var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafal Rusek / PressFocus

Przespane lato i zarządcza amnezja. 5 powodów, dla których Skrzypczak poleciał ze Stali

Autor: Maciej Golec
2020-11-11 12:00:29

Zwolnienie Dariusz Skrzypczaka ze Stali nie jest zaskoczeniem zważywszy na ostatnie wyniki beniaminka, ale wywołuje u nas na twarzy uśmiech politowania. Nie minęły nawet dwa tygodnie, od kiedy prezes Jaskot rozpływał się nad trenerskim kunsztem byłego pracownika Lecha Poznań, a dzisiaj jak widać, rzeczywistość jest już zupełnie inna. Jakie są zatem powody rozpędzenia karuzeli trenerskiej?

Przespane lato 

- Chcemy nadal być klubem prowadzonym rozważnie. Na pewno nie będziemy wydawać pieniędzy na prawo i lewo – mówił w lipcu dla nowiny24.pl Bartłomiej Jaskot, prezes Stali Mielec. W tym jest problem. Beniaminek nie miał kasy na transfery, a musiał zasypać poważne dziury, które zrobiły się po odejściu Bartosza Nowaka i Michała Żyry. Nie można jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka – jeśli sprowadzasz do klubu takich zawodników, jak Paweł Tomczyk, Petteri Forsell, Wojciech Błyszko, czy Mateusz Matras i sądzisz, że możesz w takim wypadku mieć oczekiwania na poziomie średniej drużyny Ekstraklasy, to żyjesz w niezłym Matrixie. Gdybyśmy na ulicach Mielca zrobili ankietę na temat tego, czy Stal kadrowo jest przygotowana na Ekstraklasę, jesteśmy dziwnie przekonani, że jakieś 9/10 odpowiedzi byłoby przeczących. A ta jedna to prawdopodobnie głos klubowego pracownika.

Kadra to główny, flagowy powód tego zwolnienia, ale bynajmniej nie idący na konto Dariusza Skrzypczaka, bo co on mógł zrobić? Grał tymi, których dostał, pieniędzy magicznie przecież nie wyczaruje. Kamyczek do ogródka trzeba wrzucić zarządowi, który – chcielibyśmy wiedzieć na jakiej podstawie – oczekiwał znacznie lepszych wyników. Cóż, życzymy powodzenia w osiągnieniu tego celu z kimś innym.

MECZE STALI MIELEC MOŻESZ OBSAWIAĆ W BETSSON. ZAŁÓŻ KONTO I SPRAWDŹ KURSY

Klamra bezsilności

Cztery porażki z rzędu i tylko jedna zdobyta bramka. Co by nie mówić o indolencji transferowej zarządu, nie wypada pominąć aspektu sportowego. Mimo że jedno z drugiego wynika, to srogiego manta u siebie od Wisły Kraków skończonego na 0:6 nie da się nijak usprawiedliwić. Stal nie istniała, była tyko na tablicy wyników jako eleent licznika kolejnych straconych bramek. Mamy wrażenie, że wtedy coś pękło, a porażka dwa tygodnie wcześniej z Podbeskidziem 0:1 i z Wartą Poznań trzy tygodnie później były tylko smutną klamrą i dowodem na to, że nic więcej nie da się z tego wycisnąć. Bo jeśli w fatalnym stylu przegrywasz 0:1 z jednym beniaminkiem, który do tej pory w każdym meczu tracił gola i ma najsłabszą defensywą w lidze, a z drugim – grając przez godzinę 11 na 10 – nie potrafisz kilka razy zagrozić bramce dostając pod koniec meczu gong na 0:1, to z kim masz wygrywać? Przypominamy, że z czerwoną latarnią już to zrobiłeś.

Ślepe poszukiwania

Słabość kadry to jedno, ale formowanie jej przez trenera to drugie. Żeby coś mogło funkcjonować, potrzeba przynajmniej odrobiny stabilności. Oczywiście, władze klubu nie dały jej trenerowi, ale on sam przez te kilka miesięcy ani razu nie wystawił dwa razy z rzędu tej samej jedenastki. Co rusz musiał kluczyć (czasami z powodu kontuzji, co zrozumiałe), przerzucał Forsella ze środka na szpicę, potem kazał grać na skrzydle. Prokić również nie miał określonej pozycji, Flis w jednym meczu biegał jako wahadłowy, by później na jedno spotkanie zostać skrzydłowym. Matras raz grał na stoperze, innym razem jako „6”. Tu 3-5-2, tam 4-5-1 i możemy tak wymieniać. Wiadomo, że gdy nie idzie, trzeba szukać rozwiązań, ale mamy wrażenie, że tego było aż za dużo, wszystko działo się zbyt chaotycznie, efektów tych interwencji brakowało, a trzy sparingi przed sezonem nie pomogły w wykreowaniu żelaznej jedenastki. 

Brak doświadczenia 

Dariusz Skrzypczak nie miał w Polsce żadnej pozycji jako trener. Znany był przede wszystkim z tego, że jest asystentem w Lechu Poznań, a wcześniejsze lata spędzone w Szwajcarii raczej nie wpływały na jego markę. Umówmy się, nikt nie traktuje prowadzenia drużyny w 4. Lidze szwajcarskiej jak wartościowego sprawdzianu. W porównaniu z Ekstraklasą to co najwyżej ciekawa przygoda, dobra zabawa, ale nie weryfikacja. Dlatego naszym zdaniem duży wpływ na ekspresowe zwolnienie miała po prostu nieznajomość warsztatu i umiejętności trenerskich Dariusza Skrzypczaka.

Gdyby na jego miejscu był Maciej Skorża czy inny Jan Urban, to rozmowa prawdopodobnie byłaby inna. Osobę, po której wiadomo, czego mniej więcej można się spodziewać, obdarzono by pewnie dużo większym zaufaniem i pozwolono spróbować wyjść z kryzysu. A jako że Skrzypczak to nowicjusz na tym poziomie, to kto wie, czy samemu z tym składem potrafiłby wygrzebać się z bagna? Inna sprawa, że w takiej sytuacji nie rozumiemy za bardzo samej idei jego zatrudnienia, bo w tym momencie aż razi w oczy papierowe zaufanie ze strony zarządu objawiające się w zasadzie tylko zatrudnieniem.. Ale cóż, nie żebyśmy byli jakoś specjalnie zaskoczeni. 

Zarządcza amnezja 

A zwłaszcza, gdy czytamy takie rzeczy, jak wywiad prezesa Stali Bartłomieja Jaskota, który ukazał się 30 października w „Przeglądzie Sportowym”. 

„Dariusz Skrzypczak może być spokojny o pracę. Broni go warsztat. Widać, że praca z nim rozwinęła kilku zawodników i w tym upatruję nadziei na przyszłość. Trener gwarantuje solidną, skrupulatną pracę, dużo rozmawia z piłkarzami. Czas, jaki dostanie, może zaprocentować. Sztab ciągle eksperymentuje, ale po ośmiu meczach chyba już doszedł do koncepcji, jak ma wyglądać drużyna. Teraz trzeba ją pielęgnować.

(…) Jestem bardzo cierpliwy i o tę cierpliwość proszę kibiców i sponsorów. Wszyscy muszą zdawać sobie sprawę, że Stal ma niewiele większy budżet od Warty. Mamy za to wielkie serca do pracy i marzenia. Jesteśmy na dorobku i naszym celem jest utrzymanie. Musimy wytworzyć wokół siebie atmosferę wiary i nadziei w to, co robimy. Nie możemy się załamywać i działać nerwowo”.

Tutaj szerokiego komentarza chyba nie trzeba. Podziwiamy jednak, że jedna porażka (co prawda grając w przewadze z beniaminkiem, ale nadal – jedna porażka) potrafi aż tak bardzo wywrócić ogląd na rzeczywistość osoby zarządzającej klubem. Tu nie ma ani krzty logiki, konsekwencji, a tym bardziej czasu i cierpliwości, o których mówi prezes Jaskot. Źle się zestarzał ten wywiad, oj źle. Wiele mówi o budowaniu projektu, który najwidoczniej sti na fundamentach ze styropianu. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się