var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Podbeskidzie / Jakub Ziemianin

Kamil Biliński dla 2x45: Awans ma być punktem wyjścia, a nie celem ostatecznym. Obyśmy zachowali czujność!

Autor: rozmawiał Maciej Kanczak
2020-09-17 12:30:07

Po dwóch latach przerwy Kamil Biliński ponownie pojawił się w Ekstraklasie. Mimo że Podbeskidzie nie wygrało żadnego z pierwszych trzech spotkań, to jednak 32-letni atakujący zdołał już trzy razy pokonać bramkarzy rywali. Sam jednak podkreśla, że 100% satysfakcję ze swoich występów, poczuje dopiero, gdy Górale zaczną wygrywać. Dlaczego jednak słabo weszli w sezon? Czemu tak długo przebijał się w Podbeskidziu? Jakie są jego indywidualne cele? Czy polskie kluby lekceważą rywali? Jak radzić sobie z uśpioną czujnością?

Zapraszamy do lektury rozmowy!

***

Czy Kamil Biliński to na razie jedyny człowiek w Bielsku-Białej zadowolony z występów w sezonie 2020/2021?

Nie do końca. Jesteśmy drużyną, więc wygrywamy i przegrywamy razem. To, że akurat ja najczęściej wpisywałem się ostatnio na listę strzelców jest zasługą całego zespołu. Tak samo jak fakt, że mamy po trzech kolejkach dwa punkty, a nie więcej, jest też moją winą, bo również w tych meczach występowałem. Same gole oczywiście cieszą, ale mam nadzieję, iż wkrótce będę je strzelać także w zwycięskich spotkaniach.

Co jest powodem tego, że żadnego z trzech pierwszych meczów Góralom nie udało się wygrać?

W każdym z nich o naszym niepowodzeniu decydowało co innego. Z Górnikiem zaczęliśmy grać dopiero w drugiej połowie, w pierwszej dopadł nas totalny paraliż. Patrząc jak prezentowaliśmy się po przerwie było nam szkoda tej porażki, ale podeszliśmy do tematu na zasadzie „pierwsze koty za płoty”. Z kolei spotkania z Cracovią i Jagiellonią pokazały jak dużo pracy przed nami, zarówno w kwestii ofensywnej, jak i defensywnej. Musimy być zdecydowanie bardziej skoncentrowani, bo przecież mogliśmy mieć teraz już sześć punktów, a nie dwa. Potrzeba nam też więcej wyrachowania. No i wychodzi nasz brak doświadczenia, bo wielu kolegów w składzie nie miało okazji grać jeszcze w Ekstraklasie. Jeśli wyciągniemy wnioski z tych potyczek, w przyszłości powinno być już lepiej.

W kwestii doświadczenia może pan dużo powiedzieć, bo po Tomaszu Nowaku (161) i Kornelu Osyrze (113) to pan ma najwięcej występów w Ekstraklasie (104). Czuje pan w związku z tym większą presję?

Na pewno. Jestem nie tylko jednym z bardziej doświadczonych, ale też drugim najstarszym piłkarzem w zespole, dlatego wiem, że ta odpowiedzialność leży na moich barkach. Do tego przecież doszła kontuzja drugiego z napastników, Marko Roginicia, który wciąż przechodzi rehabilitacje, więc na chwilę obecną jestem jedynym atakującym w zespole. Staram się pomagać piłkarzom młodszym i mniej ogranym. Wydaje się to wszystko zmierzać w dobrym kierunku. W meczu z Jagą przebiegliśmy przecież 125 km, co świadczy o naszym dobrym przygotowaniu fizycznym do sezonu. 

Do rozgrywek 2020/2021 przystępował pan z jakimiś indywidualnymi celami? Będzie to pana piąty sezon w Ekstraklasie, ale trudno wskazać do tej pory jakiś wybitny.

Nigdy nie uważałem się za gwiazdę i nawet nie chciałbym, aby tak mnie określano. Mam swoje zadania do wykonania w zespole i będę funkcjonował dobrze, jeśli z całą ekipą będzie podobnie. Oczywiście chcę strzelić jak najwięcej goli, pomóc zespołowi w utrzymaniu, ale nie zakładałem sobie żadnych indywidualnych celów.

Jesienią 2020 już strzelił pan więcej goli niż w rundzie rewanżowej sezonu 2019/2020 w Fortuna I lidze. Co się wtedy z Panem działo?

To jest złożona sytuacja. Przychodząc zimą do Podbeskidzia wiedziałem jakie są oczekiwania i jaki jest plan na moją osobę. Wiedziałem, że zespół jesienią funkcjonował bardzo dobrze, a na mojej pozycji grał zawodnik, który regularnie zdobywał bramki. Nie było więc podstaw do zmian i rotowania składem, zatem doskonale zdawałem sobie sprawę jaka początkowo będzie moja pozycja w drużynie. Najważniejszym celem był awans do Ekstraklasy i dopiero wówczas wiedziałem, iż będę mógł pokazać swoją wartość. Pierwsze sześć miesięcy tego roku dałem sobie zatem na aklimatyzację i możliwie jak największą pomoc w awansie. Zdobyłem dwie bramki, więc swoją cegiełkę do promocji dołożyłem. Oczywiście, mogło być ich więcej, ale też miałem pewność, iż plan na moją osobę będzie realizowany dopiero po awansie.

Czuć było w Bielsko-Białej głód Ekstraklasy?

Zdecydowanie. Trochę czasu minęło, kiedy klub ostatnio grał na tym poziomie. Szkoda, że mamy pandemię, bo w przeciwnym razie na meczu z Cracovią na pewno na stadionie zasiadłby komplet widzów. Zresztą ten głód czuć było nie tylko w starciu z Pasami, bo już w końcówce sezonu 2019/2020 w I lidze dało się odczuć jak bardzo kibice nie mogą się już doczekać Ekstraklasy. Zdajemy sobie jednak sprawę, że sam awans to nie wszystko. Ludzie żywią wobec nas konkretne oczekiwania, które mamy nadzieję spełnić. Na początek spokojne utrzymanie, a potem stopniowa budowa dobrej marki.

Fakt, że spada tylko jeden zespół, budzi w was większość pewność?

Na pewno, natomiast nie nazwałbym tego sezonu „przejściowym” ze względu na to, że spada jeden zespół, bo przecież ktoś musi spaść. Na pewno nie chcielibyśmy to być my. Dla nas te rozgrywki mają być krokiem do przodu - zarówno ze względu na poprawę gry, jak i rozwój całego klubu. Jedno miejsce spadkowe pozwoli w spokoju budować pewne rzeczy, ale też nie może nas uśpić.

Teraz chciałem spytać jak u pana ze znajomością dat. 20.05.2018 - co się wtedy wydarzyło?

Szczerze to nic mi to nie mówi (śmiech).

Tego dnia rozegrał pan ostatni mecz w Ekstraklasie przed wyjazdem na Łotwę.

Faktycznie, graliśmy wtedy z Jagiellonią.

Dwa lata to co prawda nie dużo, ale można mówić o zmianie poziomu Ekstraklasy?

Jedyne co się zmieniło to VAR i pięć zmian, zamiast trzech. Ale to są takie podstawowe rzeczy, na które po prostu trzeba uważać. Co do poziomu rozgrywek to uważam, że ani nie się nie podwyższył, ani się nie obniżył. Sezon się jednak dopiero rozkręca, trzy kolejki dopiero za nami, więc też trudno o jakieś większe wnioski.

Pytanie o poziom było nieprzypadkowe, bo trwają eliminacje do europejskich pucharów i znów kibicom towarzyszy szok i niedowierzanie, że odpadamy z klubami ze słabszych wydawałoby się krajów. Pan doświadczył tej sytuacji z drugiej strony, bo w barwach Żalgirisu Wilno wyeliminował Lecha Poznań, zaś grając w RIga FC Piast Gliwice. Jak to podejście polskich klubów odczuł pan będąc po drugiej stronie?

Fajnie to trener Aleksandar Vuković ostatnio powiedział, że jak Robert Lewandowski nie wie czemu polskie kluby tak słabo występują w eliminacjach europejskich pucharów, to chyba nikt tego nie będzie w stanie określić (śmiech).

Faktycznie jednak trochę lekceważymy tych teoretycznie słabszych rywali. Wydaje nam się, że skoro nasza liga jest tak ładnie opakowana w stadiony i telewizję to od razu myślimy, że wygramy na stojąco. Patrzę chociażby przez pryzmat Riga FC, klub też przecież nie był biedny i nie grali w nim przypadkowi piłkarze. Zwycięstwo z takim rywalem też przecież trzeba wyszarpać, nikt nam go nie da na tacy, tylko dlatego, że nasza liga ma lepszą otoczkę. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się