var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Łukasz Laskowski / PressFocus

Górnicy jeździli na tyłkach, a Maloca się tylko przejechał. Górnik 3:0 Lechia

Autor: Maciej Golec
2020-09-13 20:20:00

Ktoś, kto oglądał mecz Górnika z Lechią może być w szoku, że to pierwsze zwycięstwo tych pierwszych z gdańszczanami od siedmiu lat. Mniej ważne jednak co, a bardziej jak. Z konsekwencją, wybieganiem, polotem młodych i skutecznością. A Lechia? Z Malocą jeżdżącym na jabłuszku, Gajosem, który pomylił zespoły i całą drużyną jako kolektyw, która dzisiaj praktycznie nie istniała. Defensywa była tego smutnym odzwierciedleniem.

Piotr Stokowiec nie szczędził krytyki sobie i swoim piłkarzom za słaby początek sezonu. Z jednej strony wygrana z Wartą i Stalą Stalowa Wola, a także porażka z Rakowem po grze ponad połowę meczu w dziesiątkę, a z drugiej – ten styl… Oczy krwawiły. Dlatego po przerwie na kadrę trener Lechii zapewniał, że zobaczymy wreszcie inną, lepszą Lechię. My pytamy zatem: kiedy? Bo tak śledziliśmy sobie spotkanie z Górnikiem i mimo wzmocnienia składu osobami Saiefa i Conrado atak pozycyjny nadal nie istniał. Gdańszczanie długimi momentami byli zepchnięci na własną połowę. Konsekwentnie próbowali grać górnymi piłkami i kontrować Górnika, ale robili to do bólu nieudolnie. Niedokładne podania, kilka spalonych, a gdy już coś wreszcie wyszło, to przy samej bramce paliło na panewce. 

Gdańszczanom poza formą ewidentnie brakowało też szczęścia. Najpierw, gdy Gajos zagrał długą piłkę w stronę Flavio, a ten został ściągnięty do parteru przez Koja. Sędzia Stefański nie widział tego zdarzenia, ale do wozu VAR – nie wiedzieć czemu – też się nie pofatygował. A naszym zdaniem decyzja nie mogła być inna niż faul i czerwona kartka dla obrońcy zabrzan. Ale to nie wszystko, bo błędów sędziego Stefańskiego było tyle, że liczenia się nie podejmiemy. Do tych najpoważniejszych zaliczamy z pewnością głaskanie Michała Koja, który w ciągu meczu zarobił na co najmniej dwie czerwone kartki, a zobaczył tylko jedno żółtko. 

 

 

Później we własnym polu karnym z bliskiej odległości piłką w rękę dostał Rafał Pietrzak, ale nie było wątpliwości, że gospodarzom należała się jedenastka. Tak samo jak z gry należało się prowadzenie, które wówczas zapewnił Jesus Jimenez. Wydawało się, że gorzej być nie może, Stokowiec posłał od początku drugiej połowy dwóch świeżych młodzieżowców, a niedługo później Zwolińskiego i Mihalika, ale co komu po ofensywie, skoro w obronie zachowanie jest gorsze niż na orliku? 

Pisaliśmy dziś rano o tym, że brak Nalepy będzie dla Lechii bardzo bolesny, a środek pola zostanie zdominowany przez Górnika. Akcja na 2:0 pokazała, że mieliśmy rację. Jeny, Bartosz Nowak powinien na święta Gajosowi odwdzięczyć się za sprezentowaną asystę, a Malocy? Może jabłuszko, bo nie dość, że gość tyłkiem poszedł na wślizgu na raz, to jeszcze zrobił to za wcześnie i zostawił piłkarzowi Górnika od groma miejsca na unik. Wyglądało to dość komicznie musimy przyznać, ale dla Lechii musi to być przytłaczające, bo profesjonalny piłkarz nie ma prawa się tak zachowywać.

Ale dobra, oddajmy cesarzowi co cesarskie, bo nie wypada przejść bokiem obok ofensywnego majstersztyku, jaki zaproponował nam dziś Górnik. Od początku grał wysoko w odbiorze, na stałym tempie w ofensywie i przede wszystkim – z umiejętnym wykorzystaniem błędów rywala. Nie kupił ich minimalizm po pierwszym golu. Nie cofnęli się, nie czekali na 90 minutę, ale wykorzystywali wszystkie, również młodzieżowe, siły jakie mieli. Zaimponował nam Bartosz Nowak, który na kierownicy zdał egzamin i strzelił piękną bramkę, ale też Ściślak i Krawczyk, którzy weszli na Lechię w drugiej połowie totalnie bez kompleksów. Wizja Marcina Brosza się sprawdziła, a gra na trzech obrońców, mimo że bez Bochniewicza, dalej przynosi pozytywne skutki.

Dominacja w trzech kolejnych meczach, komplet punktów i pozycja lidera. Konia z rzędem temu, kto przed startem sezonu przewidywałby taki scenariusz. Lechia nie zmieniła się nic. Niby po przerwie były przebłyski lepszej gry w ofensywie, ale za przebłyski punktów nie rozdają. Tych gdańszczanie mają tylko trzy, co i tak przy ich postawie od początku rozgrywek można uznać za niemały sukces.

Górnik Zabrze 3:0 Lechia Gdańsk (1:0)
1:0 – 34’ Jimenez (k)
2:0 – 60’ Nowak 
3:0 – 82’ Ściślak 

Górnik: Chudy (6) – Gryszkiewicz (6), Koj (4), Wiśniewski (5) – Janza (6), Prochazka (5) (71’ Kubica – bez oceny), Manneh (5), Nowak (7) (81' Ściślak – bez oceny), Masoursas (5), Jimenez (7), Sobczyk (5) (56’ Krawczyk – 5).

Lechia: Kuciak (4) – Pietrzak (2), Kopacz (3), Maloca (1), Kobryń (3) (46’ Fila – 3) – Kubicki (3), Gajos (2) – Conrado (3) (46’ Sopoćko – 4), Saief (5) (59’ Mihalik – 4), Haydary (3) (81’ Egy MV – bez oceny) – Paixao (3) (59’ Zwoliński – 5) 

Sędzia: Daniel Stefański.

Nota: 2.

Żółte kartki: Koj, Prochazka – Sopoćko.

Piłkarz meczu: Bartosz Nowak.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się