var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Foto Sipa / PressFocus

Quo vadis, Arkadiuszo? Jaki to będzie sezon dla Milika w Napoli?

Autor: Tomasz Pietrzyk
2020-09-15 22:00:43

Według dzisiejszych doniesień dziennika La Gazzetta dello Sport, Arkadiusz Milik wycofał się z zaawansowanych negocjacji transferowych z Romą. Postaramy się przeanalizować nadciągające skutki tej decyzji.

Nie chcemy wspominać o transferowej lawinie między Romą, Juventusem i Napoli, w której głównymi bohaterami mieli być Edin Dzeko, Luis Suárez i nasz rodak. Ale ta historia będzie przewijać się w tle, nawet jeśli wolimy skupić się tylko na tym, jak zburzony przez Milika domek z kart wpłynie na jego następne kilkanaście miesięcy. Bo jeszcze kilka godzin temu przyszłość pisała się mu całkiem nieźle. Polak co prawda od dłuższego czasu uchodzi za persona non grata w Neapolu, ale Roma była gotowa przyjąć go z szeroko otwartymi ramionami i równie szeroko uchylonym portfelem. Jeśli wierzyć niedawnym newsom, napastnik miał dostać od Giallorossich dwie piątki: 5 lat kontraktu i 5 mln euro za każdy wypełniony sezon. Co poszło nie tak, zostanie na razie tajemnicą gabinetów, my zaś postaramy się rozgryźć trzy potencjalne scenariusze związane z reprezentantem Biało-czerwonych. 

Juve za wszelką cenę

Jeśli nie chodzi o pieniądze, to może chodzi o… brak pieniędzy u innych? Od dłuższego czasu media z Polski i Włoch grzmią, że celem 26-latka był tylko Juventus, a każdy inny klub mógł być co najwyżej planem B w jego karierze. Niestety – dla Milika – Stara Dama po zwolnieniu Maurizio Sarriego stara się przebudować drużynę bez gwałtownych ruchów. A za taki trzeba byłoby uznać sprowadzenie Polaka za ok. 50 mln euro – cenę, którą miał narzucić im sam Aurelio De Laurentiis. Wystarczy tylko spojrzeć na aktywność podczas mercato ekipy Andrei Pirlo. Oprócz Arthura Melo, którego zaklepano sobie jeszcze przed rewoltą po Sarrim, do tej pory nową twarzą jest tylko Weston McKennie z Schalke, notabene zawodnik jedynie wypożyczony. Kondycja finansowa Juve jest na razie zależna od zrzucenia kosztownego balastu, takiego jak Gonzalo Higuain czy Sami Khedira. Do tego stopnia, że włodarze klubu angielskim wyjściem wycofali się ze starań np. o Sandro Tonalego – dużo sensowniejszą inwestycję, niż Polak w tym momencie. 

Jeśli więc wierzyć, że Milik otworzył się jedynie na opcję przenosin do Turynu, to prowadzi to do pierwszych, transferowych teorii spiskowych. Teorii, które już się zarysowały w prasie znad Wisły. Mianowicie Arkadiuszo miałby wziąć najbliższy sezon na przeczekanie, aby w kolejnym móc za darmo spełnić swoje marzenie. Tyle że ruch to więcej niż ryzykowny – musiałby być świadom ewentualnej marginalnej roli podczas Euro, albo w ogóle braku powołania na mistrzostwa. No i – przede wszystkim – musiałby z góry zakładać roczny status quo na rynku transferowym, co ociera się o football fiction. Bo nikt nie daje mu gwarancji, że za kilkanaście miesięcy Juventus nie znajdzie sobie innej darmowej (albo po prostu – taniej) opcji, albo że Pirlo przetrwa tak długo na trenerskim stołku. Bo choć dla 41-latka napastnik Napoli nie był pierwszym wyborem, to jednak znajdował się na jego liście i jest znaczne młodszy od Dzeko i Suáreza, co gra na jego korzyść. 

Wymuszenie transferu do innego klubu

A może zwyczajnie Milik zdał sobie sprawę, że w szatni Starej Damy byłby zaledwie dodatkiem do Cristiano Ronaldo i kilku innych gwiazdorów, więc dał sobie spokój z mistrzem Italii? A do tego zorientował się, że na Allianz Stadium mają zamiar regularnie stawiać na utalentowanego 20-latka Dejana Kulusevskiego. Tylko jeśli tak, to czemu Polak odmówił Romie? Być może ze względu na oferowany mu… długi kontrakt. Choć wydaje się to kuriozalne w przypadku zawodnika, który niemal dwa z czterech sezonów na Półwyspie Apenińskim stracił na poważne kontuzje, to Milikowi lukratywna 5-letnia umowa mogłaby wadzić. Po jej wypełnieniu na Stadio Olimpico miałby już 31 wiosen na karku i w zasadzie schyłek kariery przed sobą. Z pensją na poziomie ok. 5 mln euro wychowanek Rozwoju Katowice byłby też zdecydowanie najlepiej opłacanym piłkarzem Giallorissich (tyle samo pobiera Dzeko, którego wciąż nie pożegnano ze stolicy Włoch), a to z kolei wiązałoby się z tym, że zmiana otoczenia klubowego przed 2025 rokiem spotkałaby się z wysokimi żądaniami finansowymi władz klubu. 

Logika tego posunięcia jest więc mniej więcej taka: zmiana Napoli na Romę nie jest krokiem naprzód, a wręcz może skomplikować sportowy awans. Bo jeśli Polak z marszu nie stanie się gwiazdą drużyny, wówczas żaden lepszy klub nie zainteresuje się nim. A nawet jeśli zobaczy w nim choćby napastnika do uzupełnienia składu, to i tak nie wpłaci na konto Romy takiej kwoty, która wynagrodziłaby klubowi wysokie nakłady zainwestowane w Milika tego lata. Skoro też dla niego samego drużyna Paulo Fonseki jest co najwyżej nagrodą pocieszenia, to może lepiej… odpuścić sobie i jeszcze w te mercato poszukać lepszego pracodawcy? Okienko transferowe we Włoszech zamknie się dopiero 5 października, za 3 tygodnie. Jeśli ten scenariusz okaże się prawdziwy, agent Polaka ma jeszcze sporo czasu żeby znaleźć lepsze miejsce dla swojego klienta i przy okazji… zagrać na nosie De Laurentiisowi. Bo mimo tego, że właściciel Napoli zapierał się iż jest gotowy spisać 26-latka na straty, to wciąż są to ostatnie chwile, w których może go spieniężyć. 

A zegar tyka. Dla Juventusu Milik „po znajomości” był wyceniany na 50 mln euro, dla Romy już  na 25. Transfer last minute może zbić cenę zawodnika o jeszcze kilka baniek, a to z kolei może skusi kogoś – zdaniem Polaka – ambitniejszego niż Giallorossi. 

Walka o plac w Napoli

Na koniec scenariusz najmniej prawdopodobny, ale wcale niewykluczony. Dwie najważniejsze osoby w Napoli, De Laurentiis i Gennaro Gattuso, podarowali już Milikowi krzyżyk na drogę, ale jeśli pozostanie na stadionie Św. Pawła, wówczas będą musieli jakoś zagospodarować jego siły. Azzurri będą tradycyjnie bić się na trzech frontach, bo oprócz ligi będą bronić Pucharu Włoch, a w Lidze Europy (inaczej niż w Lidze Mistrzów) z marszu wejdą w poczet głównych faworytów. Nigdzie nie wypada im odpuszczać, co oczywiście każe szeroko patrzyć na głębie kadry. Arkadiuszo, nawet niechciany, może więc stanowić jego stabilne dopełnienie jako rezerwowy. Bo czy faktyczne spełnią się czarne wizje, w których będzie grzać trybuny i zaledwie trenować indywidualnie? Raczej nie wtedy, kiedy Napoli będzie potrzebować oddechu. 

Sytuacja w tym założeniu rysuje się następująco: do tanga o pozycję dziewiątki w Napoli jest… sześciu zawodników. Bo wliczając Milika, do gry meldują się Dries Mertens, Fernando Llorente, Hirving Lozano, Matteo Politano oraz pozyskany za gigantyczne pieniądze (ok. 70 mln euro) z Lille Victor Osimhen. Dwaj pierwsi nie oszukają metryki (odpowiednio 33 i 35 lat), a Lozano po ostatniej, nieudanej kampanii w ogóle musi udowodnić przydatność dla zespołu. Politano zaś rzucany jest po wszystkich pozycjach w ofensywie. Pewniakiem wydaje się ten ostatni – tifosi Azzurrich udzielili już nawet Osimhenowi chrzest na nowego pupila kibiców. Po prawdzie, Polak będzie musiał liczyć, że przy dużym natężeniu meczowym u części z wymienionych odezwą się albo urazy, albo zniżkowa forma. Wówczas Gattuso niechętnie, ale będzie musiał przynajmniej pomyśleć o akcie łaski dla Polaka, który w każdym z ostatnich sezonów plasował się ścisłej czołówce klubowych strzelców. 

Najbliższe dni pokażą, którą z nakreślonych przez nas dróg będzie przemierzać Milik. A może wbrew wszystkiemu Akradiuszo myśli zupełnie inaczej jak my i znów będziemy musieli zużyć klawiaturę na kolejne prognozy? 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się