var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

Jeśli jedni zyskali, inni musieli stracić. Najwięksi przegrani październikowego zgrupowania

Autor: Maciej Golec
2020-10-15 20:00:05

Linetty, Moder, Walukiewicz – oni wykorzystali swoją szansę zaistnienia w reprezentacji i dali sporo argumentów Jerzemu Brzęczkowi, by ten nie odstawił ich przy kolejnym zgrupowaniu na boczny tor. A kto znalazł się po drugiej stronie barykady i można stwierdzić, że na październikowych spotkaniach bardziej stracił niż zyskał?

Sebastian Szymański

Przyjeżdżał na kadrę jako zawodnik pierwszego składu. Siedem meczów z rzędu, z czego pięć od pierwszej minuty kazało umieszczać go w szeregu z tymi, którzy przebrnęli przez proces selekcyjny i mogą skupić się tylko na potwierdzeniu swojej wartości. W 2019 roku we wszystkich meczach, w których wystąpił od pierwszej minuty, dostał od nas notę wyjściową (5) bądź wyższą. Kolejno wyglądało to tak: 

  • Z Łotwą – 6
  • Z Macedonią – 5 
  • Z Izraelem – 6 
  • Ze Słowenią – 7

Teraz wraca do klubu z poczuciem, że coś drgnęło, ale – kurczę – nie w tę stronę, którą powinno. Mecz z Finlandią przesiedział na ławce, a w tym samym czasie wyróżnił się na tej samej pozycji również pomijany ostatnimi czasy Damian Kądzior. Wczoraj z Bośnią zagrał Jóźwiak i zanotował pierwszą asystę w kadrze, również jako prawy pomocnik. Szymański dostał chyba najbardziej niewdzięczną, ale ze względu na swój status w reprezentacji (jakkolwiek to nie zabrzmi, z tej trójki to on ma największe doświadczenie) – uzasadnioną rolę. Prawdziwy sprawdzian z Włochami, bo te początkowe, łatwiejsze, już zaliczył w ubiegłym roku. I cóż, pięcioma celnymi podaniami w godzinę Brzęczka raczej nie oczarował. Był to już drugi z rzędu bardzo przeciętny występ w jego wykonaniu, tak jak z Holandią miesiąc temu, a w zestawieniu z udanymi debiutami kolegów, jego pozycja pogorszyła się jeszcze bardziej. W listopadzie się przekonamy do jakiego stopnia. 

POLSKA NIE PRZEGRA JUŻ MECZU W LIDZE NARODÓW? ZAREJESTRUJ SIĘ I SPRAWDŹ KURS BETSAFE!

Grzegorz Krychowiak

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że październikowe zgrupowanie przełamie monopol, jaki Krychowiak miał na pozycji numer „8”. Pozostaje tylko kwestia w jakim stopniu i czy przez następny miesiąc wydarzy się coś, co mogłoby tę tendencję odwrócić. Pisaliśmy to po meczu z Finlandią, ale chętnie powtórzymy: niezmiernie cieszmy się, że w tym spotkaniu to akurat Krychowiak zmienił Modera po nieco ponad godzinie gry, bo świetnie to pokazało różnicę między tymi piłkarzami, na plus dla piłkarza Lecha oczywiście. Notorycznie spóźniony, powolny i tracący piłkę Krychowiak był z Finlandią i Włochami hamulcowym, a na jego nieszczęście – zresztą, tak jak w przypadku Szymańskiego, zastępstwo miał co najmniej o klasę lepsze.

Nie popadajmy jednak w skrajność, bo reprezentacja bez Krychowiaka to jest fantastyka. Po pierwsze dlatego, że przed pandemią koronawirusa był jednym z jej filarów i najlepszych zawodników, a dramat zaczął się dopiero od spotkania z Holandią, więc jest zdecydowanie za wcześnie na wyciąganie wniosków na przyszłość, a po drugie – Krychowiak w formie to gwarancja doświadczenia objawiającego się na boisku. Dajmy mu czas, ale jednocześnie spróbujmy wyzbyć się przekonania, że gra środkiem pola typu Moder – Linetty – Klich to tylko opcja rezerwowa. Na ten moment jak najbardziej optymalna.

Piotr Zieliński

Chyba że do tej trójki dołączymy Piotra Zielińskiego. Piłkarza Napoli na kadrze co prawda nie było, ale jak najbardziej możemy go mianować na jednego z największych przegranych zgrupowania, na które początkowo miał przyjechać, ale zatrzymał go pozytywny wynik testu na koronawirusa. Dobrze się stało, że mogliśmy wreszcie spróbować nowego ustawienia w środku pola, jednak wolelibyśmy, żeby Brzęczek zrobił to z wyboru, a nie z przymusu. Tym niemniej okazało się, że środek bez piłkarza Napoli nadal istnieje i co więcej, ma się bardzo dobrze! 

Zieliński jest w podobnej sytuacji co Krychowiak w tym sensie, że od początku kadencji Brzęczka miał pewny plac (tylko raz nie zagrał), jednak emocje wokół jego występów bywały skrajnie różne. Teraz będzie musiał grać pod jeszcze większą presją, bo oto pojawili się piłkarze, którzy stali się dla niego realną alternatywą, więc jeśli w listopadzie dostanie szansę i środek pola wróci do swego dawnego „ja”, jego krytycy będą mieli w ręku gotowe argumenty. Nieistotne, że mecze z Ukrainą i Holandią to inna półka niż te przeciwko Finlandii i Bośni. W końcu – tak jak z Szymańskim – rywal dopasowany do oczekiwań. 

Artur Jędrzejczyk

Zdziwimy się jeśli nieobecność na zgrupowaniu, która była spowodowana „większymi problemami zdrowotnymi”, nie przerodzi się w koniec kariery reprezentacyjnej Artura Jędrzejczyka. Dla Jerzego Brzęczka piłkarz Legii był i tak tylko rezerwowym – od pierwszej minuty zagrał tylko dwa lata temu z Portugalią i rok temu ze Słowenią. Poza tym dostał trzy minuty z Włochami w 2018 roku i to by było na tyle. Tak jak czwarty bramkarz jeździ na kadrę, by na treningu liczba parzysta się zgadzała, tak Jędrzejczyk od dłuższego czasu nie był selekcjonerowi potrzebny.

A teraz, gdy na środku obrony (nominalna pozycja Jędzy) z dobrej strony pokazał się Walukiewicz, a na lewej flance (rezerwowa opcja Jędzy) zadebiutował Michał Karbownik, tym bardziej nie widzimy tyle miejsca na ławce rezerwowych. Najprawdopodobniej ubiegłoroczne spotkanie ze Słowenią, zwieńczone asystą do Roberta Lewandowskiego, będzie jego ostatnim, a przynajmniej na to wskazywałaby logika, bo młode pokolenie depcze mu srogo po piętach. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się