var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Krzysztof Porebski / PressFocus

Siedem lat niemocy Górnika z Lechią – lepszego momentu na przełamanie nie będzie

Autor: Maciej Golec
2020-09-13 10:00:05

Podstawowym napastnikiem Grzegorz Rasiak, w bramce Michał Buchalik, super-rezerwowym Adam Duda, a ich katem Siergiej Mosznikow wraz z Grzegorzem Boninem. Wygląda jak nieudolnie prowadzona kariera w Fifie, ale nie, taka była rzeczywistość. Dość odległa, ale takie właśnie okoliczności towarzyszyły Górnikowi Zabrze, gdy ten ostatni raz pokonał Lechię. Dziś ma argumenty, by zrobić to znowu.

Ponad siedem lat, aż wierzyć się nie chce. Dopiero drugi sezon na bursztynowym stadionie w Gdańsku, Lewandowski ciągle piłkarzem Borussii, ostatnie tygodnie pracy Tomasza Hajty jako trenera Jagiellonii. No nie wmówicie nam, że to jak pstryknięcie palcem. 15 spotkań w Ekstraklasie i Pucharze Polski trwa już niemoc Górnika w meczach z Lechią, co jest, jak na nasze warunki, w których rzadko kiedy możemy powiedzieć o drużynie X, że to murowany faworyt, dość niespotykane. A tu wyrastają takie kwiatki, jak 9 meczów wyjazdowych bez porażki. Pytanie, czy dzisiaj nie przyjdzie czas na rozstanie się z przyjemną dla gości historią.

Argumenty, by w to wierzyć, dają obie strony. Po pierwsze Lechia, która w ten sezon co prawda nie weszła bardzo źle, bo na inaugurację ligi wygrała, awansowała w Pucharze Polski i później uległa Rakowowi u siebie, ale gdy już spojrzymy na coś więcej niż wyniki, to powinniśmy mocniej się zastanowić. Nie chcielibyśmy obrazić w ten sposób gdańszczan, ale niebezpiecznie nam to przypomina reprezentację Brzęczka – śmierdzący, przeterminowany ser zawinięty w piękny, zapachowy papierek. Różnica jest tylko (albo i aż) taka, że trener Stokowiec, zamiast mówić, że jest zadowolony z niskiego pressingu i przesuwania stref, stwierdza na Kanale Sportowym w programie „Weszłopolscy”:

 - Dwa pierwsze mecze tego sezonu, to spotkania do zapomnienia. Nie wyglądało to dobrze, ale też nie miało prawo wyglądać (…) Mamy problemy, nie radzimy sobie ani piłkarsko, ani fizycznie, ale od tego jestem ja, od tego jest mój sztab, żeby odpowiednio zareagować i temu wszystkiemu zaradzić. Dobrze, że jest przerwa na kadrę.

Przerwa, z której już był zadowolony, dała mu bowiem więcej czasu na przygotowania, ale Michała Nalepy do składu nie przywróci. Przez czerwoną kartkę w ostatnim meczu pierwszy raz w tym sezonie na środku obrony wystąpi duet Kopacz – Maloca, w czym głównie zawodnicy ofensywni zabrzan, tacy jak Manneh, Jimenez i Nowak powinni upatrywać swoich szans. Zwłaszcza jeśli mówimy o tym drugim stoperze, bo Chorwat ani w ubiegłym sezonie, ani teraz nie imponował formą. Bardzo możliwe, że gdyby nie kontuzja i konflikt z władzami klubu Błażeja Augustyna, do tej pory Maloca nie podnosiłby się z ławki rezerwowych. 

Tak czy siak – nieobecność Nalepy to spory cios dla stabilności i tak już rozchwianej defensywy gdańszczan. Po dwóch kolejkach to właśnie Górnik, z sześcioma golami na koncie, był najskuteczniejszym klubem ze wszystkich, więc tym bardziej nie ma podstaw, by zabrzan jakkolwiek lekceważyć. Powiemy więcej – jeśli mielibyśmy upatrywać gdzieś faworyta, to na pewno nie po stronie przyjezdnych. Nie chce nam się wierzyć, że 2 tygodnie czynią cuda i Lechia nagle zacznie grać piękne symfonie niczym Beethoven. A jeśli tak się stanie – w co wątpimy – to nawet w takich meczach obrona, mówiąc delikatnie, nie była formacją, którą można było na końcu pochwalić. Często słaby obraz zamazywał Dusan Kuciak.

Ale żeby być sprawiedliwym – nie gloryfikujmy tutaj Marcina Brosza i weźmy poprawkę na to, że Górnik oba mecze grał z beniaminkami. Wypadł w nich bardzo dobrze, prawda, ale nie mamy wrażenia, że wyciąganie daleko idących wniosków i nakładanie korony na głowę na tej podstawie jest słuszne. Zwłaszcza, że Podbeskidzie i Stal Mielec po trzeciej kolejce mają na koncie dwa punkty, czyli wciąż czekają na pierwsze zwycięstwo. Może nie ma to żadnego znaczenia i Lechię ogolą dokładnie w ten sam sposób, zmotywowani dobrą serią, ale trudno taką rzecz pominąć.

Argumentem na pewno czysto piłkarskim jest prawdopodobieństwo zdominowania środka pola. Gdy patrzymy na ten gdański złożony z reguły z Makowskiego, Gajosa i Kubickiego, zachodzimy w głowę, jaki jest pomysł na jego funkcjonowanie. Kto ma być pociągowym? Kto bierze na siebie ciężar rozegrania? Czy Makowski wreszcie pokaże się z innej strony niż średni ligowiec wyróżniający się kompletnie niczym? I nie trwa to bynajmniej dopiero od tego sezonu, już wcześniej, z Lipskim w środku, trudno było nam rozszyfrować pomysł Stokowca na tę formację. 

 

 

Górnik z kolei, gdy gra na trzech obrońców, zwiększa swój wachlarz możliwości. Nie dość, że jest Manneh, który błysnął dwa tygodnie temu ze Stalą Mielec, to mamy Bartosza Nowaka grającego odważnie do przodu, młodego Damiana Pawłowskiego, który ma na koncie asystę i Erika Janzę, balansującego na granicy defensywy i pomocy. Zdobycie tej strefy znacznie ułatwi robotę podopiecznym Brosza choćby w kwestii prostopadłych piłek do Jesusa Jimeneza, które stanowią bardzo groźną broń Hiszpana. Broń, która, jeśli wszystko pójdzie sprawnie, bez zacięcia, powinna dziś wieczorem odpalić. Jeśli tak się nie stanie, nie ukrywamy, będziemy nieco zdziwieni. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się