var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Xinhua / PressFocus

Plebiscyt dobra narodowego. Dlaczego Lewandowski powinien, ale nie zostanie sportowcem roku?

Autor: Maciej Golec
2020-10-14 11:15:29

Na początku bieżącego roku, gdy zwycięzcą plebiscytu na sportowca roku został Bartosz Zmarzlik, piłkarska część internetu zawrzała. Bardzo możliwe, że za kilka miesięcy będzie podobnie, bo grono z sukcesami w skali światowej już teraz jest obfite, a statuetka tylko jedna.

Nie podjąłbym się zgadywania, kto z grona: Iga Świątek, Bartosz Zmarzlik, Robert Lewandowski, Jan Błachowicz i może któryś ze skoczków narciarskich (kolejność przypadkowa) otrzyma w styczniu statuetkę. Ale gdybym musiał wybrać z tej czwórki bądź piątki kogoś, kto tej nagrody nie dostanie, to – z pewną dozą nieśmiałości i niepewności – wskazałbym jednak Roberta Lewandowskiego. Nie dlatego, że jest słaby, wręcz przeciwnie! Dlatego, że na przestrzeni lat da się dostrzec, że piłkarze w tym plebiscycie nigdy nie byli doceniani przez ogół głosujących tak, jak w ich bańce wydaje się, że być powinni. 

W całej, prawie stuletniej już historii galę wygrało tylko dwóch przedstawicieli tej dyscypliny – Zbigniew Boniek za 1982 rok, kiedy wraz z reprezentacją zdobył brązowy medal na mistrzostwach świata w Hiszpanii, a z Widzewem Łódź sięgnął po mistrzostwo Polski. Drugi raz – za 2015 rok Robert Lewandowski. Polak wówczas zdobył z Bayernem mistrzostwo Niemiec, ale królem strzelców w sezonie 2014/15 został Alexander Meier z Eintrachtu Frankfurt, napastnik Bayernu był drugi. Monachijczycy z Pucharu Niemiec odpadli w półfinale, Lewandowski nie był nawet w top 10 strzelców. W Lidze Mistrzów to samo – porażka z Barceloną, a Lewy w ostatecznej klasyfikacji na 9. miejscu. Rzecz jasna to tylko połowa roku, w kolejnym sezonie jednak – siłą rzeczy – trofeów przed plebiscytem zdobyć już nie mógł. Dołożył więc 15 goli w Bundeslidze (w tym słynna piątka w 9 minut z Wolfsburgiem), 7 w Lidze Mistrzów, a w sumie w całym roku kalendarzowym miał ich 49, mniej tylko od Ronaldo i Messiego.

LEWANDOWSKI STRZELI GOLA BOŚNI, A POLSKA WYGRA CAŁY MECZ? BETSAFE PŁACI 2.65 ZA TAKI SCENARIUSZ!

Ale, co chyba najważniejsze, został też królem strzelców eliminacji do Mistrzostwa Europy we Francji. Miał na koncie 13 bramek, więcej niż chociażby wspomniany Cristiano. 

Warto zatem nadmienić, że największą wartość w owym plebiscycie mają głosy oddane na kuponach w papierowym wydaniu gazety. Głosowanie internetowe nie dość, że trwa do 31 grudnia (gala jest kilka lub kilkanaście dni później), to jeszcze jest możliwe tylko raz na 24 godziny. SMS-y z kolei wysyłać da się wysyłać cały czas, również podczas plebiscytu transmitowanego do 2017 roku w TVP, a od 2018 roku już w otwartym Polsacie.

Jak wynika z analiz portalu Wirtualnemedia.pl z 2017 roku aż 50% ludzi, którzy oglądają Polsat, mają od 50 lat wzwyż, a w przypadku TVP to już ponad 70%. Plebiscyt przecież zawsze promowano zarówno w Wiadomościach, jak i wydaniu sportowym, które wtedy jeszcze było emitowane po wydaniu informacyjnym (teraz jest przed). W tym kontekście odnoszę wrażenie, że przeciętnego, kanapowego kibica nie interesuje jakaś tam Bundesliga, czy Liga Mistrzów puszczana w otwartych kanałach tylko sporadycznie. Najważniejsze, bo też ogólnodostępne, są mecze reprezentacji, do których siadają przy piwku ze szwagrem, coś tam pokrzyczą, gdy jest sukces – są zadowoleni. Ale zaraz wracają do codziennych obowiązków bez przeżywania, analizowania i dyskutowania o pressingu Klicha czy wykorzystaniu Zielińskiego.

Zauważcie też – komentatorzy nie krzyczą na Igrzyskach, że wygrał „wychowanek LKS-u Ząb Kamil Stoch”, tylko „reprezentant Polski Kamil Stoch”. Najlepszą kulomiotką nie jest „Anita Włodarczyk ze Skry Warszawa”, tylko „Anita Włodarczyk, reprezentantka Polski”. To nie zawodniczka „AZS-AWF Katowice” pokonała Marit Bjoergen w Vancouver, tylko „reprezentantka Polski Justyna Kowalczyk”. 

Pewnie inaczej to wygląda, gdy robisz coś bezpośrednio pod flagi kraju, a inaczej, gdy pod herbem klubu. Inaczej, gdy media nakręcają hype wokół danej osoby i robią z niej superbohatera, a inaczej, gdy w pięciominutowym wydaniu sportowym co tydzień słyszysz, że Lewandowski strzelił jedną czy dwie bramki w Niemczech i czasami coś wygrał. To już staje się chlebem powszednim. A w dodatku niekoniecznie naszym.

Inaczej to wygląda, ale dla konkretnej grupy odbiorców, dla której sport nie jest codzienną pasją, a raczej odskocznią od własnej codzienności. Tak przynajmniej to sobie tłumaczę. A mimo to nikt z „Orłów Górskiego” nie był sportowcem roku. Boniek wygrywający Puchar Europy z Juventusem albo Młynarczyk z FC Porto dwa lata później również nimi nie zostali. Wówczas triumfowali kolejno: Lech Piasecki, mistrz świata w kolarstwie szosowym ze startu wspólnego oraz dwójka kajakarska Marek Dopierała i Marek Łabik, którzy sięgnęli po mistrzostwo świata. Częściej od piłkarzy plebiscyty wygrywali kolarze szosowi, judocy, szermierze, czy bokserzy. 

Robert Lewandowski jest też trochę w tyle, jeśli chodzi o ten rok, bo mecze kadry były w nim jedynie cztery, z czego w tylko jednym z nich nasz kapitan zagrał. Czyli w zasadzie nie było czego oglądać. Wcale się zatem nie zdziwię, jeśli w styczniu ktoś inny wyjdzie na środek sceny, weźmie mikrofon i będzie dziękował wszystkim za to, że akurat jego (lub ją) ludzie wybrali. 

Mimo to nie sądzę, by ktokolwiek tak bardzo zasłużył na tę nic nieznaczącą w praktyce, aczkolwiek symboliczną nagrodę, jak właśnie Lewandowski. Kompletnie nie umniejszając jego konkurentom, bo przecież mecz Igi Świątek z Sofią Kenin oglądałem z większym przejęciem niż mecze kadry w ciągu ostatnich dwóch lat. Zmarzlika i Błachowicza co prawda nie widziałem na żywo, bo żużel i MMA nie są dyscyplinami mi bliskimi, ale również doceniam obronę mistrzostwa świata, czy bycie mistrzem federacji UFC w kategorii półciężkiej. Osiągnięcia, z których powinna się cieszyć cała sportowa Polska. Ale nadal – to nie jest plebiscyt na najlepsze, czy najefektowniejsze zwycięstwo dla Polski, tylko na najlepszego polskiego sportowca roku. Podkreślmy to ostatnie słowo. 

A Robert Lewandowski zdobył z Bayernem wszystko, co było tylko do zdobycia. Trofea w Lidze Mistrzów, Bundeslidze, Pucharze Niemiec, a do tego tytuł króla strzelców we wszystkich tych rozgrywkach. Ponadto Superpuchar Niemiec i Superpuchar Europy. Lewy został też wybrany najlepszym zawodnikiem UEFA 2020 roku, a zgarnięcie nagrody FIFA (czyli dla najlepszego na świecie) zdaje się być formalnością. Czyli oficjalnie osiągnie to samo, co Zmarzlik i Błachowicz – będzie najlepszym sportowcem w swojej dyscyplinie o dość licznej konkurencji, trzeba przyznać. Na pewno X razy liczniejszej niż w pozostałych przypadkach. Niektórzy mogą się obrazić, ale faktem jest, że im więcej osób składa papiery na dany kierunek studiów, tym lepsze wyniki trzeba mieć, żeby znaleźć się nad progiem. W sporcie jest tak samo, piłka byłaby właśnie takim najbardziej obleganym kierunkiem.

KURSY BETSAFE NA MECZ POLSKI Z BOŚNIĄ: 1 - 1.85; X - 3.60; 2 - 4.50

Wojciech Kowalczyk kilka dni temu napisał na Twitterze: „sportowcem roku w Polsce musi zostać Lewandowski, bo nie sztuką jest być w formie kilka tygodni, sztuką jest być w formie cały rok”. Można byłoby to nieco bardziej dyplomatycznie ubrać w słowa, ale co do sedna się zgadzam. Pamięta ktoś, żeby Złotą Piłkę wygrał piłkarz, który ze świetnej strony pokazał się tylko w fazie pucharowej Ligi Mistrzów albo Ligi Europy prowadząc swoją drużynę do zwycięstwa? Bo ja nie do końca. Idze Świątek należą się wielkie brawa i szacunek za tak wielki sukces w wieku 19 lat. Jako pierwsza osoba z Polski wygrała wielkiego szlema, jest najmłodszą zwyciężczynią French Open od 28 lat i jako pierwsza od 13 lat wygrała go bez straty seta. Ale niesprawiedliwe byłoby też patrzenie tak wąsko, podczas gdy wcześniej, również w 2020 roku:

    • Odpadła z Australian Open w IV rundzie z Anett Kontaveit (wtedy 31. w rankingu WTA)
    • Odpadła z Quatar Total Open w II rundzie ze Swietłaną Kuzniecową (wtedy 46. w rankingu WTA)
    • Odpadła z US Open w III rundzie z Victorią Azarenką (wtedy 27. w rankingu WTA)

Dorobku już na pewno nie poprawi, bo zapowiedziała, że French Open był jej ostatnim turniejem w tym roku. Iga jest dla mnie świetną, wręcz modelową kandydatką na odkrycie roku. Nic nie zapowiadało, że może w wielkim stylu pokonać Simonę Halep i wygrać turniej przechodząc przez kolejne rundy jak burza. Mimo iż każdy widział, że dziewczyna ma potencjał i się rozwija, to czy ktoś postawiłby pieniądze na jej zwycięstwo przed rozpoczęciem turnieju? Dla zabawy 2 złote może i tak. Ale czy odkrycie powinno być tożsame od razu z byciem najlepszym sportowcem ogólnie? Mam wątpliwości.

Cieszmy się zatem, że mamy w tym roku kłopot bogactwa, ale doceńmy jednocześnie klasę u kogoś, kto nie dał nam ani grama powodu, by deprecjonować jego osiągnięcia. Niech nam jednak pojedyncze błyski jednych nie przysłonią długotrwałego blasku drugich.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się