var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Wikipedia

Bohater narodowy na bruku. Wszystkie problemy Artioma Dziuby

Autor: Karol Bochenek
2020-11-10 15:10:08

Czy jedno skradzione nagranie, które wyciekło do Internetu, może doszczętnie zrujnować piłkarza i jego dorobek?

Jeśli jesteś kapitanem drużyny narodowej, a na kompromitującym materiale masturbujesz się i wywijasz językiem przy dźwiękach telewizora, bardzo możliwe, że właśnie tak będzie. Artiom Dziuba, bohater reprezentacji Rosji z mundialu w 2018 roku, doświadcza tego na własnej skórze. I choć wcześniej różne wybryki uchodziły mu na sucho, to skala obecnych problemów może go całkowicie pogrążyć. 

Wyśmiany przez wszystkich

Upokarzające Dziubę wideo – na jego nieszczęście – rozlało się na cały Internet i bardzo możliwe, że już nigdy z niego nie zniknie. Jakim cudem w ogóle trafiło do przestrzeni publicznej? Najpewniej ktoś zhakował telefon piłkarza i postanowił narobić mu problemów. Dziuba podobno był świadom tego, że padł ofiarą cyberprzestępców, ale niekoniecznie wiedział, co robić. Liczył na litość złodziei, jednak ci okazali się bezwzględni. 

Równie bezwzględne są reakcje opinii publicznej. Sprawa Dziuby wyszła daleko poza sport i choć dużo osób opowiedziało się po jego stronie, to grono krytyków jest w zasadzie równie liczne.  Wyrazy oburzenia dotarły aż do Stanisława Czerczesowa, który dla dobra wszystkich zdecydował się wykluczyć zawodnika z najbliższego zgrupowania reprezentacji. - Zawsze podkreślamy, że zarówno na boisku, jak i poza nim, każdy musi odpowiadać poziomowi zawodnika reprezentacji. W związku z tym Artiom Dziuba nie został powołany na zgrupowanie, aby uchronić przed negatywną atmosferą i jego, i drużynę. Artiom ma teraz czas na unormowanie sytuacji - przekazał mediom Czerczesow.

Wykluczenie z reprezentacji to dla Dziuby duży problem, lecz nokautujące ciosy spadają też z innych stron. Najmocniej biją oczywiście anonimowi internauci, wymyślający miliony memów i przeróbek, ale od komentarzy nie powstrzymują się również znane postaci ze świata sportu i kultury. Anzor Kawazaszwili, były bramkarz Spartaka Moskwa, stwierdził, że Dziuba nie ma ani honoru, ani godności, ani żadnych zasad moralnych. Ilia Soboliew, rosyjski komik, wrzuciła na Instagram parodię nieszczęsnego nagrania - leżąc bez koszulki trzyma w ręce książkę, zamiast  członka - rozpoczynając w ten sposób nowy trend. Z kolei Siergiej Sznurow, wokalista grupy „Leningrad”, poświęcił Dziubie prześmiewczy wiersz. A jeszcze dwa lata temu ten sam Sznurow pisał piosenki wychwalające napastnika i jego grę na mistrzostwach świata.

Właśnie tak, przez jedno prywatne nagranie, bańka, w której napastnik Zenitu żył od połowy 2018 roku, rozpadła się na tysiące kawałków. I nic nie wskazuje na to, że da się ją odbudować. 

Takich nie ma zbyt wielu

Piłkarska, ale też życiowa, droga kapitana reprezentacji Rosji, jest naznaczona skrajnymi sytuacjami i emocjami. Na szczycie znalazł się po mundialu, który dla „Sbornej” zakończyły się w ćwierćfinale. Rosja dosłownie oszalała na jego punkcie, a reprezentację i jej sukces równie często utożsamiano ze Stanisławem Czerczesowem, co z rosłym napastnikiem Zenitu Petersburg. - Historycznie złożyło się tak, że nie mamy zbyt wielu ludzi, którzy wyszli poza ramy swojego klubu i stali się ulubieńcami całego narodu. Jest Andriej Tichinow, Igor Akinfiejew i Artiom Dziuba. I tyle - tak o uwielbieniu, którym darzono Dziubę, mówił komentator stacji Match TV, Gieorgij Czerdancew. 

Najpopularniejszym, ale przy okazji także najlepszym rosyjskim piłkarzem został późno, bo dopiero w wieku 30 lat. Pół roku po mundialu jedyny raz w karierze otrzymał przyznawaną przez RFS (Rosyjski Związek Piłki Nożnej - przyp. red.) nagrodę dla zawodnika roku. Wcześniej z rąk samego Władimira Putina odebrał Medal honoru Prezydenta Federacji Rosyjskiej za wielki wkład w szerzenie futbolu i osiągnięcia sportowe, a zdjęcie z uroczystości natychmiast obiegło Internet. W kolejnych miesiącach każdy wywiad napastnika, każda pomeczowa rozmówka, każdy wpis w mediach społecznościowych, budził wielkie poruszenie. Dziuba stał się piłkarzem-celebrytą, pierwszym w Rosji na taką skalę, i doskonale odnajdywał się w nowych realiach.

„Dziubinho” został też nową twarzą pokolenia „dzieci limitu”. Rosjanie określają tak piłkarzy, urodzonych u schyłku ZSRR i później, którym przyszło grać w epoce limitu na obcokrajowców obowiązującym w Premier Lidze. W powszechnym przekonaniu zawodnicy z tego pokolenia są do bólu zblazowani, rozpieszczeni i pozbawieni ambicji. Dzięki odgórnym ograniczeniom mają pewne miejsce na boisku, więc nie muszą się starać, mogą za to liczyć na olbrzymie pieniądze, które jeszcze bardziej rozleniwiają. „Dzieci limitu” przez lata kojarzyły się ze skandalami, aferami i zmarnowanym potencjałem, zamiast z wybitnymi osiągnięciami sportowymi. Kierunek rozwoju całego pokolenia wyznaczali między innymi Aleksander Kokorin, który finalnie wylądował w więzieniu, Aleksandr Bucharow, swego czasu wyprowadzany po pijaku z samolotu, bijący żonę Denis Głuszakow czy Aleksiej Ionow, który kilka lat temu częściej był fotografowany w radiowozie niż na boisku. 



źródło: commons.wikimedia.org)

Dziuba w pomundialowej wersji całkowicie zmienił społeczny odbiór swojego pokolenia. Nie dlatego, że był inny niż reszta, bo nie był. Na sumieniu już wtedy miał dużo grzechów i przewinień, ale jako jedyny ze wszystkich „dzieci limitu” udowodnił, że można to łączyć z sukcesami. Kiedy tuż przed mistrzostwami świata wrócił do kadry po dwuletnim rozbracie spowodowanym cichym konfliktem z Czerczesowem, nie był nawet kandydatem na bohatera. Ot, w obliczu problemów zdrowotnych Kokorina reprezentacja potrzebowała skutecznego zastępcy, a zawodnik Zenitu był jednym kandydatem. To, co stało się później, wyszło poza wszystkie ramy. Dziuba, samozwańczy lider „Sbornej”, który w szatni znalazł się z przypadku, zaprowadził drużynę tam, gdzie nie miała prawa się znaleźć. „Dzieci limitu” dostały bohatera, na którego nie zasłużyły. Niemal cały kraj wyznał mu miłość.

A teraz odkochał się po obejrzeniu jednego nagrania.

Zmarnowana szansa na odkupienie

Dotkliwość strat, które poniósł Dziuba, na razie trudno oszacować. Powrót do stanu sprzed mundialu będzie najłagodniejszym wymiarem kary, ale to marne pocieszenie dla niedawnego idola całej Rosji. Zanim Dziuba został bohaterem narodowym, był uważany za egocentryka, który wszystko podporządkowuje pod siebie i skandalistę bez poczucia wstydu. Wyszydzany przez kibiców i nieustannie krytykowany przez ekspertów był po prostu modelowym „dzieckiem limitu”. 

Zaczynał tak jak zdecydowana większość rosyjskich piłkarzy z jego pokolenia - w ubóstwie, z którym zmagała się jelcynowska Rosji. W kraju pogrążonym w chaosie i kryzysie gospodarczym, dla młodych chłopców piłka była jedyną odskocznią od smutnej codzienności, oczywiście jeśli nie liczyć ulicznych band, które kusiły adrenaliną i szybkim zarobkiem. Futbol pozwalał marzyć o lepszym życiu i wyznaczał cele. Dzieciaki takie jak Dziuba dorastały wpatrzone w piłkarzy Spartaka – Onopkę, Aljeniczewa, Karpina, Tichonowa, Cymbalara – marząc o podobnej sławie. 

W akademii moskiewskiego klubu Dziuba szkolił się od ósmego roku życia. Trafił tam z polecenia Aleksandra Jarcewa, syna Grigorija, wieloletniego trenera Spartaka, który w latach 2003-2005 pracował z reprezentacją kraju. W pierwszej drużynie zadebiutował 10 lat później, a od sezonu 2007 grał regularnie i budził duże nadzieje. W wysokim, silnym i walecznym napastniku, który dodatkowo był wychowankiem klubu, fani widzieli przyszłego lidera i gwarancję niechybnych sukcesów. 

Ale zamiast znaleźć się w blasku chwały, Dziuba bardzo szybko został naczelnym bohaterem głośnych skandali. Zaczęło się od podejrzeń o kradzież 23 tysięcy rubli, o którą posądził go kolega z szatni Spartaka, Władimir Bystrow. Pieniądze miał zwędzić z portfela Bystrowa, którego stronę wziął w tym sporze klub. Dziubie groziło nawet rozwiązanie kontraktu, ostatecznie skończyło tylko półtoraroczną banicją. Niejako w ramach pokuty za czyn, którego nigdy mu nie udowodniono, został zesłany na wypożyczenie do dalekiego Tomska. - Nie wiedziałem, że w prawdziwym życiu można kogoś tak wrobić, takie rzeczy widziałem tylko w kinie. Z miesiąc nie mogłem spać, byłem jakby w transie - opowiadał kilka lat później. 

Z zesłania Dziuba wrócił z jasnym celem. Chciał grać w Spartaku, być jego liderem i zdobywać trofea. W moskiewskim klubie planował spędzić całą karierę, ale - co znaczące - wyłącznie na swoich zasadach. Jeśli cokolwiek szło nie po jego myśli, nie miał skrupułów, by publicznie atakować odpowiedzialnych za taki stan rzeczy. A że najczęściej chodziło o trenerów, to nigdy nie zrobił w Spartaku kariery na miarę swoich marzeń. Unaia Emery’ego po porażce 1:5 z Dynamem Moskwa prześmiewczo nazywał „trenerkiem” i nastawiał przeciwko niemu szatnię. Walerija Karpina wyzywał od kłamców, szantażystów i łajdaków, bo ten nie dawał mu tylu szans, ilu oczekiwał. W efekcie trafił na kolejne wypożyczenie, tym razem do Rostowa, a do Spartaka wrócił dopiero wtedy, gdy nie było już w nim Karpina. 

Bardzo szybko okazało się jednak, że problem wcale nie leżał w byłym trenerze. Sezon 14/15 Dziuba zaczął jako podstawowy napastnik Spartaka, ale już po rundzie jesiennej najpierw wylądował w rezerwach, a później definitywnie odszedł z klubu. Powód? Brak porozumienia w kwestii przedłużenia wygasającej z końcem rozgrywek umowy. Spartak proponował swojemu wychowankowi aż 3 miliony euro rocznie, ale bardziej kusząca była oferta z Zenitu opiewająca na 300 tysięcy więcej. Tyle wystarczyło, by marzenia o karierze spędzonej w czerwono-białym klubie, ewoluowały w niepohamowaną chęć przeprowadzki do Petersburga.

Zanim to jednak nastąpiło, Dziuba, już po podpisaniu umowy z nowym pracodawcą, jeszcze raz udał się na wypożyczenie do Rostowa i w tym okresie ściągnął na siebie kolejny skandal. Napastnik został przyłapany na intymnej schadzce z Mariną Orzul, rosyjską prezenterką telewizyjną, w trakcie zgrupowania przed meczem reprezentacji z Czarnogórą. Orzul, której głos słychać z telewizora na najnowszym wideo z Dziubą, do dziś twierdzi, że nigdy nie miała z nim romansu, a sytuacja sprzed hotelu była całkowicie przypadkowa. Za to wychowanek Spartaka o sprawie wypowiadał się w zupełnie innym tonie. - To była dla mnie ważna lekcja. Właściwie to nawet dobrze się stało, że wyszło, jak wyszło. Dzięki temu mogłem inaczej spojrzeć na pewne sprawy. Zmienić hierarchię wartości. Zdałem sobie sprawę z tego, co mogę stracić i że nic nie jest tego warte. Było mi wstyd przed żoną, innymi się nie przejmowałem. Ważne było, żeby ona mnie usłyszała i tak się stało. Udało nam się wszystko uratować - mówił w rozmowie ze „Sport-Expressem.

Po tym skandalu Dziuba zapisał się do psychologa, żeby wreszcie coś zmienić. Początki w Zenicie były wyjątkowo spokojne. U Andre Villasa-Boasa i Mircei Lucescu miał pewne miejsce w składzie, a dzięki dobrej formie trafił do reprezentacji Leonida Słuckiego, która awansowała na Euro 2016. Wybuch nastąpił dopiero w sezonie 17/18, gdy jego pozycja w klubie bardzo osłabła. U Roberto Manciniego był tylko rezerwowym, ale i tak nie palił się do odejścia. Sęk w tym, że Wiaczesław Małafiejew, legenda Zenitu i ówczesny zastępca dyrektora sportowego, w porozumieniu z trenerem szukał innych wariantów. Dziuba wściekał się na Małafiejewa i atakował go w mediach, jednak na koniec musiał pogodzić się z decyzją klubu. Rundę wiosenną spędził w Arsenale Tuła i był nawet gotowy wyłożyć z własnej kieszeni aż 120 tysięcy euro, żeby dotrzymać warunków zapisanych w umowie wypożyczenia i wystąpić przeciwko macierzystemu klubowi. Ostatecznie wydatki wziął na siebie Arsenał, a Dziuba wpakował Zenitowi gola i zaliczył asystę. 

Spór z Małafiejewem na tym się jednak nie zakończył. Dziuba, już po powrocie do Petersburga, wielokrotnie przekonywał, że były bramkarz uwziął się na niego i z premedytacją dążył do konfliktu. Małafiejew ignorował te zaczepki, ale po odejściu z klubu zarzucił zawodnikowi kłamstwo i celowe nakręcanie afery. Skoro jednak Dziuba (jeszcze) jest w klubie, a legendarny golkiper już nie, to łatwo wskazać zwycięzcę tej przepychanki, który zresztą nadal odczuwa konsekwencje swojej wiktorii. Konflikt z legendą ściągnął bowiem na kapitana „Sbornej” wzmożony gniew ultrasów Zenitu, którzy nigdy do końca go nie zaakceptowali, a dziś najgłośniej krzyczą, że jego czas w klubie dobiegł końca. 

W koszulce Spartaka

Ultrasi z Petersburga nigdy nie polubili Dziuby. Był dla nich ciałem obcym, zgniłym jabłkiem i czerwono-białą szują, dla której liczą się tylko pieniądze. Kiedy grał dobrze i trzymał się z dala od problemów, potrafili przymknąć oko i dać mu względy spokój. Jednocześnie - wraz z ultrasami Spartaka, którzy równie mocno nienawidzą swojego byłego zawodnika - byli chyba jedyną grupą społeczną, która nie wpisała się w „dziubomanię”. Zdarzało się, że już w okresie powszechnego uwielbienia, podczas meczów reprezentacji kapitan „Sbornej” słyszał z trybun gromkie „Dziuba, idź w chuj!”. Robiąc pożytek ze swojego niemal boskiego statusu, prosił RFS o interwencję nazywając przeciwników „sekciarzami” i „faszystami”, a Aleksiej Miller, prezes Gazpromu, czyli właściciela Zenitu, nawoływał policję do podjęcia odpowiednich kroków. I to naprawdę się działo. Przykładowo w 2019 roku w Petersburgu zatrzymano 200 osób, które w czasie meczu młodzieżowych zespołów Spartaka i Zenitu, wznosiły okrzyki obrażające Dziubę. 

Spartakowska przeszłość, brak szacunku dla uwielbianego w mieście Małafiejewa, udawanie stosunku płciowego z kolegą z szatni, Serdarem Azmounem, czy w końcu wideo, na którym Dziuba się masturbuje - za sprawą tych wydarzeń fani Zenitu nie chcą mieć już z napastnikiem nic wspólnego. Wyraźnie zaznaczyli to podczas niedzielnego meczu z Krasnodarem. Dziuba przez całe spotkanie był wygwizdywany, gdy nie strzelił karnego, trybuny zaczęły wiwatować. Ultrasi raz po raz wyzywali go od kondomów i pederastów, przygotowali też specjalną przyśpiewkę:

Ole-ola, to prosta sprawa,
Dziuba niech wali, jak chce, 
Ale w koszulce Spartaka!

Do tego doszedł transparent z sentencją rosyjskiego satyryka Michaiła Żwanieckiego, który zmarł 6 listopada. „Trudno jest zapisać się w historii, ale łatwo jest zaliczyć historyczną wpadkę” - w przypadku Dziuby ten tekst jest wyjątkowo na czasie. 

(źródło: twitter.com)

Napastnikowi Zenitu nie pomogło nawet to, że mimo nietrafionej jedenastki, rozegrał naprawdę udane zawody, a nagrodę dla zawodnika meczu zadedykował koledze z zespołu Aleksiejowi Sutorminowi, który dzień wcześniej stracił ojca. Z drugiej strony, Dziuba na murawie tylko dolał oliwy do ognia. Po tym, jak strzelił gola na 2:1, wulkan kłębiących się w nim emocji po prostu eksplodował. Kiedy ultrasi gwizdali, on biegł wzdłuż ich trybuny i prowokująco wymachiwał rękami. W poniedziałek kibice Zenitu zrzeszeni w stowarzyszeniu „Landskrona” opublikowali oświadczenie, w którym dali jasno do zrozumienia, że więcej nie chcą mieć z nim nic wspólnego. 

Przez długi czas w naszych relacja z Dziubą było dużo niedopowiedzeń. Rozumiał to i Artiom, i my […] W każdej sytuacji staraliśmy unikać bezpośredniego konfliktu z zawodnikiem naszej drużyny, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak może to wpłynąć na Zenit, który i tak znajduje się pod ciągłym ostrzałem.

NIe było to proste zadanie: wewnętrzne sprzeczności dotyczące tej kwestii i ciągłe balansowanie pomiędzy stronami doskwierało nam podczas każdego meczu. Do tego Artiom zawsze potrafił o sobie przypomnieć: obietnica zapłaty w Tule, by mógł zagrać z Zenitem (swoją drogą, szkoda że w barwach Zenitu nie grał z takim zapałem, jak przeciwko Zenitowi), wywiady kierowane do pracowników klubu i wynoszenie konfliktów na światło dzienne, brak wsparcia dla przyjaciela, na którego zawzięła się duża część kraju (chodzi o Aleksandra Kokorina - przyp. red.), dywagacje na temat antyfanów zwożonych autobusami na mecze reprezentacji, imitacja stosunku seksualnego z Azmounem. Każda z jego historii wywoływała nową falę negatywnych emocji i rzucała cień na wizerunek klubu. To, co wydarzyło się przed meczem z Krasnodarem, przelało czarę goryczy. Gdyby chodziło o kogoś innego, z naszej strony nie byłoby żadnej reakcji. Zachowanie Dziuby odbieramy jak nadmierne zapatrzenie w siebie i lekceważący stosunek do naszego klubu. 

Po strzelonym golu zawodnik z numerem 22 na plecach jeszcze raz zaprezentował nam swoje stanowisko. Jesteśmy naprawdę szczęśliwi, że teraz nie ma już między nami niedopowiedzeń i że razem z Artiomem Dziubą postawiliśmy wszystkie kropki nad i. 

Przyszłość pod znakiem zapytania

Oczywiście życzenia ultrasów nie mają żadnego przełożenia na decyzje władz klubu, ale to nie rozwiązuje problemów Dziuby. Wielka popularność i status bohatera narodowego są już raczej nie do odbudowania, pytanie co z przyszłością w klubie i reprezentacji? Ostatnią nadzieją piłkarza są trenerzy Siemak i Czerczesow. Ale czy obaj dysponują siłą, która w razie konieczności pozwoli im do końca bić się o Dziubę? 

W przypadku Siemaka jest to mało prawdopodobne. Szkoleniowiec Zenitu kilka miesięcy temu toczył z władzami klubu walkę o powrót Aleksandra Kokorina i ostatecznie musiał uznać swoją porażkę. Gazprom w ostatnim czasie bardzo dba o to, by wizerunek Zenitu był nieskazitelny i nie pozwala sobie na choćby najmniejsze ustępstwa. Klasa sportowa Dziuby jest niepodważalna, ale o Kokorinie również dało się to powiedzieć, a dziś już go w Petersburgu nie ma. Co prawda Dziuba był do niedawna pupilkiem Aleksieja Milera, ale jeśli Gazprom uzna, że to koniec, to nikt za rosłym napastnikiem nie zapłacze. 

Siemak na razie nie odpuszcza. - Moi zawodnicy są dla mnie jak dzieci. Myślę, że żaden rodzic - bez względu na wszystko - nie odwróci się od swojego syna. Robię, co w mojej mocy - nie ukrywał emocji po meczu z Krasnodarem. Dziuba ma sporo szczęścia, że trafił na tak oddanego i wyrozumiałego szkoleniowca. Problem w tym, że Siemak od kilku tygodni jest na cenzurowanym ze względu na rozczarowujące rezultaty, a jego przyszłość w Zenicie jest równie niepewna, co przyszłość Dziuby.

Osobną historią jest reprezentacja. Stanisław Czerczesow po mundialu ma niepodważalną pozycję. Każda jego decyzja zostałaby zaakceptowana, ale nie brakuje opinii, że być może nie będzie chciał kusić losu i narażać się na niepotrzebną krytykę. Najpewniej dlatego z jednej strony wspiera Dziubę, a z drugiej unika pytań o jego przyszłość w reprezentacji. Nawet informację o wykluczeniu z najbliższego zgrupowania przekazał swojemu kapitanowi poprzez członków sztabu szkoleniowego. Kiedy i czy w ogóle z nim porozmawia, tego nie wiadomo. Powrót napastnika do drużyny narodowej aktualnie jest możliwą, ale mocno niepewną kwestią. Pewne jest natomiast, że Dziuba już teraz stracił bardzo dużo, a niekorzystny bilans wcale nie musi się na tym zatrzymać. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się