var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Taka grę chcielibyśmy oglądać częściej. Nie tylko przy osłabionym przeciwniku. Polska 3:0 Bośnia

Autor: Marcin Łopienski
2020-10-14 23:25:38

W ostatnim czasie raczej chwaliliśmy reprezentację Jerzego Brzęczka, bo były ku temu powody. Ze słabą Finlandią efektowne zwycięstwo, z silnymi Włochami nawiązana walka. Ten pozytywny impuls w grze naszej kadry trzeba jeszcze było potwierdzić z Bośnią i Hercegowiną. Biało-czerwoni zagrali naprawdę bardzo dobre zawody i nawet jeśli kluczowa dla końcowej interpretacji będzie czerwona kartka Anela Ahmedhodzicia, która ustawiła przebieg pojedynku, to trzeba Polaków docenić.

Musimy przyznać, że z tym wysokim i przekonującym zwycięstwem reprezentacji Polski nad Bośnią mamy pewien problem. I właśnie chodzi o tę czerwoną kartkę bośniackiego obrońcy, który po kwadransie gry wyleciał z boiska za faul na Robercie Lewandowskim. To była chyba pierwsza składna akcja naszych graczy w ofensywie, piłkę odebrał Klich, zagrał prostopadle do Lewego a ten został powalony na murawę. Można się spierać, czy kapitan biało-czerwonych wychodził na stuprocentową pozycję, ale naszym zdaniem zakończyłoby się to jego bramką. W związku z tym Ahmedhodzić poszedł pod prysznic, a nasi zawodnicy złapali wiatr w żagle i sporo wolnej przestrzeni w polu karnym gości. 

Przed tym zdarzeniem to rywale byli lepsi na boisku, bardzo aktywny był Miralem Pjanić, który nękał Wojciecha Szczęsnego uderzeniami z dystansu, Bośniacy ciekawie wychodzili spod pressingu Polaków i w sumie nie zdziwilibyśmy się, jakby naszym zawodnikom przyszło grać mecz cios za cios. Po stracie Ahmedhodzicia goście tylko dwukrotnie zagrozili naszej bramce, ale Szczęsny nie napocił się jakoś przesadnie przy interwencjach. 

Co robili Polacy po tym, jak przeciwnicy sami się osłabili? Po prostu grali w piłkę. Bośniacy, biegając o jednego rywala mniej, musieli się wycofać, ale ogólnie bronienie nie było ich najlepszą stroną. Nasi gracze z łatwością tworzyli przewagi w bocznych sektorach boiska, jak trzeba było poklepać przed polem karnym przeciwnika, to również to robili. Popatrzcie zresztą na tę akcję:

Stawiamy dolary przeciwko orzechom, że ta sytuacja zostanie pokazana w wieczornych skrótach kilku europejskich telewizji, bo naprawdę jest co oglądać. A biało-czerwoni przez 45 minut gry w przewadze prezentowali się dokładnie w ten sposób. Właściwie gdyby nie słaba skuteczność Lewandowskiego, to ten wynik mógł być jeszcze wyższy. Tak, dla osób, które nie oglądały meczu, nie pomyliliśmy się: narzekamy na gościa, który zdobył dwie bramki i dołożył KAPITALNĄ asystę przy trafieniu Linettego. Kapitan naszej kadry zmarnował co najmniej dwie znakomite okazje, w niektórych sytuacjach za dużo bawił się z piłkę i oddawał strzały z nieprzygotowanych pozycji.

Na całe szczęście ta zabawa nie przełożyła się na zwycięstwo i liczbę zdobytych punktów, a jedynie na rozmiar wygranej. Zwycięstwo z Bośnią i Hercegowiną jest bardzo ważne z jeszcze dwóch powodów. Po pierwsze tym pojedynkiem biało-czerwoni potwierdzili pozytywny impuls, jaki wytworzył się w drużynie w spotkaniu z Finlandią. Nie chcemy pisać, że gra tej ekipy poszła diametralnie do przodu, bo jednak czerwona kartka mocno wpłynęła na obraz meczu i jego wynik. Chwalimy natomiast za to, że piłkarzom Brzęczka udało się z tej przewagi zrobić trzy punkty. 

Drugi powód to oczywiście siła naszego środka pola. Po dwóch pierwszych spotkaniach mocno chwaliliśmy Jakuba Modera, chcieliśmy go zobaczyć dzisiaj u boku Linettego, ale trzeba przyznać, że to selekcjoner miał nosa z wyborem Jacka Góralskiego. Selekcjoner pozamykał nam w tym momencie mordy, bo „Góral” zagrał w stylu pomocnika Lecha, a może nawet lepiej. Przecież asystę zabrał mu Lewandowski. Do tego świetny mecz gracza Torino, który nie tylko zdobył bramkę, ale był motorem napędowym większości akcji biało-czerwonych. I na koniec Mateusz Klich – ostatnio chwalony za grę w pressingu, ale ganiony za kreację. Dzisiaj wyglądał jak skrzydłowy, który jednego wieczoru każdemu z kumpli załatwił randkę z dziewczyną. 

Przed tym październikowym zgrupowaniem, głównie z powodu książki Brzęczka i Domagalik, mocno obawialiśmy postawy biało-czerwonych, ale trzeba przyznać, że takiego okresu (pod względem wystrzału formy poszczególnych zawodników) to selekcjoner nie miał. Oby tylko był to pozytywny prognostyk na przyszłość i początek wzrostu tej ekipy. Bo owszem, dzisiaj jesteśmy liderem swojej grupy, ale ostatnie dwa mecze gramy z Holandią i Włochami. 

Polska 3:0 Bośnia i Hercegowina (2:0)
1:0 – Lewandowski 40’ asysta Jóźwiak
2:0 – Linetty 45’ asysta Lewandowski
3:0 – Lewandowski 51’ asysta Klich

Polska: Szczęsny – Kędziora (72’ Bereszyński), Glik, Bednarek, Reca –  Linetty, Góralski  – Jóźwiak (72’ Karbownik), Klich (64’ Piątek), Grosicki (64’ Kądzior) – Lewandowsk (58’ Milik).

Bośnia: Sehić – Cipetić, Ahmedhodzić, Sanicanin, Kolasinac – Pjanić (32’ Hadzikadunić), Cimirot, Hadziahmetović (74’ Hajradiović) – Visća (58’ Gojak), Dzeko (58’ Prevljak), Krunić (73’ Milosević).

Sędzia: Craig Pawson (Anglia).

Żółte kartki: Klich, Bednarek Pjanić, Kolasinac

Czerwona kartka: Anel Ahmedhodzić (14’ – za faul na Lewandowskim)


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się