var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Fototricarico / PressFocus

Strażak na dłużej w Mediolanie? Mija rok Stefano Piolego na ławce Milanu

Autor: Tomasz Pietrzyk
2020-10-17 15:53:14

Słyszysz: Stefano Pioli, myślisz: trener-strażak. Tymczasem sternikowi Milanu ostatnimi czasy wiedzie się dobrze, być może najlepiej w dotychczasowej karierze trenerskiej. Co stoi za cudowną przemianą jego i całego zespołu?

9 października ubiegłego roku Pioli obejmował rossonerich po krótkim epizodzie Marco Giampaolo na San Siro. Humory tifosich nie mogły być dobre z kilku powodów: Giampaolo rozstawał się z klubem po serii porażek i nieprzekonujących zwycięstw, które w żaden sposób nie budowały fundamentu pod resztę sezonu. W jego miejsce przychodził człowiek, którego w Italii kojarzono głównie z „pracami sezonowymi”. Pal licho już to, że kibice wypominali Piolemu sympatyzowanie z Interem (który też zresztą kiedyś trenował przez pół roku!), bo CV trenera z Parmy było pełne podobnych upadków, jak ten, który w Mediolanie zaliczył jego poprzednik. Doprawdy nic nie zapowiadało, że Milan zanotuje piorunujący finisz w minionej kampanii i że w obecnej będzie zaliczany do wąskiego grona walczących o Champions League.

Nominacja znikąd

Pioli nawet nie zaczął pracy z osiemnastokrotnym mistrzem Włoch, a już był w defensywie. Na powitalnej konferencji zalała go lawina pytań odnośnie krytyki ze strony fanów. „Kibice mają prawo mnie krytykować, ale to dla mnie to dodatkowy bodziec. Moja praca będzie wyglądać dwutorowo: zajmę się samymi zawodnikami, ale też tym jak jako zespół mamy prezentować się na boisku. Moje zasady opierają się na pomysłach, intensywności i odwadze. Giampaolo to dobry trener, ale zupełnie inny typ niż ja” –  tłumaczył, nadal stąpając po niepewnym gruncie. Złośliwi zaczęli go rozliczać jeszcze przed faktyczną próbą. Przed pierwszym meczem z Lecce (2:2) po Twitterze już krążył ironiczny hasztag „#PioliOut”.

MILAN POKONA INTER PIERWSZY RAZ OD CZTERECH LAT? ZAREJESTRUJ SIĘ W BETSAFE, SPRAWDŹ KURSY I OBSTAW!

Choć trudno się dziwić sympatykom rossonerich, bo sama nominacja Piolego wyglądała jak plan znikąd. Przed zwolnieniem Gennaro Gattuso prasa – oprócz Giampaolo – na następce byłej klubowej legendy obstawiała m.in. trenerów młodego pokolenia, jak Eusebio di Francesco czy Mark van Bommel. A gdy już skończyła się era Giampaolego, w kolejce ustawili się Luciano Spaletti, Claudio Ranieri, a nawet Arsene Wenger. Nazwisko Piolego też spekulowano, ale on sam nie pasował do obu wcześniej wymienionych grup, bo ani z niego młody wilk, ani stary wyjadacz z dorobkiem. Kibice byli raczej zdezorientowani i potraktowali go jak mięso armatnie, które rzucili im włodarze klubu. Ivanowi Gazidisowi, prezesowi zarządu, i Paolo Maldiniemu wytykano, że Pioli to opcja na chwilę, czemu miało świadczyć choćby to, że zatrudniono go przed reprezentacyjną przerwą. Miał raptem dwa tygodnie aby zapoznać się z zespołem, a wcześniej nie był nawet faworytem do objęcia stanowiska.

Wyniki też nie przyszły od razu. Za „wczesnego” Piolego Milan powoli wchodził na obroty – w pierwszych pięciu meczach nowego trenera zaliczył trzy porażki, remis i symboliczne zwycięstwo ze SPAL-em. Nadal nie przekonywał i łudzono się (poniekąd słusznie), że trzeba poczekać do zimowego mercato, w którym sprawy we własne ręce weźmie znów łączony z klubem Zlatan Ibrahimović. Mało brakowało, a Zlatan mógłby w przerwie zimowej przyjść w pakiecie z nowym trenerem. Dwa dni przed wigilią rossoneri zebrali od Atalanty baty 0:5, po czym wybierali się na dwutygodniową przerwę świąteczną. Znów był więc czas na pozbycie się trenera, ale ten pozostał i wziął na klatę to, co wydarzyło się w Bergamo. „Popełniliśmy mnóstwo błędów. Teraz wszyscy musimy popracować lepiej, ale w pierwszej kolejności ja” – przepraszał.

Pokora była jednak sprzymierzeńcem Włocha. Bo gdy wylewał się n  niego deszcz krytyki, on robił zupełnie co innego niż Giampaoli.

Pomysły, intensywność i odwaga

Te trzy elementy miały cechować czasy Piolego na Giuseppe Meazza. Sam je ogłosił i – co czas pokazał – nie rzucał słów na wiatr. Milan Giampaolego wyróżniał się częstymi zmianami koncepcji taktycznej, które zazębiały się z roszadami personalnymi (doświadczył ich boleśnie Krzysztof Piątek). Pioli natomiast od początku budował żelazną jedenastkę w hybrydowym ustawieniu. W zależności od potrzeby zespół był ustawiany w formacji 4-2-3-1 lub 4-3-3, w których akcenty były rozłożone zupełnie inaczej niż u poprzednika. Przykłady? Niech będzie duet pomocników Ismaël Bennacer – Franck Kessié, którym Włoch od początku powierzył zadania stricte defensywne, co pomogło zwłaszcza temu drugiemu. Iworyjczyk bowiem odnalazł wreszcie balans, którego brakowało mu wcześniej czy to u Gattuso, czy u Giampaolego. Często zapędzał się w stronę pola karnego przeciwnika z próbą wysokiego pressingu, którego niepowodzenie groziło kontrą. Teraz Kessié także stosuje presję na rywalu, ale już na własnej połowie.

Piolemu udało się także odnaleźć recepturę na Hakana Çalhanoğlu. Turek pod jego rządami imponuje skutecznością – w  37 meczach u tego trenera uzbierał już 14 goli i 12 asyst, co stanowi niemal 40% wszystkich jego bramek i otwierających podań od momentu przenosin do Milanu. Podobnie było zresztą z Ante Rebiciem, któremu Giampaoli nie potrafił znaleźć miejsca na boisku, a Pioli od początku wystawia Chorwata w roli lewego napastnika. W poprzednim sezonie ten odwdzięczył mu się 11 golami i stają się jednym z objawień w Italii.

Zmieniło się także podejście defensywne całego zespołu. Pioli wdrożył schemat, w którym defensorzy mają starać się eliminować ataki oponenta znacznie głębiej, niż przed linią własnego pola karnego. Bardzo częstym widokiem było wysokie podejście do przeciwnika Alessio Romagnolego, podczas gdy na posterunku stał sprowadzony ubiegłej zimy Simon Kjaer. Ten pomysł, choć z pozoru wskazuje na chęć wysokiej gry, w zamyśle miał zamaskować mankamenty obrońców rossonerich. Chodziło o to, by rywal nie miał okazji obnażyć słabości defensorów w pojedynkach jeden na jeden, które wcześniej były zmorą Milanu. A takich przykładów, w których Pioli dążył do tuszowania gorszych stron można byłoby znaleźć więcej – choćby u Theo Fernandeza, któremu przy okazji trener dał zielone światło do dalekich wypraw w głąb połowy przeciwnika. Co zresztą Francuzowi wychodzi najlepiej.  

Milan Piolego kwitł z kolejki na kolejkę. Po pandemicznym lockdow’nie dobijał się już do czołówki Serie A, kończąc rozgrywki na miejscu premiowanym grą w Lidze Europejskiej. Od tamtej pory jest zresztą niepokonany – po porażce z Genoą w marcu rossoneri we wszystkich rozgrywkach rozegrali 19 meczów, z których 15 było zwycięskich, a tylko 4 remisowe. Po drodze robili też Juventus 4:2, choć Stara Dama w tamtym pojedynku prowadziła już 2:0.

Odpowiedni człowiek

Stefano Pioli wydaje się być człowiekiem o niebywałej pewności co do swoich zmiany. Podkreślał to jeszcze przed zakończeniem zmagań w kampanii 2019/20. Przed meczem z Lazio przekonywał, że Milan się zmienił dzięki jego własnym taktycznym pomysłom, a nawet posunął się do stwierdzenia, że tworzenie dużej liczby okazji podbramkowych to DNA jego ekipy. „Zbudowanie zespołu wymaga dużo czasu. Nam się udaje, bo zmieniliśmy wszystko: taktykę, pozycje zawodników na boisku i ich samych. Jaki mam plan na jutro? Taki, że będzie dobrze” – zapowiadał. I było dobrze, bo rossoneri w przekonującym stylu pokonali silne Lazio 3:0. Ale nadal był to moment, w którym Pioli do końca nie był pewny dalszej przyszłości w Stolicy Lombardii.

Wszystko przez aferę, jaka wybuchał na San Siro wiosną. W marcu La Gazzetta dello Sport donosiła, że Zvonimir Boban, doradca zarządu, jest w ostrym konflikcie z Ivanem Gazidisem, bo ten miał za plecami Piolego negocjować przyjście do klubu Ralfa Rangnicka. Plan ostatecznie spalił na panewce, bo Niemiec naraził się środowisku wokół Milanu nieprzychylnymi wypowiedziami, choćby w odniesieniu do nietykalnego Zlatana Ibrahimovicia. Sam Boban też się nie hamował, porównując sytuację w Milanie do… Korei Północnej. Tak czy owak z Chorwatem pożegnano się, choć media wskazywały, że wraz z nim mogą odejść Maldini i Pioli. Afera na moment wyciszyła się, ale szkoleniowiec nadal nie mógł być niczego pewny.

Dopiero w lipcu przedłużono mu kontrakt o dwa kolejne lata, a Paolo Maldini nie szczędził miłych słów trenerowi: „Stefano został naszym trenerem w bardzo trudnym momencie, amy od początku podtrzymywaliśmy, że na wyniki będzie potrzebował trochę czasu. Mamy więc potwierdzenie, że opłaciło się nam, bo to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Ma w ręku wszystko, czego chcemy: zespół młody a zarazem głodny sukcesów”. Czy mógł jednak inaczej powiedzieć w momencie, gdy Milan Piolego zaliczał 9 z rzędu meczów z więcej niż jedną bramką, co było najlepszą serią od 1964 roku? Dziś liczby Włocha prezentują się jeszcze lepiej. W 41 pojedynkach, w których dowodził czerwono-czarnymi uzbierał średnio 2,02 punków na mecz. Dla porównania, Filippo Inzaghi, Sinsa Mihajlović i Leonardo, którzy w ostatnich latach mieli zbliżone staże w klubie, mogli się pochwalić średnimi odpowiednio 1,38, 1,76 i 1,71 punktów na mecz.

Wody w usta nabrał też Gazidis, który rzekomo miał zachęcać Rangnicka do objęcia sterów w Milanie. „Nasza decyzja nie była oparta na ostatnich zwycięstwach. To raczej efekt tego, że Stefano zbudował ducha zespołu i wpłynął na rozwój każdego zawodnika w skali indywidualnej i kolektywnej. Przyjął naszą wizję i godnie reprezentował klubowe wartości”. Czy dzisiejsze derby Mediolanu z Interem potwierdzą te wszystkie pochwały?


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się