var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Adam Starszynski / PressFocus

Bogactwo i powód do radości czy potencjalna bomba z opóźnionym zapłonem?

Autor: Marcin Łopienski
2020-09-30 13:30:29

Na letnie ruchy transferowe Legii Warszawa zdecydowana większość mediów zareagowała z zachwytem, w końcu do mistrza Polski trafiło sporo ciekawych, a nawet głośnych nazwisk. Jeśli jednak mocniej przyjrzymy się tym transferom, to widzimy pewien brak logiki i źródło przyszłych problemów. Jak można im zapobiec?

Jedynie w kontekście transferów do obrony nie można mieć zastrzeżeń. Powrotu Artura Boruca nikt nawet nie zamierza podważać. Filip Mladenović to czołowy lewy obrońca Ekstraklasy, który w swojej najwyższej dyspozycji może w ofensywie dać nawet więcej niż Michał Karbownik z sezonu 2019/20. Pewną niewiadomą jest Josip Juranović, ale to też wzmocnienie ze wszech miar logiczne: typowy prawy obrońca, który ma wypełnić lukę po kontuzjowanych Marko Vesoviciu. W dodatku z niezłą marką w ojczyźnie.

Podsumowując: wzmocnienia warszawskiej defensywy wyglądają na przemyślane i z konkretnym stemplem jakości. Jeśli przeanalizujemy kadrę Czesława Michniewicza, to na każdej pozycji jest dwóch zawodników na odpowiednim poziomie. I to nawet po przesunięciu Karbownika do pomocy. 

Gorącym tematem pozostaje pozycja największego talentu warszawskiej Legii: lewa obrona czy miejsce w centrum boiska? - Jestem zadowolony, że Michał nabiera doświadczenia. Widzę w nim wielki potencjał, ale chciałbym go bardzo zobaczyć na środku pomocy. Bardzo się cieszę, że na ten moment jest najlepszym lewym obrońcą w Legii, ale myślę, że w przyszłości jako pomocnik może dać jej jeszcze więcej. Wszyscy, którzy składali oferty – a te oferty napłynęły – biorą pod uwagę Michała Karbownika jako prawego obrońcę i środkowego pomocnika. Nikt nie chciał sprowadzać go pod kątem obsadzenia lewej obrony – mówił Mariusz Piekarski, agent Karbownika w styczniowym „Stanie Futbolu”.

Jeszcze w poprzednim sezonie Aleksandar Vuković wystawiał 18-latka na lewej stronie obrony z braku innych możliwości, ale dopiero ostatnie mecze być może ujawniły prawdziwą przyczynę marnowania potencjału Karbownika. Mianowicie niesamowity ścisk w środku pola. Andre Martins, Bartosz Slisz, Domagoj Antolić, gdzie tu zmieścić talent? A przecież trzeba mieć jeszcze na uwadze, że Walerian Gwilia również może zagrać na „8”.

Na pozycji numer „10” też jest ogromny ścisk. W roli rozgrywającego może wystąpić Gruzin, na środku najlepiej czuje się Luquinhas, a przecież Joel Valencia w swoim najlepszym sezonie w Piaście Gliwice również występował w roli rozgrywającego lub cofniętego napastnika. Do gry akurat na tej pozycji pozwalały atuty Ekwadorczyka: wychodzenie na pozycje, technika i umiejętność zagrania do lepiej ustawionego partnera. Nowy nabytek w zasadzie nie traci piłek,  potrafi odnaleźć się w tłumie, a przecież na „10” ma się z tym do czynienia w każdym meczu. Jeśli mielibyśmy go do kogoś porównać to… do Luquinhasa – te same atuty, ta sama charakterystyka.

Jakby tego było mało Izabela Koprowiak we wtorkowym „Przeglądzie Sportowym” podała, że Czesław Michniewicz Bartosza Kapustkę również widzi na „10”. Byłego gracza Cracovii pamiętamy raczej z jego występów na skrzydle – tak samo grał również w kadrze u Adama Nawałki. Fakty są jednak takie, że 23-latek jeszcze za czasów krakowskich miał blisko 15 meczów właśnie jako rozgrywający. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę formę zawodnika, który dopiero wraca do poważnej piłki po kilku latach niebytu, to na pewno łatwiej będzie mu złapać pewność siebie w środku pola. Na skrzydle bowiem potrzebne jest końskie zdrowie: do biegania od jednego pola karnego do drugiego, zmiany rytmu gry, do tego jeszcze wchodzenie w pojedynki z rywalami. Jeśli ktoś tego nie ma, to grając na boku gaśnie w oczach i jest bezużyteczny: tak jak Valencia w pucharowym meczu z Dritą i Kapustka w większości spotkań w Legii (jedyny niezły występ zanotował z Jagiellonią). W pamięci mamy jeszcze występy Luquinhasa na lewym skrzydle, który i tak uparcie łamał akcję do środka. 

Mając ten cały obraz można poważnie zastanowić się, czy Legia jest dobrze przygotowana do tego sezonu? Kadra mistrzów Polski wygląda imponująco, nie brakuje wielkich nazwisk, które powinny zapewnić odpowiednią jakość na boisku. Naszym zdaniem jednak, jeśli trener Michniewicz będzie nadal stosował systemy swojego poprzednika, to w końcu napotka problemy. I będzie to albo brak ognia w formacji ataku, albo kwas wśród drużyny. A to drugie może nastąpić przy wystawianiu piłkarzy nie na ich pozycjach lub po prostu z powodu braku gry. 

Jakimś rozwiązaniem byłaby zmiana systemu gry na czterech środkowych pomocników w środku pola, wspartymi ofensywnie usposobionymi bocznymi obrońcami i dwoma napastnikami. Wtedy nowy trener Legii zdołałby upchnąć większość opisanych tutaj zawodników i wykorzystałby ich wszystkie atuty. W końcu Wojskowi za czasów trenera Vukovicia słynęli właśnie z mocnej drugiej linii, która kreowała mnóstwo sytuacji bramkowych. I takie nazwiska jak Karbownik, Luquinhas, Gwilia, Kapustka, Valencia, Martins, Antolić i Slisz również powinny być gwarancją olbrzymiej siły ognia. Kluczem do sukcesu jest ich umiejętne wykorzystanie.

Na to jednak potrzebny jest czas, a tego Michniewicz na razie nie miał za wiele. Trudno bowiem mówić o skutecznym wprowadzeniu nowych schematów gry w ciągu tygodnia. Odpowiedni okres na testowanie i zmiany przed nami, mianowicie przerwa na reprezentację. Najważniejszy mecz opiekun młodzieżowej reprezentacji Polski rozegra jednak w czwartek z Karabachem. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się