var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Ofensywa Kolejorza w pucharach ciągle głodna. Apollon 0:5 Lech

Autor: Marcin Łopienski
2020-09-23 21:00:05

3:0 z Valmierą, 3:0 z Hammarby i chociaż ostatnio przyzwyczailiśmy się do tego, że każda kolejna runda eliminacji do europejskich pucharów to dla polskich zespołów coraz większy problem, Lech Poznań pozamykał nam gęby. Piłkarze Dariusza Żurawia zagrali niezwykle dojrzale, ale przede wszystkim potwierdzili wysoki potencjał w ofensywie. I Cypryjczyków, na ich boisku, po prostu rozjechali.

Wielu ekspertów właśnie pojedynku Lecha obawiało się najbardziej. Dlaczego? Wystarczy przypomnieć sobie wszystkie ostatnie pojedynki polskich klubów w pucharach. Rok 2011, 2013, 2015, 2020 i porażki Wisły Kraków, Legii, Jagiellonii i znów Legii. Przegrane nie tylko wynikające z przypadku, ale bezradności i piłkarskiej przewagi przeciwnika. 

Obawy okazały się nieuniknione. Drużyna Dariusza Żurawia, chociaż posiadająca w swoich szeregach młodych zawodników, zagrała na Cyprze jak rutyniarz. Po pierwsze trzeba przyznać, że Lech od początku do końca miał pomysł na ten mecz. W pierwszej połowie przewaga Kolejorza nie była tak znaczna jak po przerwie, Apollon dwukrotnie poważnie zagroził bramce Filipa Bednarka, ale polski zespół miał szczęście, że rywale mieli problemy ze skutecznością. 

Co ważne, Lech po każdej takiej sytuacji potrafił odgryzać się przeciwnikowi. Ekipa z Poznania odrobiła pracę domową, znalazła słaby punkt Apollonu w postaci płaskiej, wolnej obrony i starała się grać mocną piłkę za jej linię. W dodatku na swojego wchodzącego zawodnika. Przed przerwą w ten sposób wykreowała sobie trzy znakomite okazje, z czego wykorzystała jedną. 

Po zmianie stron dorzuciła jeszcze cztery trafienia, z czego trzy wynikały właśnie z takich akcji. Najważniejsze jednak w tym meczu było to, o czym pokrótce już napisaliśmy. Polska drużyna zawsze na przewagę lub ataki Apollonu odpowiadała groźną, ładną akcją. W pierwszej połowie niekoniecznie zawsze udało się zakończyć ją bramką, po zmianie stron piłka przeważnie lądowała w sieci. Wspominamy o tym, bo polskie drużyny w pucharach zazwyczaj występowały w roli szarej, zgaszonej myszki, która do przeciwnika podchodziła z nadmiernym respektem. Lech w środę zagrał z pewnością siebie i bezczelnością, dlatego na bardzo trudnym terenie zagrał kapitalnie i po prostu rozjechał rywala. 

Osobny akapit należy się dwójce Pedro Tiba i Dani Ramirez, bo gdybyśmy mieli wybrać najlepszego zawodnika tego meczu, to chyba musielibyśmy złamać zasadę i postawić na duet. O potencjale ofensywy Kolejorza pewnie można byłoby napisać kilka wypracowań i elaboratów, ale to boisko zawsze weryfikuje wszystkie teorie. A szczególnie pojedynki w europejskich pucharach, gdzie polskim drużynom ostatnio nie idzie. I wracając do naszego duetu, jeśli Lech w jakimś celu sprowadzał Tibę i Ramireza, to właśnie dla takiej gry. 

Portugalczyk rządził w środku pola, widział więcej niż inni, zagrywał takie wypieszczone piłki, że grzechem byłoby ich nie wykorzystać, a sam dwukrotnie wręcz ośmieszył defensywę Apollonu. Ramirez? Mecz zakończył z trzema asystami, a przydomek, jaki chcemy mu nadać po tym spotkaniu, to wizjoner. Hiszpan znakomicie przewidywał przyszłość i potrafił precyzyjnie zagrać piłkę. 

Nadal jesteśmy w małym szoku, bo rzadko oglądamy tak grające polskie zespoły w pucharach. Na takiej jakości, z takim pomysłem, z głową wysoko podniesioną, z chęcią wyciśnięcia przeciwnika jak cytryny. Panie Dariuszu Żurawiu, chylimy czoła, jesteśmy zachwyceni i mamy jedno pragnienie: chcemy więcej! I częściej! 

Apollon Limassol – Lech Poznań 0:5 (0:1)

0:1 – Tiba 42’ asysta Ramirez

0:2 – Ishak 47’ asysta Tiba

0:3 – Kamiński 58’ asysta Ramirez

0:4 – Sykora 81’ asysta Ramirez

0:5 – Tiba 90’ asysta Kaczarawa

Apollon: Dimitriou – Szalai, Roberge, Katelaris, Pittas (46’ Larsson)  – Aguirre, Sachetti (66’ Marković), Denić  – Diguiny, Benschop, Dabo (14’ Gianniotas).

Lech: Bednarek – Czerwiński, Satka, Crnomarković, Puchacz – Kamiński (75’ Skóraś), Tiba, Moder (73’ Muhar), Sykora – Ramirez – Ishak (67’ Kaczarawa).

Sędzia: Mattias Gestranius.

Żółte kartki: Benschop, Sachetti – Satka.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się