var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Rafal Rusek / PressFocus

Honor i uczciwość w nowym wydaniu, czyli medialne wygibasy prezesa Stali

Autor: Maciej Golec
2020-11-14 13:50:07

Zanim zacznie się kogoś stawiać pod ścianą i wywierać presję samemu kreując definicję honoru i uczciwości, wypadałoby najpierw spojrzeć w lustro i pomyśleć, czy aby na pewno ma się do tego moralne prawo. Bartłomiej Jaskot jest prezesem Stali bardzo krótko, a już zdążył wypowiedzieć tyle sprzecznych ze sobą tez, że aż głowa puchnie.

Wczoraj minęły cztery miesiące odkąd Bartłomiej Jaskot przerzucił się ze stołka dyrektora klubu na stołek prezesa. I pod względem PR-owym na teraz trudno było chyba o gorszą decyzję. Ostatni wywiad, którego udzielił dla Weszło, totalnie załamał nam ręce, ale nie był jedynym absurdem ostatnich tygodni i miesięcy, który umieszcza go w roli głównej. Raczej zwieńczeniem i utwierdzeniem nas w przekonaniu, że są w Polsce klubu prowadzone lepiej niż Stal Mielec.

We wtorek 10 listopada zwolniono trenera Dariusza Skrzypczaka. Nie było wyników, stylu, były za to porażki z dwoma beniaminkami i kompromitacja z Wisłą Kraków – 0:6. Sam fakt podmianki szkoleniowca na Leszka Ojrzyńskiego nie jest niesmaczny ani dla nikogo raczej zadziwiający. Wszystko rozbija się bowiem o to, co dzieje się wokół tego wydarzenia. A co się dzieje? 

Dwa dni po komunikacie klubu Bartłomiej Jaskot udziela groteskowego wywiadu Pawłowi Paczulowi z Weszło. Przyznaje w nim, że problemem wyników mógł być niewystarczający materiał piłkarski, po czym mówi, że „za kilka miesięcy zobaczymy, czy to była dobra decyzja. Ale jeśli mieliśmy zmieniać, to teraz był idealny moment” jednocześnie przyznając, że nie mają teraz możliwości, by mieszać w kadrze, więc ktoś musiał być ofiarą. 

No przecież, to logiczne. W każdej korporacji, w której sytuacja finansowa jest nieciekawa, a pracownicy na etacie są do niczego, zwalnia się szefa działu nawet jeśli nie ma się do niego warsztatowych zastrzeżeń. A to, że na liście płac masz kolejnego pracownika? Kto by się tym przejmował. No, chyba że nie masz...

Tu kolejny cytat z Bartłomieja Jaskota odnośnie do Dariusza Skrzypczaka po tym, jak dziennikarz wyraził wątpliwość, że dwóch trenerów na etacie nie polepszy sytuacji finansowej klubu:

- To jest człowiek honorowy i uczciwy. Od samego początku rozmawialiśmy, że może być taka sytuacja i każdy trener, który zaczyna w Ekstraklasie, ma tego świadomość. Negocjujemy, wierzę, że wszystko się dobrze skończy dla obydwu stron.

Przy tym się na chwilę zatrzymajmy, bo jest to w pewnym sensie niesamowite. To znaczy, rozumiemy, że przy podpisywaniu kontraktu rozmowy o ewentualnej przyszłości są normalnością i nawet doceniamy, że nie owija się w bawełnę, tylko mówi o możliwych scenariuszach. Ale, na Boga, z kontekstu wynika, że Dariusz Skrzypczak będzie uznany przez Jaskota za honorowego i uczciwego, gdy ten albo porzuci wynagrodzenie za okres po zwolnieniu aż do końca kontraktu, albo pójdzie na ugodę z klubem. Jest to bardzo nie fair i branie go za moralnego zakładnika wygląda po prostu bardzo słabiutko.

MECZE STALI MIELEC MOŻESZ OBSTAWIAĆ U NASZEGO PARTNERA BETSSON. ZAREJESTRUJ SIĘ I SPRAWDŹ OFERTĘ

Uczciwość, panie prezesie, polega przede wszystkim na dotrzymywaniu umów. A honor? Nie wiemy, może na zachowaniu dobrego imienia i ponoszeniu odpowiedzialności za własne błędy? Skoro mówił pan, że trener Skrzypczak nie dostał wsparcia kadrowego i między innymi dlatego go zwolnił (choć nie musiał), to czyja w tym jest wina? Bo my u 53-latka nie widzimy jej na pewno w takim stopniu, w jakim u pana. Co prawda nie mamy wiedzy, jak prezes Jaskot dogadał się z Dariuszem Skrzypczakiem, ale skoro mówił, że trener był tym zwolnieniem zaskoczony, to chyba ktoś wysyła tutaj sprzeczne sygnały. I mamy podejrzenie kto.

Jeszcze dwa tygodnie temu na łamach „Przeglądu Sportowego” Bartłomiej Jaskot wypowiadał się w takim tonie:

Dziennikarz: Trener Dariusz Skrzypczak może być spokojny o pracę?

Jaskot: Tak. Broni go warsztat. Widać, że praca z nim rozwinęła kilku zawodników i w tym upatruję nadziei na przyszłość. Trener gwarantuje solidną, skrupulatną pracę, dużo rozmawia z piłkarzami. Czas, jaki dostanie, może zaprocentować. Sztab ciągle eksperymentuje, ale po ośmiu meczach chyba już doszedł do koncepcji, jak ma wyglądać drużyna. Teraz trzeba ją pielęgnować (…) Jestem bardzo cierpliwy i o tę cierpliwość proszę kibiców i sponsorów. 

„Upatruję nadziei na przyszłość”

„Czas, jaki dostanie (Skrzypczak), może zaprocentować”

„Trzeba ją (kadrę) pielęgnować”

„Jestem bardzo cierpliwy”

Wszystkie te wyrażenia odnoszą się do przyszłości czy to kadry, czy samego trenera. To, że prezes jest emocjonalny, wiemy z poprzedniej części wywiadu, kiedy powiedział, że płakał po porażce z Wisłą Kraków 0:6, ale że aż tak zmienny i chimeryczny, by po jednej porażce zmienić perspektywę o 180 stopni? No chyba że nieuczciwy, bo decyzja była podjęta już wcześniej? Ale o to pana prezesa przecież nie śmielibyśmy podejrzewać. Jednocześnie trochę współczujemy Leszkowi Ojrzyńskiemu, bo czort wie, co tym razem jego może czekać.

Kwestia nieprzedłużenia umowy z Dariuszem Marcem po awansie do Ekstraklasy to kolejny kamyczek do ogródka wówczas świeżo upieczonego prezesa Stali. Choć i w tym akurat wypadku nie sam koniec współpracy jest najważniejszy, Jaskot miał przecież prawo postawić warunki i od niech uzależnić podpisanie umowy. Chodziło o przyłączenie trenera drugiego zespołu Macieja Stefańskiego do sztabu Dariusza Marca kosztem Janusza Świerada, asystenta, który razem ze szkoleniowcem przychodził do Mielca. Marzec zgodzić się na to nie chciał, ale – co ważniejsze – sam Świerada nie miał pojęcia o tym ultimatum.

- Powiedział, że gdyby wiedział, że mam przez to odejść, to sam by się wycofał. Nie mówiłem mu o tym właśnie dlatego. On również był współtwórcą tego sukcesu. Awansowaliśmy razem, więc chciałem w tej ekstraklasie pracować również z nim – powiedział Marzec 9 sierpnia portalowi nowiny24.pl.

Z kolei 31 lipca na Sportowych Faktach mówił tak:

- Rozmawialiśmy z zarządem w niedzielę, rozmowy zostały zawieszone, bo nie wszystko udało się wtedy dograć. W późniejszym czasie potwierdziłem jednak prezesowi, że wraz z całym sztabem akceptujemy warunki finansowe. Uważałem, że temat jest tym samym zamknięty. Miałem dostać odpowiedź w czwartek po posiedzeniu zarządu, ale jej nie dostałem, a prezes nie odbierał ode mnie telefonu. 

Czyli prezes ani nie oddzwaniał, ani nie odbierał telefonów od ówczesnego trenera, przez co ten musiał się pofatygować do Mielca, żeby czegokolwiek o swojej sytuacji się dowiedzieć. A wszystko działo się poza Januszem Świeradem, który w tym porze był kością niezgody.

A ponoć Bartłomiej Jaskot miał tak duże zaufanie do trenera – jak sam przyznał w rozmowie z Weszło z lipca, kiedy toczyły się rozmowy o nowej umowie. Tak duże, że podważono jego wizję trenerską, co doprowadziło do szukania nowego trenera po historycznym awansie do Ekstraklasy. Ale co my tam wiemy, może Dariusz Marzec nie był wystarczająco honorowy i uczciwy? 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się