var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Urban: Brak awansu do LE może być końcem Vuko. Wilczek: Nie boję się chodzić po mieście. Kort: Nie wiem o co chodziło Nowakowi

Autor: zebrał Mariusz Bielski
2020-09-16 08:46:51

W dzisiejszej prasie znajdziemy rozmowy z Janem Urbanem, Kamilem Wilczkiem, Dawidem Kortem czy Robertem Podolińskim. Przeczytamy z kolei jak aktualnie wyglądają sytuacje transferowe Cernycha, Antolicia oraz Bohara. A do tego teksty z okazji derbów Łodzi czy meczu Lecha z Hammarby. Zapraszamy!

PRZEGLĄD SPORTOWY

„Europa da się lubić”

„Aby przejść Hammarby, najpewniej trzeba będzie uniknąć błędów, które Kolejorz popełniał w pierwszych spotkaniach sezonu. Przede wszystkim musi poprawić obronę  przy stałych fragmentach, bo to największy kłopot w minionych tygodniach. Z siedmiu straconych bramek w trzech kolejkach aż trzy padły po rzutach rożnych, kolejne trzy po karnych, a tylko jedna po akcji. – Każdy zespół analizuje przeciwnika. Tak jak my rozszyfrowujemy ich, tak oni chcą wybadać nas. Kolejnego asystenta do pracy nad stałymi fragmentami nie ma w planach, bo mamy wystarczająco duży sztab i sporo czasu poświęcamy na pracę nad tym elementem. Zawodnicy muszą po prostu trochę lepiej realizować to, co im nakreślamy. Cały czas musimy nad tym wszystkim pracować – uspokajał szkoleniowiec. Dodatkowym kłopotem jest koncentracja w końcowych fragmentach meczów. W trzech ligowych spotkaniach Lech dał sobie wbić trzy gole po 81. minucie, a w całym poprzednim sezonie rywalom udało się tylko raz zaskoczyć Kolejorza w tym okresie zawodów.”

Więcej TUTAJ

***

„Jan Urban: Grajcie jak za dawnych lat”

„Jest pan zaskoczony, że Górnik przyjeżdża do Warszawy w roli niepokonanego lidera?
To dopiero początek sezonu i nie przywiązuję wagi, kto jest na pierwszym miejscu. Bardziej mnie cieszy, że Górnik strzela gole, wygrywa, gra ładną, otwartą piłkę, a jego mecze przyjemnie się ogląda. Nie sądzę, by w Warszawie nagle zaczął się bronić. Legia? Dla niej to idealny mecz – piłkarze wiedzą, że potrafi ą grać lepiej niż pokazali to ostatnio. Sami o tym mówią, czują to, znają potencjał i umiejętności. Musi przyjść moment, w którym przestaną się męczyć. Fajnie, gdyby już w sobotę pokazali, że forma rośnie, co będzie ważne w kontekście eliminacji Ligi Europy. Znam Legię i wiem, że zaraz będzie grała efektowniej, to normalne w tym klubie. Ale niech zacznie jak najszybciej. I jeszcze jedno. Dla jednych i drugich wynik nie niesie za sobą poważnych konsekwencji, dlatego chciałbym, żeby nie kalkulowali. Jeśli Legia przegra, nie straci szans na mistrzostwo, podobnie jak Górnik. Kto go będzie teraz rozliczał za ewentualną porażkę w stolicy? Ostatnio jest w formie, a Legia potrafi u siebie wygrać z każdym, choć akurat ostatnie spotkania – z Omonią i Jagiellonią – świadczą o czymś innym. Z doświadczenia wiem, jak to jest na początku sezonu w klubach uczestniczących w eliminacjach europejskich pucharów. One są ważniejsze, można zaklinać rzeczywistość, ale to te mecze wywołują w zawodnikach więcej emocji, w nich chcą wypaść jak najlepiej. W lidze zostanie czas, by nadrobić potknięcia. 

Co pan teraz porabia?
W lutym 2018 roku, nie do końca z własnej winy, zostałem zwolniony ze Śląska. Na początku miałem oferty, ale z nich nie skorzystałem, bo chciałem odpocząć. Byłem zniechęcony i pojawiły się głosy, że po pracy we Wrocławiu już nie myślę o podjęciu kolejnej. Ale czas zrobił swoje i zagoił rany. Tyle że kiedy nie ma cię na rynku dłuższy czas, ludzie zapominają. A na egzotyczne wyjazdy nie mam ochoty. Mam się dobrze, w trakcie kwarantanny pół roku mieszkaliśmy w kraju. Kręcę się między Polską a Hiszpanią i jestem bezrobotnym trenerem, jakich wielu na rynku. Konkurencja ogromna, szkoleniowców przybywa, możliwości zatrudniania trenerów są nieograniczone, a drużyn do prowadzenia wciąż tyle, ile było. Ale taka jest kolej rzeczy.”

Więcej TUTAJ

***

„Co dalej z Antoliciem?”

„W międzyczasie okazało się, że po Antolicia zgłosił się turecki klub Göztepe, który początkowo zaproponował piłkarzowi kontrakt od 1 stycznia. Chorwat mógłby podpisać umowę już dziś, ale stara się być lojalny wobec Legii. Turecka propozycja jest trochę lepsza fi nansowo od tej z Legii, ale nie na tyle, by rzucał wszystko i jechał do Izmiru, gdzie miesięcznie zarabiałby o kilka tysięcy euro więcej, w porównaniu do tego, co ma w Warszawie, gdzie jemu i jego rodzinie żyje się bardzo dobrze. Tyle że Turcy są dość zdeterminowani, by sprowadzić Antolicia nawet teraz. Dlatego z przedstawicielami Legii spotka się Mario Knez, menedżer zawodnika. W Legii stawiają sprawę jasno: w tym momencie liczy się wyłącznie awans do fazy grupowej Ligi Europy. Decydujące mecze IV rundy są zaplanowane na 1 października i do tego momentu nikt w Legii nie podpisze nowej umowy z Antoliciem, za którego nie wpłynęła żadna konkretna propozycja – gdyby Göztepe chciało zawodnika już teraz, musiałoby za niego zapłacić.”

Więcej TUTAJ

***

„Cernych pojawia się i znika”

„Tradycyjnie i ponownie zazgrzytało, co w tej sprawie stało się irytującą normą. Černych otrzymał ponoć propozycję, by zrezygnował z pośrednictwa menedżera, co pozwoliłoby Jagiellonii zaoszczędzić nieco grosza. Niemal dosłownie grosza, bo w otoczeniu Litwina narzekano, że białostoczanie handryczą się o drobne pieniądze. Nie wiadomo, czy nie była to gra z strony pomocnika, bo kiedy obrał (podobno) kierunek na Polskę, odebrał dwa telefony od przedstawicieli tureckich klubów – Ankaragücü i Erzurumsporu. No i w poniedziałkową noc sprawa z Jagą – możliwie, że chwilowo – stała się nieaktualna, choć co to za niespodzianka? Ciąg dalszy galimatiasu nastąpił już we wtorkowe południe, gdy piłkarski Białystok lotem błyskawicy obiegła informacja: Černych ma wieczorem stawić się w klubie przy ulicy Jurowieckiej!”

Więcej TUTAJ

***

„Trzy podejścia spalone”

„Mimo odmowy, do porozumienia jest bardzo blisko. Za skrzydłowego, który w ciągu dwóch lat strzelił w ekstraklasie 26 goli, Miedziowi pierwotnie żądali miliona euro, a „Super Express” podawał, że pierwsza oferta Chorwatów wynosiła 400 tys. euro. Rozbieżność była spora, lecz Osijek dość szybko zaproponował 500 tys. euro. Skoro i tym razem nie było pozytywnego odzewu, na biurku prezesa Zagłębia wylądowała oferta numer trzy – 650 tys. euro plus wypłata 10 proc. wartości ewentualnego następnego transferu. Na tym etapie lubinianie są jednak nieprzejednani i według naszych informacji nie przystali także na takie warunki.”

Więcej TUTAJ

***

„Łódzkie derby dwóch prędkości”

„Derby rządzą się swoimi prawami – to jeden z najbardziej wyświechtanych piłkarskich frazesów, który jest jednocześnie jedyną nadzieją dla kibiców Widzewa na dobry rezultat w dzisiejszym starciu z ŁKS. Bo zespół Dobiego zaczął sezon fatalnie. Siedem straconych goli w dwóch meczach chluby nie przynosi, a że rywale tyle samo mają po stronie zysków, wniosek może być jeden – to goście są zdecydowanym faworytem. – Chcemy grać dobrą, solidną piłkę, ale w tym spotkaniu najważniejsze są punkty. Nie jest też tak, że przygotowujemy się tylko pod kątem meczu z ŁKS, bo od czterech tygodni wykonujemy określoną pracę i chcemy być w niej konsekwentni – stwierdził szkoleniowiec RTS. Dobi na pewno dokona w składzie kilku zmian. Bardzo możliwe, że w bramce Wojciecha Pawłowskiego zastąpi Miłosz Mleczko.”

Więcej TUTAJ

***

„Co dalej z Milikiem?”

„Chciał trafić do Juventusu, który przez kilka miesięcy był faworytem do jego sprowadzenia, jednak ostatecznie działacze z Turynu ze względów sportowych i finansowych postawili na Džeko, jednocześnie negocjując z Luisem Suarezem z Barcelony. Polakiem interesowały się Fiorentina, RB Leipzig czy wspomniana Roma, której propozycję (oferowano mu aż 5 mln euro rocznej pensji) Milik odrzucił. Klub z Wiecznego Miasta zdołał przekonać De Laurentiisa do transferu, który miałby przebiegać w typowy dla Włochów, skomplikowany sposób. Napastnik najpierw miałby zostać wypożyczony za 3 mln euro z obowiązkiem wykupu za 15 mln euro, a do tego neapolitańczycy mogliby otrzymać kolejnych 7 mln po spełnieniu tzw. zmiennych. Ale (na razie?) porozumienie trzeba odłożyć do szuflady.”

Więcej TUTAJ

***

„Skutki pomieszania polityki z futbolem”

„Podniósł się alarm, że Boniek knebluje media. Prezes oczywiście zaprzeczał, tłumaczył, uzasadniał, ale wobec takiego argumentu w powszechnym odbiorze społecznym był zupełnie bezradny. Jak nie on... Kolejną odsłoną tego coraz bardziej sensacyjnego serialu jest wejście do siedziby związku funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Nie ma żadnych dowodów na istnienie ciągu przyczynowo-skutkowego, ale trudno uwierzyć w zupełnie przypadkową zbitkę wszystkich terminów. W każdym razie CBA szuka między innymi ewentualnych dowodów na nieprawidłowości w funkcjonowaniu związku, przepływu pieniędzy, procedur w podejmowaniu decyzji, powiązań z ludźmi podejrzanymi o ustawianie przetargów.”

Więcej TUTAJ

 

SPORT

„Trudne zadanie Kolejorza”

„Wracając do zespołu z Poznania, to zbyt wielu dobrych wiadomości dla jego kibiców nie ma. Wprawdzie do dyspozycji trenera Żurawa powinien być Lubomir Szatka, który ostatnio zmagał się z kontuzją, ale pod bardzo dużym znakiem zapytania stoi występ Djordje Czrnomarkovicia. Ponadto w Szwecji nie wystąpią pozyskani niedawno Wasyl Kraweć i Nika Kaczarawa. Zarówno piłkarz z Ukrainy, jak i gracz z Gruzji dołączyli do zespołu w miniony piątek, a zawodników branych pod uwagę na starcie w Sztokholmie Lech mógł zgłosić najpóźniej do czwartku. Z innego powodu brakuje Kamila Jóźwiaka. Przypomnijmy, że reprezentant Polski w ostatnich dniach negocjował warunki kontraktu z Derby County. 22-letni skrzydłowy wczoraj udał się na Wyspy Brytyjskie i nie ma już praktycznie żadnych przeszkód, by związał się z klubem występującym w League Championship.”

***

„Świetny asystent”

„Choć to Kamil Biliński, który w tym sezonie zdobył 3 bramki, jest najskuteczniejszym piłkarzem Podbeskidzia, to równie świetne wejście w nowe rozgrywki zaliczył Łukasz Sierpina. Doświadczony skrzydłowy, który rozpoczął swój 5. sezon pod Klimczokiem, zaliczył już 4 asysty. Pierwszą zapisał w Zabrzu, gdzie obsłużył Bilińskiego. W domowym spotkaniu przeciwko Cracovii kapitan „górali” wykonał dwa otwierające podania, asystując przy trafieniach Karola Danielaka i Aleksandra Komora. W miniony piątek w Białymstoku po dośrodkowaniu „Sierpika” z rzutu rożnego gola strzelił z kolei Michał Rzuchowski. Łącznie zatem 32-letni zawodnik miał udział przy 4 z 6 strzelonych w tym sezonie przez Podbeskidzie goli.”

***

„Naturalna kolej rzeczy”

„W Zabrzu cieszą się pewnie, że ten pierwszy wyjazd „na kadrę” swojego kraju Manneha będzie miał miejsce na Starym Kontynencie. W zeszłym roku, kiedy piłkarz wyjeżdżał na mecze do Afryki, to sporo czasu zajmowało mu dojście do siebie. Zresztą nawet trener Saintfiet przyznawał, że nie było czasu na normalne treningi. Tak było przy okazji wcześniejszych eliminacyjnych spotkań z Dżibuti, które „Skorpiony” rozstrzygnęły na swoją korzyść dopiero w serii karnych. Po tamtych meczach doświadczony belgijski szkoleniowiec, który prowadził już kilka afrykański reprezentacji, narzekał. - Przed meczem na terenie rywala i przed spotkaniem u siebie przeprowadziliśmy ledwie po jednym treningu. To za mało, żeby wszystko zgrać. Trudno więc mówić o dobrym przygotowaniu - podkreślał. Manneh przeleciał wtedy… 23 tys. kilometrów!”

***

„Robert Podoliński: Nie ma powodów do niepokoju”

„Gliwiczanie zdobywali gole przeciwko pierwszoligowemu beniaminkowi z Rzeszowa w Pucharze Polski, strzelali też Dynamu - jednak w lidze ich ofensywny dorobek wciąż wynosi 0. Jakie są lub mogą być przyczyny tej ofensywnej impotencji?
Ja przede wszystkim nie nazywałbym tego tak mocno, bo Piast ciągle ma bardzo dobrych piłkarzy i uważam, że przy takim potencjale kwestią czasu jest to, aż ci zawodnicy wrócą na właściwe tory. Nie mówiłbym o impotencji, bo to się bardzo ciężko leczy. Raczej nazwałbym to chwilową wstrzemięźliwością. W pierwszych dwóch kolejkach Piast sytuacje stwarzał, natomiast mecz z Wartą rzeczywiście był mizerny pod względem ofensywnym. Jednak uważam, że jest to zespół z bardzo dużymi możliwościami, sprowadzający ciekawych piłkarzy. Trener Waldemar Fornalik wykonuje kapitalną pracę i wziąłbym w tej sytuacji na wstrzymanie, a nie walił w wielkie bębny i grał larum, bo ta drużyna za chwilę znowu będzie liczyła się w czołówce ekstraklasy.

W poprzednim sezonie Piast także nie strzelał za dużo goli, bo jako trzecia drużyna ligi miał ledwie 41 bramek i tylko cztery zespoły były pod tym kątem gorsze - w tym trzech spadkowiczów. Taki wynik trochę nie przystoi.
Ale proszę sobie przypomnieć, że jeszcze niedawno kibice Piasta wznosili puchar za mistrzostwo Polski. Teraz wyeliminował w europejskich pucharach Dynamo, gdzie wcześniej w nich przegrywał, więc poprzeczka jest podniesiona wyżej. Można to rozpatrywać jako szklankę do połowy pustą, ale jak dla mnie to, co ostatnio robi Piast, powinno być powodem do dumy dla jego kibiców. Działacze prowadzą bardzo rozsądną politykę, nie ma żadnych szaleństw transferowych, wszystko jest wyważone, jest świetny fachowiec na odpowiednim miejscu. Myślę, że wiele klubów zazdrości im tej stabilizacji”

***

„Zagrają po trzech latach”

„Mimo że Widzew sprzedał dokładnie 16 401 karnetów, mecz będzie mogło obejrzeć tylko 5 600 widzów. Zamknięte pozostaną dwa sektory (kara za awantury po meczu ze Zniczem) i – decyzją wojewody – sektor dla kibiców gości, którym na stadionie ŁKS zainstalowano telebim. W losowaniu szansę na bilet ma więc co trzeci chętny. O problemach z kibicami chciałoby się pisać jak najmniej, ale cóż – takie czasy. W przeddzień meczu doszło do spotkania prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej z prezesami ŁKS-u i Widzewa, Tomaszem Salskim i Martyną Pajączek. Nie tylko mówiono o współpracy i „zgodzie”, ale i przedstawiono konkret – wspólnego sponsora, jakim została firma Columbus Energy („dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki w Polsce, szczególnie w zakresie fotowoltaiki i odnawialnych źródeł energii” – jak się przedstawia), która wspierać będzie oba łódzkie kluby. A prezydent Zdanowska wybiera się na mecz ze specjalnym derbowym szalikiem z herbami obu klubów.”

***

„Dawid Kort: Obdarzono mnie zaufaniem”

„Dlaczego zdecydował się pan na Odrę?
Dużą rolę w tym, że tu przyszedłem, odegrał trener Brehmer. Czuję w sobie chęć grania i udowodnienia czegoś sobie oraz niektórym ludziom, z którymi miałem styczność. Nawet nie tego, że jestem piłkarzem o określonej jakości, ale że łatka, jaką pewne osoby starają się mi przypinać, nie odzwierciedla tego, jaki jestem.

Jaka to łatka? Zawodnika niepracującego w defensywie?
Między innymi. Wiadomo, jaki styl prezentuje Odra. Bazuje w sporej mierze na solidnej defensywie, kontrach. W pierwszym meczu jakoś dałem radę. Może mam jakieś braki, ale chyba nie aż takie, jak chciałoby się przedstawiać.

Dominik Nowak, były trener Miedzi Legnica, tłumaczył wiosenną decyzję o przesunięcie pana do III-ligowych rezerw właśnie złą pracą w obronie.
Zostało to bardzo ładnie ubrane w słowa, ale chyba nie do końca o to chodziło. Do dziś za bardzo nie wiem, co było powodem tamtej decyzji. Mogę się tylko domyślać, ale nie czas i miejsce, by wypowiadać się na ten temat. Gdy patrzę w lustro, to z podniesioną głową.”

***

„Znikome pole manewru”

„Zawodnicy, którzy obecnie grają w ekipie trenera Pawła Ściebury, mają uregulowane pensje za lipiec. Niestety, w tym roku klub z Harcerskiej nie dostanie już nawet złotówki z kasy miejskiej. Powiedziała to jasno i wyraźnie prezydent miasta Anna Hetman podczas spotkania z prezesem GKS-u 1962 Jastrzębie, Dariuszem Stanaszkiem. W styczniu br. władze miasta rozdysponowały pomiędzy kluby sportowe 2 dwa miliony 680 tysięcy złotych. Największy kawałek z tego tortu trafił do GKS-u 1962 – milion 440 tysięcy zł, innymi największymi beneficjentami były JKH GKS (hokej na lodzie) – 610 tysięcy zł i Jastrzębski Węgiel SA (siatkówka mężczyzn) – 365 tysięcy zł.”

***

„23 procent Ibrahimovicia”

„Hammarby wielkich ambicji nie ma, natomiast jego udziałowcem jest cierpiący na przerost ambicji Zlatan Ibrahimović. Posiada 23,5 procent akcji, tyle samo należy do amerykańskiej firmy AEG, 51 procent ma klub, a pozostałe 2 należą do mniejszych udziałowców. Wiążąc się z Hammarby Zlatan naraził się kibicom Malmoe FF, klubu ze swojego rodzinnego miasta, gdzie zaczęła się jego kariera. Zniszczyli pomnik byłego idola, rozwścieczyła ich informacja o tym, że może grać w Hammarby, którego nienawidzą. W trakcie przerwy w rozgrywkach Serie A Ibrahimović uciekł przed pandemią do Szwecji i zastanawiał się nad swoją przyszłością. Wziął udział w treningach Hammarby i to wywołało spekulacje. Ostatecznie pozostał w Milanie i szykuje się do nowego sezonu.”

***

„Dawid Janczyk: Chcę zmienić swoje życie”

„Jak wygląda pana dzień?
Mieszkam w Strzelcach Opolskich z Andre i Peterem (Dzikamai Gwaze i Munyaradzi Chiunye, pochodzący z Zimbabwe zawodnicy LZS-u Piotrówka - przyp. red.). Wstaję przed 7.00, by o 8.00 być w Piotrówce, gdzie do 16.00 pracuję w biurze firmy pana Irka, wdrażając się między innymi w transport i spedycję. We wtorki i w czwartki prowadzę zajęcia z dziećmi. Bardzo mi się to podoba i myślę, żeby w przyszłości pójść w tym kierunku, zająć się szkoleniem młodych chłopaków. Jako zawodnik mający w kolekcji mistrzostwo Polski i występy w reprezentacji mam łatwiejszą ścieżkę w uzyskaniu licencji. Ściągnąłem już sobie odpowiednią aplikację, zarejestrowałem się i - jak już powiedziałem - będę chciał iść w tym kierunku. W pozostałe dni trenuję, także indywidualnie pod okiem prowadzącego LZS, Adama Jaremki. Tak naprawdę to cały dzień mam zajęty, bo do domu wracam około 21.00. 

W książce „Moja spowiedź” napisał pan o swoich problemach alkoholowych. Podobno teraz pracuje pan nad sobą, uczestnicząc w spotkaniach terapeutycznych…
Tak, chodzę na takie spotkania, a raz w miesiącu przyjeżdżają do nas terapeuci z Warszawy. Cały czas nad sobą pracuję. Do tego co było nie mam zamiaru wracać, zresztą nie ma kiedy, bo - jak wspomniałem - cały dzień mam zajęty. W firmie i w drużynie panuje bardzo fajna atmosfera. Otaczają mnie dobrzy ludzie, którzy dają „powera”. Poza tym doceniam, że zależy im na mnie. Chcą pomóc i na razie wszystko zmierza w dobrym kierunku.”

 

SUPER EXPRESS

„Kamil Wilczek: Nie chodzę kanałami po Kopenhadze”

„Kilka dni temu duński tabloid opisał pana życie w Kopenhadze: kontakty z policją, obecność ochroniarza, nienawiść kibiców. Jest aż tak źle?
W Polsce namalowano obraz faceta w kasku, który porusza się kanałami i którego ochrania wojsko. Bzdura! Po moim powrocie do Danii pojawiły się złe emocje, więc miałem spotkanie z policją, która wytłumaczyła mi, na co uważać i jak zachowywać się w niebezpiecznych sytuacjach. Ale to rutynowa 20-minutowa rozmowa, a nie szkolenie antyterrorystyczne. „Ochroniarz” to natomiast pracownik klubu, który pilnuje porządku w centrum treningowym. Na co dzień po ulicach poruszam się swobodnie. Niedawno zrobiłem czterokilometrowy spacer po Kopenhadze i nikt mnie nie zaczepił.

Musiał pan jednak wybrać inny dom niż ten, który wynajmował pan w czasach gry w Broendby.
Dom zmieniłem, bo z nowego mam bliżej do bazy. Wiem jednak, że w Vallensbaek, czyli dzielnicy sympatyków Broendby, nie jestem mile widziany. Nie lekceważę tego i nie chciałem prowokować.”

***

„Zaczął lepiej od Lewego”

„Kibice Lecha martwili się, co będzie, gdy odejdzie Christian Gytkjaer, ale Ishak błyskawicznie rozwiał obawy. Do tej pory zagrał pięć meczów, więc sprawdziliśmy, jak wypadali na tym samym etapie napastnicy Lecha z lat poprzednich. Gytkjaer w pierwszych pięciu meczach… nie zdobył ani jednej bramki. Podobnie Łukasz Teodorczyk. O wiele bliżej Szweda byli Robert Lewandowski i Artjoms Rudnevs. Obaj w pierwszych pięciu meczach dla Lecha strzelili po cztery gole. Nieźle, jednak to o dwa trafienia mniej od Szweda, który zaczął lepiej od Lewego.”


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się