var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafał Oleksiewicz / PressFocus

Rotacja, która może tylko zaszkodzić. Karbownik najbardziej potrzebuje stabilizacji

Autor: Maciej Golec
2020-10-14 19:09:01

Wraz z trwającym zgrupowaniem weszliśmy w kolejny etap walki o miejsca w szerokiej kadrze na przyszłoroczne Euro. Dla Michała Karbownika szczególnie ważna w tej sytuacji jest stabilizacja na swojej pozycji. Nie, nie w środku pomocy.

Zresztą, nie tylko w kontekście mistrzostw Europy o tym piszemy, ale szerzej – jego najbliższej przyszłości, również klubowej. Czas pogodzić się z tym, że Michał Karbownik nie jest środkowym pomocnikiem. Był, ale nie jest i dla własnego dobra nie powinien nim być jeszcze przez co najmniej rok, bo w innym wypadku – wszystko na to wskazuje – to, na co sobie zapracował u trenera Vukovicia, szybciutko pójdzie w niepamięć. 

Jeden. Dokładnie tyle meczów na ligowym poziomie centralnym rozegrał Michał Karbownik w środku pola od pierwszej minuty. 1 października z Karabachem, a tydzień wcześniej wszedł z Dritą na niecałe pół godziny. Wcześniej na tej pozycji grał ostatnio w reprezentacji U-19 prowadzonej przez Bartłomieja Zalewskiego. Miało to miejsce równo rok temu, 14 października 2019 roku, czyli wtedy, gdy robił pierwsze kroki w ekstraklasie pod okiem Aleksandara Vukovicia i miał w dorosłej Legii na koncie pięć występów.

ZACHOWAMY CZYSTE KONTO Z BOŚNIĄ? ZAREJESTRUJ SIĘ I SPRAWDŹ KURS BETSAFE!

W tym sezonie jednak zaczęto rzucać go najpierw na prawą obronę, a później do środka, gdzie Czesław Michniewicz chce z niego z powrotem zrobić ofensywnego pomocnika. I może ten pomysł miałby ręce i nogi oraz byłby racjonalny sportowo, a także finansowo, gdyby nie fakt, że:

  • Karbownik podpisał kontrakt z Brighton
  • Na pozycji środkowego pomocnika w Legii jest tłok
  • Na pozycji środkowego pomocnika w kadrze, mając w perspektywie Euro, również jest tłok

Kombinowanie przy jego pozycji wyjdzie na gorsze przede wszystkim piłkarzowi. Zapytacie dlaczego? Cóż, najpierw trzeba się zastanowić, z jakim zamysłem Graham Potter ściągnął Karbownika do Brighton. Przychodzimy z pomocą, oto fragment naszego tekstu wyjaśniającego, co może czekać między innymi piłkarza Legii w Premier League.

„O wiele trudniej z wywalczeniem miejsca będzie miał Michał Karbownik, który widzi siebie na pozycji… właśnie środkowego pomocnika. Wychowanek Legii co prawda dobrze czuje się z piłką przy nodze, ale z jednej strony nie jest ani typową szóstką ani typową ósemką – za kogo miałby grać w tym środku pola? Raczej trudno jest mu znaleźć miejsce. Polak nie pójdzie przecież wyżej, gdzie za plecami napastników operuje Lucas Trossard, jeden z najbardziej kreatywnych zawodników w tej drużynie. Jedyne miejsce, gdzie Michał Karbownik mógłby znaleźć swoje miejsce, to boki”.

Krótko mówiąc – szanse na zaistnienie tam, gdzie widziałby go Michniewicz, są iluzoryczne. Co również prowadzi do prostego wniosku, że Legia także na tym ruchu by straciła. Trudno jest otrzymać bonusy i 10% od następnego transferu, gdy piłkarz przychodzi do klubu, w którym z miejsca czeka na niego ściana nie do przejścia. 

Upychanie Karbownika na pozycji pomonicka prowadzi również do tego, że w środku pola Legii zrobi się ciaśniej niż na Openerze. Slisz, Antolić, Martins, Luquinhas, Gvilia, opcjonalnie Valencia i Kapustka. Fizycznie niemożliwe, by każdy z nich dostał tyle gry, na ile by liczył, a gdy do tego grona wrzucimy jeszcze Karbownika, który z Karabachem wyglądał blado (jak każdy zresztą), nie wyobrażamy sobie pewnego placu dla 19-latka. Michniewicz musi wszak pamiętać, że w ciągu miesiąca przegrał już tyle rzeczy, że na kolejne wpadki w Pucharze Polski i Ekstraklasie pozwolić sobie nie może, dlatego musi stawiać na najlepszych, sprawdzonych. W dłuższej perspektywie pieniądze za mistrzostwo Polski i europejskie puchary są większe niż bonusy za Karbownika, które wcale nie są gwarantowane. A już na pewno nie w ciągu kolejnych kilku lat.

Ale załóżmy, że Michniewicz się uprze i będzie widział Karbownika w środku. Już abstrahując od tego, czy będzie grał tam regularnie i zadowalająco, ale taki scenariusz najprawdopodobniej wyłącza go z walki o Euro 2021. Po pierwsze dlatego, że w kadrze – tak jak w Legii – konkurencja jest przepotężna. Grzegorz Krychowiak, Jacek Góralski, Krystian Bielik, Karol Linetty, Piotr Zieliński, Mateusz Klich, Jakub Moder – to już siedmiu, a jeden bądź dwóch i tak będzie odstrzelonych. 

Po drugie – bo po co Brzęczkowi człowiek na lewą obronę, który bez końca albo grzeje ławkę rezerwowych albo biega tam, gdzie selekcjoner domyślnie go nie potrzebuje? To już lepiej wyjdzie na zagospodarowaniu tego miejsca dla kolejnego skrzydłowego bądź bocznego obrońcy. Na przykład… Michała Karbownika.

W meczu z Finlandią, mimo nerwowego początku, pokazał się z bardzo dobrej strony na lewej obronie jak na debiutanta. Był mobilny, a te rzucanie pozycjami potrafił paradoksalnie przekuć w atut – nie bał się bowiem podejść wyżej, wejść w środek, czy nawet zostać z przodu jako pierwsza osoba do pressingu. Jednak tym, czego potrzebuje na dzisiaj Karbownik jest stabilizacja w klubie i to nie na ławce, tylko na boisku. A Brzęczek potrzebuje argumentów, by go powołać następnym i następnym razem. Prosta piłka, nieprawdaż?


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się