var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Adam Starszynski / PressFocus

Tradycja przede wszystkim – siódmy superpuchar z rzędu w plecy! Legia 0:0 Cracovia (4:5 kar.)

Autor: Mariusz Bielski
2020-10-09 23:30:34

Parę ładnych lat temu minister Joanna Mucha popisała się wiedzą z polskiej piłki nożnej pytając, kto właściwie wybrał drużyny do meczu o Superpuchar Polski. Dziś, biorąc pod uwagę kaszanę prezentowaną przez obie ekipy, ironicznie zadawaliśmy sobie to samo pytanie.

Gdybyśmy mieli opisać wam wyłącznie najciekawsze momenty, musielibyśmy ograniczyć się w zasadzie do serii rzutów karnych, które przesądziły o przyznaniu tytułu Cracovii. Do pewnego momentu warszawianie i krakowianie szli łeb w łeb. No a przynajmniej do łba Wszołka i jego beznadziejnego strzału. Sygnalizował tak mocno, gdzie będzie uderzał, że zdążono o tym napisać we wczorajszych gazetach. A że Hrosso jednocześnie miał nosa, to ostatecznie ten moment przesądził o tym, iż Legia przegrała następny Superpuchar. Siódmy z rzędu!

Ach, no i oddajmy jeszcze słowackiemu golkiperowi, że raczej z przypadku ta interwencja u niego nie wyszła. Miał bowiem dobrą czutkę już wcześniej – o mały włos nie obronił przecież uderzenia Antolicia, a po rękach przeszedł mu strzał Valencii.

 

 

W gruncie rzeczy na tym niestety możemy zakończyć jednopunktową wyliczankę tego niezwykłego meczu, pełnego pościgów, wybuchów oraz popisów kaskaderskich. Cóż, szczerze powiedziawszy to raczej my czujemy się po obejrzeniu tych 90 minut niczym osoby uprawiające dyscyplinę ekstremalną. Trzeba było mieć naprawdę sporo samozaparcia – lub oglądać mecz służbowo – aby w pewnym momencie nie odpuścić.

A przecież tyle ciekawszych rzeczy można było zrobić w tym czasie! Obejrzeć szóstą część Harry’ego Pottera na TVN-ie, poczytać książkę Małgorzaty Domagalik o hejcie na Jerzego Brzęczka, zadzwonić do rodziców jeśli ostatni rzadziej się widywaliście, skoczyć na myjnię samochodową, wbić parę poziomów nową postacią w Diablo 2, naprawić cieknący kran w kuchni...

Serio, moglibyśmy tak wymieniać bez końca, ponieważ jedynym momentem, kiedy ciśnienie skoczyło nam nieco bardziej z powodu zagrożenia pod bramką, była akcja Wszołka na początku drugiej połowy. Fajnie minął rywala, wyszedł na czystą pozycję, ale to wykończenie… No dramatyczny kapeć, nie czarujmy się. Ewentualnie moglibyśmy wspomnieć jeszcze uderzenie Luquinhasa parę minut później, chociaż było ono na tyle lekkie, by Hrosso mógł złapać je z łatwością. Niestety Cracovia w ataku też nie zrobiła nic ciekawego. W statystykach widnieje u niej 7 strzałów na bramkę Cierzniaka, lecz żadnego godnego wspomnienia nie uświadczyliśmy.

I o ile jeszcze zespołowi Michała Probierza taka łupanka chyba nawet pasowała, o tyle w niektórych legionistach aż się gotowało. Najbardziej wymowna klisza z pierwszej połowy to ta, gdy Lewczuk próbuje rozegrać akcję od obrony, lecz zamiast tego staje, rozgląda się i rozkłada ręce. Na boisku Martins, Kapustka, Wszołek, Luquinhas i Valencia, a nie było komu podać. Stojaki. W drugiej połowie poszczególni panowie nieco się ruszyli, a zwłaszcza Brazylijczyk. Parę razy zrobił przewagę mijając rywala lub dwóch w dryblingu, potem wypuszczał kolegów na pozycję do strzału lub dośrodkowania i… Nic. Ależ to musiało być dla niego irytujące! Podobnie jak to, gdy wywalczył rzut wolny w 90. minucie na skraju pola karnego Pasów tylko po to, by Cholewiak przyładował prosto w mur.

Chryste Panie – jak dobrze, że ktoś stwierdził, iż w razie czego nie będziemy rozgrywali dogrywki, tylko od razu przeszli do karnych. Brawo! Najlepsza decyzja PZPN-u od dawna! Dodatkowe 30 minut takiej gry byłoby po prostu nie do przebrnięcia.

Tylko dla Cracovii jest pewne pocieszenie, ponieważ za parę lat nikt nie będzie pamiętał o tym, w jakim stylu Pasy wywalczyły to trofeum. Grunt, że się udało. My jednak najchętniej wymazalibyśmy te półtorej godziny naszego życia z pamięci.

Legia 0:0 Cracovia (4:5 w karnych)

Antolić + van Amersfoort +

Valencia + Sadiković +

Cholewiak + Vestenicky +

Wszołek - Fiolić +

Juranović + Dimun +

Legia: Cierzniak – Juranović, Lewczuk, Wieteska (24’ Astiz), Rocha (85’ Stolarski) – Martins (77’ Cholewiak), Kapustka (58’ Antolić) – Wszołek, Luquinhas, Valencia – Pekhart (66’ Lopes)

Cracovia: Hrosso – Rapa, Marquez, Rodin, Szymonowicz (56’ Ferrareso) – Sadiković, Dimun, van Amersfoort – Fiolić, Alvarez (78’ Vestenicky), Rivaldinho (74’ Piszczek)

Żółte kartki: Ferrareso, Rapa, Marquez

Sędzia: Wojciech Myć


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się