var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Borek: Amazon wejdzie do Polski? Ostrożność Lecha w Pruszkowie. Trenerzy pozywają PZPN do sądu

Autor: zebrał Maciej Golec
2020-11-02 09:28:36

Dla Lecha dzisiejszy mecz ze Zniczem będzie nie tylko potencjalnym przeglądem wojsk, ale też potencjalnym zagrożeniem, dlatego Kolejorz do wizyty w Pruszkowie podchodzi ostrożnie. Mateusz Borek informuje, że platforma Amazon może za kilka miesięcy wejść do polski i włączyć się do walki o zakup praw do Ligi Mistrzów, a w "Sporcie" czytamy o kolejnych zakażonych w zespole Piasta Gliwice i zagrożonych derbach z Górnikiem. Zapraszamy na poniedziałkową prasówkę.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Pozorny spokój kadry”

Większym problemem niż urazy jest sytuacja w ofensywie. Oczywiście nie dotyczy to Roberta Lewandowskiego, on może co najwyżej narzekać na zbyt napięty kalendarz. Dlatego też w miniony weekend po raz pierwszy od dwóch lat nie zagrał w Bayernie, mimo że jest zdrowy. Ale już Krzysztof Piątek, Kamil Grosicki, a przede wszystkim Arkadiusz Milik kłopoty w klubie mają duże. Pierwszy wchodzi w Hercie głównie na ostatnie minuty, w tym sezonie jeszcze do siatki nie trafi ł. Grosicki wystąpił zaledwie raz – w Pucharze Ligi. Miał przenieść się do Nottingham Forest, ale ostatecznie okazało się, że klub spóźnił się ze złożeniem dokumentów i Polak pozostał w WBA. Ma nadzieję, że jego sytuacja się zmieni, bo jest zgłoszony do rozgrywek Premier League. W porównaniu do Milika to już coś. Napastnik Napoli nie gra i w najbliższych miesiącach to się nie zmieni. Włosi nie zgłosili go do Serie A, reprezentant Polski ostatni mecz w klubie rozegrał 28 lipca, z każdym kolejnym tygodniem jego zaległości będą coraz bardziej widoczne.

Więcej TUTAJ.

***

Borek: Nowe rozdanie w TV”

Zmienia się układ sił na piłkarskiej mapie Polski. Najbogatszy klub, czyli Legia jest poza pucharami. Lech dostaje noty za wrażenia artystyczne, ale punktów w Lidze Europy nie ma, a i w ekstraklasie Kolejorz ponosi straty. W tym momencie najlepszą i najskuteczniejszą piłkę w Polsce gra Raków. Niewykluczone, że zaraz telewizyjna mapa Polski również ulegnie modyfikacji. Kilkanaście dni temu środowisko telewizji sportowych obiegła plotka, że za kilka miesięcy z przytupem do Polski wejdzie amerykańska platforma Amazon, która ma ochotę kupić prawa do pokazywania Ligi Mistrzów, a także Bundesligi. Na razie wszystko jest owiane tajemnica i tak naprawdę do końca nie wiadomo, czy ta historia się zmaterializuje, ale patrząc na przegrupowanie sił na europejskim rynku telewizyjnym, jest to możliwe. DAZN i Amazon już pokazują większość meczów ligowych i pucharowych np. w Niemczech. Nie można wykluczyć, że u nas niebawem będzie podobnie. W kategorii faktu, a nie plotki można już mówić o wejściu do nas DAZN. Sfinalizuje się to oficjalnie 1 grudnia.

***

„Próba generalna mistrza”

Przeciwko Warcie nie zagra  m.in. Jose Kante, który wyleczył uraz, ale przeziębił się i ma katar. Gdyby nie pandemia, nikt by nie zwrócił na to uwagi i napastnik trenowałby z drużyną, ale teraz każdy zawodnik z takimi objawami jest izolowany. Bramkarz Radosław Cierzniak  i  pomocnik Luquinhas  nie mają już żadnych objawów choroby i przeszli kwarantannę. Gdyby nie byli zawodowymi piłkarzami, mogliby wykonywać obowiązki i chodzić po ulicy. Jednak PZPN wymaga dodatkowego testu na obecność koronawirusa – z wynikiem negatywnym. Ich też zabraknie w Grodzisku Wielkopolskim.

Więcej TUTAJ.

***

„Warta to nie był krok w tył”

Po wygaśnięciu kontraktu z Bruk-Betem latem 2019 roku Kupczak postanowił zmienić otoczenie. Co prawda przedstawił Termalice warunki nowej umowy, ale dyrektor sportowy Łukasz Stupka szukał na jego miejsce innego zawodnika. Po pomocnika zgłosiła się Warta, bardzo zdeterminowana, by go pozyskać. Dodatkowym plusem była obecność Piotra Tworka, z którym znali się ze wspólnej pracy w Niecieczy. Szkoleniowiec Zielonych był wówczas asystentem Macieja Bartoszka. Transfer do Warty, która niemal do końca walczyła o utrzymanie w I lidze, wydawał się krokiem wstecz. Rok temu niewiele wskazywało na to, że klub z Poznania będzie grał o wyższe cele.

– Kiedy przechodziłem do Warty, widziałem, że w klubie wiele zmienia się na lepsze. Z nowym właścicielem przechodził zdrową transformację, co mnie po części przekonało. Krok w tył mógł być odczuwalny, ale zmieniłem klub, miasto, otoczenie i było mi to potrzebne. Czułem, że przychodzę do drużyny, po której nie wiadomo czego się spodziewać. Być może chciałem sobie coś udowodnić. Jak widać, nie należy nikogo zbyt wcześnie skreślać – twierdzi Kupczak.

Więcej TUTAJ.

***

„Jaga pogrążona w chaosie”

Spotkaniami we Wrocławiu i w Szczecinie Jagiellonia na amen zatarła dobre wrażenie po wybieganym i osiągniętym dzięki dyscyplinie taktycznej zwycięstwie nad Kolejorzem (2:1). Duma Podlasia osuwa się w tabeli i trudno będzie jej odwrócić ten trend, jeśli nadal będzie stawiać na takich piłkarzy, jak choćby Chris Twardek. Pomocnik wygląda jak wrzucony nagle do ekstraklasowej rzeczywistości gracz drużyny amatorskiej (i to raczej jednej ze słabszych), skupiającej taksówkarzy lub przedstawicieli handlowych. Ten, który go sprowadził do klubu, musi bardzo źle życzyć Jagiellonii, nie mieć pojęcia o piłce lub chciał ubić jakiś podejrzany interes. Innej możliwości nie ma. 

Generalnie ubiegłe okno transferowe – z wyjątkiem pozyskania bramkarza Pavelsa Šteinborsa – było najgorszym od lat. Do Białegostoku zawitał zlepek przypadkowych piłkarzy. Stąd zupełnie nieprzypadkowe miejsce w środku tabeli. A w najbliższych dniach Żółto-Czerwoni udadzą się na trzeci wyjazd z rzędu. Ich rywalem będzie solidna Cracovia. Pachnie swoistym hat-trickiem.

***

„Mecz szczególnej troski”

W poniedziałek wicemistrzowie Polski będą jeszcze bardziej ostrożni. Drużyna pojechała do Warszawy w niedzielę, w poniedziałek przebierze się już w hotelu, wsiądzie do autokaru, prosto z niego wybiegnie na rozgrzewkę. Po spotkaniu również nie wejdzie do budynku klubowego, prysznic i kolacja dopiero w hotelowych pokojach. Wizyta u drugoligowca jest szczególnie ryzykowna – na tym poziomie rozgrywek testowani są tylko piłkarze z objawami. W klubie z Poznania starannie się zabezpieczają, robią wszystko, by koronawirus nie osłabił drużyny, która walczy na trzech frontach. Na razie się to udaje.

Więcej TUTAJ.

***

„Trenerscy buntownicy idą do sądu z PZPN”

PZPN zaproponował absolwentom AWF z przyznanymi klasami trenerskimi kursy uzupełniające. Tych z II klasą przypisano do licencji Grassroots C, czyli najniższej, ale z możliwością uczestnictwa w kursie, którego ukończenie zapewniało im UEFA A. I większość trenerów wybrało tę ścieżkę. – W naszym środowisku powstał opór, ale kto mógł czekać? Ja nie mogłem i nie chciałem. Wiedziałem, że ten papier mi się przyda, gdy będę chciał pracować wyżej. Bo co, dostałbym propozycję z IV ligi i na jaki temat miałbym rozmawiać? Działacze zapytaliby: „Proszę pana, czy ma pan uprawnienia?”. I co, miałbym wtedy powiedzieć: „Może będę miał za cztery lata, bo na razie jestem w sądzie. No i jeszcze muszę wygrać sprawę” – mówi Robert Barański. Dziś prowadzi A-klasowego Sępa Żelechów z jasno określonymi planami awansu. 

Za kurs uzupełniający zapłacił 3,5 tysiąca złotych. – Normalnie kosztuje około 5 tysięcy, ale jakaś promocja była. Największy zgrzyt w środowisku powstał właśnie z tego powodu, że kurs był odpłatny. Wyszło tak, że ci, którzy już są trenerami, muszą zapłacić za to, by z powrotem nimi zostać. Taki absurd. To tak, jakby ktoś miał prawo jazdy, a po 15 latach usłyszał, że w zasadzie to jest karta rowerowa i od tej pory może jeździć rowerem. No chyba, że zrobi nowy egzamin i za niego zapłaci – porównuje Barański. Szkoleniowiec Sępa ze studiów na AWF zna się z Jackiem Kitlińskim. Trenerem, który nie zdecydował się na udział w kursie i dziś jest wśród 13 szkoleniowców zbiorowo pozywających związek. – Dali nam czas na kursy uzupełniające, nawet nas do tego, powiem delikatnie, namawiali. Ale my uznaliśmy, że nie idziemy na zgniłe kompromisy. Dziś ktoś po 72 godzinach kursu dostaje licencję Grassroots C. Po degradacji też mam taką, czyli jesteśmy na tym samym poziomie, choć ja skończyłem czteroletnią uczelnię i mam ponad 30 lat praktyki. No degradacja totalna. My na to się nie zgadzamy, dlatego poszliśmy do sądu – tłumaczy Kitliński.

***

„Zwycięstwa przed hitem”

Niemniej Bayern po pięciu kolejkach wrócił na prowadzenie, a pomogła mu w tym porażka dotychczasowego lidera RB Leipzg, który w meczu kolejki uległ Borussii Mönchengladbach 0:1. Skorzystała na tym też inna Borussia, ta z Dortmundu, która po wygranej z Arminią Bielefeld wskoczyła na drugą pozycję. 

I o ile w innych czołowych ligach Europy czołówki tabel wyglądają dość niecodziennie, tak w Bundeslidze już jest taki układ, jaki można było przewidywać przed rozpoczęciem sezonu, czyli Bayern przed Borussią D. i RB Leipzig – tak kończyły się rozrywki w dwóch poprzednich sezonach.

***

„Bohaterowie z rezerwy”

Przez całe okno transferowe Klopp słuchał pytań dziennikarzy, dlaczego nie działa aktywnie na rynku transferowym. Kadra Liverpoolu wydawała się dość wąska i istniało niebezpieczeństwo, że kolejnego sezonu ta sama jedenastka co w dwóch ostatnich latach nie będzie w stanie rozegrać na tak wysokim poziomie. W końcu do Liverpoolu przyszedł Jota i ten transfer okazał się strzałem w dziesiątkę. Reprezentant Portugalii czuje się w drużynie coraz lepiej. Gol po wejściu z ławki w starciu z West Hamem był jego trzecim w trzecim kolejnym spotkaniu. Najpierw 23-latek zapewnił zespołowi wygraną 2:1 z Sheffield Utd, następnie otworzył wynik meczu z Midtjylland w Lidze Mistrzów (2:0), a teraz podarował trzy punkty w starciu z Młotami. 

– Diogo jest nawet lepszy niż mi się wydawało. Jest świetnie wyszkolony technicznie, dobrze przygotowany pod względem fizycznym i potrafi grać obiema nogami – chwalił swojego zawodnika menedżer The Reds, który może mieć również satysfakcję z powodu formy Shaqiriego. Wydawało się, że reprezentant Szwajcarii niczego wielkiego nie da już mistrzom Anglii, w tym sezonie występował albo w końcówkach spotkań, albo w meczach mało istotnych. Ale to właśnie on kapitalnym podaniem obsłużył Jotę przy akcji, która dała zwycięskiego gola. Ta bramka to dowód na to, że Liverpool nie jest zdany wyłącznie na tercet: Mohamed Salah, Roberto Firmino, Sadio Mane. To ważne zwłaszcza w tak wyczerpującym sezonie jak obecny, kiedy gwiazdy będą musiały w niektórych spotkaniach odpoczywać. 

***

„Real ucieka, Barca nie goni”

– Strzeliliśmy cztery gole i zdobyliśmy trzy punkty. O co więcej mogę prosić? – pytał retorycznie trener Zinedine Zidane. Triumf nad Huescą dodał jego drużynie pewności siebie przed kluczowym starciem z Interem. Madrytczycy wygrywają mecz za meczem w LaLiga, jednak w Lidze Mistrzów ich sytuacja jest trudna, bo w dwóch kolejkach fazy grupowej zdobyli ledwie punkt. Odwrotny problem mają w Barcelonie. Katalończycy wygrali w LM z Ferencvarosem (5:1) i Juventusem (2:0), a w LaLiga rozczarowują. Po remisie z Deportivo Alaves (1:1) liczby są dla nich brutalne: w ostatnich czterech kolejkach zdobyli ledwie dwa punkty. Barca, która ma już osiem pkt straty do Realu (zagrał o jeden mecz więcej), tak źle sezonu w lidze (osiem oczek po sześciu występach) nie zaczęła od 18 lat! – Graliśmy naprawdę dobrze, ale skuteczność była fatalna.

***

„Dziekanowski: Lech zarabia miliony nawet bez punktów”

D wa mecze – zero punktów. Po takim starcie polskiej drużyny w europejskich pucharach zazwyczaj trzeba by było pożegnać się z marzeniami o tym, że jeszcze coś się uda ugrać. Pisząc „coś się uda ugrać”, mam na myśli wyjście z grupy. Po drugie – wiemy doskonale, że każdy występ i zdobyty punkt to realne pieniądze od organizatorów (no i oczywiście z praw telewizyjnych). W przypadku Lecha, mimo dwóch porażek, nie tracę nadziei na to, że wicemistrzom Polski nie tylko uda się zdobyć kilka punktów i zarobić konkretne pieniądze. Wciąż wierzę, że Lechici powalczą jeszcze o awans. A nawet jeśli się nie uda i dorobek punktowy będzie ubogi, to i tak fi nansowo Lech już urósł w siłę i z każdym tygodniem zyskuje. Zarabia bowiem na młodych piłkarzach, którzy doskonale promują się na europejskiej scenie.

Więcej TUTAJ.

„SPORT”

„Trochim: Szkoda straconej szansy”

Jak skomentuje pan niecodzienne spotkanie w Pucharze Polski z Górnikiem? 

Uważam, że Górnik nam jakoś mocno nie zagroził. Nie dochodził do sytuacji, bo dobrze broniliśmy. Nie mogliśmy się oczywiście w tym spotkaniu otworzyć, bo nie da się pójść na wymianę ciosów z ekstraklasową drużyną. Realizowaliśmy swój plan na to spotkanie. Dobrze spisywaliśmy w defensywie, a czerwona kartka też nam nie zaszkodziła, bo nadal byliśmy szczelni, będąc blisko siebie.

W samej końcówce straciliście jednak dwa gole. Dlaczego? 

Można powiedzieć, że zabrakło nam takiego boiskowego cwaniactwa i doświadczenia. Szkoda, bo można powiedzieć, podsumowując wszystko, że ten mecz po prostu oddaliśmy… Tak to można określić. Wielka szkoda.

***

„Skuteczny przegląd kadr”

Zgodnie z tym, co przed meczem z Stalą Mielec powiedział trener Papszun, Czech po prostu przegrał rywalizację z lepiej dysponowanym Marko Poletanoviciem. Jednak fakt, że nawet w Pucharze Polski Schwarz nie wyszedł w pierwszym składzie, może wskazywać na inne powody, przez które nie dostaje zbyt wielu okazji do gry. Może mieć to związek z kontraktem pomocnika. Schwarz nie przedłużył na razie umowy z klubem, która upływa wraz z końcem obecnego sezonu. Możliwe, że jego dobre występy w poprzednich, jaki i do pewnego momentu tych rozgrywkach sprawiły, że Czechem zaczęły się interesować inne kluby. Teoretycznie Schwarz może podpisać umowę z nowym pracodawcą w styczniu, a w lipcu dołączyć do nowej drużyny. Prawdopodobnie jednak to sprawi, że w Rakowie już nie zagra. 

***

„Wirusowe domino”

Od kilku dni kolejni piłkarze zgłaszają niepokojące objawy – wysoką temperaturę, bóle mięśni lub utratę węchu i smaku. W piątek gliwicki klub poinformował, że wykryto zakażenie u kilku zawodników, a część drużyny została skierowana na kwarantanne. Z naszych informacji wynika, że chodzi o trzech piłkarzy, a na kwarantannę zostało odesłanych siedem kolejnych osób. Wszyscy jednak spodziewali się, że to nie koniec i wiele wskazuje na to, że tak niestety będzie. Z naszych informacji wynika, że w weekend niepokojące objawy infekcji zgłosiło trzech następnych piłkarzy. Cała drużyna ma już za sobą kolejną serię testów, ale gdy pisaliśmy ten tekst, wyników jeszcze nie było. Należy jednak spodziewać się, że kolejne „pozytywne” wyniki są więcej niż prawdopodobne. 

***

„Czy to są wzmocnienia?”

Poprzednie okienka transferowe w wykonaniu Podbeskidzia śmiało można było zakwalifikować jako udane. Szczególnie to z lata 2019 roku. Wówczas do zespołu dołączyli tacy zawodnicy, jak m.in.: Tomasz Nowak, Rafał Figiel, Karol Danielak, Dmytro Baszłaj, Martin Polaczek czy Kornel Osyra. Każdy z wymienionych piłkarzy miał znaczący, a nawet wręcz kluczowy wpływ na oblicze zespołu, który w lipcu br. cieszył się z awansu do ekstraklasy. Zimą 2020 roku do Podbeskidzia dołączyło dwóch piłkarzy: Mateusz Marzec i Kamil Biliński. Po pierwszym z wymienionych, który bardzo dobrze spisywał się w sparingach, spodziewano się więcej, ale przytrafiła się mu kontuzja, a następnie grał niewiele. „Bila” z kolei wiosną zeszłego sezonu pełnił najczęściej rolę zmiennika Marko Roginicia. Teraz jest najskuteczniejszym strzelcem „górali” i ten transfer można zaliczyć na plus.

***

„”Ibra” i wszystko jasne”

Gdy 26 października podano wiadomość o zakażeniu włoskiego reprezentanta przypuszczano, że może opuścić mecz z Polską 15 listopada w Lidze Narodów. Tymczasem 6 dni później Donnarumma zagrał! Poza nim kwarantannę zakończył też Norweg Jens Petter Hauge. Chociaż Milan jest na czele, a Udinese w strefie spadkowej, to przypominano że „rossoneri” od 2008 roku wygrali w Udine tylko trzykrotnie. Ostatni sukces 1:0 przed dwoma laty zapewnili sobie w 97 minucie, gola zdobył Alessio Romagnoli. Teraz na Dacia Arenie Franck Kessie uzyskał prowadzenie z podania Ibrahimovicia, ale na początku drugiej połowy był rzut karny dla Udinese, który zawinił… Romagnoli. W 83 minucie bardzo agresywny w polu karnym Ibrahimović wykorzystał upadek dwóch rywali, strzelił z przewrotki, niezbyt mu wyszła, ale najważniejsze że piłka wpadła do bramki. Po dwóch golach z Bologną, Interem i Romą teraz „Ibra” uzyskał siódme trafienie i jest liderem klasyfikacji strzelców.

***

„Hazard przypomniał o sobie”

Eden Hazard wyleczył kontuzję, zagrał końcowe 20 minut z Borussią MG w Lidze Mistrzów, z Huescą wyszedł w pierwszym składzie i z podania Fede Valverde zdobył prowadzenie. Był to pierwszy gol Belga od roku i 26 dni, ale nawet go specjalnie nie fetował. Wie, ile się po nim spodziewano i jak mały na razie jest z niego pożytek. Karim Benzema miał udział w pozostałych trzech golach. Dwa zdobył z podań Lucasa i Rodrygo oraz asystował przy bramce Valverde. Przy prowadzeniu 3:0 Zidane pomyślał o jutrzejszym meczu z Interem i przewidzianych do gry przeciw Włochom Valverde, Hazarda i Asensio zastąpili Isco, Junior Vinicius i Rodrygo. Dopiero po godzinie można było sprawdzić, jakie są układy Benzemy z Juniorem Viniciusem. Po spotkaniu z Borussią wyciekły niedyskrecje, że Benzema w rozmowie z Casemiro krytykował młodszego kolegę i doszło do konfliktu. Z Huescą Brazylijczyk szukał na boisku Francuza, ten trochę mniej go dostrzegał, w sumie ma to znaczyć, że konfliktu między nimi nie ma. Tak jakby Real nie miał poważniejszych problemów.

***

„Milik wstydzić się nie musi”

Wstydu Arkadiuszowi Milikowi zawodnicy grający z jego nazwiskiem na pewno nie przynoszą. Drużyna oparta wyłącznie na wychowankach (z których tylko dwóch, Piotr Barwiński i Bartosz Golik, nie ma już statusu młodzieżowca) i dowodzona przez kolejnego wychowanka, Tomasza Wróbla, jest dziś jedynym IV-ligowcem niepokonanym w roli gospodarza. W sobotę w twierdzy Rozwoju na „Kolejarzu” szans nie miał beniaminek z Pszczyny, a niemal od pierwszego gwizdka można było jedynie zastanawiać się nad rozmiarami zwycięstwa katowiczan, którzy u siebie są bezlitośni. Punkty stracili tylko z rezerwami Podbeskidzia (2:2), poza tym zanotowali 6 wygranych, a bilans bramkowy - 25:3.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się