var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Superpuchar, czyli trofeum bez znaczenia, którego Cracovia potrzebuje

Autor: Karol Bochenek
2020-10-09 13:30:24

Meczów o Superpuchar Polski nie darzy się przesadną estymą. Chociaż ich stawką jest trofeum, to traktuje się je w kategorii zła koniecznego i niepotrzebnego obowiązku do odbębnienia. Bo przecież zdarzały się lata, gdy nie grano o Superpuchar i świat się od tego nie zawalił, piłka wciąż się kręci. Nie ma co oczekiwać, że w tym roku podejście do tego meczu w ujęciu całościowym nagle się zmieni, ale wydaje się, że jednej z zamieszanych stron może zależeć trochę bardziej. Chodzi o Cracovię, której nawet sukcesik niezbyt imponującego kalibru jest wizerunkowo bardzo potrzebny.

Kilka miesięcy temu Pasom w naprawdę dobrym stylu udało się przerwać przeraźliwie długą serię bez sukcesów. Dla kibiców i całej społeczności zgromadzonej wokół klubu zwycięstwo w Pucharze Polski, pierwszy znaczący triumf od 72 lat, było jak przekroczenie bram do nowego, wspaniałego świata. Świata, w którym Cracovia zostawia za sobą kontrowersje, problemy i grzechy z przeszłości i na stałe dołącza do najlepszych. Świetnych humorów nie popsuła nawet późniejsza kara za korupcję w sezonie 03/04. No bo dlaczego miała by coś psuć, skoro jej wymiar był symboliczny, a Cracovia - przynajmniej w oczach swoich kibiców - jawiła się jako siłę, której kilka ujemnych punktów nie jest w stanie zatnie zatrzymać?

KTO ZATRIUMFUJE DZIŚ W MECZU O SUPERPUCHAR POLSKI? ZAREJESTRUJ SIĘ W BETSAFE I SPRAWDŹ SZANSĘ LEGII ORAZ CRACOVII!

Triumfowali nie tylko kibice, ale też Michał Probierz. Nic w tym dziwnego, bo szkoleniowiec Pasów na swój kolejny trenerski sukces czekał dokładnie 10 lat - w sezonie 09/10 sięgnął po Puchar Polski z Jagiellonią. Co było później, wie każdy, kto przynajmniej pobieżnie śledzi polską piłkę. Wojny z całym światem, najczęściej o nic, tysiące kontrowersji oraz prowokacji i nieustannie pusta prywatna gablota. Przy Kałuży budowa silnego zespołu zajęła Probierzowi trzy lata i tyle samo rewolucji kadrowych. Kiedy jednak przyszedł efekt, wszystko poszło w zapomnienie. Liczył się sukces. Liczyło się zaspokojenie pragnień kibiców i własnego oraz właścicielskiego ego. - Wyśmiewano mnie, kiedy zakładałem różowe okulary, wyśmiewano moją doniczkę, wyśmiewano też po tegorocznych meczach, ale ja dobrze wiedziałem co robię. Jednak ta doniczka była dobrze zasadzona - triumfował z charakterystyczną dla siebie przesadą po wygranym finale z Lechią. 

Plony, które zebrał Probierz nie są jednak tak imponujące jak się zapowiadało. Cracovia po zwycięstwie w Pucharze Polski nie poszła za ciosem. Wprost przeciwnie - zamiast trzymać azymut i układać sobie życie w nowym świecie, w gruncie rzeczy wróciła tam, skąd przyszła. Przerwa między sezonami przy Kałuży przebiegła pod znakiem kolejnej rewolucji. Najlepiej działające mechanizmy zespołu precyzyjnie rozmontowano lub – jak w przypadku Jablonsky'ego -  trzeba było z nich zrezygnować. Zdecydowaną większość zawodników, którzy trafili do klubu, stanowią obcokrajowcy, od których już wcześniej roiło się w kadrze. Na dziś Michał Probierz regularnie korzysta z zaledwie czterech Polaków: Niemczyckiego i Szymonowicza, którzy niedawno wzmocnili zespół Pasów, oraz Pestki i Piszczka.  Kibice coraz częściej kręcą nosem na taki stan rzeczy, 

Na domiar złego jednostki decyzyjne w Cracovii kolejny raz dolały oliwy do ognia, wchodząc w otwarty spór z ważnym dla klubu - a przede wszystkim dla fanów - zawodnikiem. Po konfliktach z Covilą, Hernandezem i Golem przyszła kolej na Wdowiaka, bohatera finałowego meczu o Puchar Polski. Wychowanek Pasów nie mógł dogadać się z klubem w kwestii przedłużenia wygasającej wkrótce umowy i w efekcie wypadł z kadry meczowej. W kuluarach mówi się wprawdzie, że Wdowiak wcześniej porozumiał się na boku z kimś innym, ale czy to uprawnia obecnego pracodawcę do podobnych zachowań? Czy wypada traktować w ten sposób zawodnika ważnego dla zespołu i kibiców, którzy się z nim identyfikują? Czy niedawny bohater, który podczas fety z okazji zdobycia Pucharu Polski, wnosił trofeum na scenę, naprawdę zasłużył na tak brutalną degradację? 

Sytuacja z Wdowiakiem i mocno średnia forma sportowa Cracovii na starcie sezonu sprawiają, że najlepsze momenty zespołu Probierza trochę straciły na znaczeniu. Wyparła je rzeczywistość, której miało już nie być, która uwydatnia wszystkie wady klubu i osób nim zarządzających. Właśnie dlatego nawet małe rzeczy, takie jak triumf w Superpucharze, mogą na kibiców, ale też na władze klubu, zadziałać jak kojący balsam. Nieduży prestiż trofeum schodzi na dalszy plan. Na końcu liczy się tylko kolejny pokonanie aktualnego mistrza Polski, kolejny puchar za szybą i jeszcze jedna wzmianka o Cracovii na kartach historii. 

Czy Pasy stać na zwycięstwo? Z wielu względów na pewno tak. W końcu Legia to zespół, który mierzy się z jeszcze poważniejszymi problemami, a dodatkowo będzie musiał radzić sobie bez pierwszego trenera na ławce. Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że Cracovia straciła swój największy atut z poprzedniego sezonu, czyli szczelną defensywę (w każdym meczu w tym sezonie traciła co najmniej jednego gola), a oprócz Wdowiaka w kadrze zabraknie też innego lidera, Hanki. Nie są to najlepsze wieści, ale z drugiej strony - historia lubi się powtarzać. 10 lat temu Michał Probierz do Pucharu Polski dołożył też Superpuchar. Cracovii bardzo przydałaby się się powtórka. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się