var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Lukasz Sobala / Press Focus

Bałagan po widzewsku, czyli drużyna budowana na ślepo

Autor: Łukasz Kościelniak/Mariusz Bielski
2020-09-16 13:30:44

Nie uwierzylibyśmy, gdyby przed startem sezonu ktoś powiedział nam, że Widzew będzie przystępował do derbów w tak minorowych nastrojach. Co prawda pamiętamy jak finiszował w poprzednich rozgrywkach, ale wciąż nie spodziewaliśmy, iż RTS rozpocznie zmagania na zapleczu tak słabo. Z drugiej strony jednak czy wypada się temu dziwić, skoro przy Piłsudskiego od dłuższego czasu panuje organizacyjny bałagan?

1:4 w czapę od Radomiaka, 0:3 od Chrobrego – można było wyobrazić sobie lepszy początek sezonu w wykonaniu Widzewa. Okej, to beniaminek, który ostatecznie dostał się pierwszej ligi na sporym farcie, ale że aż tak źle będzie się spisywać na starcie? No nie, to jest kompromitacja. Tym bardziej, że przecież niedawno przyszedł nowy trener i dokonano też kilka wzmocnień. Na papierze zapowiadało się nieźle, lecz niestety dla łodzian tylko tam.

Jak na razie nie funkcjonuje nic – ani Enkeleid Dobi nie natchnął swoich podopiecznych, ani jego drużyna nie prezentuje ofensywnego stylu, który obiecywał. Bez wątpienia najlepsze 45 minut Widzew rozegrał w spotkaniu z Radomiakiem, gdzie w pierwszej połowie naprawdę mógł rozbudzić apetyty kibiców. Potem jednak im dalej szedł w las, tym więcej pojawiało się drzew nie do ominięcia. O ironio, cóż za przypadek, ze akurat o drewnie mowa…

Ostatnie spotkanie z Chrobrym było tego bardzo smutnym podsumowaniem, bo łodzianie mieli ogromne problemy, żeby przedrzeć się w ogóle pod bramkę rywala. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że Widzew jest uzależniony od Marcina Robaka. Jeśli najlepszy strzelec ma swój dzień to ofensywa się kręci. Jeśli nie, trzeba liczyć głównie na szczęście i korzystny układ planet. Inna sprawa, że aby doświadczony snajper w ogóle mógł zdobywać bramki, najpierw powinien znaleźć się ktoś, kto regularnie będzie dogrywał mu kolejne ciasteczka, aczkolwiek póki co praktycznie wszyscy – Ojamaa, Ameyaw, Fundambu, Kun czy nawet Możdżeń – mają z tym spore problemy.

Jedna bramka strzelona to zdecydowanie za słabo, jak na taką moc w ataku, ale jeszcze gorzej wygląda sytuacja w defensywie. Siedem straconych goli w dwóch meczach to po prostu wstyd i blamaż łódzkiej obrony. Tu należy wrzucić wielki głaz do ogródka Wojciecha Pawłowskiego. W pierwszym meczu z Radomiakiem golkiper zawalił praktycznie trzy bramki, w spotkaniu z Chrobrym też mógł się lepiej zachować przy pierwszym golu, ale zadania zdecydowanie nie ułatwia mu obrona. Tym bardziej, że nie grają tam piłkarze kompletnie anonimowi, którzy łapią minuty w pierwszej lidze. A jakby tego było mało, doświadczony bramkarz nie popisał się także w sparingu z Rakowem.

W trakcie dwóch ostatnich pojedynków, w tyłach wystąpili Łukasz Kosakiewicz, Sebastian Rudol, Krystian Nowak, Daniel Tanżyna, Patryk Stępiński (notabene współwinny dwóch goli straconych w Głogowie) i Petar Mikulić (zawalił bramkę z Radomiakiem, a potem doznał kontuzji w sparingu z Rakowem i nie zagra przez kilka miesięcy). To gracze, którzy jeszcze nie tak dawno występowali w Ekstraklasie, nie żadne ogórki. W porządku, też nie ex-gwiazdy Lecha czy Legii, lecz posiadają na tyle wysokie umiejętności, by nie odwalać cyrków na zapleczu najwyższego poziomu. No, przynajmniej w teorii... Sumujemy ich występy i wychodzi nam, że Kosakiewicz, Rudol, Nowak i Stępiński rozegrali w najwyższej klasie rozgrywkowej aż 332 mecze! Do tego można jeszcze doliczyć 20 występów Pawłowskiego w bramce. Doświadczenie mają zatem ogromne, ale na postawę drużyny w obronie kompletnie się to nie przekłada. 

 

 

To może chociaż w letnich transferach można upatrywać nadziei dla Widzewa? W teorii beniaminek rzeczywiście dokonał ciekawych i solidnych wzmocnień. Z Radomiaka wrócił Mateusz Michalski, stamtąd pozyskano też Michała Grudniewskiego i Merveille’a Fundambu. Z Sandecji dołączył Dominik Kun, z Warty Patryk Stępiński, z Lecha Miłosz Mleczko, z wypożyczenia do Bytovii wrócił Michael Ameyaw. Dodatkowo dorzucono też Petara Mikulicia z chorwackiej drugiej ligi. Trener Dobi zażyczył sobie również Patryka Muchę z Górnika Polkowice (były klub albańskiego szkoleniowca) oraz najlepszego strzelca drugiej ligi, młodzieżowca, Karola Czubaka z Bytovii. Sporo tego, lecz po fatalnym finiszu poprzednich rozgrywek wydawało się, iż konkretniejsze ruchy rzeczywiście są potrzebne.

Z drugiej strony na przestrzeni lat w Widzewie trudno dopatrzeć się jakiejś określonej wizji i pomysłu. Są w nim gracze doświadczeni, są piłkarze młodzi, na dorobku, są pierwszoligowi wyrobnicy. Mieszanka niby sensowna, lecz kompletnie nieefektywna. Z nowych z kolei jak na razie nikt (może oprócz Fundambu) nie pokazał, że może być dla tej drużyny wzmocnieniem. Jasne, mamy za sobą dopiero 2 kolejki, sezon jest długi, meczów sporo, natomiast na ten moment kolorowo to nie wygląda. Zwłaszcza w perspektywie tego, że przed Widzewem za cel postawiono zakwalifikowanie się do baraży o Ekstraklasę.

Na tle transferowym przede wszystkim w oczy rzuca się brak dyrektora sportowego vide Krzysztof Przytuła w ŁKS-ie. Przy alei Unii 2 jest przejrzyście pod tym względem. Wiadomo kto za co odpowiada, kogo należy pochwalić lub opieprzyć za dany transfer. Z różnymi skutkami Przytuła pracuje w ŁKS-ie od 4 lat, ale przynajmniej da się określić, iż w mają tam jakąś określoną wizję budowy kadry, podporządkowują zakupy pod styl, jaki chcą prezentować na boisku. W RTS-ie natomiast trudno wskazać jedną osobę, która byłaby odpowiedzialna za transfery. Na przestrzeni paru ostatnich lat było za to mnóstwo „doradców” - Łukasz Masłowski, Rafał Pawlak, Mirosław Leszczyński, Tomasz Łapiński, Zdzisław Kapka, głos miał Franciszek Smuda… I jak tu przyjąć jakąś sensowną, długofalową koncepcję? To po pierwsze. A po drugie – jak nie przepłacać piłkarzy, gdy nie jest się zorientowanym w tych kwestiach?

Jak na ironię więc prezes Martyna Pajączek stwierdziła w jednym z wywiadów, że sprowadzeniem dyrektora sportowego zajmie się dopiero po tym, jak Widzew skompletuje kadrę na sezon 2020/21. Absurdalne, bo przecież powinno być odwrotnie. Oczywiście, warto tu przywołać kontekst – chodziło również o fakt, iż polski rynek kompetentnych dyrektorów sportowych ogranicza się do bardzo wąskiego grona, dającego zliczyć się na palcach dwóch dłoni. Prezes nie chciała więc brać kolejnej osoby z przypadku. I z jednej strony to się chwali. Z drugiej przecież nie od dzisiaj pełni tę funkcję w klubie i tak naprawdę po rychłym rozstaniu z Łukaszem Masłowskim kwestia dyrektora sportowego powinna zostać potraktowana w Widzewie priorytetowo. Z perspektywy czasu nie da się napisać, że w taki sposób podeszła do tematu.

Taka niespójność koncepcyjna – lub jak kto woli: bałagan – musiała znaleźć swoje mocne odzwierciedlenie także na boisku. Tyle że póki co trener RTS-u musi działać doraźnie.

Bez wątpienia bowiem ta drużyna jak najszybciej potrzebuje zmian w składzie. Dobi dość jednoznacznie potwierdził, że takie na mecz z ŁKS-em będą, lecz konkretów nie podał. Zgadujemy, iż może chodzić o obsadę bramki, spodziewamy się roszad także w linii obrony. Jakkolwiek spojrzeć roszady są potrzebne, bo mecz z ŁKS-em to wóz albo przewóz dla tej ekipy. W przypadku zwycięstwa kibice szybko zapomną porażki z Radomiakiem i Chrobrym, a sama drużyna może nabrać rozpędu i pewności siebie, a w przypadku przegranej… Obyśmy tylko nie oglądali takich scen jak pod koniec poprzedniego roku po meczu ze Zniczem Pruszków.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się