var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Lukasz Sobala / Press Focus

Schwarz w odstawce, Poletanović pierwszymi skrzypcami w orkiestrze. Trudno o lepszy dowód kłopotu bogactwa!

Autor: Mariusz Bielski
2020-11-07 12:10:18

Gdyby ktoś jeszcze latem powiedział nam, że Petr Schwarz straci miejsce w wyjściowej jedenastce Rakowa, kazalibyśmy mu puknąć się w czoło. Mocno, czymś twardym.

Tymczasem minęło mniej więcej 2,5 miesiąca od startu sezonu, Czech spodziewanie rozpoczął go w pierwszym składzie, jednakże im dalej w rozgrywki, tym Marek Papszun coraz mniej chętnie na niego stawia. Tym dziwniejsze, że nie dręczą go żadne kontuzje, udaje mu się unikać zarażenia koronawirusem, generalnie wszystko jest okej.

A jednak szkoleniowiec znacznie bardziej woli swojego imiennika z Serbii, Poletanovicia.

Nawet pomimo faktu, że Schwarz wcale nie obniżył lotów z poprzedniego sezonu. Wtedy za całą kampanię wykręcił średnią not na poziomie 5,15. W tym zaś – 5,67 co tylko pokazuje z jak wysokiego „c” wszedł nasz bohater w bieżące rozgrywki. Po asyście z Lechią oraz Cracovią, dwie sztuki wpakował Podbeskidziu, a w nagrodę wylądował na ławie. Od początku listopada częstochowianie rozegrali 3 spotkania w Ekstraklasie i w każdym Petr wchodził kolejno na 10, 22 i 17 minut. Niestety Raków wszystkie te starcia wygrał. Niestety dla niego oczywiście, w klubie raczej nikt sobie nie wyrywa włosów z tego powodu.

Powiedzmy sobie otwarcie – gdyby coś takiego miało miejsce w innym klubie, prędko pojawiłyby się głosy, że dany szkoleniowiec zwariował. Nic takiego się nie dzieje, kibice oraz eksperci ufają Papszunowi. Zupełnie jakby panowała niepisana zmowa milczenia, bo każdy zgodnie myśli: „Skoro tak zdecydował, to musiał mieć powody, a Raków broni się wynikami”. 

Oczywiście na korzyść Papszuna w całej tej historii świadczy fakt, iż Poletanović też nie zaniża poziomu, skoro za trzy ostatnie mecze wystawiliśmy mu noty: 4, 5, 6. Naturalnie najlepszy był ten ostatni, ze Stalą Mielec, gdy Serb popisał się przytomnym podaniem, przerobionym przez Iviego Lopeza na asystę. Chociaż po prawdzie powinien był mieć więcej, skoro w 90 minut uzbierał 4 celne kluczowe podania. Nikt przecież nie bronił Hiszpanowi lepiej dołożyć nogę w jednej z sytuacji, czy Gutkovskisowi uderzyć mocniej głową po dośrodkowaniu.

Gdybyśmy jednak mieli porównać warsztaty obu pomocników, praktycznie zawsze większy plus postawilibyśmy przy Petrze. Stałe fragmenty? Lepiej bije Czech. Przegląd pola? Lepszy ma Czech. Szeroko rozumiana kreatywność? Większą wydaje się mieć Czech. Uderzenia z dystansu? Prędzej to Czecha mianowalibyśmy kanonierem z prawdziwego zdarzenia. 

Wszechstronność? Schwarz również występował jako defensywny pomocnik, nie stroni od wysokiego zaangażowania w obronę, lecz nie oszukujmy się – odkąd mamy go przyjemność obserwować w Ekstraklasie, zawsze ciągnęło go bardziej w stronę przeciwnego pola karnego niż własnego. To w I lidze dużo częściej robił za przecinaka, a zdarzało mu się nawet zaliczyć dwa epizody (z Sandecją i GKS-em Tychy) na prawej stronie trzyosobowego bloku obronnego. Nawet stałymi fragmentami wtedy jeszcze nie męczył rywali, ponieważ tymi zajmował się Rafał Figiel, obecny reprezentant Podbeskidzia.

Skąd zatem ten nagły zwrot akcji względem Schwarza? Dlaczego dotychczasowy pupil Papszuna nagle wylądował na ławce i niewiele wskazuje na to, aby w najbliższych paru kolejkach cokolwiek miało się zmienić? Jednym z wytłumaczeń może być fakt, że duet Sapała-Poletanović daje jeszcze większą przewagę w defensywie, bo akurat ta nie należy do najmocniejszych stron częstochowian. Jedno czyste konto (z Wisłą Płock) w 8 meczach chluby nie przynosi. Trener Rakowa zapewne chciałby uszczelnić zasieki i z tej perspektywy Serb faktycznie wydaje się sensownym wyborem. Jest wysoki, przyzwoicie radzi sobie w powietrzu, ma zdecydowanie więcej fizycznej krzepy, sam zdaje się lubić rolę box-to-boxa. 

Taki zestaw przynajmniej w teorii gwarantuje jeszcze dokładniejszy podział boiskowych zadań dla poszczególnych piłkarzy. Gdy masz przed sobą Cebulę, Tijanicia czy Iviego naturalnie musisz zapewnić im luz i swobodę w działaniach. Tak, aby nie musieli zbyt często zastanawiać się, czy po wejściu w drybling przeciwnik nie zrobi głupiej kontry. W tym sensie bardziej defensywny duet Sapała-Poletanović zdaje się być duetem optymalnym. Tamci rozjeżdżają obronę, ci ich asekurują, zamiast jeszcze dodatkowo wtryniać się między wódkę, a zakąskę. Nie bez kozery ostatnio Gutkovskis na łamach Weszło stwierdził: – Siłą Rakowa jest to, że każdy wie, co ma robić na boisku.

Ciekawe światło na wątek rywalizacji pomocników rzuca również Piotr Tomalski z gazety „Sport”. Pozwólcie, że zacytujemy:

„Oczywiście na decyzje trenera mogły też wpłynąć wydarzenia pozaboiskowe, o których nie wiemy. W ostatnich tygodniach klub przedłużył umowy z trenerem Markiem Papszunem oraz z zawodnikami, między innymi z Tomaszem Petraszkiem, Igorem Sapałą czy Kacprem Trelowskim. Schwarz należy do grona zawodników, których umowy kończą się z tym sezonem, a jeszcze nie przedłużyli umowy. Nie jest pewne, czy właśnie te kwestie nie wpłynęły na to, że Czecha nie oglądamy w pierwszym składzie Rakowa.”

Jakkolwiek wygląda prawda, pewni możemy być jednego – trener częstochowian zmaga się z kłopotem bogactwa, o którym marzy większość ligowych szkoleniowców. Historia Schwarza i Poletanovicia to tylko jeden z wielu doskonałych dowodów. Aż można współczuć takiemu Benowi Ledermanowi...


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się