var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: CordonPress / PressFocus

Arturo Vidal tańszy niż Sadiku czy Barkroth. W Barcelonie pracują same rekiny biznesu...

Autor: Mariusz Bielski
2020-09-16 15:30:08

O beznadziejnych transferach Barcelony można byłoby napisać doktorat. I nie, nie chodzi nam już nawet o kupowanie losowo eksplodujących gwiazd, sprowadzanych bez ładu i składu. Pozdrawiamy Dembele czy Coutinho. W Dumie Katalonii jeszcze bardziej niż nabywać, nie potrafią sprzedawać. Od lat. Ale teraz to już naprawdę przechodzą tam samych siebie.

Już przy okazji transferu Rakiticia mieliśmy stworzyć ten tekst. Chorwat, absolutny filar Blaugrany w połowie minionej dekady, lider reprezentacji, pomocnik klasy światowej, został puszczony do Sevilli za 1,5 miliona Euro. Gdyby miał 38 lat może wyglądałoby to sensownie, bo wtedy z samego zwolnienia sporej pensji należałoby się cieszyć. No ale nie, on ma 6 wiosen na karku mniej, więc jeszcze 2-3 lata solidnej gry przed nim. 

Luis Suarez oddawany za darmo to też podobny rodzaj genialnego biznesu. 

No ale już przy okazji pozbywania się Artura Vidala naprawdę ręce nam opadły. 

 

 

Cała ta kalkulacja to absurd wysokiej klasy ze strony Barcelony. Ale załóżmy nawet, że za odejście Chilijczyka nie trzeba będzie dopłacać, po prostu Inter weźmie go za 500 tysięcy Euro – absurdalna cena. Dla porównania zerknijmy sobie dla Ekstraklasy. Drożsi byli:

  • Slisz – 1,84 mln
  • Tiba – 1 mln
  • Nagy – 1 mln
  • Mihalik – 850 tys.
  • Satka – 750 tys.
  • Antolić – 750 tys.
  • Sadiku – 750 tys.
  • Sykora – 700 tys.
  • Vida – 700 tys.
  • Barkroth – 650 tys.
  • Mudrinski – 600 tys.
  • Tiru – 600 tys.
  • Rudnevs – 600 tys.
  • Ubiparip – 600 tys.
  • Stilić – 600 tys.

A to tylko wyrywek. Podobnych przypadków dałoby się znaleźć znacznie więcej. Czasem udanych niczym Tiba, czasem zupełnie odwrotnie, jak Sadiku. Niemniej nadal w tym porównaniu kwota za Vidala wygląda śmiesznie. I tak, pamiętamy doskonale, Arturo to rocznik 1987. Podobnie jak Rakitić prime-time ma już raczej za sobą, lecz oddawanie go za taki bezcen to kompromitacja. 

Gdyby to chociaż były jednorazowe strzały, usprawiedliwianie tym, że w Barcelonie chcą zrobić trzęsienie ziemi, przebudować gruntownie całą ekipę, pozbyć się starzejących, czasem zblazowanych graczy… Wtedy okej, moglibyśmy przyjąć podejście, iż cel uświęca środki. Jednakże mamy w pamięci wieeeele okienek transferowych, w których różni dyrektorzy sportowi oraz poprzednie władze odwalali podobne numery. 

  • Ibrahimovicia sprzedano za 24 miliony.
  • Thiago oddano za 25 milionów – biorąc pod uwagę jego umiejętności i wówczas jeszcze potencjał: dramat.
  • Villa odszedł za 2 bańki do Atletico. Okej, był po groźnej i długiej kontuzji, ale i tak cena za niego to jakiś ponury żart.
  • Deulofeu puszczono za 6 milionów.
  • Denisa Suareza za 4.
  • Bartrę za 8.
  • Po wielu wypożyczeniach za darmo odeszli Hleb, Afellay, Turan oraz Song.
  • Na Mathieu też nie udało się zarobić.
  • Cucurellę sprzedano za 2 miliony.

Strach pomyśleć co dalej będzie na przykład z Coutinho. To co, może za 10 baniek gdzieś do Anglii?

Aż żal wspominać również zastępy wychowanków, którzy też musieli najpierw tułać się po wypożyczeniach, by potem przejść do jakiejś innej ekipy za 1-4 bańki. Tu można wymienić choćby takich graczy jak Fontas, Montoya, Tello, Jonathan dos Santos, Sandro czy Munir. Okej, żaden z nich nie został jakimś geniuszem, ale to już naprawdę przesada. A pamiętacie jeszcze takich ananasów jak Henrique czy Keirrison? Nie? Trudno się dziwić. W nich też władowano niezłe sumki, by potem oddawać za firko.

Trochę to nieprawdopodobne że tak wielki klub, tak beznadziejnie odnajduje się na rynku transferowym. Na chłopską logikę, Barcelona również powinna była wielokrotnie skorzystać na inflacji, ale jest zupełnie odwrotnie. Bo poza wyjątkami typu odejście Neymara, Blaugrana w znakomitej większości przypadków sprzedaje graczy za śmieszne ceny, lub oddaje ich za darmo. Zupełnie jakby bilans finansowy nie liczył się dla Dumy Katalonii w ogóle i działała na zasadzie byleby się kogoś pozbyć, nieważne jakim kosztem. Natomiast gdy przychodzi do kupna, wydaje ogromne kwoty, jakby stali za nią jacyś szejkowie.

 

„Niegospodarność” w kontekście Barcelony to wyjątkowo łagodne określenie. Nawet w obliczu rewolucji kadrowej, która jest jej zdecydowanie potrzebna. Tylko jak ją przeprowadzić bez odpowiednich środków, zwłaszcza gdy pandemia dodatkowo mocno dojechała klub? 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się