var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafal Rusek / PressFocus

Dominik Hładun dla 2x45: Nie czuję się panem bramkarzem. Rodzice powtarzali, że cierpliwość jest najważniejsza

Autor: rozmawiał Marcin Łopienski
2020-09-14 11:40:35

Debiutował w Ekstraklasie jako 21-latek, gdy po zimowym okresie przygotowawczym dużym zaufaniem obdarzył go Mariusz Lewandowski. Długo nie oddawał miejsca w składzie, jednak późniejsze dwie kontuzje w odstępie pół roku storpedowały możliwy transfer za granicę i sprawiły, że musiał wszystko budować od nowa. Dominik Hładun, wychowanek Zagłębia Lubin, opowiada w rozmowie z nami o tym, czy przyjąłby ofertę z Lecha lub Legii, co sądzi na temat przepisu o młodzieżowcu, czy językowo poradziłby sobie zagranicą już teraz i dlaczego ostatecznie został piłkarzem, a nie bokserem. Zapraszamy!

Marcin Łopienski (2x45.info): Zaczniemy nietypowo: który z obecnych piłkarzy Zagłębia ma największe umiejętności? 

Dominik Hładun: Myślę, że Bohar. Po nim Starzyński. 

A ile dało drużynie przyjście Baszkirowa? 

Sporo, facet jest wszędzie na boisku. Skuteczny w odbiorze, konkretny w rozegraniu, dużo nam daje. 

Który z młodych jest najbardziej utalentowany? 

Łukasz Poręba jak na swój wiek ma olbrzymie umiejętności i myślę, że bardzo dużo osiągnie  w piłce. Oczywiście jeśli dalej będzie tak pracował. 

Większy talent od Jagiełły? 

Podobny, ale minimalnie większy. 

W czym jest lepszy od niego? 

Myślę, że ma bardziej konkretne uderzenia. 

A Kacper Chodyna? Moim zdaniem największe zaskoczenie początku tego sezonu. 

Na pewno. Chodynka ma bardzo duży potencjał, potrzebuje tylko minut i doświadczenia, co wpłynie na jego umiejętności ustawiania się. A wiem co mówię, bo zostaję z nim po treningu i dużo wrzutek ćwiczymy. 

Skutki tych ćwiczeń widać w meczach. 

Tak, co raz częściej daje mocniejsze i bardziej precyzyjne dośrodkowania, konkretnie pod strzał nogą i głową. Na jego pozycji kluczowa jest celność, a on myli się naprawdę rzadko. 

Skoro jesteśmy już w temacie progresu. Nie obijaliście się podczas przerwy między rozgrywkami i w końcu potraficie wygrać kilka meczów z rzędu. Skąd ta nagła zmiana?

Wydaje mi się, że nic takiego się nie zmieniło. Przerwę oczywiście przepracowaliśmy solidnie, ale co istotne, chyba bardziej wierzymy w zwycięstwo, szczególnie w tych końcowych minutach spotkań. 

Czyli zmiana w mentalności? 

Myślę, że tak. Nieistotny jest dla nas moment spotkania oraz aktualny wynik, zawsze chcemy strzelić więcej goli od przeciwnika i wygrać mecz. 

W poprzednim sezonie lepiej radziliście sobie z tymi wyżej notowanymi przeciwnikami, gorzej ze słabszymi. Z Wartą cały mecz naciskaliście rywala i ostatecznie go pokonaliście. Ile dało wam to zwycięstwo?

Dużo analizowaliśmy i rozmawialiśmy o tych meczach, wyszło nam, że więcej punktów zdobyliśmy z tymi zespołami z górnej ósemki. W tych spotkaniach też nie byliśmy słabsi, ale zwycięstwa nam umykały i chyba właśnie brakowało nam tej motywacji, co w meczach z najlepszymi. 

Słucham o tej motywacji i zastanawiam się, czy w Lubinie w ogóle jest ciśnienie na tę górną ósemkę? Bo Zagłębie to ogólnie fajne miejsce do gry.

Jest ciśnienie. Zaręczam, że każdy kto tutaj przychodzi chce coś osiągnąć, nie jest tak, iż wychodzimy sobie i gramy jak na podwórku. Celem minimum zawsze jest górna ósemka, proszę zobaczyć, że od kilku lat nie było tutaj wyniku większego niż szóste, na trzecim miejscu Zagłębie było w 2016 roku. Ta grupa też chce zagrać w pucharach. 

Potwierdzeniem tych aspiracji była według pana walka o zatrzymanie Filipa Starzyńskiego? 

Myślę, że tak, bo Filip to filar naszej pomocy, a do tego od lat czołowy asystent Ekstraklasy. Jego pozostanie w drużynie to wielkie wzmocnienie.

Cieszę się, że udało nam się porozmawiać po serii zwycięstw Zagłębia, bo ponoć po porażkach jest pan w ogóle nie do rozmowy i wywiad nie miałby sensu. Nic się nie zmieniło?

Wiadomo jestem wtedy wkurzony, bo nie lubię przegrywać, ale nie aż tak, że nie mógłbym rozmawiać. Nie będę jednak ukrywał, że ostatnia seria w lidze i Pucharze Polski bardzo mnie cieszy, bo jako drużyna tego potrzebowaliśmy.

Żeby w końcu stać się klasową drużyną? 

Dokładnie tak. I mam nadzieję, że z Rakowem również wygramy. 

Nadal podtrzymuje pan, że to najtrudniejsza drużyna w Ekstraklasie? 

Bardzo dobrze grają, przede wszystkim mają bardzo wysokich zawodników, ale piłką również dobrze operują. Dodatkowo te stałe fragmenty gry mają groźne i tutaj na pewno nie będzie nam łatwo. 

Słuchałem pana wywiadu dla TVP Sport i byłem pozytywnie zbudowany tym analitycznym i taktycznym rozpracowaniem przeciwnika. Skąd takie podejście? 

Mamy u siebie w klubie analityka, który rozpracowuje nam każdego przeciwnika, ale też sam uważnie oglądam mecze Ekstraklasy, nie tylko powtórki spotkań Zagłębia, lecz również przeciwników. Wiadomo, że najtrudniejsze spotkania to zawsze te przeciwko Legii i Lechowi, ale trzeba też zwracać uwagę na grę innych. Nawet na tych, którzy może nie starają się grać w piłkę, ale mają inne atuty. 

A proszę mi powiedzieć, taka wrzawa, jaka powstała wokół pana przy okazji zainteresowania ze strony Legii, jakoś wpływa na zawodnika? 

W moim przypadku było właśnie tylko zainteresowanie i chociaż w mediach sporo się o tym pisało, ja powiedziałem swojego menadżerowi, że dopóki nie ma konkretnej oferty, to ja nie chcę nic wiedzieć. 

A czy odbiera to pan w kategoriach docenienia aktualnej formy?

Na pewno to pozytywnie na mnie wpłynęło, dochodziły do mnie głosy o tekstach na różnych portalach, ale mojego nastawienia to nie zmieniło. Nie czuję się panem bramkarzem, ani najlepszym polskim bramkarzem w Ekstraklasie, wiem ile pracy przede mną i ile meczów, w których muszę udowodnić swoją wartość. 

Presja mediów pana nie rusza? Bo wiekowo wychodzi na to, że jest pan najmłodszym Polakiem do wyjazdu. 

Jeśli zerkniemy do kadr klubów z Ekstraklasy, to albo bronią doświadczeni zawodnicy, albo młodzieżowcy, a ja rzeczywiście jestem taki pomiędzy. Przyznaję jednak, że o tym pierwszym bramkarzu do wyjazdu to nie myślałem, dopóki pan o tym teraz nie powiedział. A tej presji nie mam, bo liczy się dla mnie dobry występ, a nie pozytywna ocena. 

Dyrektor sportowy Legii w rozmowie z legia.net na pana imię i nazwisko odpowiedział: „Wrócimy do tego tematu”. 

Nie czytałem, może i tak powiedział. W tej chwili pierwszym bramkarzem Legii jest Artur Boruc i ma chyba rok kontraktu, a co będzie za rok, to tego nikt nie wie. 

Gdyby przyszła oferta z Lecha, to skusiłby się pan? 

Legia i Lech to jest czołówka naszej Ekstraklasy i gdyby była taka oferta, to na pewno bym ją rozpatrzył. W Poznaniu jest ciśnienie na mistrza, na czołową trójkę, a ja chciałbym o te najwyższe cele się bić. Ważne jest tylko to, czy miałbym szansę na regularną grę. 

A gdyby trafiła się oferta z zagranicy, to jaka byłaby pana pierwsza decyzja? 

Na pewno chciałbym spróbować. Pierwsze co bym zrobił, to chciałbym wywalczyć sobie miejsce w składzie, nie chciałbym pojechać i siedzieć na ławce. 

Językowo przyjechałby pan przygotowany? Bartosz Białek wyjechał bardzo szybko, a nie mogą się z nim w żadnym języku dogadać. 

Coś czytałem na ten temat, ale wydaje mi się, że przesadzili z tą krytyką. Sam słyszałem jak Bartek rozmawiał po angielsku i wiem, że potrafi się komunikować w tym języku. Może chodziło tylko o niemiecki? Może doszedł stres i się zaciął. 

Być może, chociaż to są słowa jego trenera po pierwszych treningach. Dopytam jeszcze o ten język, pan już jakieś lekcje pobiera? 

Tak, biorę korepetycje z angielskiego. Chciałbym bez żadnego stresu wejść do nowej szatni, rozumieć wszystko co się do mnie mówi, potrafić odpowiedzieć na pytanie, załatwić samemu wszystkie sprawy. 

Dużo brakuje, żeby ten angielski stał się pana nową pasją? 

Jeszcze trochę (śmiech). Mój angielski jest na poziomie komunikatywnym, uczę się kolejnych słów z mocnym nastawieniem na te, których bramkarz używa na boisku. Podpowiedzi od bramkarza są bardzo ważne i nie chciałbym tego zaniedbać również w nowym klubie. 

 

 

Doniesienia o Legii ułatwiały kontakty z kibicami, którzy podobno często pytali o pańską przyszłość?  

Wiadomo, Lubin jest moim domem, dzięki Zagłębiu zostałem profesjonalnym piłkarzem, więc zawdzięczam klubowi bardzo dużo. Jeśli natomiast pojawiłaby się konkretna oferta, korzystna dla mojego rozwoju, to na pewno chciałbym z niej skorzystać i rozwijać się. Na pewno byłoby mi szkoda, bo tutaj mam rodzinę i przyjaciół, ale piłkarz musi patrzeć w przyszłość. 

Pytam o tych kibiców, bo po tym jak po wygranej z Lechem był pan gościem studia w Canal+ i na antenie zdradził informację o zainteresowaniu i negocjacjach z Zagłębiem w sprawie nowego kontraktu, zacytowałem pańską wypowiedź na Twitterze i fani żywo zareagowali na tego newsa. 

To też jest jakby potwierdzeniem tego, że jestem stąd i ile przeżyłem w tym klubie. W Lubinie spędziłem praktycznie całe moje życie, nie licząc półrocznego wypożyczenia do Chojniczanki, przeżyłem wielu trenerów i jeszcze więcej zawodników. Grając w Zagłębiu też wyrobiłem sobie konkretną pozytywną opinię i cieszy mnie taka reakcja fanów. 

Taka zażyła relacja z kibicami bardziej pomaga w codziennym funkcjonowaniu w klubie, czy raczej przeszkadza? 

Podchodzę do tego obojętnie. Nie uważam tego ani za plus, ani za minus. Oczywiście fajnie jest po wygranym meczu porozmawiać ze znajomymi, bo oni piszą, ale też przychodzą do nas na stadion i nam kibicują. Na moją grę na boisku nie ma to jednak wpływu. W czasie wolnym oczywiście spotykamy się, rozmawiamy, a Zagłębie jest głównym tematów tych rozmów. Nigdy nie miałem też jakichś problemów przy okazji porażek. 

Czy to, że jest pan stąd i gra na niezwykle odpowiedzialnej pozycji miało wpływ na to, iż tyle trwała droga do bramki Zagłębia? Wydaje się, że Białek, Jagiełło czy Kubicki nie mieli takich problemów. 

Myślę, że tutaj istotne było to, iż bramkarz jest jeden na boisku, przeważnie gra od początku do końca spotkania i dlatego trudniej było mi wejść do pierwszego składu. Wielu trenerów woli też na tej pozycji doświadczonych chłopaków i młodemu jest zdecydowanie trudniej wejść, ale swoje odczekałem, dostałem szansę i już jej nie zmarnowałem. 

Wychowankowi jest łatwiej czy trudniej zaistnieć w Ekstraklasie? 

Myślę, że jedno i drugie. Sporo zależy od tego, na jakiego trenera się trafi. Obcokrajowcy dajmy na to wolą starszych zawodników albo jakichś swoich piłkarzy, a nie raz zdarzają się szkoleniowcy, którzy wyciągają wychowanków, bo wiedzą, że tylko oni oddadzą nawet swoje życie za ten klub. Jeśli taki młody odniesie sukces, to sukces spływa również na konto trenera. 

Na pana postawił nie obcokrajowiec, a Polak o ciekawym nazwisku, bo był to Mariusz Lewandowski. Zdradził panu co takiego wypatrzył, że postawił akurat na wychowanka? 

Dokładnie nie wiem, ale było po prostu tak, że wraz z przyjściem do klubu trener Lewandowski powiedział, iż u niego każdy ma czystą kartę, a ten, kto najlepiej pokaże się na obozie, ten będzie grał. Akurat tak się trafiło, że ja zagrałem chyba cztery mecze sparingowe, wszystkie na zero z tyłu, szło mi bardzo dobrze. 

I rywalem do gry był już tylko Piotr Leciejewski. 

Tak. Trener oznajmił nam, że na pierwszy mecz z Legią wychodzi Piotrek, bo jest bardziej doświadczony, tak się stało, iż na treningu doznał on urazu głowy i z Wisłą Płock ja zagrałem. 

Przedziwna sytuacja wiąże się z panem, bo po debiucie i kilku meczach z rzędu kibice pisali, że w końcu mają bramkarza, ale z trenerami to było naprawdę różnie. 

Sporo grałem też w rezerwach klubu, więc nie wiem, czy fani chodzili na te mecze i widzieli jak bronię. Prawdą jest, że kilku szkoleniowcom brakowało tej odwagi i stawiali na moich kolegów. 

Wspominał pan o obcokrajowcach w Ekstraklasie, o tym, że często zabierają miejsce w składzie Polakom. To problem naszej piłki?

Osobiście nie mam z nimi problemu, ale moim zdaniem powinni trafiać do niej i przede wszystkim grać, najlepsi. Niech nadają ton swoim drużynom, będą ich filarem, wyróżniają się od Polaków. Ogólnie jestem zdania, że powinni grać najlepsi: jeśli obcokrajowiec jest lepszy od Polaka, niech gra. W przeciwnym wypadku stawiajmy na naszych. 

W takim razie co pan uważa o przepisie dla młodzieżowca, który premiuje młodych? Niekoniecznie najlepszych. 

Nie jestem jemu przeciwny. Proszę zobaczyć ilu młodzieżowców wypromowało się dzięki temu, a to też potwierdza, że młode talenty w Polsce są. Myślę, że negatywny byłby przepis narzucający grę dwoma lub trzema takimi zawodnikami. Wtedy można byłoby powiedzieć, że to jest wymuszone. 

Co jeszcze daje ten przepis o młodzieżowcu? 

Na pewno motywację dla tych chłopaków, żeby być tym jedynym najlepszym młodzieżowcem w drużynie. Proszę zobaczyć, że kandydatów jest sporo.

Pod koniec poprzedniego sezonu w Zagłębiu w pana miejsce grał pewien młodzieżowiec, nazywał się Kacper Bieszczad. Czym to było spowodowane?

To akurat było ustalone: Kacper dostaje szansę w końcówce, aby sprawdzić się w Ekstraklasie. Ja natomiast wykorzystałem ten czas na wyjazd do Łodzi, gdzie wzmacniałem mięśnie wokół zerwanego ostatnio przywodziciela. 

O tych obcokrajowców pytałem też dlatego, bo w jednym z wywiadów źle ocenił pan zespół Zagłębia, który spadł z Ekstraklasy. 

Co prawda byłem wtedy trzecim lub nawet czwartym bramkarzem, ale pamiętam, że nie tworzyliśmy wspólnoty, drużyny…

Były podziały? 

Tak, właśnie o to mi chodziło. Zespół musi być tak skonstruowany, żeby dominowali w nim Polacy, a całość była scementowana, zgrana. Wtedy tego nie było i miało to przełożenie na boisko, na którym nie wyglądaliśmy rewelacyjnie. Jeśli miałbym upatrywać przyczyn spadku, to właśnie w tym.  

Czytałem wywiady z panem, słucham pana odpowiedzi i zastanawiam się, skąd tyle cierpliwości i pokory? 

Ogólnie jestem spokojnym i cichym człowiekiem. Jakbym miał szukać przyczyny, to wydaje mi się, że tę cechę wyniosłem od rodziców. Mama z tatą zawsze mi powtarzali, że cierpliwość jest najważniejsza, nadgorliwość nic w życiu nie da. Najważniejsza jest praca w ciszy, bez pokazywania jakichś negatywnych emocji, bo efekty na pewno przyjdą z czasem. I całe życie staram się tak postępować. 

Ale momenty zdenerwowania były. 

Wiadomo, po tym jak kontuzji doznał Konrad Forenc, a klub sprowadził doświadczonego 39-letniego Zbigniewa Małkowskiego, a mnie nie chciano nawet na ławce, to każdemu podcięłoby to skrzydła. Nie poddałem się jednak i dziś są tego efekty. 

 

 

Rodzice bardziej ciągnęli w kierunku edukacji czy jednak sportu? 

Pochodzę z rodziny pięściarzy i sam też próbowałem w tym sporcie. Bez powodzenia, bo mam krzywą przegrodę i każdy cios w nos powodował krwotoki. Mama z tatą oczywiście zwracali uwagę na naukę, chcieli żebym miał dobre oceny, ale widzieli moje zaangażowanie i wspierali mnie mocno na obydwu polach. Bardzo jestem im wdzięczny za to, że potrafili to jakoś pogodzić. 

Wspomniał pan o tej przegrodzie nosowej, kilka kontuzji też pan miał. One też pomogły nauczyć się tej cierpliwości i pokory życiowej? 

Te urazy to miałem już właśnie po debiucie w Ekstraklasie, czyli już na tym najwyższym poziomie. W jednym sezonie miałem nawet dwie poważne kontuzje: po złamaniu piątej kości śródstopia zerwałem przywodziciel. Czy czegoś mnie nauczyły? 

Tak, jeśli czegoś nauczyły oczywiście. 

Myślę, że zwróciły moją uwagę na to co zrobić, aby unikać podobnych urazów. Mam tu na myśli lepszą regenerację, dodatkowe rozciąganie i wzmacnianie mięśni. Wszystkim kontuzjom nie da się zapobiec, ale jeśli na pewne rzeczy można mieć wpływ, to trzeba to robić. 

Czyli zadbał pan o swój rozwój. 

Dokładnie. 

A co konkretnie pan rozwinął?

Zacząłem dbać o to, żeby rozciągać się przed treningiem i po zajęciach też nie uciekać do domu, a zostać i zadbać o mięśnie. Do tego dochodzi też odpowiednia regeneracja, zaczynając od kąpieli w zimnej wodzie. Wszystko po to, żeby wyeliminować wszelkiego rodzaju zapalenia i zmęczenie. 

Dobra regeneracja nie jest możliwa bez odpowiedniej liczby godzin snu. Rola taty nie przeszkadza w tej kwestii? 

(śmiech) Nie ma z tym problemu. Z żoną dokładnie to sobie przedyskutowaliśmy, każdy ma swoje domowe obowiązki. Wtedy kiedy jest trening małżonka wie, że ten czas jest tylko dla mnie i to ona zajmuje się dzieckiem. Wieczorami też jest tak, że ja zawsze wychodzę z psem na spacer, żona próbuje usypiać… Różnie z tym bywa, ale w ten sposób sobie to poukładaliśmy. 

Wrócę jeszcze do tych kontuzji: zastanawiał się pan na ile zahamowały one pana rozwój? 

Na pewno był to solidny hamulec i wydaje mi się, że ta pierwsza była pod tym kątem gorsza. Miałem wtedy dobry okres w swojej karierze, wiem, że było też jakieś zainteresowanie moją osobą…

Polska czy zagranica? 

Zagranica. 

Jaki klub? 

Nie mogę zdradzić. Wracając do tamtej kontuzji. Miała ona miejsce podczas treningu, graliśmy w taką bramkarską siatkonogę, po wyskoku spadłem stopą na tył obręczy bramki. Na prześwietleniu wyszło, że złamałem piątą kość śródstopia. 

Głupota. 

No dokładnie, przez taką głupotę złapałem poważną kontuzję i to w takim momencie: cały czas grałem, byłem w rytmie meczowym, zbierałem dobre noty. Później musiałem na nowo budować swoją pozycję. 

Mówił pan o swoim spokojnym charakterze i tak się zastanawiam, czy jest w panu jakikolwiek pierwiastek szaleństwa? 

Myślę, że coś takiego jest we mnie na treningu, wtedy kiedy czerpię największą radość z uprawiania tego zawodu. Rozmawiałem ze znajomymi, z rodziną i mówią, że nie widzą żebym na przestrzeni tych kilku lat się zmienił. 

Pana zdaniem to dobrze? 

Myślę, że tak. W moim przypadku byłaby to tylko zmiana na gorsze i nie wyszłoby mi to na dobre. Sam też nie czuję potrzeby być bardziej szalonym gościem, dobrze się ze sobą czuję, a to, że gram na najwyższym poziomie w Polsce nie wpływa na moje zachowanie. 

To jakie są największe pasje Dominika Hładuna? 

Na pewno lubię oglądać sporty walki, ale również gram na komputerze w CS-a i LOL-a. Do tego aktywny tryb życia w postaci rodzinnych spacerów, zabieramy na nie naszego psa. 

W pierwszym lub drugim sezonie mojej gry często na dzień lub dwa dni przed meczem chodziłem z psem do lasu na długi spacer. Dla totalnego wyciszenia, bez telefonu, lubiłem sobie pochodzić i po prostu się wyciszyć. 

A szybkie samochody? To popularne u piłkarzy, na pana Instagramie widziałem zdjęcie z ciekawym pojazdem. 

Nie, po prostu od zawsze moim marzeniem był zakup Mercedesa. I tak jak miałem ich sporo…

To o czym pan jeszcze marzył?

Na pewno gra w Ekstraklasie, posiadanie Mercedesa. Odniosę się jeszcze do tego zdjęcia na Instagramie, bo faktycznie jestem na nim z synem. Na pierwsze urodziny kupiliśmy mu z żoną większy pojazd na akumulator, bardzo podobny do tego, który mam ja i zrobiliśmy to wspólne zdjęcie. Trochę też dla zabawy. 

A jakie są kolejne pana marzenia? Oprócz występu w reprezentacji, bo tego chyba każdy piłkarz pragnie. 

To prawda. Oprócz tego chciałbym zagrać w jednej z mocnych lig w Europie. Mam tu na myśli angielską, hiszpańską, niemiecką i włoską. Ale zanim do tego dojdzie, chciałbym zostać najlepszym bramkarzem Ekstraklasy. 

Dużo panu brakuje do tego osiągnięcia? 

Myślę, że na pewno muszę się poprawić w grze na przedpolu, przydałoby się też lepiej czytać grę przeciwnika. Chodzi mi tutaj konkretnie o strzały rywali, czyli zaryzykowanie i pójście wcześniej, a nie czekanie do końca. Kolejna rzecz to gra na linii, którą na pewno można jeszcze udoskonalić. 

A ta najmocniejsza pańska strona?

Wydaje mi się, ze gra na linii i wszystko co dzieje się w obrębie piątki. Tu najlepiej się czuję. 

A pana szybkość? Bo chyba to, że jest pan szczupły pomaga w wyjściach do piłki. 

Mieliśmy testy szybkościowe i na pierwszych pięciu metrach jestem jednym z najlepszych zawodników w całym Zagłębiu. Więc to też trzeba zaliczyć do mocnych stron. 

Uprzedzając pytanie o to, czy przeszkadza mi bycie szczupłym odpowiem, że nie wiem, bo nigdy gruby nie byłem. I nie wiem, czy większa masa bardziej by mi przeszkadzała, czy pomagała. 

A myślał pan o zmianie, nabraniu większej, ale dopuszczalnej dla bramkarza, masy? 

Dobrze czuję się w swoim ciele i nie chciałbym się zmieniać, więc nie. 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się