var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Twitter

Oszustwa finansowe, rasistowski skandal, wojna między Mancinim i Inzaghim… 13 długich lat Lazio bez Ligi Mistrzów

Autor: Tomasz Pietrzyk
2020-10-20 11:30:41

Zamieszany w oszustwa finansowe właściciel klubu. Rasistowski skandal i szarpanina po meczu z Arsenalem. Wojna między Roberto Mancinim i Simone Inzaghim. Bramkarz-emeryt w pojedynku z Raúlem i Ruudem van Nistelrooyem. Wiele działo się wokół Lazio, kiedy rzymianie byli jeszcze stałymi uczestnikami Ligi Mistrzów.

4697 – to wcale nie jest frekwencja drugoligowego spotkania. Tyle dni minęło od ostatniego pojedynku Lazio w Champions League. 11 grudnia 2007 roku Biancocelesti trenera Delio Rossiego pojechali na Santiago Bernabéu walczyć z Realem już tylko o trzecie miejsce w grupie i przepustkę do Pucharu UEFA. Polegli, a potem przez długie 13 lat czekali na taki wieczór jak ten dzisiejszy, gdy w Wiecznym Mieście gościć będą Borussię Dortmund w ramach najważniejszych klubowych rozgrywek w Europie. Powspominajmy zatem kilka historii tej drużyny z Ligą Mistrzów w tle. 

Obsesja scudetto 

Początek misji pod tytułem Lazio w Champions League miał miejsce w 1992 roku, siedem lat przed faktycznym debiutem w tych rozgrywkach. Klub przejął Sergio Cragnotti, właściciel potężnego koncernu spożywczego Cirio, który do stolicy Italii ściągnął takie ikony jak Gascoigne, Vieri, Nedved, Mancini, Mihajlović, Conceição, Simeone czy… Simone Inzaghiego, obecnego szkoleniowca Orłów. Komu wiek na to nie pozwala, większość wymienionych może kojarzyć już z ławek trenerskich, a przecież w tamtych czasach były to jedne z najgorętszych nazwisk na rynku transferowym. 

Cragnotti rozpoczął na Stadio Olimpicio erę futbolowego eldorado – w trakcie dziesięcioletniej kadencji wydał prawie 400 mln euro. Absolutnie nie liczył się z gotówką i nie uznawał świętości. Sven-Göran Eriksson, którego zatrudnił w 1997 roku opowiadał Guardianowi, że gdy przychodząc do Lazio chciał się pozbyć kapitana i gwiazdy zespołu Giuseppe Signoriego, prezydent z oporami ale przystał na wniosek Szweda – Kiedy poprosiłem go o to by sprzedał Signoriego, spojrzał na mnie jakby dostał zawału: „Ty chyba sobie ze mnie żartujesz, Sven. On jest królem tego miasta! A po kilku tygodniach moich nacisków nagle to zrobił! Nienawidzili mnie za to w Rzymie, myślę że nawet chcieli mnie zabić – wspominał. 

JAK LAZIO PORADZI SOBIE W MECZU Z BORUSSIĄ DORTMUND? MECZ MOŻESZ OBSTAWIĆ W BETSSON!

Cel jednak uświęcał środki. I Cragnotti, i Eriksson czuli presję tifosich, którzy na scudetto czekali od 1974 roku. Ówczesny trener Biancocelestich zarzucał Signoriemu, że był w szatni jednym z tych, którzy nie wierzyli w jakiekolwiek sukcesy. A te wreszcie przyszły, bo po Pucharze Włoch i finale Pucharu UEFA w 1998 roku Lazio doczekało się upragnionego mistrzostwa Italii dwa lata później. Wreszcie też dostali się do Ligi Mistrzów, w której na dzień dobry w sezonie 1999/2000 dotarli do ćwierćfinału z Valencią. Nietoperze okazały się jednak zbyt silne i już w pierwszym meczu na Mestalla rozbiły rzymian 5:2. Ostatniego gola dla gospodarzy strzelił wtedy Claudio López, na którego zaraz po sezonie zagięto parol po błękitnej stronie Stadio Olimpico.

Cragnotti nie do końca był zadowolony z postępów w Europie i postanowił wykorzystać fakt, że jego klub wrócił na tron we Włoszech, żeby przygotować kolejną transferową ofensywę. Za Lópeza i Hernána Crespo w wakacje 2000 roku zapłacił razem 89 mln euro i przy okazji zagrał na nosie lokalnemu wrogowi, Romie. Nawet dziś byłaby to wielka kwota, a co dopiero dwie dekady temu! Giallorossi w tym samym czasie płacili Fiorentinie 36 mln za Gabriela Batistutę, czyniąc go najdroższym na świecie zawodnikiem po trzydziestce. Roma zbroiła się do odbicia scudetto sąsiadowi (skutecznie), Lazio zaś – w mniemaniu właściciela – celowało znacznie wyżej (bez efektu). 

Mihajlović i Simeone vs. Arsenal 

Przed każdą, rozpoczynającą się kampanią Ligi Mistrzów typujemy spotkania, których nie można przegapić. W rozgrywkach 2000/01 to właśnie pojedynek Lazio z Arsenalem w fazie grupowej urósł do rangi święta, bo nie dość że mierzyli się mistrzowie Anglii i Włoch, to jeszcze na ich ławkach zasiadały dwa uznawane wówczas za najjaśniejsze umysły trenerskie. Arsené Wenger i Sven-Göran Eriksson za pośrednictwem swoich piłkarzy mieli wydać Europie futbolowy spektakl, o którym długo będzie się opowiadać.

I faktyczne, o tamtych starciach mówi się często, lecz niekoniecznie ze względu na fajerwerki na murawie. W obu meczach bilans był na korzyść Kanonierów (2:0 i 1:1), ale to zawodnicy Lazio zostali bohaterami. A raczej antybohaterami. Po jednym z rzutów rożnych dla przyjezdnych kamery zarejestrowały jak Cholo Simeone szarpie się z Gillesem Grimandim, po tym gdy Francuz uderzył go łokciem rozcinając łuk brwiowy. Argentyńczykowi założono później osiem szwów nad okiem!. Sędzia niczego nie zauważył i do ostatniego gwizdka atmosfera między zawodnikami obu ekip była napięta, delikatnie mówiąc. Ponoć po meczu Simeone do spółki z Verónem przenieśli zadymę na korytarz prowadzący do szatni. UEFA jednak zareagowała – Grimandi otrzymał od federacji zakaz występu w dwóch kolejnych meczach Ligi Mistrzów. 

Inną, słowną utarczkę prowadzili między sobą Sinisa Mihajlović i Patrick Vieira. Ich jednak UEFA potępiła za rasistowskie występki. Bardziej oberwało się stoperowi Lazio, który swojego rywala podobno „przywitał”takimi określeniami jak „czarna małpa”, choć do dziś się tego wypiera. Vieira czuł urazę do Serba, ale Mihajlović tylko w części przyznał się do wybryku.

– Wiele złych rzeczy usłyszałem w trakcie tego meczu i wszystkie padły z ust jednej osoby. To prawda, nazwałem go czarnym, ale równie dobrze mogłem go nazwać Francuzem. Jeśli więc jestem rasistą, to on też nim jest, bo nazwał nie cyganem. Nie jestem rasistą, nie mam do czarnych. Nie chciałem go obrazić, tak jak pewnie i on nie obrażał mnie mówiąc cygan. To są rzeczy, które dzieją się na boisku. Kończą się wraz z ostatnim gwizdkiem. Przynajmniej dla mnie – tłumaczył się na gorąco po spotkaniu dzisiejszy szkoleniowiec Bolognii, który jak Grimadi otrzymał ban na kolejne dwa spotkania. Oberwało się też samym kibicom Biancocelestich, bo UEFA nałożyła na klub grzywnę za rasistowskie okrzyki z trybun Stadio Olimpico i rzucanie przedmiotami w graczy Arsenalu. 

Na marginesie, Sinsie do dziś czkawką odbijają starcia z londyńskimi ekipami w Champions League. W 2003 roku, gdy Lazio prowadził już Roberto Mancini, nie wytrzymał nerwowo, kopiąc i opluwając napastnika Chelsea, Adriana Mutu, za co oczywiście obejrzał czerwoną kartkę. – Przepraszam moich kolegów z zespołu i trenera. Na usprawiedliwienie mam to, że zostałem mocno sprowokowany przez Mutu i dlatego też jego nie przeprosiłem. Przykro mi, że telewizyjne powtórki pokazują tylko mój czyn, a nie to, z czym ja musiałem się zmagać w trakcie meczu – deklarował. UEFA przeprosin nie przyjęła – następne osiem spotkań w ramach Champions League Serb miał spędzić na trybunach. 

Roberto Mancini vs. Simone Inzaghi 

W erze Svena-Görana Erikssona Roberto Mancini był tym zawodnikiem, którego moglibyśmy określić przedłużeniem trenerskiej ręki na boisku. Szwed sam mawiał, że Mancini w jego zespole był jak „trener, kitman i kierowca autobusu jednocześnie”.

Dwa lata po odejściu Erikssona, to właśnie dzisiejszy selekcjoner Włochów przejmował Lazio i to w bardzo trudnym momencie. Z klubem powoli żegnał się uwikłany w finansowe oszustwa Cragnotii, którego spółka Cirio ogłosiła upadłość. Od 2002 do 2004 roku, zanim Biancocelesti przeszli w ręce Claudio Lotito, klub znajdował się pod nadzorem bankowym i siłą rzeczy musiał wyprzedawać swoje gwiazdy. W krótkim czasie w odstawkę poszli między innymi Crespo, wychowanek Alessandro Nesta, Nedved, Marcelo Salas czy Verón. Został za to Simone Inzaghi, który do dzisiaj z Mancinim utrzymuje bardzo dobre relacje. Ale jednego wieczora ich przyjaźń wisiała na włosku…

W grudniu 2003 roku Orły Manciniego wyjechały do Pragi na spotkanie ze Spartą. Morale zespołu nie osiągały Himalajów – rzymianie w fazie grupowej Ligi Mistrzów sezonu 2003/04 wygrali na starcie z Besiktasem, a potem notowali już tylko remisy i porażki. Tego dnia musieli uznać też wyższość prażan po golu Marka Kincla w doliczonym czasie gry. Mancini nie potrafił pogodzić się z wynikiem i całokształtem swojego zespołu w tej edycji Champions League.

– Jestem naprawdę zły na to, jak prezentowali się rezerwowi w tym spotkaniu. Kiedy wchodzisz do gry w trakcie meczu, musisz zagrać z całego serca, jeśli je masz. W przeciwnym razie powinieneś odsunąć się na bok i nie występować, zwłaszcza w tak ważnym meczu. Przepraszam, że to powiem, ale powinniśmy osiągnąć znacznie więcej. Powinniśmy wygrać chociaż jeden z meczów w Rzymie. Tylko zwycięzca grupy, czyli Chelsea, był od nas lepszy, z resztą ekip powinniśmy ugrać więcej – żalił się Mancini. Prasa tłumaczyła rozgoryczenie trenera tym, że bez awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów lub Pucharu UEFA Lazio straciło potrzebny zastrzyk gotówki, co zresztą stawiało pod znakiem zapytania przyszłość szkoleniowca. 

Dziennikarze drążyli jednak dalej temat. Mancini narzekał na rezerwowych, lecz Fabio Liverani nie zagrał źle, zaś Sérgio Conceição został posłany do gry dopiero w 89. minucie, przez co ocenianie jego występu byłoby niepoważne. Ostatnim zmiennikiem był Simone Inzaghi, który w fazie grupowej zdobył dla Lazio trzy bramki. Mancini dopiero w ostatnim meczu potraktował go jak jokera i wprowadził na boisko 20 minut przed końcem meczu, na dobicie rywala. Gazety wywęszyły, że wypowiedzi trenera miały uderzyć w Inzaghiego, na co on sam nie pozwolił. Też zabrał głos, odsuwając od siebie krytykę szkoleniowca. – Jest mi przykro przez to, co powiedział trener. Mam Lazio w sercu, nie odszedłem z klubu, by zbudować tutaj coś wielkiego. Chciałem powiedzieć tylko to, bez żadnej kontrowersji – bronił się. Tifosi także stanęli po stronie obecnego trenera Biancocelestich. Gdy w następnym meczu ligowym Simone wchodził z ławki na murawę, na stadionie pojawił się transparent z napisem: „Inzaghi strzela dla nas!”. 

Półemeryt w bramce

Włochy to kraj piłkarskiej długowieczności. W Italii na wysokim poziomie po czterdziestce występowali Dino Zoff, Paolo Maldini, Alessandro Costacurta, a w grze wciąż jest Gianluigi Buffon. Ale żaden z nich nie przebił (przebije?) Marco Ballotty, najstarszego zawodnika jaki zagrał w meczu Ligi Mistrzów. Ballotta liczył sobie dokładnie 43 lata i 252 dni, kiedy stawał między słupkami Lazio w spotkaniu zamykającym fazę grupową 2007/08 z Realem Madryt, w którym prym wiedli Raúl i Ruud van Nistelrooy. Jeśli chodzi o najważniejsze klubowe rozgrywki, to dla Orłów jest niemal symbolem, bo reprezentował Lazio także w ich debiutanckiej kampanii w Champions League w 1999 roku. Wtedy był jednak głównie zmiennikiem, ale już osiem lat później Delio Rossi od niego rozpoczynał ustalanie składu.

Został bohaterem, choć nieco z przypadku – Ballotta miał konkurować ze sprowadzonymi przed sezonem golkiperami, aczkolwiek w klubie uznano, że  21-letni wówczas Fernando Muslera nie posiada wystarczającego doświadczenia, zaś transfer Juana Pablo Carrizo w ogóle nie doszedł do skutku. Lazio bowiem chciało Argentyńczyka sprowadzić do Rzymu i zarejestrować do rozgrywek na włoskim paszporcie, co skomplikowało przenosiny bramkarza. Ostatecznie, do Wiecznego Miasta trafił rok później. 

Koledzy z drużyny nazywali Ballottę „nonno” – dziadkiem, z racji zdecydowanie dojrzałego wyglądu i  sporych zakoli. Wcale go to nie irytowało, a wręcz nakręcało. – Jedyne czego trzeba, to ciągle być zmotywowanym. Ale najważniejsze to dobrze się bawić. Dodaj do tego brak kontuzji w trakcie kariery i już masz odpowiedź na pytanie, jak można grać tak długo.

Ballotta wciąż się bawi – choć brzmi to absurdalnie, nadal nie zakończył kariery i w wieku 56 lat występuje w Castelvetro Calcio na poziomie Serie D. Choć jak sam przekonuje, nie ma już siły na stanie w bramce. – Chcę się dobrze bawić, już się nastałem między słupkami. Przeszedłem do ataku, nastrzelałem już kilka goli w sparingach. Spójrzmy prawdzie w oczy, nogami to ja gram lepiej, niż Luca Marchegiani, dla którego kiedyś byłem zmiennikiem w Lazio –  żartował, przy okazji komentując obecną obsadę brami Orłów: – Strakosha? Wciąż ma wady fabryczne, nie wychodzi z linii na czas. Ale jest tak młody, że jeszcze ma szanse się poprawić!. 

Lazio zaprogramowane na Ligę Mistrzów

A co o dzisiejszym Lazio myślą bohaterowie przeszłości? Niedawno, w 20. rocznicę zdobycia scudetto, głos zabrał Sergio Cragnotti. – Nigdy bym nie pomyślał, że Simone Inzaghi stanie się świetnym trenerem. Raczej sądziłem tak o Mancinim, który to jeszcze jako zawodnik pomagał nam sprowadzić Simone z Piacenzy. Ale podoba mi się sposób, w jaki stoi przy linii bocznej i pokrzykuje na swoich podopiecznych. Na murawie wydawał się raczej introwertykiem! 

Byłemu właścicielowi wtóruje Delio Rossi. – Liga Mistrzów to wielka rzecz, ale musisz ukierunkować umysły zawodników: trzeba myśleć tylko o pucharze, cele ligowe jak mistrzostwo muszą zejść na dalszy plan. Za mojej kadencji było zupełnie odwrotnie, ale teraz się to zmieniło. Klub już nie tylko nie sprzedaje najlepszych zawodników, ale też kupuje ich. Lazio jest wręcz zaprogramowane na Champions League, Simone Inzaghi dokonał mentalnej metamorfozy w klubie. Kocham go za to! – mówił o swoim byłym zawodniku. 

MECZE LIGI MISTRZÓW MOŻESZ OBSTAWIAĆ TAKŻE W BETSAFE - ZAREJESTRUJ SIĘ I SPRAWDŹ OFERTĘ!

Tomasso Rocchi, który dwoma golami przyczynił się do zwycięstwa z Werderem 2:1, ostatniego tryumfu Orłów w LM, nie może sobie z kolei darować, że nie jest członkiem obecnego zespołu. – Wiele bym dał, żeby moimi partnerami byli Ciro Immobile i Luis Alberto – żałuje obecny trener Lazio U–18. Sven-Göran Eriksson natomiast za każdym razem podkreśla, że przybycie na Stadio Olimpico było najlepszą decyzją w szkoleniowej karierze. – Dzwonili do mnie z Barcelony i mówili: przyjdź do nas, nie jedź do Rzymu. We Włoszech nie usiedzisz na ławce. A ja jednak poprosiłem moich szefów w Blackburn, żeby mnie puścili do Lazio – wspominał. 

Simone Inzaghi – jeśli Biancocelesti nie zawiodą w Lidze Mistrzów – może niebawem odbierać podobne telefony od innych, w teorii potężniejszych pracodawców. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się