rok temu, z tym że wtedy Liverpool nie bronił mistrzostwa, a chciał o nie zawalczyć. Mimo wyrównanej walki z Manchesterem City w sezonie 2018/19, to wciąż Obywatele byli faworytami w wyścigu o tytuł Premier League. Wszystko dlatego, że Pep Guardiola nie próżnował na rynku transferowym i wzmocnił kilka newralgicznych pozycji, podczas gdy Liverpool do swojej kadry dorzucił tylko rezerwowego bramkarza. Jak więc Jürgen Klopp miał rywalizować z zespołem, który kolejny rok z rzędu inwestuje grube miliony na nowych zawodników?

Okazało się jednak, że Liverpool był dużo lepiej przygotowany do ligowych trudów, a City – mimo transferów – wciąż miało braki na kilku pozycjach. Tym razem wydaje się jednak, że Obywatele w końcu załatali dziury w newralgicznych miejscach, a zespół ma jeszcze uzupełnić Kalidou Koulibaly, który ma być odpowiedzią na problemy w defensywie. Na Anfield tym razem znowu jest spokojnie, a ekipę Jürgena Kloppa wzmocnił jedynie Kostas Tsimikas, który będzie jedynie rywalem Andrew Robertsona na lewej obronie.

 

 

Czy to wystarczy, żeby obronić tytuł mistrzowski? Może być bardzo trudno, ponieważ wszyscy na Etihad Stadium są sfrustrowani tym, jak potoczył się poprzedni sezon. Brak mistrzostwa, brak Ligi Mistrzów, nawet brak Pucharu Anglii – mimo triumfów w Tarczy Wspólnoty i EFL Cup sezon można było spisać na straty. Nic więc dziwnego, że wszyscy na poważnie podeszli do kwestii wzmacniania zespołu i wszystko wskazuje na to, że tym razem tytuł wróci do Manchesteru.

Czy wielomilionowe transfery przybliżą Chelsea do czołówki?

Królem polowania nie jest jednak ekipa Manchesteru City, tylko właśnie Chelsea, która poszła na wielkie zakupy i zainwestowała już ponad 200 milionów na nowych zawodników. Wygląda na to, że embargo transferowe wyszło tylko londyńskiej ekipie na dobre, bo nie dość, że udało się utrzymać zespół w Top 4 dzięki produktom własnej akademii, to jeszcze dzięki temu mogła teraz ruszyć na zakupy.

Chelsea w ogóle nie odczuła skutków koronawirusa i brak możliwości przeprowadzania nowych transferów w połączeniu ze sprzedażą Edena Hazarda za 160 mln € sprawiły, że Chelsea teraz nawet nie musi się hamować w swoich zapędach. Do zespołu dołączyli już Timo Werner, Kai Havertz i Ben Chilwell, do tego na zasadzie wolnego transferu sprowadzono Thiago Silvę i Malanga Sarra, a niebawem do Londynu ma zawitać Edouard Mendy z Rennes.

 

 

Wszystkie te transfery przeprowadzono tylko w jednym celu – aby Chelsea skróciła dystans do czołówki i w końcu nawiązała walkę o trofea. Oczywiście nikt nie oczekuje od Franka Lamparda mistrzostwa już tu i teraz, ponieważ Liverpool i Manchester City wciąż są na zupełnie innym poziomie, ale głównym założeniem jest zmniejszenie straty punktowej do obu tych zespołów i nawiązanie równej walki. Do tego ważne będą postępy w Lidze Mistrzów, a także zaatakowanie któregoś z krajowych pucharów.

Czy nowi zawodnicy odmienią defensywę Arsenalu?

To zaskakujące, że potrzeba było młodego i niedoświadczonego trenera, żeby Arsenal w końcu zaczął odzyskiwać własną tożsamość i wracać na właściwe tory. Mikel Arteta zaczął wprowadzać potrzebne zmiany w londyńskiej drużynie i jego głównym celem było poprawienie gry defensywnej, która od dłuższego czasu spisywała się zdecydowanie poniżej wszelkich oczekiwań. I choć udało się po części zrealizować ten plan, to jednak indywidualne błędy poszczególnych zawodników dalej sprawiały, że nikt nie brał tej formacji na poważnie.

Dlatego właśnie wszyscy kibice Arsenalu wyczekiwali nowych transferów. Do zespołu w końcu dołączył William Saliba, który w poprzednim sezonie przebywał jeszcze na wypożyczeniu powrotnym w Saint-Etienne, a jego partnerem ma zostać Gabriel Magalhaes, który w Lille wyrósł na jednego z najlepszych stoperów w Ligue 1.

Oczywiście jest mało prawdopodobne, że obaj panowie z miejsca odmienią defensywę Arsenalu, ale długoterminowo to właśnie oni mają tworzyć duet stoperów, który będzie się doskonale uzupełniał. Los całej obrony Kanonierów spoczywa właśnie na współpracy tych dwóch panów.

Jak duże szanse mają Polacy na regularną grę?

To pytanie, które intryguje zwłaszcza polskich kibiców, którzy kibicują rodakom poza granicami kraju. Zacznijmy więc od początku. Łukasz Fabiański w pełni zdrowia jest niepodważalnym numerem jeden West Hamu i jeżeli w tym sezonie ominą go kontuzje, to będzie ważnym punktem defensywy Młotów. Jan Bednarek również nie powinien mieć większych problemów z grą. Co prawda zyskał rywala w postaci Mohammeda Salisu, ale Święci posiadają w kadrze tylko trzech stoperów, a często grają w systemie, który zaangażowałby całą trójkę. Polak do tej pory był pewniakiem w taktyce Ralpha Hasenhüttla i spodziewamy się, że teraz będzie podobnie.

Problemy zaczynają się przy zawodnikach zespołów, które w tym sezonie awansowały do Premier Legaue. Taki Mateusz Klich był ważnym punktem Leeds w drodze do awansu, ale teraz wcale nie musi być pewniakiem w wyjściowej jedenastce. Pawie w dalszym ciągu poszukują nowych zawodników na rynku transferowym i niewykluczone, że na Elland Road trafi jeszcze jakiś pomocnik. Mimo to, Klich swoje z pewnością zagra i nawet jak nie we wszystkich meczach będzie starterem, to spokojnie powinien złapać około tych dwóch tysięcy minut. Gorzej będzie w przypadku Grosickiego, ponieważ na swojej pozycji ma naprawdę poważnych rywali i jest mało prawdopodobne, że Slaven Bilić będzie stawiał akurat na niego. Skrzydłowy reprezentacji Polski będzie musiał się pogodzić z rolą zmiennika lub po prostu zostanie zmuszony do poszukiwania nowego otoczenia, ponieważ w West Bromie raczej będzie pełnił marginalną rolę.

Czy Jadon Sancho w końcu zawita na Old Trafford?

To pytanie, które od dłuższego czasu nurtuje nie tylko kibiców Manchesteru United, ale również jego rywali. Jadon Sancho byłby przecież ogromnym wzmocnieniem Czerwonych Diabłów i nic dziwnego, że wszyscy przypatrują się tej sadze transferowej.

 

 

Problemem jest jednak zaporowa cena, jaką ustaliła Borussia Dortmund za swoją gwiazdę, czyli aż 120 milionów €. Manchester United niekoniecznie chce wpłacić całą kwotę i próbuje grać na wyczekanie, ale patrząc na historię transferów Dembele czy Aubameyanga, Niemcy są świetnymi negocjatorami i nie uginają się pod presją. Koniec końców za swoich zawodników dostają dokładnie tyle, ile od samego początku sobie życzyli, więc jeśli Czerwonym Diabłom naprawdę tak bardzo zależy na Sancho, to nie powinni zwlekać, tylko od razu wyłożyć wymaganą kwotę, bo za wiele nie wytargują. Wydaje nam się jednak, że skończy się to tak samo, jak w przypadku Bruno Fernandesa i koniec końców Anglik powróci do Premier League.

Kto w tym sezonie spadnie z ligi?

Walka o spadek może być w tym sezonie niezwykle zacięta. Z jednej strony mamy trzech beniaminków, z których największe szanse na utrzymanie wydaje się mieć West Bromwich, z drugiej kilka zespołów Premier League nie zrobiło wystarczająco dużo, żeby powiększyć swoją kadrę.

Na świeczniku będzie oczywiście Crystal Palace, który co prawda dołożył do składu Eberechiego Eze, ale wciąż musi liczyć się ze stratą Wilfrieda Zahy. Brighton sprowadziło z wolnego transferu Adama Lallanę, a z wypożyczenia wrócił Ben White, ale problemy na bokach obrony mogą się okazać zbyt duże. Aston Villa również może do samego końca walczyć o utrzymanie, a jeden transfer Olliego Watkinsa może się okazać niewystarczający. Duże braki kadrowe wciąż ma Burnley, które lada dzień może utracić Jamesa Tarkowskiego na rzecz West Hamu. Newcastle i Southampton wydaję się być wystarczająco mocne, żeby uniknąć walki o spadek, ale nigdy nic nie wiadomo.

Koniec końców do spadku typujemy Fulham, Crystal Palace i ktoś z trójki Leeds/Aston Villa/Brighton. Walka będzie z pewnością zacięta i toczyła się do samego końca.

Kto zostanie królem strzelców?

W tym sezonie mamy bardzo dużo kandydatów. Timo Werner przy takiej obsadzie może pokusić się o dużo bramek i już w pierwszym sezonie wywrzeć presję na rywalach. Aubameyang w dalszym ciągu jest główną strzelbą Arsenalu i to na jego barkach będzie spoczywała odpowiedzialność za zdobywanie bramek. Jeśli zdrowie dopisze Harry’emu Kane’owi, to i on może pokusić się o powrót na szczyt, zwłaszcza że ostatnie dwa sezony były dla niego dość rozczarowujące.

Jeśli chodzi o zdrowie, to ono będzie kluczowe także w przypadku Sergio Aguero, który w pełni sił również może dobić do dwudziestu bramek. Do tego mamy dwójkę Salah-Mane z Liverpoolu, a także Raheema Sterlinga, który słynie z bramkostrzelności. Ofensywny kwartet Manchesteru United raczej powinien podzielić się bramkami, Raul Jimenez mimo rzutów karnych raczej nie jest typowym goleadorem, a Jamie Vardy powoli opada z sił. Spodziewamy się, że cała walka rozegra się między piątką: Auba-Kane-Werner-Salah-Mane.

 

 

Kto zaliczy największy regres?

Wszystko wskazuje na to, że Leicester City w tym sezonie nie będzie już taki mocny jak przed rokiem. Po restarcie forma Lisów zaczęła znacząco spadać, Jamie Vardy przestał ładować bramki na potęgę, a Maddison, Perez i Barnes mają spore przestoje. Spodziewamy się, że drużyna Brendana Rodgersa wypadnie w tym sezonie poza pierwszą szóstkę i może mieć ogromne problemy, żeby wywalczyć sobie awans do europejskich pucharów.

Podobnie zresztą może być w przypadku Sheffield United, które szturmem weszło do Premier League i spokojnie utrzymało się w stawce, jednak teraz ich rywale wiedzą już, czego można się spodziewać. W składzie Szabli wciąż brakuje jakości, a na samym zaangażowaniu wiecznie nie można wygrywać. Podopieczni Chrisa Wildera powinni bezpiecznie utrzymać się w lidze, ale tym razem miejsce w górnej tabeli byłoby ogromnym sukcesem. Nie liczylibyśmy na to.

Burnley również może nie być już takie mocne. Sean Dyche jest już chyba zmęczony tym zespołem, podobnie jak zawodnicy są już zmęczeni Seanem Dychem i z sezonu na sezon widać to coraz bardziej. W składzie brakuje jakości, lada moment drużynę może opuścić James Tarkowski, a nowych twarzy jak nie było, tak nie ma. Nie można przecież wiecznie polegać na piłkarzach pokroju Ashleya Barnesa czy Chrisa Wooda.

A kto może zyskać w nowym sezonie?

Progres za to mogą zaliczyć ekipy z północnego Londynu. Arsenal pod wodzą Mikela Artety zaczyna coraz lepiej sobie radzić i poprawę widać zwłaszcza na tle tych największych rywali. Kanonierzy jak równy z równym zagrali z Liverpoolem, a poprzedni sezon zakończyli z Pucharem Anglii, gdzie po drodze w świetnym stylu pokonali Manchester City i Chelsea. Może na Top 4 jeszcze jest za wcześnie, ale spodziewamy się walki o topowe miejsca.

Podobnie zresztą może być w przypadku Tottenhamu, który w poprzednim sezonie został zbombardowany kontuzjami kluczowych zawodników. Jose Mourinho nie mógł liczyć w tym sezonie na żadne głośne nazwiska, ale nowi zawodnicy w postaci Doherty’ego i Hojbjerga powinni dobrze uzupełnić kadrę Spurs. Dołożyć do tego tylko rezerwowego napastnika, który odciąży Harry’ego Kane’a i Tottenham może wrócić do walki o Top 5.

Który menedżer jako pierwszy zostanie zwolniony?

Może to będzie kontrowersyjna opinia, ale może paść na Brendana Rodgersa. Już pod koniec poprzedniego sezonu zaczęto coś przebąkiwać na temat zwolnienia Irlandczyka z Północy po rozczarowujących wynikach i utracie miejsca w Top 4, a nadchodzący sezon może być jeszcze trudniejszy dla Leicesteru. Przy wzmacniających się Wilkach i Evertonie, wracających do formy Tottenhamie i Arsenalu Lisom może być naprawdę bardzo trudno nawiązać walkę o europejskie puchary, a to może zaowocować szybkim zwolnieniem menedżera.

Jeśli jednak zarząd Lisów się zbyt szybko nie podpali albo Brendan Rodgers jednak będzie dostarczał wyniki, pracę może utracić David Moyes, który nie jest wymarzonym trenerem dla West Hamu i każda wpadka będzie pretekstem do pożegnania się z Anglikiem.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się